Dział: PRASA

Dodano: Wrzesień 26, 2013

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Dziennikarz "GW Trójmiasto": "Byłem wprowadzany w błąd i manipulowany"

(fot. trojmiasto.gazeta.pl )

Po publikacji materiału o tym, że agencja Profile, proponowała mniejszościowemu udziałowcowi Stoczni Gdańsk, kontrolowane przecieki do mediów dotyczące negatywnej oceny biznesplanu dla Stoczni, otrzymaliśmy  wyjaśnienie od dziennikarza "Gazety Wyborczej Trójmiasto". Jego dziennik był uwzględniony w planie działań komunikacyjnych dla Agencji Rozwoju Przemysłu, jako ten, który miał zamieścić materiał korzystny dla ARP w ramach kontrolowanego przecieku.

Sprawą Stoczni Gdańsk w "Gazecie Wyborczej Trójmiasto" zajmował się głównie Krzysztof Katka. Wyjaśnia on "Presserwisowi" i Press.pl co pisał o Stoczni Gdańsk i jakie jest jego stanowisko w tej sprawie. Przyznaje, że był "przedmiotem czarnego PR, ale nie ze strony ARP ani agencji Profile".

Zbierając materiały kontaktowałem się z Jackiem Łęskim odpowiedzialnym za PR strony ukraińskiej (Gdańsk Shipyard Group - ma 75 proc. udziałów w Stoczni Gdańsk) oraz z ARP (ma 25 proc. w Stoczni Gdańsk), nigdy z agencją wspomnianą w tekście Trojmiasto.pl, czyli z Profile.
Nie dostałem żadnej informacji czy też przecieku o nieprzyjęciu biznesplanu. Jeśli to ma jakieś znacznie, to stałem się przedmiotem zabiegów czarnego PR, ale nie ze strony ARP ani agencji Profile. Byłem też wprowadzany w błąd i manipulowany - ale przez drugą stronę.
W swoich tekstach obnażyłem plany ukraińskiego oligarchy, który żądał setek milionów złotych z budżetu państwa bez stosownego wkładu własnego.
Publikacje były moją inicjatywą. Teza i wydźwięk są korzystne dla ARP, ale trudno. Taka jest prawda.
W dzisiejszym wydaniu "Gazety Wyborczej Trójmiasto" napisałem o sprawie w artykule
" Czy Stocznia Gdańsk upadnie i co ma do tego PR?".
W tekście tym Katka pisze m.in.
Akurat o tym, że upadek Stoczni jest praktycznie przesądzony wiemy od wielu miesięcy, a głównym powodem są gigantyczne straty, jakie poniosła spółka. W tej sytuacji większościowy udziałowiec - ukraiński oligarcha Siegriej Taruta - nie dofinansował spółki, choć mógł podnieść kapitał zakładowy lub udzielić stoczni pożyczki lub poręczyć kredyty. O roli mniejszościowego udziałowca - ARP - oraz sposobach Taruty na sprytne pozyskanie publicznych pieniędzy pisałem kilkukrotnie.
Stocznia tonie, choć należy do miliardera. Kim jest ukraiński oligarcha Siergiej Taruta?

Oligarcha chce od podatników 121 mln zł dla swojej spółki
Minister o Stoczni Gdańsk: "Nie ugnę się pod presją polityczną"
Ukraiński oligarcha vs. ARP - co jest w niejawnym porozumieniu stoczniowym?

Ewentualne nie przyjęcie biznesplanu przez ARP byłoby kolejnym odrzuceniem propozycji Taruty. Ale czyż rządowa agencja nie ma prawa do tego typu decyzji, jeśli ma wątpliwości, czy pieniądze nie zostaną stracone? Mnie w tej sprawie od wielu miesięcy dziwi co innego - dlaczego nie dla wszystkich jest jasne, że to przede wszystkim większościowy udziałowiec - miliarder z Ukrainy - odpowiada za stocznię. To zapewne także efekt działań jego PR-owców, którzy wielokrotnie przedstawiali żądania wobec ARP, a zatem polskiego podatnika, sprowadzające się do tego, żeby dopłacić jeśli nie kilkadziesiąt, to kilkaset milionów złotych do stoczni, którą pan Taruta kontroluje przez swoje spółki z Cypru.

Katka odnosi się też do przecieków kontrolowanych:


Wróćmy do
środowej publikacji. Czytamy w niej, że agencja Profile PR proponuje ARP podjęcie „działań wyprzedzających” i że mają to być „dwa materiały prasowe w GW Trójmiasto i Pulsie Biznesu - kontrolowany przeciek z informacjami o ocenie przez ARP biznesplanu i realizacji planu restrukturyzacji”. Następnie agencja PR zaleca udzielenie wywiadu dla PAP oraz „materiał w Wiadomościach TVN”.
To nie wygląda dobrze, ktoś może odnieść wrażenie, że wymienione media zostaną zmanipulowane. Czy to możliwe? Teoretycznie tak. Ale co w sytuacji, gdy ma się przekonanie, że... decyzja ARP jest słuszna? Wszyscy, którzy teraz będą tak twierdzić, dali się „zmanipulować”?
W sporze ARP z Tarutą stoję na stanowisku, że publiczne pieniądze nie powinny iść na ratowanie prywatnego interesu, bo tak chcą związki zawodowe i biznesmen z Ukrainy, który sam nie wykłada gotówki. Ratowanie Stoczni Gdańsk jest wartością samą w sobie, ale nie może sprowadzać się do pompowania pieniędzy z budżetu bez nadziei i gwarancji, że zakład stanie się rentowny. Aby dojść do takiego przekonania niepotrzebne są działania agencji PR, tylko odrobiona zdrowego rozsądku i odpowiedzialności za grosz publiczny.
Mamy w tej historii nieszczęsne określenie - „przecieki kontrolowane”. Dziennikarze dostają setki informacji, donosów, plotek. Jeśli dotyczą ważnych wydarzeń i znajdują potwierdzenie, są publikowane. W środę taki właśnie przeciek opublikowało Trojmiasto.pl, które zdobyło ciekawe informacje o kampanii PR, nie podając źródła tych rewelacji. I postąpiło słusznie, choć przy okazji wpisało się pewnie w kampanię PR inwestora ukraińskiego przeciwko ARP. Autorka tego materiału w przeciwieństwie do mnie uważa, że państwowa agencja ma więcej obowiązków wobec stoczni. Różnimy się, ale bzdurą byłoby twierdzenie, że stoją za tym kampanie PR.

Jacek Łęski zaprzecza, że manipulował dziennikarzem "Gazety Wyborczej" i zarzuca mu nierzeteleność

(26.09.2013)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.