Dział: PRASA

Dodano: Czerwiec 09, 2013

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Do dzieła Panie Prezydencie! - nawołuje wydawca "Kuriera Słupeckiego"

Prezydent RP Bronisław Komorowski i Janusz Ansion (fot. Joanna Ansion)

Aaa, to pan! - tak przywitał prezydent Bronisław Komorowski wydawcę „Kuriera Słupeckiego” na wiadomość, że ma do czynienia z sądowym oponentem wicemarszałka sejmu, Eugeniuszem Grzeszczakiem.

Okazją do odwiedzin Pałacu Prezydenckiego było wręczenie nagród konkursu „Filary Demokracji Lokalnej”. Dziennikarze gazet lokalnych mieli okazję do uściśnięcia dłoni Prezydenta i poczucia przez chwilę, że ich ciężka praca nie idzie na marne.
Do tego, że funkcjonariusze samorządowi chętnie pojawiają się przy każdej okazji, w której mogą przez chwilę zabłysnąć pod sztandarem demokracji jesteśmy już przyzwyczajeni. Bez względu na to, czy jest to wójt, czy burmistrz.
Tym razem jednak, Dominik Księski, prezes Stowarzyszenia Gazet Lokalnych przygasił beztroski blask prezydenckiego żyrandola. Księski wyłonił w obecności dziennikarzy i prezydenckiej świty, niewesoły obraz bitwy urzędniczo-medialnej, która od dawna trawi świat lokalnych mediów. To, że odcina się nas od informacji publicznej, szantażuje wstrzymaniem płatnych ogłoszeń, nęka doniesieniami do prokuratora, składa prywatne akty oskarżenia z art. 212 Kodeksu Karnego. To wszystko powoduje, że dziennikarzy i wydawców się osłabia, czasem zastrasza. W ten sposób powstaje łatwe do zagospodarowania pole dla urzędniczego, niczym nie zmąconego PR-u. To dzięki niemu samorządowcy z łatwością wygrywają kolejne wybory. I tak w kółko.
„To wasza praca, powodzenia” - uściskiem dłoni, optymistycznie zakończył Prezydent Komorowski wspólne zdjęcie ze słupeckim wydawcą, który stara się wyjaśniać, jak działa urzędnicza sitwa na prowincji. Tu pojawiła się nadzieja, że to, co dzieje się w Słupcy, w jakimś stopniu pomoże zrozumieć, dlaczego urzędnicy nie powinni mieszać się do pracy mediów.
To, że syn wicemarszałka zakłada tygodnik w powiecie słupeckim wygląda niepozornie. Każdy ma prawo. To, że pracuje w nim jako „dziennikarz” szef biura wicemarszałka sejmu, budzi niepokój. Ale to, że i burmistrz, i starosta, i radni, i zarząd powiatu, i wójtowie podlegli są partyjnie wicemarszałkowi, rozpoczyna całą lawinę zależności, która wcześniej, czy później prowadzi do groteski. I tak się dzieje.
A to urzędnik wprost szantażuje niezależnego wydawcę, by nikt z „układu” nie dawał płatnych ogłoszeń niepokornemu wydawcy. A to starosta twierdzi, że ma „swoich” dziennikarzy i tylko im będzie udzielał wywiadów. Ba, grozi nawet, że nie spotka się z mieszkańcami, gdy nie będzie w pobliżu „jego” ludzi. A to zaufani „dziennikarze” bronią starostę, składając bezpodstawne doniesienia do prokuratury. A to burmistrz ukrywa wydatki na lokalne media, bo mogłoby się okazać, że wydaje je niezgodnie z interesem publicznym. W bitwie o nieudzielenie informacji publicznej, nie wykonuje nawet wyroku Sądu Administracyjnego w Poznaniu, który go do tego zmusza. Do dziś bezskutecznie. Żona wicemarszałka, dyrektor miejscowej szkoły również ignoruje pytania o wydatki na gazetę syna, któremu bez zażenowania zleca publiczne ogłoszenia.
Starosta nie rozumie także prowokacji dziennikarskiej Janusza Ansiona i Zbyszka Walczaka z "Kuriera Słupeckiego". Urzędnik zlecił ogłoszenie za 100 zł do fikcyjnej gazety, nie sprawdzając, do kogo publiczna informacja trafi. Autorzy prowokacji wydrukowali tylko trzy kartki z ogłoszeniem i w ten sposób udowodnili, że w Polsce można bezmyślnie marnować pieniądze na nieefektywne zlecenia. Tą metodą można bezkarnie wspierać płatnymi ogłoszeniami swoich ulubieńców. Bezkarnie, ponieważ wszelkie próby protestów i zgłoszenia lokalnych wydawców do Regionalnej Izby Obrachunkowej nie znajdują zainteresowania. RIO nie przejmuje się również pieniędzmi wydawanymi na „gazety” samorządowe. Plaga, w większości propagandowych, chwalących działania urzędników wydawnictw, nijak ma się do etyki dziennikarskiej, a już kompletnie rozmija się z interesem publicznym.
Tu również przykład ze Słupcy. Informacja o wyroku skazującym burmistrza Słupcy o nieudzielenie informacji publicznej nie ukazał się w jego Informatorze. Redaguje go, nomen omen... współpracownik Grzeszczaka. Dlaczego mieszkańcom miasta oszczędzono tej niewygodnej dla władzy informacji? Ponieważ autor opisałby swojego szefa, zepsułby opinię „układowi”, który go zatrudnia. Interes publiczny cierpi, interes urzędników zyskuje.
Jak w takich przypadkach bronić interesu publicznego?
Sprawa wydaje się prosta. Na początek należy zabronić urzędnikom zlecania ogłoszeń do wydawnictw, które nie mają audytu. Tylko ktoś, kto ma potwierdzoną sprzedaż może gwarantować, do ilu odbiorców trafi informacja. Wówczas, jak każdy przyzwoity marketingowiec, urzędnik musi wybrać najlepszą lokalną ofertę. Niekoniecznie swojego partyjnego szefa.
Przykładem może być również słupecki casus. Starosta nie pyta w ilu egzemplarzach rozchodzi się gazeta Grzeszczaka. Zleca swoim partyjnym pryncypałom ogłoszenia za publiczne pieniądze, licząc zapewne na kolejne intratne stanowiska dla siebie i swoich znajomych. To wszystko naszym kosztem, czyli podatników.
Jak znakomicie stwierdził Dominik Księski na spotkaniu z Prezydentem: - Samorząd jest silny, coraz silniejszy – doświadczeniem, wypracowanymi technikami zdobywania i utrzymywania władzy. Traktuje niezależną prasę lokalną jako konkurenta do władzy, jako siłę polityczną, którą trzeba pokonać. Jako przeszkodę w rządzeniu.
Czy w takim razie Prezydent, z równym zapałem co twórcy prasy lokalnej, będzie walczył o poprawę ustaw? Wierzę, że stanie po stronie wszystkich obywateli swojego kraju, a nie kolegów z sejmowych korytarzy. Bo Ci, wciąż zajęci są „wyciąganiem milionów” z dziennikarskiej kieszeni.

Janusz Ansion - "Kurier Słupecki"

(09.06.2013)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter

PODOBNE ARTYKUŁY

Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.