Dział: WYWIADY

Dodano: Luty 27, 2013

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Postrach PR-owców

Starszy dyżurant opowiada, jak zbiera swoje historyjki i na co liczy, prowadząc profil "Press" na Facebooku.

Artur Małek, NaFejsie.pl: Podobno branża PR boi się waszego fan page, a konkretnie pojawienia się na nim. Jak cel ma ten fan page, co chcecie osiągnąć?

Elżbieta Rutkowska, "Press": Nic nie wiem, żeby się nas bali. Dobrze, że są, czytają i dyskutują. Staram się opisywać sytuacje, a nie poszczególnych PR-owców czy dziennikarzy. Każdy może popełnić błąd, więc nie ma co się natrząsać i wytykać palcami. Po cichu liczę, że ten i ów przy następnej okazji pomyśli dwa razy, a w śmielszych marzeniach - że wyśmiana praktyka w końcu zniknie z mediów.

Motorem waszej strony są historie i spięcia na linii dziennikarz/PR-owiec. Zabawne, pouczające i  (ponieważ opowiadacie o własnych przygodach) zawsze z atutem autentyczności (choć trafiają się też sucharki ;) Jak zbieracie historie?

Zbieram te historyjki chałupniczo, opierając się na własnych doświadczeniach i na tym, co przydarza się kolegom. Fan page rozkręcił się już na tyle, że czasami dziennikarze z innych redakcji też dzielą się z nami swoimi spostrzeżeniami czy kuriozalnymi e-mailami. Generalnie nie ma w tym nic z systemu – raczej radosna twórczość.
Najzabawniejsze w „Z życia newsroomu” i „Z cyklu PR” jest to, że wszystkie opowieści są prawdziwe. Najlepsze scenki przychodzą same, trzeba tylko nadstawić ucha. Gdybym miała to wszystko wymyślać… To byłby koszmar. Zresztą w wirze codziennej pracy i tak nikt nie miałby czasu na odgrywanie ról „pod Facebooka”. A że dla kogoś to czasem suchary? Widać życie się powtarza.

Wymieniłaś już kilka piguł tematycznych, wokół których budujecie posty na stronie, czyli: „Z życia newsroomu”, „Z cyklu PR” i „Dzień dobry”. Czy możesz je krótko opisać? Czy są jeszcze inne cykle/tematy?

Najstarszym cyklem jest „Z życia newsroomu”. Zaczęło się parę lat temu od wrzuconej na próbę scenki, którą podpatrzyłam na korytarzu. Wpis się spodobał, więc od tamtej pory przez Facebooka przewinęli się wszyscy nasi dziennikarze, redaktorzy, korektorzy i researcherzy. Przez pewien czas funkcjonowała też rubryka „Przychodzi redaktor do newsroomu” - aż redaktorzy przestali wychodzić ze swojego pokoju, zwanego pieczarą. Jednym z pierwszych bohaterów cyklu „Telefon” był pan, który zatelefonował z pytaniem „Gdzie się dodzwoniłem?”. Padła odpowiedź, że do redakcji „Press”. – „Ale to dziennik telewizyjny?”
Największe powodzenie mają anegdoty „Z cyklu PR” – pewnie dlatego, że między dziennikarzami a PR-owcami tak iskrzy. Jest też, ostatnio trochę zaniedbany „Kącik”, w którym gościnnie występują nasi korespondenci podrzucający różne kwiatki z sieci – przede wszystkim Winston.

Macie 23 tys. fanów, jest potencjał. Jakie plany rozwoju fp?

Liczbowych poprzeczek już sobie nie stawiamy. 20-tysięcznego fana uczciliśmy w redakcji tortem (zdjęcia trafiły oczywiście na fan page). Nikt nie wierzył, że może nas obserwować tyle osób – w końcu „Press” to pismo branżowe, a nie mainstream. Z tej okazji dyżurant (czyli ja) sam się awansował na starszego dyżuranta. Nazwa wzięła się stąd, że kiedyś ktoś zgryźliwie skomentował, iż wpisy robi „pewnie jakiś dyżurant-maturzysta”. I tak zostało. Co do planów, to chcielibyśmy dopracować się na Facebooku lepszej komunikacji z czytelnikami „Pressu” i „Presserwisu”.

A co to znaczy „lepszej komunikacji”? Obecna kuleje?

Chodzi o proporcje między żartami a poważniejszą dyskusją. Zdrowa szczypta tej ostatniej dodaje Facebookowi smaku.

Na jakiej treści/konkursie/zdarzeniu przybyło Wam najwięcej fanów?

Do eksplozji doszło w czasie Euro 2012, gdy umieściliśmy zdjęcie z radziecką flagą, którą w „Wiadomościach” zilustrowano materiał o Rosji. Nagle przybyło nam kilkuset fanów, podczas gdy normą jest kilku, w najlepszych dniach – kilkunastu. Sprawa flagi natychmiast stała się głośna, temat podchwyciły inne media, duże portale.
Konkursy robimy rzadko, bo nie chodzi nam o „kupowanie” fanów. Najczęściej łączą się z jakąś dyskusją. Np. przed premierą naszej książki „101 reklam, które musisz znać” pytaliśmy o kampanie, które ludziom utkwiły w pamięci – i autorki książki skrupulatnie analizowały potem odpowiedzi internautów.

Jakieś złote rady dla osób prowadzących fan page mediów - gazet, radia, TV?

Na Facebooku jestem amatorem - co oznacza, że lubię to robić. I to chyba najlepsza rada, jaką mogę dać innym prowadzącym fan page.

Wywiad pochodzi z serwisu NaFejsie.pl

(27.02.2013)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter

PODOBNE ARTYKUŁY

Dział: WYWIADY

Dodano: Marzec 27, 2013

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Róbcie własne programy!

Rozmowa z Katarzyną Bosacką, autorką programu "Wiem, co jem" w TVN Style, która zarzuca producentom "Zdrowia na widelcu" w Polsat Cafe kopiowanie jej pomysłów

Chce Pani zmonopolizować telewizyjne programy o zdrowej żywności?

Oczywiście, że nie. Zdaję sobie sprawę, że każdy może podejmować takie tematy. Ba, autorzy nowych programów będą pewnie korzystać z moich doświadczeń. Czym innym jest jednak inspiracja, a czym innym ustawienie formatu w identyczny sposób, jak w "Wiem, co jem". Moim zdaniem podobieństwa pierwszych odcinków programu emitowanego w Polsat Cafe do mojej audycji sięgają tak daleko, że można już mówić o zwyczajnym skopiowaniu scenariusza.

Jak producenci "Zdrowia na widelcu" mogli dotrzeć do Pani scenariuszy sprzed lat?

W pierwszych latach emisji "Wiem, co jem" to Formacja TV była producentem programu. Mają więc scenariusze pierwszych 47 odcinków.

Czego Pani teraz oczekuje od Formacji TV?

Nie mam roszczeń finansowych, poza zwrotem kosztów sądowych. Chcę tylko, żeby Formacja TV przyznała się do kopiowania moich pomysłów, przeprosiła i zaprzestała tych praktyk oraz żeby nie rozpowszechniano odcinków opartych na moich scenariuszach – tj. tych dotyczących żywności "light" i szynki. Nie zamierzam nikogo powstrzymywać przed robieniem programu o żywności i żywieniu. Nie chcę tylko, żeby ktokolwiek wykorzystywał moją pracę i przedstawiał to jako swój program.

Pod koniec ubiegłego roku wezwała już Pani Formację TV do zaniechania kopiowania Pani pomysłów. Jaki był skutek?

Nowsze odcinki "Zdrowia na widelcu" odbiegają już od moich scenariuszy, a prowadząca nie powtarza moich słów. Pojawiły się tematy, których ja nie poruszałam, np. ten dotyczący kanapek. Widać też, że szukają własnych pomysłów inscenizacyjnych, bo znacznie więcej czasu poświęca się tam teraz na gotowanie. Odcinki o szynce i żywności "light", będące moim zdaniem kopiami "Wiem, co jem" nie są już wprawdzie powtarzane w Polsat Cafe, ale wciąż można oglądać w Ipli.

Rozmawiała Elżbieta Rutkowska
fot. archiwum TVN

(27.03.2013)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.