Dział: PRASA

Dodano: Wrzesień 12, 2017

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Komisja zakonna zbada medialne komentarze o. Pawła Gużyńskiego

O. Paweł Gużyński udziela się w mediach tradycyjnych i społecznościowych (screen z YouTube.com/MaskacjuszTV)

Dominikanie powołali komisję, która przeanalizuje medialne wypowiedzi o. Pawła Gużyńskiego. Jednym z powodów mają być słowa, które zakonnik wypowiedział w wywiadzie dla portalu Gazeta.pl.

"Z dużą troską przyglądam się licznym reakcjom, które wywołał swoimi publicznymi wypowiedziami o. Paweł Gużyński. Otrzymałem też wiele próśb apelujących o zakazanie mu publicznych wypowiedzi" - napisał w oświadczeniu o. Paweł Kozacki, przełożony dominikanów. W oświadczeniu zamieszczonym na stronie dominikanie.pl czytamy: "Dlatego, w celu wyjaśnienia sprawy, podjąłem stosowne kroki, wszczynając procedury przewidziane w prawie kanonicznym i zakonnym. Procedura ta polega na zbadaniu publicznych wypowiedzi zakonnika przez specjalną komisję, w dialogu z zainteresowanym i jego oskarżycielami. Po zakończeniu prac komisji podejmę stosowne decyzje".

O. Gużyński naraził się m.in. wywiadem, jakiego udzielił portalowi Gazeta.pl (Agora). Rozmowa z dominikaninem, którą przeprowadził Jacek Gądek, ukazała się 29 sierpnia br. pod tytułem "»Biskupi zaangażowali się po stronie PiS. Teraz budzą się z ręką w nocniku«. Dominikanin oskarża". Dominikanin wyraził w rozmowie swoje zdanie na temat zaostrzenia prawa antyaborcyjnego. "W tej materii wciąż pozostajemy w stanie wojny ideologicznej, która uniemożliwia rzetelną dyskusję. Dlatego jestem przeciwny jakimkolwiek zmianom w obecnym porządku prawnym. Uzgodnienie wzajemnych odniesień etyki, prawa, polityki i życia społecznego w kwestii aborcji nie powinno być przedmiotem niekończącego się targu pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami prawa do aborcji" - powiedział w wywiadzie.

Powołanie komisji to również efekt listu otwartego, jaki wystosował do prowincjała o. Andrzej Potocki. Napisał on: "Z rosnącym niepokojem obserwuję od lat medialną aktywność naszego Współbrata o. Pawła Gużyńskiego. Gorszące bywają jego wypowiedzi kontestujące opinie i działania Episkopatu Polski, wypowiedzi obraźliwe wobec wielu Księży Biskupów, zarzuty tępoty u ludzi Kościoła".

O. Paweł Gużyński jest aktywny w mediach społecznościowych. Na Facebooku - w odpowiedzi na oświadczenie o powołaniu komisji w jego sprawie - napisał "Praesumptio boni viri. Proszę pamiętać, że badanie to nie wyrok".

(JOK, 12.09.2017)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Dział: PRASA

Dodano: Wrzesień 12, 2017

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Lasy Państwowe chcą od fotoreportera odszkodowania. "To odstraszanie"

Zdjęcie, które zrobił Wojczal podczas protestów, ukazało się m.in. w tygodniku "Newsweek Polska" (RASP, wyd. 33/2017) (fot. screen z Facebooka)

Lasy Państwowe wzywają Rafała Wojczala, fotoreportera związanego z Agencją Forum, do zapłaty odszkodowania w wysokości ponad 5 tys. zł - za straty powstałe w wyniku blokowania wycinki w Puszczy Białowieskiej. - Oceniam to jako element odstraszający - mówi mecenas Jacek Dubois.

Rafał Wojczal otrzymał od Kancelarii Radcy Prawnego Barbary Wojtkiewicz z Giżycka, która reprezentuje Zakład Transportu i Spedycji Lasów Państwowych, wniosek o odszkodowanie w wysokości 5160 zł - podobne pisma otrzymują aktywiści blokujący wycinkę Puszczy Białowieskiej.

Fotoreporter ma siedem dni, by wnieść opłatę za blokowanie prac maszyn leśnych w dniu 22 czerwca br. Kancelaria wylicza szkodę na podstawie straty, jaką tego dnia - podczas 8-godzinnego przestoju - poniósł Zakład.

Wojczal mówi "Presserwisowi", że na miejscu pracował jako fotoreporter, liczy więc, że sytuację da się wyjaśnić polubownie. Sugeruje, że mogła to być pomyłka. - Nie byłem osobą aktywnie uczestniczącą w proteście. Strażnicy leśni spisują wszystkich, którzy znajdują się na miejscu. Nie sporządzają notatek, kto czym się zajmuje. Stąd pewnie wezwanie, które dostałem - wyjaśnia Rafał Wojczal. - Próbuję skontaktować się z radcą prawnym, który wysłał do mnie to wezwanie. Chcę wyjaśnić sprawę ugodowo, jeśli nie, to będę się tłumaczył przed sądem - mówi. Dodaje, że Agencja Forum wstawi się za nim.

- Kancelaria reprezentująca Zakład Lasów Państwowych może mieć problem z przeprowadzeniem dowodu - mówi mecenas Jacek Dubois, członek Trybunału Stanu. - Jeśli nie ma żadnej dokumentacji, to ciężko będzie wskazać, że fotoreporter rzeczywiście przeszkadzał w pracy. On może mieć dowody, że wykonywał swoje obowiązki bez ingerencji w wycinkę - dodaje.

Lasy Państwowe przekonują, że dla mediów wydzielają specjalną sekcję, a służby bezwzględnie spisują wszystkich, którzy znajdą się poza nią. - W przypadku każdego protestu były wyznaczone specjalne strefy dla mediów, w których był zasięg, można było nagrywać i robić zdjęcia. Poza nimi była strefa pracy, przebywanie w niej było niebezpieczne, dlatego wszystkie osoby, które tam trafiły, były spisywane, a następnie ich dane były przekazywane policji - tłumaczy Jarosław Krawczyk, główny specjalista w zespole ds. promocji i mediów Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku.

W dokumencie znalazł się też zapis, że istnieje możliwość negocjacji porozumienia, ale gdyby fotoreporter z niej nie skorzystał lub nie zapłacił, to Lasy Państwowe wystąpią na drogę sądową. - Oceniam to jako element odstraszający, zniechęcający, stosowany po to, by inni liczyli się z konsekwencjami. Tu może liczyć się rozgłos – mówi mecenas Dubois.

Za Rafałem Wojczalem stoją również organizacje dziennikarskie. - Dziennikarze nie są od notowania przekazu stron, tylko dokumentowania konfliktu, nie są uczestnikiem tych wydarzeń. Żeby to robić, szczególnie fotoreporterzy muszą być blisko wydarzeń, bo z budynku oznaczonego "strefa dla mediów" mogą co najwyżej zrobić zdjęcia, które będą wyglądać jak paszportowe, a nie dokumentujące wydarzenie - mówi Ludmiła Mitręga, szefowa Stowarzyszenia Fotoreporterów.

Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, zauważa, że dziennikarz musi liczyć się z konsekwencjami swoich czynów. - Jeśli wykonując swoją pracę, dziennikarz złamie przepisy czy zasady ustalone przez organizatora wydarzenia lub właściciela terenu, to on sam, a przede wszystkim redakcja, dla której w danej chwili pracuje, musi się liczyć z negatywnymi konsekwencjami - uważa Hajdasz. Zaznacza jednak, że te konsekwencje powinny być adekwatne do przewinienia, a w tym przypadku są zbyt wysokie. - Stawianie dziennikarza na równi z protestującymi osobami, które świadomie stosują prowokacyjne metody działania, jest nadużyciem, a kara finansowa jest niewspółmiernie duża w stosunku do dziennikarskiego przewinienia - dodaje Hajdasz.

(JM, 12.09.2017)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo