Dział: PRASA

Dodano: Styczeń 30, 2018

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Pogorszyły się warunki pracy mediów w Chinach

(fot. pixabay.com)

Warunki pracy przedstawicieli zagranicznych mediów pracujących w Państwie Środka znacząco pogorszyły się w ostatnim roku - wynika z opublikowanej we wtorek corocznej ankiety Klubu Zagranicznych Korespondentów w Chinach (FCCC).

Opinię o pogorszeniu się warunków ich pracy wyraziło w tym roku 40 proc. zagranicznych korespondentów; rok wcześniej było to 29 proc.

"Chińskie władze nasiliły próby uniemożliwiania zagranicznym dziennikarzom dostępu do znacznych obszarów kraju, a procedura odnawiania wizy coraz częściej wykorzystywana jest do wywierania presji na korespondentów i organizacje informacyjne, których sposób informowania (o wydarzeniach w Chinach) im się nie podoba" - podkreślono w omówieniu ankiety. Mowa jest także o brutalnych napaściach na przedstawicieli mediów.

Jak wynika z tego dokumentu, w ostatnim roku trudniej było relacjonować wydarzenia z niektórych regionów. Miejscowe służby bezpieczeństwa i pozostający na ich usługach chuligani nasilili zastraszanie zagranicznych korespondentów w niespokojnym regionie Xinjiang (Sinkiang), na pograniczu Chin z Koreą Północną oraz podczas procesów przeciwko obrońcom praw człowieka. 73 proc. przedstawicieli zagranicznej prasy (rok wcześniej: 42 proc.) przyznało w ankiecie, że podczas wjazdu do Xinjiangu usłyszeli, że w regionie tym obowiązuje zakaz informowania o sytuacji na miejscu.

Przedstawiciele zagranicznych mediów skarżyli się również na utrudnione odnawianie wiz. Problemy podczas tej procedury miało 15 proc. korespondentów, czyli ponad dwukrotnie więcej niż rok wcześniej, gdy mówiło tak 6 proc., przy czym w tym roku dwa razy więcej dziennikarzy uważało te trudności za powiązane z wykonywaną przez nich pracą.

6 proc. korespondentów podało, że grożono im odmową udzielenia wizy; rok wcześniej było to 2 proc.

FCCC wyraziło zaniepokojenie faktem, że źródła, z których wiedzy korzystają dziennikarze, z powodu przekazania informacji popadają w kłopoty, a ich kontakty z korespondentami zagranicznymi wskazywane są jako dowód na działalność przestępczą.

W styczniu Tybetańczyk Tashi Wangchuk został zatrzymany po tym, jak w rozmowie z "New York Timesem" mówił o tybetańskim wychowaniu i tamtejszej kulturze. Obecnie toczy się przeciw niemu proces w sprawie "podżegania do separatyzmu".

(PAP, 30.01.2018)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Dział: PRASA

Dodano: Styczeń 30, 2018

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Były naczelny i dziennikarz "Rz" skazani ws. publikacji o tzw. aferze sopockiej

Pixabay

Sąd Apelacyjny w Gdańsku zasądził przeprosiny oraz 50 tys. zł zadośćuczynienia w procesie, jaki prezydent Sopotu Jacek Karnowski wytoczył b. redaktorowi naczelnemu "Rzeczpospolitej" oraz b. dziennikarzowi tej gazety za artykuły dotyczące tzw. afery sopockiej.

W ogłoszonym we wtorek wyroku Sąd Apelacyjny w Gdańsku podtrzymał tym samym w większości wyrok sądu niższej instancji w tym procesie, podwyższył jednak kwotę zadośćuczynienia przyznanego Karnowskiemu (solidarnie od obu pozwanych) z 5 tysięcy do 50 tysięcy zł. Sąd zmniejszył też z trzech do dwóch liczbę publikacji ogłoszeń z przeprosinami dla prezydenta Sopotu, jakie redaktor i dziennikarz mają zamieścić w "Rzeczpospolitej".

Karnowski pozwał o naruszenie dóbr osobistych b. redaktora naczelnego "Rz" Pawła Lisickiego (obecnie redaktor naczelny tygodnika "Do Rzeczy") oraz b. dziennikarza tej gazety Piotra Kubiaka za cykl kilkudziesięciu artykułów o tzw. aferze sopockiej. Prezydent Sopotu domagał się od nich przeprosin oraz zapłaty po 250 tys. zł zadośćuczynienia. Dziennik ujawnił tę sprawę w lipcu 2008 r.

W czerwcu 2016 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku orzekł, że b. redaktor naczelny "Rz" i b. dziennikarz gazety mają przeprosić prezydenta Sopotu i zapłacić mu 5 tysięcy zł zadośćuczynienia. Przeprosiny miały być zamieszczone trzykrotnie na pierwszej stronie dziennika, w którym niegdyś pozwani pracowali. Poza papierowym wydaniem gazety, oświadczenia mają też być publikowane przez miesiąc na stronie internetowej dziennika.

Od tego wyroku apelację wniosły obie strony. Strona powodowa wniosła o uwzględnienie powództwa, zmniejszyła jednak żądanie zapłaty zadośćuczynienia do 100 tys. zł. Pozwani natomiast wnieśli o oddalenie powództwa w całości.

(PAP, 30.01.2018)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo