Dział: WYWIADY

Dodano: Maj 05, 2015

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Ustawa krajobrazowa to bubel prawny wymierzony przeciwko całej reklamie zewnętrznej

Andrzej Grudziński

Rozmowa z Andrzejem Grudzińskim, pełnomocnikiem zarządu Cityboard Media

Czy ustawa krajobrazowa, która czeka na podpis prezydenta będącego jej pomysłodawcą, uporządkuje rynek reklamy zewnętrznej?

Zacznijmy od tego, że nie jest to ustawa krajobrazowa, bo jej celem nie jest ochrona krajobrazu, lecz walka z reklamą zewnętrzną. Bałagan w miastach w największym stopniu powodują reklama nielegalna i szyldy. Konsekwencje ustawy krajobrazowej poniesie przede wszystkim legalna systemowa reklama zewnętrzna, a paradoksalnie tymi nowymi przepisami zalegalizowany zostanie chaos przypadkowych tablic informacyjnych, banerów na płotach, wielkoformatowych płacht na elewacjach i spontanicznie zawieszanych reklam czy szyldów.

Przecież ustawa ma właśnie pomóc samorządom w oczyszczeniu przestrzeni z wszelkich nielegalnych i nieestetycznych billboardów.

Władzom lokalnym o wiele łatwiej będzie egzekwować nowe przepisy i nakładać opłaty reklamowe na firmy outdoorowe działające legalnie. Uchwały rad gmin określą nowe zasady funkcjonowania reklamy zewnętrznej na danym terenie i nastąpi zrównanie statusu reklam legalnych z nielegalnymi: bezprawnie stawianych tablic informacyjno-kierunkowych, banerów oraz reklam udających szyldy z systemowymi konstrukcjami, które mają wszelkie pozwolenia i są lokalizowane zgodnie z dotychczas obowiązującymi przepisami.
Ustawa de facto legalizuje działalność niezgodną z prawem, a firmom outdoorowym, które działają zgodnie z przepisami, inwestują z uwzględnieniem obowiązujących przepisów, stawiają konstrukcje z pozwoleniami, pokazuje, że wobec nowych przepisów są na takiej samej pozycji, jak ci, którzy robili to nielegalnie. Takie traktowanie uczciwie pracujących i przestrzegających prawa jest niesprawiedliwe i demoralizujące, zachęca do zachowań bezprawnych, które w perspektywie rozwiązań tej ustawy i tak się opłacają.

Dlaczego tak Pan sądzi?

Bo zgodnie z ustawą na wszelkie konstrukcje reklamy zewnętrznej zostaną nałożone dodatkowe opłaty tzw. reklamowe, a ich wysokość pozostaje w gestii poszczególnych samorządów. Zaprzeczeniem państwa prawa jest ustanowienie i pobieranie takich samych opłat od reklam legalnych i nielegalnych. W ten swoisty sposób opodatkowana zostanie nielegalna działalność – takie przepisy kompromitują ustawodawców.
Kolejnym absurdem tej ustawy jest nierówne traktowanie legalnie działających podmiotów. Właściciele obiektów budowlanych, w tym legalnych konstrukcji reklamowych, są zobowiązani do dostosowania się do nowych zasad określanych w uchwałach rad gmin. Tak więc wobec tych firm prawo zadziała wstecz i naruszy prawa nabyte. Tymczasem zgodnie z art. 24 ustawy właściciele obiektów budowlanych wzniesionych na terenie parku krajobrazowego przed dniem wejścia w życie nowych rozwiązań nie muszą ich dostosowywać do zmienianych przez gminy zasad. To swoista schizofrenia legalizacyjna, szkodliwa dla przedsiębiorców i samego prawa.

Ale może dzięki nowym przepisom poprawi się opinia na temat całej branży reklamy zewnętrznej? Przeciętny Kowalski nie wie, co jest legalne, a co nielegalne i cały outdoor wrzuca do jednego worka.

Wizerunek reklamy zewnętrznej od lat psuje bałagan nielegalnych konstrukcji, zwisających banerów, płacht zasłaniających elewacje, rozklejanych przypadkowo plakatów oraz chaos tablic i szyldów umieszczonych na budynkach, płotach i słupach. Przyczyną tego jest brak regulacji, konsekwentnego oczyszczania i uporządkowania tego nieładu i samowoli. Systemowa reklama zewnętrzna wyróżnia się pod każdym względem – znormalizowanych konstrukcji, estetycznego wyglądu, dbania o ekspozycje plakatów i najbliższe otoczenie, a przede wszystkim jest legalna – posadowiona zgodnie z wymaganymi pozwoleniami, decyzjami administracyjnymi, wyrokami sądów. Konstrukcje te spełniają wymagane normy techniczne i są bezpieczne. Zmieniające się cyklicznie ekspozycje na nośnikach systemowych są ciekawsze w odbiorze i nie irytują mieszkańców. Stoją za nimi legalnie działające firmy, które płacą podatki i zatrudniają tysiące ludzi. Bardzo często bezinteresownie wspierają lokalne społeczności, promując na swoich legalnych nośnikach akcje społeczne, kulturalne i sportowe.
Niestety, branżę outdoorową deprecjonuje się w sposób totalny, niesłusznie oskarżając legalnie i nielegalnie działające firmy, że są tak samo odpowiedzialne za nieład w przestrzeni publicznej. Tymczasem ustawa jest wymierzona przeciwko całej reklamie zewnętrznej i nie walczy skutecznie z reklamą nielegalną.

Czy rzeczywiście ustawa niczego nie rozwiąże? Wydawałoby się pozornie, że po wyeliminowaniu z przestrzeni publicznej nielegalnych nośników firmom legalnym przybędzie klientów i będą mogły więcej zarabiać.

Nie wierzymy w ustawę przygotowaną przez osoby niekompetentne, które nie znają się ani na prawie, ani na reklamie i nie słuchają ekspertów. Przez blisko dwa lata powstały przepisy, które nie są zgodne z Konstytucją RP, a osoby odpowiedzialne za procesowanie ustawy, jak senator Janusz Sepioł, w sposób co najmniej nonszalancki, uzasadniają słuszność proponowanych rozwiązań. W czasie dyskusji senatorów nad poprawkami do ustawy okazało się, że na wprowadzeniu nowych regulacji realnie skorzysta tylko państwo, które zyska nowe źródło dochodów w postaci opłaty reklamowej. 
Celem zmian ustawy krajobrazowej miało być uporządkowanie przestrzeni miast i stworzenie przepisów, które wprowadziłyby skuteczne zasady funkcjonowania m.in. reklamy zewnętrznej, a przede wszystkim regulowały rozwój i zagospodarowanie przestrzenne. Nowe przepisy miały chronić krajobraz oraz dbać o komfort i jakość życia obywateli. Niestety, jak zwykle, szczytne i sensowne założenia zostały zapomniane, a ostatecznie zapisy ustawy są niespójne, rażąco wybiórcze i nie gwarantują poprawy wyglądu naszych miast. Z nadzieją oczekiwaliśmy poważnych rozwiązań, ale zamiast przejrzystego i skutecznego prawa powstał kolejny bubel prawny, który po wejściu w życie będzie wymagał interpretacji, a także nowelizacji, już deklarowanych przez Iwonę Śledzińską-Katarasińską, odpowiedzialną w Sejmie za pracę nad tą ustawą.

Czyli Pana zdaniem nic się nie zmieni i firmy legalne nadal będą musiały konkurować z dzikim outdoorem zaśmiecającym miasta?

Zapisy ustawy są niejednoznaczne, a egzekucja przepisów pozostanie w gestii samorządów. To od uchwał rad gmin będzie zależało, na jakich zasadach będzie na ich terenie funkcjonować reklama zewnętrzna. Czy samorządy ograniczą się tylko do ściągania opłaty reklamowej, czy skupią się na walce z reklamą nielegalną i bałaganem. A może zwrócą się przeciwko legalnej reklamie systemowej, która w perspektywie lokalnych uchwał może już nie spełniać nowych warunków lokalizacji. To zależy od mądrości, racjonalności oraz determinacji władz lokalnych w porządkowaniu przestrzeni ich miast.

Daria Różańska

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Dział: WYWIADY

Dodano: Czerwiec 16, 2015

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Kurs online jest równie skuteczny jak wykłady dziennikarstwa w auli uniwersyteckiej

Alberto Cairo

Rozmowa z Alberto Cairo, wykładowcą dziennikarstwa wizualnego Uniwersytetu Miami, twórcą jednego z pierwszych internetowych kursów dla dziennikarzy

Prowadzi Pan wykłady dla studentów Uniwersytetu w Miami i jednocześnie kursy online dla adeptów dziennikarstwa z całego świata. Da się to porównać?

To dwie zupełnie różne sprawy. Na uczelni tradycyjnej widzisz swoich studentów, możesz komentować i oceniać na bieżąco ich postępy. W środkowisku online jest to trudniejsze. Od niedawna zamiast pisemnie oceniać prace moich interetowych studentów nagrywam dla nich wideo, w którym konkretnie pokazuję co mogą zmienić i poprawić. Z kolei poczas tradycyjnych zajęć zacząłem korzystać z technologii, z których korzystam wykładając online. Na przykład nie prowadzę już zajęć pokazujących jak używać oprogramowania komputerowego. Nagrałem swoje porady w Adobe Illustrator oraz innych programach i rozsyłam swoim studentom do obejrzenia w czasie weekendu. Dzięki temu podczas wykładów mam więcej czasu na dyskusję ze studentami.

Chyba jednak na stacjonarnych studiach można nauczyć się więcej?

Wszystko zależy od studentów. Od tego, jak dużo własnej pracy włożą w naukę. Profesor tylko daje dostęp do wiedzy, jest kimś, kto pomoże znaleźć materiały, poprawi błędy, ale na końcu wszystko i tak zależy od studenta. Nie ma znaczenia, czy sięga on po kurs online czy chodzi na zajęcia w auli uniwersyteckiej. Wiem, że moje zajęcia online niektórym pomogły w karierze, a przecież edukacji przez Internet ciągle się jeszcze uczymy.

Co decyduje o tym, że kurs internetowy jest dobry?

Przede wszystkicm jakość dostarczanych materiałów. Dobre muszą być filmy, literatura do tematu,  forum dyskusyjne. Ważna jest ocena dokonań studentów i komentarz prowadzącego, a to jedna z najtrudniejszych rzeczy do zrobienia w kursie internetowym, szczególnie gdy uczestniczy w nim dużo osób. Studenci z reguły nie uczą się zbyt wiele słuchając jak do nich mówi wykładowca. Uczą się na swoich błędach, które trzeba im pokazać.

Przykłady internetowych kursów dla dziennikarzy prezentujemy w czerwcowym numerze „Press”.

Prof. Alberto Cairo wykłada w School of Communication na University of Miami. W 2012 roku poprowadził kurs  „Introduction to Infographics and Data Visualization”, uznawany za pierwszy kurs MOOC (Massive Open Online Courses) dla dziennikarzy. Jest twórcą działu interaktywnych infografik w hiszpańskim dzienniku „El Mundo”, był również dyrektorem ds. infografik i multimediów w Editora Globo, największym koncernie medialnym w Brazylii.

Jakub Mejer

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo