Dziennikarze stanęli w obronie Jacka Kurskiego i jego samochodu
Jacek Kurski, europoseł Prawa i Sprawiedliwości, przekazał wczoraj 90 tys. zł komornikowi na pokrycie swoich długów wobec Agory, wydawcy "Gazety Wyborczej". Choć było to spowodowane przegranymi procesami cywilnymi, uważa, że został ukarany za głoszone poglądy. W jego obronie stanęli politycy, a wraz z nimi dziennikarze.
Dług Kurskiego był konsekwencją nieopublikowania przez niego przeprosin na łamach ”Gazety Wyborczej”, do czego zobowiązał go sąd. Kurski miał przeprosić Agorę za to, że cztery lata temu w programie TVP ”Warto rozmawiać” oskarżał ”GW” o układ medialny z firmą handlującą ropą J&S. Przegrał on także drugi proces z Agorą za wypowiedź z 2008 roku, gdy mówił o dławieniu wolności słowa i terrorze medialnym ”Gazety”, komentując pierwszy wyrok. Ponieważ mimo wyroków nie opublikował przeprosin na łamach ”GW”, ta za zgodą sądu zamieściła je sama w ramach tzw. wykonania zastępczego, kosztami publikacji obciążając Kurskiego. Właśnie z tego powodu komornik zajął auto polityka, które wczoraj miało zostać zlicytowane. Do sprzedaży samochodu BMW europosła nie doszło, bo żaden z uczestników licytacji nie chciał zapłacić ceny wywoławczej (89 250 zł). Po licytacji Kurski podczas briefingu prasowego przekazał komornikowi 90 tys. zł. Zaapelował do Agory, aby ”te pieniądze, które wymusza przy pomocy komornika na polityku przeciwnej opcji, przekazała powodzianom z Bogatyni”. – W tej sprawie nie chodzi o samochód, ale mamy do czynienia z pierwszą w wolnej Polsce po 1989 roku licytacją majątku polityka przez potężny koncern medialny za głoszone poglądy – zaznaczył Kurski. W niedzielę przeciwko licytacji auta Kurskiego zaprotestowali politycy (m.in. Zbigniew Romaszewski, Marek Migalski, Paweł Kowal, Ryszard Bugaj), a wraz z nimi dziennikarze. List w tej sprawie podpisali: Teresa Bochwic, Piotr Gursztyn, Jerzy Jachowicz, Igor Janke, Michał Karnowski, Joanna Lichocka, Tomasz Sakiewicz, Piotr Semka, Bronisław Wildstein, Piotr Zaremba. Napisano w nim, że wypowiedzi Kurskiego mieściły się w ramach szeroko rozumianej krytyki i polemiki politycznej, a licytacja majątku to ”praktyka oznaczająca dławienie wolności słowa i ograniczanie debaty publicznej”. Dlaczego dziennikarze stanęli w obronie polityka, który przegrał z gazetą proces cywilny? ”Moim zdaniem żądanie od posła tak dużych pieniędzy, doprowadzanie do licytacji są działaniami groźnymi, zagrażającymi swobodzie głoszenia poglądów. To nie przystoi mediom, takie działania doprowadzają do pogłębiania się utraty zaufania czytelników/widzów/słuchaczy wobec instytucji, które miały być czwartą władzą” – tak w Salon24.pl swój podpis pod listem tłumaczył Igor Janke z ”Rzeczpospolitej”. – Licytacja samochodu to drastyczne zastosowanie sankcji wobec Kurskiego przez ”Gazetę Wyborczą”. To bardzo rygorystyczna egzekucja niewspółmierna do nadużycia – dodaje Joanna Lichocka, dziennikarka prowadząca w TVP 1 program ”Z refleksem”. – Wydaje mi się, że działania ”Gazety Wyborczej” wynikały z chęci walki politycznej niż sprawiedliwości – uważa Lichocka. Dodaje, że ma świadomość, iż jako dziennikarka wstawiła się za politykiem, ale w tym wypadku chodziło jej o wolność wyrażania opinii. - Jacek Kurski kolejny raz kłamie, a osoby, które się podpisały pod listem ”Przeciw licytacji za poglądy”, wykazują niezrozumienie sytuacji – mówi mec. Piotr Rogowski, pełnomocnik Agory SA w procesach z Kurskim. – Nie była to bowiem sprawa o poglądy, a o rozpowszechnianie nieprawdy. Potwierdziły to wyroki sądów wszystkich instancji. Granicą wolności słowa jest kłamstwo. Wyroki sądów trzeba szanować i nie można robić z nich karykatury, organizując happeningi – dodaje Rogowski.(SK, TOCH, PAP, 10.08.2010)










