Kraskowski oskarżony o wykorzystanie materiałów z postępowania prokuratury
08.07.2010, 11:12
Do Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotowa wpłynął wczoraj akt oskarżenia przeciwko byłemu dziennikarzowi "Dziennika" (Axel Springer Polska) Leszkowi Kraskowskiemu. Prokuratura Rejonowa Warszawa Mokotów zarzuca mu rozpowszechnianie bez zgody sądu materiałów z postępowania przygotowawczego w sprawie seksafery.
W styczniu ub.r. Kraskowski zamieścił w ”Dzienniku” (Axel Springer Polska) trzy teksty. Wykorzystał w nich, za zgodą Sądu Rejonowego w Tomaszowie Mazowieckim, informacje z akt prokuratorskich w sprawie oszustw finansowych na szkodę członków Samoobrony. W tym czasie Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim prowadził sprawę przeciwko Andrzejowi Lepperowi i Stanisławowi Łyżwińskiemu o gwałt i wymuszanie oraz przyjmowanie korzyści o charakterze seksualnym. Rozprawa przed tym sądem toczyła się z wyłączeniem jawności. Reprezentujący Kraskowskiego adwokat Artur Wdowczyk sądzi, że oba sądy dysponowały tymi samymi aktami, z których skorzystał dziennikarz. – Przypuszczam, że na potrzeby obu spraw dokumenty zostały skopiowane. Niewykluczone, że pan Kraskowski skorzystał z informacji utajnionych przez sąd w Piotrkowie Trybunalskim, bo w sądzie w Tomaszowie Mazowieckim leżały te same dokumenty. Otrzymał jednak na to zgodę – podkreśla Wdowczyk. – Zgoda sądu dotyczyła jedynie kart dotyczących wątku finansowego wskazanych we wniosku, tymczasem dziennikarz wykorzystał w artykułach także te odnoszące się do wątku obyczajowego – przytacza uzasadnienie aktu oskarżenia przeciwko Kraskowskiemu Monika Lewandowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie. – Zezwolenie na wgląd w akta sprawy nie jest też jednoznaczne z uprawnieniem do ich opublikowania przed ujawnieniem tych materiałów w toku postępowania sądowego. A dziennikarz nie wnosił o prawo do publikacji – dodaje. – Nie spodziewałem się, że znajdę w aktach dokumenty na temat przestępstw obyczajowych. Czy miałem jednak ich nie wykorzystać, jeśli sąd mi je udostępnił? – pyta Kraskowski. Dziwi go, że według prokuratury nie miał prawa publikować informacji z akt sprawy, skoro we wniosku do sądu napisał, że jest dziennikarzem. Jego adwokat uważa, że akt oskarżenia jest kuriozalny. – Formułując taki zarzut, prokuratura uderza w wolność słowa i standardy demokratycznego państwa. Chce karać dziennikarzy za to, że dobrze wykonują swój zawód – mówi Artur Wdowczyk. Zamierza poprosić Helsińską Fundację Praw Człowieka, by przyjrzała się sprawie. Kraskowskiemu grozi grzywna, ograniczenie lub pozbawienie wolności do dwóch lat. – Po raz pierwszy nie poszedłem na wybory. Nie identyfikuję się już z tym państwem – mówi Kraskowski.(MW, 08.07.2010)
* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter










