Dział: RADIO

Dodano: Lipiec 04, 2008

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Oburzenie po wczorajszym wywiadzie prezesa Polskiego Radia w "Dzienniku"

Trójka była tubą propagandową PRL-u, a ludzie w niej zatrudnieni służyli radiu stanu wojennego – twierdzi Krzysztof Czabański, prezes Polskiego Radia SA.

Ówczesny szef anteny jest oburzony. Czabański uważa też, że członkowie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji po zakończeniu kadencji powinni mieć prawo przejścia na emeryturę. We wczorajszym wywiadzie dla ”Dziennika” prezes Polskiego Radia Krzysztof Czabański mówi o roli, jaką odgrywał w stanie wojennym Program III Polskiego Radia. ”(...) często słyszę koszałki-opałki o Programie III jako w przeszłości oazie wolności! W stanie wojennym?! Wolne żarty! Owszem, Trójka ma chwalebny okres w PRL-u, ale na przełomie lat 70. i 80.” – mówił Czabański. - Trójka była niezależna, na pewno dużo bardziej niż Jedynka. To w Trójce pracowali tacy dziennikarze, jak Monika Olejnik, która po konferencji prasowej Urbana nie szła do niego i nie pytała, co wolno emitować, a czego nie. Wracała do redakcji i po prostu przygotowywała relację – mówi Grzegorz Miecugow, wicedyrektor programowy TVN 24, a wcześniej wieloletni dziennikarz Trójki, w latach 1991-92 jej dyrektor. – Sądzę, że prezesa Czabańskiego po prostu gryzie sumienie, że szefuje radiu publicznemu, które teraz jest tubą propagandową, a żyjemy już w wolnej Polsce – dodaje. W wywiadzie Czabański twierdzi, że Trójka w 1982 roku przeżywała straszne chwile, a ”Monika Olejnik i Marek Niedźwiecki służyli radiu stanu wojennego”. - Stawianie komuś zarzutu, że w czasie stanu wojennego wchodził w dorosłość i zaczynał pracę zawodową, jest oburzające – mówi Andrzej Turski, prezenter ”Panoramy”, a w latach 1982-83 dyrektor Trójki. Podkreśla, że Program III miał pewien zakres swobody. – To była wolność nie dana od władzy, ale wywalczona pazurami. Czabański proponuje też, by kadencję członka Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wydłużyć do dziewięciu lat, a po jej zakończeniu mógł on przejść na emeryturę (podobnie jak sędziowie Trybunału Konstytucyjnego). To miałoby dać gwarancję niezależności członków od partii ich powołujących, bo nie martwiliby się o swoją przyszłość. – Te zmiany nie przyniosłyby oczekiwanego efektu, bo już obecna, sześcioletnia kadencja, miała dać podobne skutki. Tak się nie stało, bo członkowie mieli swoje sympatie polityczne – mówi Juliusz Braun, były przewodniczący KRRiT. Ocenia on też, że prawo do przejścia na wcześniejszą emeryturę będzie martwe. – Młodsze osoby nie będą zainteresowane tym przywilejem, więc niewiele to zmieni – uważa Braun. Obecny przewodniczący Rady Witold Kołodziejski zaznacza, że na razie to jedynie pomysł, a nie konkretny projekt. – Ale każde dodatkowe prawo daje gwarancję większej niezależności – mówi. Pod warunkiem tego typu zmian w wyborze członków Krajowej Rady Czabański nie ”bałby się” eksperymentu, że ugrupowania polityczne miałyby proporcjonalny wpływ na program. – To jest zaprzeczenie idei mediów publicznych, które powinny być jak najbliżej społeczeństwa. A w Polsce społeczeństwo ma z politykami na pieńku – uważa medioznawca prof. Wiesław Godzic. – Na świecie nie praktykuje się tego typu rozwiązań. Chyba że ma być to sposób na zniszczenie mediów publicznych – dodaje Godzic.

(KRZ, 04.07.2008)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.