Temat: wolność słowa

Dział: OPINIE

Dodano: Grudzień 18, 2016

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Poniedziałkowe spotkanie będzie testem dla rządzącej partii, ale też dla naszego środowiska

Robert Feluś, redaktor naczelny "Faktu" (fot. materiały prasowe Ringier Axel Springer Polska)

Piątkowy #DzienBezPolitykow, przeprowadzony w różnej formie przez wiele liczących się mediów, był swego rodzaju zimnym prysznicem dla rządzącej partii, której zamarzyło się ograniczenie swobody pracy dziennikarzy w Sejmie pod pozorem zadbania o większy komfort naszych koleżanek i kolegów, sejmowych sprawozdawców. Ale przecież nie o komfort dziennikarzy chodziło politykom PiS!

Prawo i Sprawiedliwość w sprawie pracy dziennikarzy w Sejmie zachowuje się jak człowiek, który rzuca zapałkę w stóg siana i jest mocno zdziwiony, że się pali jak cholera. Chciałby ten ogień ugasić, tylko nie za bardzo wie, jak to zrobić. Stąd inicjatywa spotkania organizowana „na wariackich papierach”, w sobotnią noc.
Chcę wierzyć, że to nie była tylko PR-owa zagrywka, obliczona na taki efekt: „Kto nie przyjął zaproszenia, sam sobie jest winien. My chcieliśmy rozmawiać”.
Dobrym skutkiem nocnej inicjatywy marszałka Stanisława Karczewskiego będzie spotkanie z mediami w poniedziałek. Ale równie dobrze można było je zapowiedzieć i zorganizować w normalny sposób, bez tej sobotniej akcji w nocy. Testem dla rządzącej partii będzie poniedziałkowe spotkanie z przedstawicielami mediów w sprawie warunków pracy dziennikarzy w Sejmie. Będzie też testem dla naszego środowiska, czy w tak fundamentalnych kwestiach, jak prawo mediów do relacjonowania pracy polityków, potrafimy mówić jednym głosem. Spotkanie to będzie miało sens tylko wtedy, gdy do rozmów z członkami parlamentarnych prezydiów usiądą, obok szefów mediów, najważniejsze w tej kwestii osoby, czyli sprawozdawcy sejmowi. To oni wiedzą najlepiej, jak powinna wyglądać ich praca na Wiejskiej i czym się może skończyć wprowadzenie nowych zasad. Nie przypominam sobie, by reporterzy sejmowi z Faktu i Fakt24.pl żalili mi się na obowiązujące tam do tej pory warunki pracy.

Politycy rządzącej partii boleśnie przekonali się w ten weekend, czym może się skończyć wypchnięcie mediów na sejmowe obrzeża. W tej sytuacji za smartfony złapała opozycja. Chyba nigdy wcześniej nie było na Wiejskiej tylu czujnych kamer.

Robert Feluś

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Temat: wolność słowa

Dział: OPINIE

Dodano: Grudzień 18, 2016

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Trudno mówić o zamachu na wolne media

Samuel Pereira, pełniący obowiązki szefa TVP.info (fot. archiwum prywatne)

Nie popieram zmian w organizacji pracy mediów w parlamencie. Moje komentarze na Twitterze, które zostały opisane jako poparcie, dotyczyły hipokryzji tych, którzy przejęli protest dziennikarzy. Trudno mówić o "zamachu na wolne media", skoro podobne rozwiązania są np. w Parlamencie Europejskim. Ważniejsze dla obywateli jest by media przekazywały prawdziwe informacje, a z tym jest w niektórych mediach komercyjnych spory problem.

Protest mediów przejęli politycy opozycji, co jest niedźwiedzim pocałunkiem dla całej akcji. Dalej uważam, że zmiany dotkną głównie paparazzi, których zdjęcia niestety bardzo często są wykorzystywane przez tabloidy do robienia sensacji, która przykrywa to co ważne. Jako przykład wystarczy podać "news" o sałatce jedzonej przez prof. Krystynę Pawłowicz. Przykrył on nocne głosowanie ws. lasów państwowych, a następnego dnia zeznania prezydenta Bronisława Komorowskiego przed sądem.

Proponowane zmiany z pewnością utrudnią tzw. łapanki, które często obserwujemy w relacjach z Sejmu. Sam byłem w takiej sytuacji, gdy chciałem uzyskać wypowiedź danego polityka, a sam nie był chętny by np. odebrać telefon. Mimo tego, nigdy nie przyszłoby mi do głowy urządzać "łapankę" w tak chamski sposób jak robią to dziś niektórzy i uważam, że to właśnie przez nich posłowie wpadli na pomysł takiego uporządkowania pracy w Sejmie. To co często widzimy w Sejmie, te rajdy z kamerami, potykanie się o kable, czy blokowanie posiedzeń komisji przez tłum reporterów - to wszystko są jednak kwestie, które można rozwiązać inaczej niż poprzez odpowiedzialność zbiorową.

Samuel Pereira

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

PODOBNE ARTYKUŁY