Temat: na weekend

Dział: PRASA

Dodano: Czerwiec 07, 2019

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Miasto alternatyw

Skrajnie prawicowe poglądy przenikają do społeczeństwa Budziszyna wskutek wieców antymigracyjnych i nieobiektywnych alternatywnych mediów (screen YouTube/ SPIEGEL TV)

W zabytkowym niemieckim Budziszynie prawicowy ekstremizm coraz mocniej przenika do społeczeństwa – w czym pomagają alternatywne media. Na obrońcę lokalnej demokracji wyrosła pewna doktorantka – blogerka. Artykuł archiwalny z magazynu "Press" 03-04/2019.

„Ty ciemna kanalio!” – krzyczało dwóch mężczyzn w kierunku innego o ciemnej karnacji. Nikt z przechodniów nie zareagował. Ta scena dała Annalenie Schmidt wiele do myślenia. Wtedy, ponad trzy lata temu, przyjechała do Budziszyna w Saksonii na rozmowę kwalifikacyjną. I została. Robi doktorat w Instytucie Kultury Łużyckiej. Pochodzi z Hesji w zachodnich Niemczech.

Gdy jesienią 2016 roku w Budziszynie doszło do bójek nieletnich uchodźców i neonazistów, Annalena widziała, że policja traktuje gazem pieprzowym i pałkami tylko tych pierwszych. Skrajni prawicowcy przyjeżdżali samochodami i wywoływali bójki. Auta miały numery rejestracyjne okolicznych miejscowości. Akcje wyglądały na zorganizowane.

Swoje wrażenia Annalena Schmidt zaczęła opisywać w mediach społecznościowych. Dziś 32-latka prowadzi już dwa blogi, a na Twitterze ma około 5 tys. obserwujących. Pisze o Budziszynie, dokumentuje lokalne wydarzenia, debaty, informuje o panoszeniu się skrajnej prawicy, przejawach nietolerancji oraz o mediach, które w tym uczestniczą. W wieczór, kiedy doszło do bójek, Annalena była ich świadkiem, więc opisała „nagonkę” neonazistów na uchodźców. W końcu sama też musiała uciekać. „Uciekałam przed neonazistami. Nigdy bym nie pomyślała, że będę musiała przeżywać takie sceny w Niemczech XXI wieku” – napisała w blogu Schmanle.de.

„Czy to normalne?” – pyta innym razem, opisując sytuację, gdy przechodząca kobieta kopie w siatki muzułmanek i pokazuje im środkowy palec. Kiedy indziej Annalena fotografuje neonazistów w ubraniach zdradzających ich ideologię; naklejki ekstremistów, które zdziera w całym mieście; opisuje przypadki niszczenia miejsc pamięci poświęconych ofiarom Trzeciej Rzeszy.

W ok. 11 tys. tweetów, które opublikowała, zwraca również uwagę na dobre strony Budziszyna i mieszkańców angażujących się w imię tolerancji i porozumienia. Nagłaśnia demonstracje przeciwko skrajnej prawicy.

„WYNOŚ SIĘ!”

Z niepozornej doktorantki Annalena Schmidt szybko stała się aktywistką. Jej tweety na tyle podzieliły miejscową społeczność, że na specjalnie zorganizowanym dla mieszkańców forum w lutym tego roku Annalena była najważniejszym gościem. Na spotkanie przyszło ok. 1,3 tys. osób. „Pani upokarza to miasto!” – mówiła kobieta z publiczności. „Wynoś się!” – dodała.

Press

Annalena Schmidt (fot. archiwum)

Ktoś inny zarzucił blogerce „prowadzenie brudnej kampanii wymierzonej w cały region”. „Jakim prawem?!” – pytał mężczyzna. Kiedy blogerka cytowała niemiecką konstytucję i zapis o wolności słowa, publiczność zareagowała okrzykami niezadowolenia i gwizdami.

Część mieszkańców obwiniła ją za to, że w mediach społecznościowych „stygmatyzuje Budziszyn jako miasto neonazistów”. „Jeśli taki jest obraz miasta w mediach, to nie dlatego, że jedna kobieta tweetuje” – broniła się Schmidt. „To nie ja jestem winna złej sławie miasta, tylko te osoby, które udzielają się politycznie: identytaryści, grupy skrajnie prawicowe, osoby, które protestowały przeciwko paktowi migracyjnemu. Wszyscy mieszkańcy mają swój udział w reputacji miasta” – przekonywała, lecz niewielu ze zgromadzonych broniło blogerki.

ALTERNATYWNI BOHATEROWIE

Podzielone miasto – takiemu wrażeniu nie może się oprzeć dziennikarz Ulli Schönbach. Od 15 lat kieruje w Budziszynie oddziałem regionalnego dziennika „Sächsische Zeitung”. Zauważa zmiany: od kilku lat linię podziału tworzą polityka i media.

Kiedyś miasto było znane ze swojej zabytkowej starówki i musztardy, która doczekała się nawet muzeum. Od trzech lat Budziszyn kojarzy się Niemcom z ksenofobią i „gniazdem neonazistów”. W lutym 2016 roku w płomieniach stanął były hotel, w którym władze miasta chciały ulokować imigrantów. Jesienią tego samego roku doszło do bójek nieletnich uchodźców i neonazistów. O Budziszynie usłyszał wtedy cały świat, a media informowały o „polowaniach” na imigrantów zorganizowanych przez skrajną prawicę.

W wyborach parlamentarnych w 2017 roku na prawicowo-populistyczną Alternatywę dla Niemiec (AfD) głosował w Budziszynie co trzeci mieszkaniec. Ze wszystkich ugrupowań AfD zdobyła w mieście najwięcej głosów.

Alternatywna jest nie tylko partia, ale i nowe media, które zaczęły się pojawiać na lokalnym rynku. Kilka portali internetowych (Bautzener Bote, Bautzen Video), telewizja internetowa Ostsachsen TV i wydawany kilka razy w roku magazyn „Denkste?!” chcą być przeciwwagą tradycyjnych mediów – głównie „Sächsische Zeitung” i publicznej rozgłośni MDR.

Na razie te alternatywne media są niewielkie. Stopki redakcyjne zawierają kilka nazwisk, przed kamerami pojawiają się te same osoby. Właściciel Ostsachsen TV David Vandeven jest jednocześnie wydawcą, reporterem i prezenterem. Do pomocy ma kilku freelancerów – w większości dziennikarzy amatorów. Vandeven przejął telewizję ponad rok temu. Jak mówi, w infrastrukturę, sprzęt i pomieszczenia zainwestował 120 tys. euro. Teraz wideo Ostsachsen TV można oglądać w internecie – na stronie telewizji, kanale YouTube i Facebooku. Na tym ostatnim platforma ma już prawie 13 tys. fanów.

Na czym polega alternatywność jego stacji? – Zamieszczamy wywiady z mieszkańcami regionu, którymi inni niekoniecznie się interesują – tłumaczy David Vandeven. Dodaje, że jego telewizja robi relacje z imprez, którym MDR czy „Sächsische Zeitung” poświęcają niewiele uwagi. Tak było w przypadku Budziszyńskiej Nagrody Pokojowej przyznanej w tym roku politykowi CDU Willy’emu Wimmerowi. Ostsachsen TV relacjonowała imprezę na żywo.

Telewizja MDR w ogóle nie poświęciła nagrodzie uwagi, a „Sächsische Zeitung” pisała o tegorocznym laureacie, podkreślając związane z nim kontrowersje: Wimmer nie stroni bowiem od teorii spiskowych, udziela się w prokremlowskich mediach i zasłynął antysemickimi hasłami.

– Przyczyniamy się do politycznej edukacji – oświadcza Vandeven.

Press

TEORIE SPISKOWE I FEJKI

„Denkste?!” z kolei szerzy teorie spiskowe i fake newsy. Ten bezpłatny magazyn leży w różnych punktach miasta (jego nakład szacuje się na ok. 8 tys. egz.) i jest do pobrania w internecie. W „gazecie służącej kształtowaniu opinii” można przeczytać np. o „rządach marionetkach” i „machinacjach” multimiliardera George’a Sorosa, który ma „niewiarygodny, ba, przerażający wpływ na rządy i najwyższych decydentów”. Partie tylko symulują, podobnie jak w czasach NRD, demokrację – przekonuje „Denkste?!”. W tym samym wydaniu sporo miejsca poświęcono manipulowaniu pogody za pomocą smug chemicznych.

Innym razem czytelnicy dowiedzieli się, że socjaldemokrata Martin Schulz i kanclerz Angela Merkel są „nie do ruszenia”. Oboje oznaczają „dalsze pozbawienie władzy i wykorzystanie narodu!”.

Magazyn często pisze o „systemie” i jego manipulacjach. „Systemowymi” nazywa też tradycyjne media. „Denkste?!” jest inicjatywą „niezależnego budziszyńskiego ruchu obywatelskiego” Niemcy to My – Tylko razem jesteśmy silni! Ruch ten (niem. „Wir sind Deutschland – nur gemeinsam sind wir stark!”) jest porównywalny z Pegidą, czyli ruchem Patriotycznych Europejczyków przeciwko Islamizacji Zachodu. Jedyną różnicą jest to, że na demonstracjach Niemcy to My nie powiewają flagi i nie ma plakatów.

PRZECIWLEGŁY BIEGUN

Jak ustalił magazyn „Zapp” publicznej telewizji NDR, alternatywne media w Budziszynie finansuje miejscowy przedsiębiorca, 59-letni Jörg Drews. Jego firma Hentschke Bau buduje mosty, drogi, obiekty przemysłowe i mieszkalne w całym kraju. W Budziszynie ma liczne inwestycje i zatrudnia ok. 700 osób. Drews jest w mieście ważnym sponsorem. Finansuje miejscowy klub sportowy i obserwatorium astronomiczne, za co jest ceniony przez mieszkańców Budziszyna i lokalne władze.

Alternatywne media mają tworzyć „przeciwległy biegun” do tradycyjnych – tłumaczył Drews w wywiadzie dla „Zapp”. Argumentował, że jeśli czytelnicy mają inne zdanie niż powszechnie przyjęte, prasa nie drukuje ich głosów. „Nie chodzi tylko o politykę, ale i wydarzenia kulturalne czy sportowe, na które nikt inny nie zwraca uwagi” – przekonywał Drews. Na pytania postawione mu przez „Press” nie odpowiedział.

– Trudno tu mówić o przeciwległym biegunie. To nie są media informacyjne – oponuje Ulli Schönbach z „Sächsische Zeitung”. Dominują w nich felietony w agitacyjnym tonie. – Powszechne w nich jest twierdzenie, że tradycyjna prasa informuje źle i manipuluje, będąc częścią systemu sterowanego przez polityczne elity – dodaje Schönbach.

KRYTYKÓW GARSTKA

Przedsiębiorca Drews tłumaczy, że na media daje tylko pieniądze (finansowanie telewizji reguluje roczna i przedłużana z jego firmą umowa). „Nie jestem ani w stopce redakcyjnej, ani nie decyduję o tekstach” – zapewniał w „Zapp”. Ale Jörg Drews angażuje się także politycznie; organizuje dyskusje i uczestniczy w wiecach, w których biorą udział przedstawiciele skrajnie prawicowych ugrupowań, m.in. ruchu identytarystów.

Przedsiębiorca wspiera też Alternatywę dla Niemiec. W roku 2017, kiedy trwała kampania wyborcza do Bundestagu, firma Jörga Drewsa przekazała prawicowo-populistycznej partii 19,5 tys. euro.

Tylko nieliczni w Budziszynie krytykują takie zaangażowanie wpływowego przedsiębiorcy. – W radzie miejskiej krytyków można policzyć na palcach jednej ręki – mówi Claus Gruhl, polityk Zielonych i radny Budziszyna. Drewsowi zarzuca m.in. bliskość do Obywateli Rzeszy, niejednolitego ruchu, którego ideologia opiera się na prawicowym ekstremizmie, rasizmie, teoriach spiskowych i ezoterycznym światopoglądzie.

Natomiast w powszechnym mniemaniu Drews „robi dla miasta wiele dobrego”. On także został zaproszony do dialogu z mieszkańcami Budziszyna. Na podium, na którym grillowano Annalenę Schmidt, Drews wystąpił w opozycji do blogerki. Kiedy mówił, publiczność nagradzała jego słowa gromkimi brawami.

PODEJRZANYM JEST NIEMIEC

Podział w Budziszynie pogłębia się – wynika z debat organizowanych w mieście. „Winę za to ponosi nowy rodzaj denuncjacji i oszczerstwa” – pisze na swojej stronie internetowej inicjatywa obywatelska „die 89er”. „Osoby ze środka naszego społeczeństwa są atakowane”, bo „krytykują sytuację w naszym kraju” – czytamy tam.

„Mowa nienawiści tych demagogów w mediach społecznościowych, w internecie, ale i w mediach regionalnych przekroczyła dopuszczalną granicę” – pisze inicjatywa, która zbierała podpisy pod oświadczeniem w sprawie „utrzymania wolności opinii”. Jednym z postulatów kierowanych do mediów jest przekazywanie... pozytywnego obrazu Budziszyna.

Dla redaktora Schönbacha z „Sächsische Zeitung” nie ma to nic wspólnego z wolnością opinii. Jego dziennik był w Niemczech pierwszym, który zaczął podawać narodowość podejrzanych o popełnienie ciężkich przestępstw. Zaczął to robić, bo czytelnicy wyolbrzymiali problem przestępczości imigrantów, zarzucając mediom zatajanie rzeczywistości. – Teraz protestują, kiedy piszemy, że podejrzanym jest Niemiec – mówi dziennikarz.

Skrajnie prawicowe poglądy przenikają do społeczeństwa Budziszyna wskutek wieców antymigracyjnych, wykładów prawicowych profesorów i nieobiektywnych alternatywnych mediów. – Ludzie to chłoną, ale czy właściwie oceniają? – pyta Annalena Schmidt.

– Ludziom brakuje kompetencji medialnych, by wiedzieć, że nie każde wideo, które znajdą w internecie, jest dziennikarską informacją – niepokoi się Ulli Schönbach.

Choć niektóre wideo na prawicowych portalach mają po kilkanaście tysięcy odsłon, Ulli Schönbach z „Sächsische Zeitung” jest jeszcze spokojny. – To tylko wycinek społeczeństwa. Alternatywne media trafiają do publiczności, która podziela ich poglądy, ale zasięg tych mediów nie jest porównywalny z naszym – mówi dziennikarz.

Tylko że sprzedaż budziszyńskiego wydania „Sächsische Zeitung”, która dziś wynosi 15,5 tys. egz., z roku na rok spada. A znaczenie nowych mediów może rosnąć, bo we wschodnich Niemczech wielu mieszkańców ma wciąż poczucie bycia gorszymi – i alternatywne media wiedzą, jak to wykorzystać. Szczególnie, gdy mają hojnego sponsora.

Katarzyna Domagała-Pereira

Pozostałe tematy weekendowe

Polskie radio łączy i likwiduje redakcje
Ryzykowny eksperyment Superstacji
Agnieszka Burzyńska - Czytam, słucham, oglądam
* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.