Serwis o mediach i reklamie

O nas Pressletter

Temat: technologie

Dział: WYWIADY

Dodano: Listopad 05, 2016

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

VR wciąż wymaga eksperymentowania

Jason Farkas (fot. materiały prasowe CNN)

Jason Farkas, wiceprezes CNN ds. premium content video, opowiada o doświadczeniach amerykańskiej telewizji z VR.

CNN publikuje materiały zrobione w technologii 360 stopni głównie na Facebooku. Dlaczego tam?

Facebook oferuje jednocześnie trzy platformy. Za pomocą swojej aplikacji dystrybuuje formaty 360 stopni na urządzeniach mobilnych. Dzięki niemu docieramy do ludzi, którzy wydali ponad 1,5 tys. dolarów na zestawy gogli Facebook Oculus. Facebook zapewnia też dystrybucję w mediach społecznościowych, co gwarantuje dotarcie do ogromnej widowni.

W przyszłości będzie wiele platform oferujących VR, czy rynek zdominuje jedna?

Zakładam, że przez 15 lat będziemy mieli do dyspozycji wiele systemów. Rynek będzie rozdrobniony, ale wraz z jego rozwojem pojawią się technologiczni liderzy. Dziś firmy inwestują w VR miliardy dolarów, ale jeszcze nie można powiedzieć, że ktoś jest numerem jeden.

Jaka tematyka jest najbardziej popularna w wirtualnej rzeczywistości?

Podróże i sport. Jednak CNN jest najbardziej znane z polityki, newsów i relacjonowania wydarzeń. Dzięki VR możemy przenieść widzów na miejsce danego wydarzenia.

Postprodukcja i edycja takiego materiału zajmuje więcej czasu niż standardowych relacji?

To prawda. Nasz cykl produkcyjny jest jednym z najszybszych na rynku. Czym mniej czasu upłynęło od wydarzenia, tym większe zainteresowanie materiałem. Po trzęsieniu ziemi we Włoszech udało nam się zrobić film w 24 godziny, czyli bardzo szybko.

Jak długi powinien być materiał VR?

Czym bardziej widownia przyzwyczajona jest do wirtualnej rzeczywistości, tym dłuższe filmy można jej oferować. Większość z tego, co produkujemy trwa 2-3 minuty, jest więc podobnej długości co materiały do telewizji. Ale w naszych zasobach mamy np. film dokumentalny „Toro Bravo”, który trwa 10 minut i 30 sekund - nigdy nie widziałem, by ktoś zdjął gogle i powiedział, że jest za długi.

To Wasz najdłuższy materiał VR?

Najdłuższa była transmisja z debaty prezydenckiej Hilary Clinton – Donald Trump, trwała dwie i pół godziny. Ale myślę, że większość widzów nie obejrzała jej w całości, zresztą w tradycyjnej telewizji też nie oglądano całej debaty.

Jaki rodzaj ujęć jest najlepszy w przypadku VR?

Jestem ostrożny co do ustalania jakiś konkretnych zasad kręcenia i produkcji materiałów VR. Rok temu wszyscy mówili „nie ruszaj kamerą, bo to powoduje mdłości”. Odkryliśmy, że to nie jest prawda, ale operator musi ostrożnie poruszać kamerą. Wciąż eksperymentujemy.

Lepsze są ujęcia, które stawiają człowieka w miejscu w którym czuje się jak w centrum wydarzeń, czy takie, gdzie jest zewnętrznym obserwatorem?

Najważniejsze jest, by nie pokazywać odbiorcom rzeczy nudnych, banalnych, tych, do których są przyzwyczajeni. Ważne też, aby dalekie plany były statyczne.

Używacie riga z sześcioma kamerami GoPro. Dlaczego CNN zdecydowało się na taki rodzaj sprzętu, a nie np. na Nokia Ozo, z którego powstały materiał jest łatwiejszy w postprodukcji?

Każdy system kamer z więcej niż dwoma obiektywami, gdzie w docelowym materiale trzeba połączyć kilka obrazów w jeden, wymaga jakiegoś rodzaju szycia materiałów. Czasami, jak w przypadku Ozo, jest to zautomatyzowane, ale nie w pełni – w dalszym ciągu trzeba poprawiać łączenia. GoPro jest bardzo mobilny, łatwo go używać do relacjonowania wydarzeń. Jest też niedrogi – kosztuje 10 razy mniej niż Nokia Ozo. Jakość, mimo że obraz nie jest stereoskopowy, jest bardzo wysoka.

Ale można kupić riga z większą liczbą kamer GoPro i uzyskać stereoskopię?

Tak, ale rig z 18 kamerami wymaga zewnętrznej baterii, która jest bardzo ciężka. Relacjonowanie wydarzeń nosząc duży akumulator może być trudne, sprawdziliśmy to wnosząc sprzęt w środek protestu podczas Konwencji Republikańskiej. Z drugiej strony, kiedy nagrywasz obraz stereoskopowy, łączenie i rendering wideo trwa o wiele dłużej. Jeśli twoim celem jest szybkie zrobienie materiału, to możesz poświęcić stereoskopię. Obecnie niewiele osób może oglądać materiały w tym trybie. Większość naszych produkcji jest konsumowana na Facebooku, który jest monoskopowy. 

A co z dźwiękiem?

Głównie oferujemy stereo, ale eksperymentujemy też z dźwiękiem sferycznym. YouTube pozwala już wgrać dźwięk sferyczny razem z plikiem VR. Teraz taką funkcję mają nawet proste rozwiązania jak Google Cardboard.

To prawda, że nagrywanie dźwięku sferycznego podczas wydarzeń nie jest prostą sprawą?

Da się go nagrać, ale bardzo trudna jest postprodukcja. To jedna z tych rzeczy, która dziś jest skomplikowana, ale wkrótce zapewne powstanie oprogramowanie, które to ułatwi. Czekamy z niecierpliwością.

Jakiego oprogramowania używacie?

Wykorzystujemy Autopano Giga i Autopano Video – programy stworzone przez firmę Kolor należącą do GoPro. A do korekcji koloru i finalnego montażu używamy Adobe Premiere.

Jak promujecie treści stworzone w technologii wirtualnej rzeczywistości?

Nasz profil na Facebooku śledzi ponad 23 mln użytkowników. To doskonałe miejsce na promocję filmów 360. Osoby, które zobaczą taki materiał, potencjalnie mogą być zainteresowane obejrzeniem go z użyciem gogli.

Da się na tych materiałach zarobić?

Sposobem monetyzacji są treści natywne VR, które już publikowaliśmy na naszym profilu.

Gdzie obecnie pracują zespoły CNN przygotowujące materiały VR?

Rigi z kamerami są w oddziałach w Nowym Jorku, Waszyngtonie, Atlancie, Hong-Kongu, Londynie i Dubaju. Pracujących tam producentów uczymy, jak opowiadać historie w 360 stopni i jak używać sprzętu. Organizujemy też specjalne warsztaty. To mniej kosztowne niż wysyłanie w dane miejsce całego zespołu specjalistów. Tworzenie treści 360 jest coraz łatwiejsze, wierzymy, że to dobry moment aby rozpocząć szkolenia w tym zakresie. Trzy miesiące temu prowadziliśmy warsztaty w Londynie i już dostajemy stamtąd niesamowite treści. Mamy też materiał z Aleppo, który opublikujemy za kilka tygodni. Nie bylibyśmy w stanie wysłać tam producenta wyspecjalizowanego w VR, ale producentka, która była na miejscu zabrała ze sobą zestaw do robienia materiału w 360 stopni i przygotowała świetną historię.

Z którego materiału CNN jest pan najbardziej dumny?

Z dokumentu „Toro Bravo”, to ciekawa historia, fantastyczna wizualnie.

A najpopularniejsza produkcja?

Materiał z trzęsienia ziemi we Włoszech ma ponad 5 mln wyświetleń na Facebooku.

Rozmawiał Jakub Mejer

Jakub Mejer

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Temat: public relations

Dział: WYWIADY

Dodano: Listopad 11, 2016

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Inga Songin, dyrektor marketingu i PR Żywiec Zdrój: "Procedury kryzysowe pomogły nam działać i zachować spokój"

Inga Songin (fot. materiały prasowe)

Żywiec Zdrój , producent wody butelkowanej, prowadzi kampanię wizerunkową, która jest odpowiedzią na incydent, kiedy to mężczyzna uległ poparzeniu po wypiciu substancji z butelki po wodzie Żywioł Żywiec Zdrój.

Posprzątaliście już po kryzysie?

Incydent w Bolesławcu wydarzył się 21 września i od razu podjęliśmy wszystkie możliwe działania z organami kontrolnymi, aby zarówno mediom, jak i konsumentom przekazywać na bieżąco informacje. Nie wiem jeszcze, czy da się szybko posprzątać po kryzysie, ale wiemy też, że jest ogromna rzesza lojalnych konsumentów, którzy nawet, gdy byliśmy atakowani ze wszystkich stron, cały czas nas wspierali.

Mieliście gotowy scenariusz na wypadek kryzysu?

Gotowego scenariusza nigdy nie ma, ale są procedury kryzysowe, które w takiej sytuacji pomagają i u nas bardzo dobrze się sprawdziły. Polegają one na posiadaniu procesu reakcji i zespołu specjalistów, którzy w takim momencie wiedzą, co mają robić. Szkolimy się z tych procedur regularnie i wszyscy zareagowali prawidłowo. To nam bardzo pomogło działać, podejmować decyzje i zachować spokój, który jest kluczowy.

Czego nie przewidzieliście?

Nie łatwo jest przewidzieć wszystkie decyzje. Najbardziej spontaniczną była kampania wizerunkowa, bo tego w procedurze kryzysowej nie ma. Byliśmy zainspirowani zachowaniem pracowników, tym jak ogromną mieli wiarę w nasze właściwe procedury produkcyjne i procesy jakościowe. Mieli determinację, aby wyjść z tego. Po miesiącu wypuściliśmy nową kampanię, w którą jest zaangażowanych 50 pracowników.

Bez problemu się zgodzili?

Ogłosiliśmy wewnętrznie, że mamy pomysł na kampanię i zaapelowaliśmy do pracowników, aby zgłosili się ze swoimi rodzinami. Odzew przerósł nasze oczekiwania - zgłosiło się 10 proc. pracowników. Kampania jest absolutnie autentyczna, nie było skryptów, szczegółowego planu produkcyjnego. Zrobiliśmy casting i wybraliśmy do kampanii telewizyjnej trzy osoby z rodzinami, a reszta bierze udział w kampanii digitalowej, gdzie bezpośrednio kontaktują się z klientami, którzy wsparli nas w kryzysie i dziękują im za zaufanie. Doświadczenie niesamowite, ponieważ dotychczas pracowaliśmy z aktorami, wszystko było dokładnie zaplanowane, a tutaj w pewnym sensie poszliśmy na żywioł.

Zatrudniliście agencję do pomocy?

Pracujemy na stałe z agencjami: z Young & Rubicam oraz VML, z domem mediowym MediaCom. W tej sytuacji współpracowaliśmy również z agencją MSL Group, która nas wspierała PR-owo. Spotkaliśmy się razem z agencjami i pracowaliśmy nad planem w różnych horyzontach czasowych i nawet nie wiem, w którym momencie powstał pomysł na kampanię, był on naturalny. Na początku wydawało się niemożliwe, aby zrobić to tak szybko. Trudno było nawet kupić media, bo wszystko było już sprzedane. Nie skupiliśmy się wyłącznie na sytuacji bieżącej. Szybko uruchomiliśmy myślenie: co to dla nas znaczy?

Jedną z opcji było wrócenie z regularną komunikacją szybciej, ale czuliśmy, że będąc marką, która zbudowana jest na autentyczności, transparentności, jest to doskonały moment, by pokazać nasze wartości. Wszyscy wiedzą, że kampania powstała po tym wydarzeniu i było ryzyko, że przypominamy o tym w momencie, kiedy media ucichły, ale podjęliśmy decyzję, że chcemy się z tym zmierzyć. Czuliśmy, że nie można udawać, iż nic się nie wydarzyło, chociaż prokuratura wydała oświadczenie, że po naszej stronie nie wykryto żadnych nieprawidłowości i woda Żywiec Zdrój nie była zatruta - po prostu ktoś potem coś nalał do jednej butelki. Byliśmy częścią tej historii i bierzemy odpowiedzialność za to, że niektórzy konsumenci mogli poczuć się niepewnie. W pełni to rozumiemy, ponieważ ludzie się boją - wszyscy w Polsce piją tę wodę, w tym małe dzieci. Krok po kroku chcemy odbudować zaufanie. Tym bardziej, że wina nie leżała po naszej stronie i produkty Żywiec Zdrój były i są bezpieczne.

Mieliście dużo zapytań?

Ogrom. Jeszcze tego nie policzyliśmy, bo większość konwersacji dzieje się w mediach społecznościowych. Reagowaliśmy na każde pytanie i komentarz konsumenta. Nie został ani jeden wpis bez odpowiedzi. W agencji VML pracował sztab ludzi, którzy zajmowali się tylko tym, w krytycznym momencie praktycznie 24h na dobę, łącznie z weekendami. Najwięcej niepokoju było, od kiedy media już o tym poinformowały do południa w czwartek, gdy wydaliśmy pierwsze oświadczenie. Wiele osób to uspokoiło i było widać duży spadek zainteresowania tematem. Po tygodniu zauważyliśmy, że wracamy do poziomu sprzed kryzysu.

Intensywne działania w social mediach były wcześniej ujęte w scenariuszu kryzysowym?

Nasze procedury kryzysowe trochę niedoszacowały wpływu social mediów, które reagują niezmiernie szybko. Gdybym miała radzić, to wszyscy powinni być do tego przygotowani lepiej, bo potrzebnych jest wielu ludzi, którzy muszą być bardzo dobrze przygotowani i skomunikowani z tym, co dzieje się wewnątrz organizacji, ponieważ nowe fakty spływały do nas godzina po godzinie, a nawet częściej. Udało nam się jednak zrobić wszystko, co powinniśmy, ale wymagało to ogromnej mobilizacji.

W jakim stopniu nastąpił spadek zaufania do marki?

Jeśli chodzi o biznes trudno jest mówić o wpływie, bo w tym czasie bardzo zmieniła się pogoda - mieliśmy spadki temperatury o około 10 stopni C., co zawsze mocno wpływa na sprzedaż. Pracujemy nad tym, jak ten efekt pogody wyeliminować, aby dobrze oszacować wpływ kryzysu. Jeśli chodzi o markę obserwujemy, że stali klienci z nami zostali, z czego jesteśmy zadowoleni, bo oni stanowią zdecydowaną większość konsumentów. Wiemy, że osoby, które wybierały naszą wodę pomiędzy innymi, pewnie na jakiś czas sięgną po inne marki, ale jest ich niewiele.

Wzrosła bądź spadła sprzedaż wody?

Efekt zawsze jest odroczony, bo jest on wynikową tego, jak reagują konsumenci, a my jeszcze tej reakcji nie widzimy - nie ma danych Nielsena za ten okres.

Rozmawiała Iga Kołacz

(IKO, 11.11.2016)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

PODOBNE ARTYKUŁY