Nowy wydawca nie zmieni formuły "Nie". Pismo wzorowane na "Charlie Hebdo"
Zmianie nie ulegnie nakład tygodnika "Nie", który obecnie wynosi ok. 27 tys. egz. (fot. materiały prasowe)
Zmiana wydawcy "Nie" nie oznacza zmiany jego charakteru. Tygodnik pozostanie ilustrowanym, praktycznie pozbawionym zdjęć pismem wzorowanym na francuskim "Charlie Hebdo". Jego niezależność ma gwarantować formuła wydawnicza, która nie przewiduje sprzedaży reklam. Objętość, nakład i cena pozostaną bez zmian.
Jak informowaliśmy w Presserwisie", wydawanie tygodnika "Nie" przejmuje spółdzielnia pracy założona przez stałych autorów tego tytułu. Ostatni numer, którego wydawcą była spółka Urma utworzona przez Jerzego Urbana, ukazał się w piątek.
Sprzedaż tygodnika "Nie" się ustabilizowała
Nowym wydawcą jest firma Agnieszki Wołk-Łaniewskiej, redaktorki naczelnej "Nie", działająca w formie jednoosobowej działalności gospodarczej. Ale tylko z formalnego punktu widzenia. Wydawanie tygodnika przejmie spółdzielnia o nazwie NIE Medialna Spółdzielnia Pracy, stworzona przez ok. 20 stałych autorów tygodnika "Nie", gdy zostanie formalnie zarejestrowana.
Czytaj też: Z Holistic.news zniknął tekst o zwolnieniach w tym serwisie. Wydawca tłumaczy to wartościami
– Musieliśmy zmienić drukarnię. Korzystaliśmy z usług Łódzkiej Drukarni Prasowej, która ulega likwidacji – mówi Agnieszka Wołk-Łaniewska. – Najpewniej przeniesiemy zlecenie do drukarni przy ul. Jubilerskiej w Warszawie należącej do Grupy ZPR Media. "Nie" będzie drukowany na nieco innym rodzaju papieru. Ale czytelnicy mogą tej zmiany nie zauważyć. Pozostaniemy przy dużym formacie tzw. płachty, 16 stronach objętości i cenie 9,80 zł za egz. – zapewnia.
Zmianie nie ulegnie również nakład tygodnika "Nie", który obecnie wynosi ok. 27 tys. egz. Wydawca nie ujawnia wyników sprzedaży, ale zaznacza, że po dwóch latach spadków związanych z wycofaniem Ruchu z dystrybucji prasy i likwidacją kiosków, od początku 2026 roku sprzedaż tygodnika się ustabilizowała. Z ustaleń "Presserwisu" wynika, że jego średnia sprzedaż przekracza 8 tys. egz.
– Sprzedaż na takim poziomie przynosi przychody pozwalające na bieżące pokrycie kosztów druku i wynagrodzeń. Nie będziemy szukać reklamodawców. W umowie licencyjnej podpisanej z Urmą, która daje nam prawo do wydawania tygodnika, zapisano, że reklamy nie mogą zajmować więcej niż 10 proc. powierzchni pisma. Ale w ogóle nie będziemy szukać reklamodawców. Chcemy żyć z czytelników, a nie kapitalistów – mówi Agnieszka Wołk-Łaniewska.
"Naszą siłą są zewnętrzni autorzy"
Zmianie nie ulegnie skład redakcji. Agnieszka Wołk-Łaniewska, która została wybrana na funkcję przewodniczącej rady nadzorczej NIE Medialnej Spółdzielni Pracy, pozostanie redaktorką naczelną tygodnika. A na stanowisku sekretarza będzie nadal pracować Edyta Baker. Krzysztof Olejnik i Paweł Ferenc będą tak jak dotąd odpowiedzialni za grafikę i skład.
Czytaj też: Zmiany w stacji Polsat News. Dawid Puchniarz został szefem newsroomu
– Naszą siłą są zewnętrzni autorzy. Ostatnio do tego grona dołączył Jacek Kochanowski (polski socjolog i filozof, zajmuje się m.in. socjologią queer i gender – przyp. red.). Zgłasza się do nas wielu wartościowych autorów. Niestety, często musimy odmawiać z powodu braku miejsca. Naturalnie, chcielibyśmy powiększyć objętość tygodnika, ale na razie nas na to nie stać – mówi naczelna "Nie".
Spółdzielnia NIE Medialnej Spółdzielni Pracy wprawdzie przejmuje wydawanie tygodnika na mocy umowy licencyjnej ze spółką Urma, ale nie będzie korzystała z jej majątku. – Za to mogliśmy przejąć z marszu tygodnik i robić gazetę, jaką chcemy – przyznaje Agnieszka Wołk-Łaniewska.
Naczelna "Nie" wspomina, że w czasie prosperity redakcja mieściła się w willi z ogrodem przy ul. Słonecznej w Warszawie. – Potem przeniosła się do należącego do Urbaństwa (Jerzego Urbana i jego żony Małgorzaty Daniszewskiej – przyp. red.) apartamentu przy ul. Poznańskiej w centrum stolicy – wspomina. Dodaje, że właścicielka Urmy zdecydowała się na wynajem zajmowanego przez redakcję lokalu kancelarii prawnej.
– Od pewnego czasu pracujemy chałupniczo. Powinniśmy mieć siedzibę, gdzie odbywałyby się planowania i zebrania. Tygodnik musi też zaistnieć w internecie. Wciąż nie ma serwisu internetowego, a sprzedaż e-wydań jest znikoma. Chcemy to zmienić, ale na razie musimy skoncentrować się na bieżącym utrzymaniu pisma w nowej formule wydawniczej – podsumowuje naczelna "Nie".
Czytaj też: Beata Harasimowicz odchodzi ze Story Production. "Przyszedł czas na zmianę"
(JF, 26.10.2026)










