Dział: PRASA

Dodano: Czerwiec 13, 2013

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Partie płacą dziennikarzom, a ci uważają, że nadal są niezależni

Dziennikarze, którzy znaleźli się na listach płac partii politycznych, bronią się, że zlecenia od polityków nie wpływają na ich niezależność i że biorą je wtedy, gdy nie uprawiają dziennikarstwa. 

"Gazeta Wyborcza" prześledziła wydatki dwóch partii: Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej. Okazało się, że wydają one miliony złotych na agencje PR i usługi dziennikarzy. Usługi PR dla PiS świadczyli: Sergiusz Trzeciak (agencja), Bogdan Szcześniak (agencja) i Stanisław Janecki (były redaktor naczelny "Wprost", obecnie publicysta tygodnika "Sieci"). Ten ostatni otrzymał od partii 40 tys. zł. Po kilka tysięcy złotych dostali: Andrzej Urbański (były prezes TVP), Małgorzata Raczyńska (była dyrektor TVP 1), Teresa Bochwic (członek zarządu głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich). 143 tys. zł z konta PiS wpłynęło na konto Radia Wnet należącego do Krzysztofa Skowrońskiego, byłego dziennikarza Radia Zet, a za rządów PiS szefa radiowej Trójki, obecnie prezesa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Skowroński powiedział "GW", że nie wie, na co poszły pieniądze otrzymane z PiS. Nie widzi kolizji między przyjmowaniem korzyści finansowych od partii politycznej, uprawianiem zawodu dziennikarza i pełnieniem funkcji prezesa stowarzyszenia dziennikarzy. - Czuję się niezależnym dziennikarzem - tylko tyle powiedział "Presserwisowi" i odesłał do swojego oświadczenia zamieszczonego na stronie SDP.pl. Napisał w nim, że "pieniądze, które zarabia Radio Wnet wydajemy na urzeczywistnienie prawa obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej". Dodał też, że podczas jego prezesury w SDP udaje się zbudować instytucje i program, które efektywnie mają wspierać niezależne media i dziennikarzy. "Pozyskaliśmy pieniądze ze szwajcarskiego projektu i ręczę, że przez ten fakt ani ja ani Stowarzyszenie nie stało się szwajcarskie" - tłumaczy Skowroński.
Nie ma sobie nic do zarzucenia także Stanisław Janecki, który otrzymał z PiS 40 tys. zł za usługi public relations i przygotowanie opracowań dla posłów. Wczoraj od rana bronił się i jednocześnie atakował adwersarzy na Twitterze tym, że podczas współpracy z PiS nie był dziennikarzem, a musiał zarabiać z powodu wydatków na leczenie córki. "Bardzo dziękuję tym, którzy pomogli mi zdobyć środki na leczenie córki, gdy w jednym roku wyrzucano mnie 4 razy z pracy w dziennikarstwie. Ci, którzy robią sensację z tego, że ratowałem dziecko są zwykłymi hienami i szmatami, ale nie życzę im, by spotkało ich to, co mnie" - napisał Janecki. W jego współpracy z PiS nie widzi problemu Michał Karnowski, członek zarządu spółki Fratria wydającej tygodnik "Sieci", w którym Janecki jest publicystą. - Przed podjęciem współpracy z tygodnikiem Stanisław Janecki poinformował nas, że miał epizod współpracy z PiS i wyjaśnił, że był wówczas w dramatycznej sytuacji życiowej. Nie byłem tym zachwycony, ale też nie podejmuję się rozstrzygać, co w tak trudnych okolicznościach powinien zrobić. Pewne jest, że w czasie współpracy z naszym tygodnikiem nie brał pieniędzy od żadnej partii politycznej – mówi Karnowski.
PiS wspomogło też kwotą 20 tys. zł fundację Lux Veritatis ojca Rydzyka, nadawcę telewizji Trwam.
Innym dziennikarzom niż PiS płaciła Platforma Obywatelska (na jej liście płac są też agencje reklamowe: Pan Media Western, CAM Media, DDB). Fundacja Świat Ma Sens założona m.in. przez Witolda Beresia i Krzysztofa Burnetkę dostała 400 tys. zł od PO na organizację projektów kulturalnych i społecznych. Burnetko to były dziennikarz "Tygodnika Powszechnego" i "Polityki", nadal współpracuje z serwisem internetowym Polityka.pl. Przyznaje, że osobiście napisał za ok. 400 zł trzy analizy dla Instytutu Obywatelskiego, think tanku PO. Zaznacza, że nigdy tego nie ukrywał, bo podpisał się pod swoimi analizami. - Niedawno na Polityka.pl skrytykowałem wizytę polskiej delegacji sejmowej w Chinach, na czele której stała marszałek Ewa Kopacz z PO. Nie krytykowałbym Kopacz, gdybym był zależny od tej partii – zapewnia Burnetko. Podkreśla, że fundacja Świat Ma Sens nie realizuje projektów politycznych, tylko kulturalne i społeczne. - To zacne, że są jeszcze partie polityczne, które zasilają projekty kulturalne – uważa.
Po kilka tysięcy złotych otrzymali też od PO za współpracę z Instytutem Obywatelskim komentatorzy Aleksander Kaczorowski i Jerzy Skoczylas. PO dała też zarobić ok. 48 tys. zł firmie Bereś Baron Media Production za doradztwo medialne. Jej współwłaściciel Witold Bereś zauważa, że od dawna nie jest już dziennikarzem. - Od czasu mojego odejścia z "Gazety Wyborczej" w 2006 roku nigdzie nie ma moich tekstów. Piszę książki, organizuję imprezy i produkuję filmy – wyjaśnia.
Konrad Piasecki nie ma pretensji do byłych dziennikarzy, którzy teraz współpracują politykami. Nie chce też jednoznacznie oceniać tych, którzy służyli politykom w czasie, gdy nie uprawiali zawodu dziennikarza. - To zawsze jest dwuznaczne moralnie, ale nie jestem Katonem i wiem, że czasem trzeba się imać różnych zajęć. Jednak osoba, która uprawia zawód dziennikarza, powinna ujawnić fakt takiej współpracy, a nie atakować wszystkich, którzy ją o to pytają – mówi Piasecki.
Paweł Lisicki, redaktor naczelny "Tygodnika do Rzeczy", nie ma wątpliwości, że mediom wolno przyjmować pieniądze za zlecenia reklamowe od partii politycznych. - Jeśli Radio Wnet zarobiło na reklamach PiS w sposób ogólnodostępny dla innych mediów, to trudno mieć pretensje. Jeśli jednak pieniądze przyjmuje dziennikarz, to staje się on niewiarygodny. Można mieć też wątpliwości co do niezależności dziennikarza, który brał pieniądze od polityków, gdy nie wykonywał zawodu, a potem do niego wrócił – mówi Lisicki.
Praktykę przyjmowania pieniędzy od polityków przez dziennikarzy ostro potępił w "Poranku Radia Tok FM" Jarosław Gugała, szef pionu informacji w Polsacie. "To niejasne, nieczyste, pokazuje, że polityka w Polsce polega na urabianiu opinii poprzez opłacanie dziennikarzy, którzy de facto są żołnierzami frontu ideologicznego" – stwierdził Gugała.

MW

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

PODOBNE ARTYKUŁY

Dział: PRASA

Dodano: Czerwiec 13, 2013

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Martin Sorrell pozostaje szefem WPP

Martin Sorrell został niemal jednogłośnie wybrany na prezesa koncernu WPP na kolejną kadencję. 

Sorrell otrzymał 99,98 proc. głosów podczas walnego zgromadzenia udziałowców koncernu.
Przy okazji wyboru prezesa ogłoszono aktualne wyniki finansowe WPP - w ciągu pierwszych czterech miesięcy br. koncern odnotował przychód rzędu 3,45 mld funtów, o 6,7 proc. więcej, niż w tym okresie ub.r.

ATS

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

PODOBNE ARTYKUŁY