Temat: Igrzyska w Rio

Dział: WYWIADY

Dodano: Sierpień 23, 2016

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Marketingowo pływacy utonęli, a ciężarowcy nie udźwignęli swoich problemów. Na sponsorów może liczyć wioślarstwo

Grzgorz Kita

Rozmowa z Grzegorzem Kitą, CEO Sport Management Polska

Które dyscypliny olimpijskie straciły w Polsce marketingowo podczas Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro?

Na pewno najbardziej straciło podnoszenie ciężarów. Brak wyników i afera dopingowa o ogromnej sile rażenia spowodowały, że ciężarowcy ugięli się pod ciężarem skali własnych problemów. Utonęli pływacy. Zarówno z powodu zupełnego braku wyników, w tym szczególnie katastrofalnego występu Radosława Kawęckiego, ale też skandalu organizacyjnego związanego z występem Konrada Czerniaka. Straciło też żeglarstwo.

A jakie dyscypliny najbardziej zyskały?

Teoretycznie, marketingowo po igrzyskach powinno mocno zyskać wioślarstwo i kajakarstwo, ponieważ już po raz kolejny przyniosły nam sporo medali oraz szans na nie. Swoją unikalną szansę ma pięciobój nowoczesny. Kolarstwo wzmocniło swoją pozycję, która i tak już była sygnalizowana występami przedolimpijskimi. Może też zyskać lekkoatletyka. Pomimo kilku dużych niepowodzeń osiągnęła jednak poważne sukcesy na czele ze złotem i rekordami Anity Włodarczyk. Jestem jednak przekonany, że związki sportowego tego nie wykorzystają.
 
Ma im w tym pomóc Kodeks Dobrych Praktyk Sponsoringowych, który powstał z inicjatywy ministra sportu.

Ta koncepcja ministerialna jest w pewnym sensie papierologią. Dzięki niej związki mają prostą ścieżkę do sponsorów - spółek skarbu państwa. Nie będą musiały przebijać się do władz tych firm. Natomiast to, że sponsorzy dadzą pieniądze niewiele zmienia, bo zostaną one źle wykorzystane. Związki sportowe są słabo zarządzania, brak im kompetencji marketingowych i wizji nowoczesnego rozwoju. Chód sportowy to dyscyplina, która teoretycznie nie ma praw budzić zainteresowania kibiców, ale miała Roberta Korzeniowskiego, swoją gwiazdę, która umiejętnie wykreowała siebie i przy okazji dyscyplinę. Tak więc każda dyscyplina ma papiery, aby zainteresować ludzi. Do tego jest jednak zaangażowanie promocyjne i marketingowe.

Co więc Pan radzi?

Wielu szefom związków sportowych wydaje się, że 90 proc. nakładów powinno być przeznaczone na wynik sportowy, a 10 proc. na marketing i promocję. Moim zdaniem w dzisiejszym świecie powinno być pół na pół. Sam zdobyty medal nie przyciągnie sponsorów. Wynik sportowy jest zaledwie powodem, dla którego ktoś się daną dyscypliną zainteresuje. Natomiast potem należy inwestować w PR, marketing, w kreację gwiazd, akcji ogólnospołecznych, eventów, nie tylko sportowych. Liczy się kreatywność i intensywność rozmaitych działań.

A jaka powinna być w tym rola sponsora?

Jego zaangażowanie może znacząco pomóc dyscyplinie. Firmy coraz częściej same wspierają marketingowo i komunikacyjnie dyscyplinę, sportowca i wtedy to tworzy efekt synergii.

(DR, 23.08.2016)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Temat: technologie

Dział: WYWIADY

Dodano: Listopad 05, 2016

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

VR wciąż wymaga eksperymentowania

Jason Farkas (fot. materiały prasowe CNN)

Jason Farkas, wiceprezes CNN ds. premium content video, opowiada o doświadczeniach amerykańskiej telewizji z VR.

CNN publikuje materiały zrobione w technologii 360 stopni głównie na Facebooku. Dlaczego tam?

Facebook oferuje jednocześnie trzy platformy. Za pomocą swojej aplikacji dystrybuuje formaty 360 stopni na urządzeniach mobilnych. Dzięki niemu docieramy do ludzi, którzy wydali ponad 1,5 tys. dolarów na zestawy gogli Facebook Oculus. Facebook zapewnia też dystrybucję w mediach społecznościowych, co gwarantuje dotarcie do ogromnej widowni.

W przyszłości będzie wiele platform oferujących VR, czy rynek zdominuje jedna?

Zakładam, że przez 15 lat będziemy mieli do dyspozycji wiele systemów. Rynek będzie rozdrobniony, ale wraz z jego rozwojem pojawią się technologiczni liderzy. Dziś firmy inwestują w VR miliardy dolarów, ale jeszcze nie można powiedzieć, że ktoś jest numerem jeden.

Jaka tematyka jest najbardziej popularna w wirtualnej rzeczywistości?

Podróże i sport. Jednak CNN jest najbardziej znane z polityki, newsów i relacjonowania wydarzeń. Dzięki VR możemy przenieść widzów na miejsce danego wydarzenia.

Postprodukcja i edycja takiego materiału zajmuje więcej czasu niż standardowych relacji?

To prawda. Nasz cykl produkcyjny jest jednym z najszybszych na rynku. Czym mniej czasu upłynęło od wydarzenia, tym większe zainteresowanie materiałem. Po trzęsieniu ziemi we Włoszech udało nam się zrobić film w 24 godziny, czyli bardzo szybko.

Jak długi powinien być materiał VR?

Czym bardziej widownia przyzwyczajona jest do wirtualnej rzeczywistości, tym dłuższe filmy można jej oferować. Większość z tego, co produkujemy trwa 2-3 minuty, jest więc podobnej długości co materiały do telewizji. Ale w naszych zasobach mamy np. film dokumentalny „Toro Bravo”, który trwa 10 minut i 30 sekund - nigdy nie widziałem, by ktoś zdjął gogle i powiedział, że jest za długi.

To Wasz najdłuższy materiał VR?

Najdłuższa była transmisja z debaty prezydenckiej Hilary Clinton – Donald Trump, trwała dwie i pół godziny. Ale myślę, że większość widzów nie obejrzała jej w całości, zresztą w tradycyjnej telewizji też nie oglądano całej debaty.

Jaki rodzaj ujęć jest najlepszy w przypadku VR?

Jestem ostrożny co do ustalania jakiś konkretnych zasad kręcenia i produkcji materiałów VR. Rok temu wszyscy mówili „nie ruszaj kamerą, bo to powoduje mdłości”. Odkryliśmy, że to nie jest prawda, ale operator musi ostrożnie poruszać kamerą. Wciąż eksperymentujemy.

Lepsze są ujęcia, które stawiają człowieka w miejscu w którym czuje się jak w centrum wydarzeń, czy takie, gdzie jest zewnętrznym obserwatorem?

Najważniejsze jest, by nie pokazywać odbiorcom rzeczy nudnych, banalnych, tych, do których są przyzwyczajeni. Ważne też, aby dalekie plany były statyczne.

Używacie riga z sześcioma kamerami GoPro. Dlaczego CNN zdecydowało się na taki rodzaj sprzętu, a nie np. na Nokia Ozo, z którego powstały materiał jest łatwiejszy w postprodukcji?

Każdy system kamer z więcej niż dwoma obiektywami, gdzie w docelowym materiale trzeba połączyć kilka obrazów w jeden, wymaga jakiegoś rodzaju szycia materiałów. Czasami, jak w przypadku Ozo, jest to zautomatyzowane, ale nie w pełni – w dalszym ciągu trzeba poprawiać łączenia. GoPro jest bardzo mobilny, łatwo go używać do relacjonowania wydarzeń. Jest też niedrogi – kosztuje 10 razy mniej niż Nokia Ozo. Jakość, mimo że obraz nie jest stereoskopowy, jest bardzo wysoka.

Ale można kupić riga z większą liczbą kamer GoPro i uzyskać stereoskopię?

Tak, ale rig z 18 kamerami wymaga zewnętrznej baterii, która jest bardzo ciężka. Relacjonowanie wydarzeń nosząc duży akumulator może być trudne, sprawdziliśmy to wnosząc sprzęt w środek protestu podczas Konwencji Republikańskiej. Z drugiej strony, kiedy nagrywasz obraz stereoskopowy, łączenie i rendering wideo trwa o wiele dłużej. Jeśli twoim celem jest szybkie zrobienie materiału, to możesz poświęcić stereoskopię. Obecnie niewiele osób może oglądać materiały w tym trybie. Większość naszych produkcji jest konsumowana na Facebooku, który jest monoskopowy. 

A co z dźwiękiem?

Głównie oferujemy stereo, ale eksperymentujemy też z dźwiękiem sferycznym. YouTube pozwala już wgrać dźwięk sferyczny razem z plikiem VR. Teraz taką funkcję mają nawet proste rozwiązania jak Google Cardboard.

To prawda, że nagrywanie dźwięku sferycznego podczas wydarzeń nie jest prostą sprawą?

Da się go nagrać, ale bardzo trudna jest postprodukcja. To jedna z tych rzeczy, która dziś jest skomplikowana, ale wkrótce zapewne powstanie oprogramowanie, które to ułatwi. Czekamy z niecierpliwością.

Jakiego oprogramowania używacie?

Wykorzystujemy Autopano Giga i Autopano Video – programy stworzone przez firmę Kolor należącą do GoPro. A do korekcji koloru i finalnego montażu używamy Adobe Premiere.

Jak promujecie treści stworzone w technologii wirtualnej rzeczywistości?

Nasz profil na Facebooku śledzi ponad 23 mln użytkowników. To doskonałe miejsce na promocję filmów 360. Osoby, które zobaczą taki materiał, potencjalnie mogą być zainteresowane obejrzeniem go z użyciem gogli.

Da się na tych materiałach zarobić?

Sposobem monetyzacji są treści natywne VR, które już publikowaliśmy na naszym profilu.

Gdzie obecnie pracują zespoły CNN przygotowujące materiały VR?

Rigi z kamerami są w oddziałach w Nowym Jorku, Waszyngtonie, Atlancie, Hong-Kongu, Londynie i Dubaju. Pracujących tam producentów uczymy, jak opowiadać historie w 360 stopni i jak używać sprzętu. Organizujemy też specjalne warsztaty. To mniej kosztowne niż wysyłanie w dane miejsce całego zespołu specjalistów. Tworzenie treści 360 jest coraz łatwiejsze, wierzymy, że to dobry moment aby rozpocząć szkolenia w tym zakresie. Trzy miesiące temu prowadziliśmy warsztaty w Londynie i już dostajemy stamtąd niesamowite treści. Mamy też materiał z Aleppo, który opublikujemy za kilka tygodni. Nie bylibyśmy w stanie wysłać tam producenta wyspecjalizowanego w VR, ale producentka, która była na miejscu zabrała ze sobą zestaw do robienia materiału w 360 stopni i przygotowała świetną historię.

Z którego materiału CNN jest pan najbardziej dumny?

Z dokumentu „Toro Bravo”, to ciekawa historia, fantastyczna wizualnie.

A najpopularniejsza produkcja?

Materiał z trzęsienia ziemi we Włoszech ma ponad 5 mln wyświetleń na Facebooku.

Rozmawiał Jakub Mejer

Jakub Mejer

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

PODOBNE ARTYKUŁY