Dział: WYWIADY

Dodano: Luty 12, 2015

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Wojna się skończy, homofobia zostanie

Mads Nissen (fot. materiały WPP)

Rozmowa z Madsem Nissenem, zwycięzcą World Press Photo 2015

Zdjęciem Roku w tegorocznym World Press Photo została Pana fotografia przedstawiająca gejowską parę z Sankt Petersburga w intymnej sytuacji. Skąd pomysł na taki temat?

Pojechałem do Rosji prowadzić warsztaty fotograficzne. Pewnego razu zobaczyłem na ulicy, jak chuligan zaczepia innego chłopaka, krzycząc na niego „Ty geju!”. Tamten odwrócił się i powiedział: „Tak, jestem gejem”. Wtedy napastnik uderzył go pięścią w twarz. To było przerażające, taka agresja bez powodu. Nie wiedziałem, co robić; krzyczeć czy płakać. Jak można uderzyć drugiego człowieka tylko dlatego, że ma inną orientację seksualną? Nie mogłem tego zrozumieć.

Nikt nie interweniował?

To działo się o drugiej w nocy. Zjawiła się policja i zgarnęła obu: agresora i pobitego. Trafili do aresztu. Tego też nie mogłem zrozumieć. Wtedy postanowiłem zająć się tematem homofobii w Rosji, sytuacją lesbijek, gejów, biseksualistów i transseksualistów w tym kraju. To większy projekt. Dokumentowałem na przykład akcje homofobów, którzy łapią osoby homoseksualne, godzinami je torturują, nagrywają wszystko i wrzucają te filmy na YouTube. W pewnym momencie przy fotografowaniu brutalnych przejawów homofobii pomyślałem, że czegoś w tym obrazie brakuje: miłości. Stąd zdjęcie Jona i Aleksa. Ono przedstawia prawdziwą miłość między dwojgiem ludzi. Bo liczy się tylko miłość. Nieważne, jakiej płci są partnerzy.

Nie zdumiało Pana, że jury World Press Photo akurat takie zdjęcie wybrało jako zwycięskie? W tym konkursie zazwyczaj wygrywały obrazy wojny i cierpienia.

Takimi tematami również się zajmuję. Nie chcę oceniać, co jest ważniejsze, ale myślę, że problemu homofobii nie można lekceważyć. Gdy skończy się wojna na Ukrainie, homofobia pozostanie. I będziemy musieli się z nią zmierzyć. Oczywiście, stajemy się pod tym względem coraz bardziej tolerancyjni, lecz wciąż są miejsca na ziemi, których zmiany na lepsze zdają się nie dotyczyć. Jakby skręciły w złym kierunku.

Mads Nissen jest fotoreporterem duńskiej gazety „Politiken”, reprezentuje go agencja Panos Pictures

Zobacz galerię najlepszych zdjęć prasowych świata

Elżbieta Rutkowska

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Dział: WYWIADY

Dodano: Maj 05, 2015

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Ustawa krajobrazowa to bubel prawny wymierzony przeciwko całej reklamie zewnętrznej

Andrzej Grudziński

Rozmowa z Andrzejem Grudzińskim, pełnomocnikiem zarządu Cityboard Media

Czy ustawa krajobrazowa, która czeka na podpis prezydenta będącego jej pomysłodawcą, uporządkuje rynek reklamy zewnętrznej?

Zacznijmy od tego, że nie jest to ustawa krajobrazowa, bo jej celem nie jest ochrona krajobrazu, lecz walka z reklamą zewnętrzną. Bałagan w miastach w największym stopniu powodują reklama nielegalna i szyldy. Konsekwencje ustawy krajobrazowej poniesie przede wszystkim legalna systemowa reklama zewnętrzna, a paradoksalnie tymi nowymi przepisami zalegalizowany zostanie chaos przypadkowych tablic informacyjnych, banerów na płotach, wielkoformatowych płacht na elewacjach i spontanicznie zawieszanych reklam czy szyldów.

Przecież ustawa ma właśnie pomóc samorządom w oczyszczeniu przestrzeni z wszelkich nielegalnych i nieestetycznych billboardów.

Władzom lokalnym o wiele łatwiej będzie egzekwować nowe przepisy i nakładać opłaty reklamowe na firmy outdoorowe działające legalnie. Uchwały rad gmin określą nowe zasady funkcjonowania reklamy zewnętrznej na danym terenie i nastąpi zrównanie statusu reklam legalnych z nielegalnymi: bezprawnie stawianych tablic informacyjno-kierunkowych, banerów oraz reklam udających szyldy z systemowymi konstrukcjami, które mają wszelkie pozwolenia i są lokalizowane zgodnie z dotychczas obowiązującymi przepisami.
Ustawa de facto legalizuje działalność niezgodną z prawem, a firmom outdoorowym, które działają zgodnie z przepisami, inwestują z uwzględnieniem obowiązujących przepisów, stawiają konstrukcje z pozwoleniami, pokazuje, że wobec nowych przepisów są na takiej samej pozycji, jak ci, którzy robili to nielegalnie. Takie traktowanie uczciwie pracujących i przestrzegających prawa jest niesprawiedliwe i demoralizujące, zachęca do zachowań bezprawnych, które w perspektywie rozwiązań tej ustawy i tak się opłacają.

Dlaczego tak Pan sądzi?

Bo zgodnie z ustawą na wszelkie konstrukcje reklamy zewnętrznej zostaną nałożone dodatkowe opłaty tzw. reklamowe, a ich wysokość pozostaje w gestii poszczególnych samorządów. Zaprzeczeniem państwa prawa jest ustanowienie i pobieranie takich samych opłat od reklam legalnych i nielegalnych. W ten swoisty sposób opodatkowana zostanie nielegalna działalność – takie przepisy kompromitują ustawodawców.
Kolejnym absurdem tej ustawy jest nierówne traktowanie legalnie działających podmiotów. Właściciele obiektów budowlanych, w tym legalnych konstrukcji reklamowych, są zobowiązani do dostosowania się do nowych zasad określanych w uchwałach rad gmin. Tak więc wobec tych firm prawo zadziała wstecz i naruszy prawa nabyte. Tymczasem zgodnie z art. 24 ustawy właściciele obiektów budowlanych wzniesionych na terenie parku krajobrazowego przed dniem wejścia w życie nowych rozwiązań nie muszą ich dostosowywać do zmienianych przez gminy zasad. To swoista schizofrenia legalizacyjna, szkodliwa dla przedsiębiorców i samego prawa.

Ale może dzięki nowym przepisom poprawi się opinia na temat całej branży reklamy zewnętrznej? Przeciętny Kowalski nie wie, co jest legalne, a co nielegalne i cały outdoor wrzuca do jednego worka.

Wizerunek reklamy zewnętrznej od lat psuje bałagan nielegalnych konstrukcji, zwisających banerów, płacht zasłaniających elewacje, rozklejanych przypadkowo plakatów oraz chaos tablic i szyldów umieszczonych na budynkach, płotach i słupach. Przyczyną tego jest brak regulacji, konsekwentnego oczyszczania i uporządkowania tego nieładu i samowoli. Systemowa reklama zewnętrzna wyróżnia się pod każdym względem – znormalizowanych konstrukcji, estetycznego wyglądu, dbania o ekspozycje plakatów i najbliższe otoczenie, a przede wszystkim jest legalna – posadowiona zgodnie z wymaganymi pozwoleniami, decyzjami administracyjnymi, wyrokami sądów. Konstrukcje te spełniają wymagane normy techniczne i są bezpieczne. Zmieniające się cyklicznie ekspozycje na nośnikach systemowych są ciekawsze w odbiorze i nie irytują mieszkańców. Stoją za nimi legalnie działające firmy, które płacą podatki i zatrudniają tysiące ludzi. Bardzo często bezinteresownie wspierają lokalne społeczności, promując na swoich legalnych nośnikach akcje społeczne, kulturalne i sportowe.
Niestety, branżę outdoorową deprecjonuje się w sposób totalny, niesłusznie oskarżając legalnie i nielegalnie działające firmy, że są tak samo odpowiedzialne za nieład w przestrzeni publicznej. Tymczasem ustawa jest wymierzona przeciwko całej reklamie zewnętrznej i nie walczy skutecznie z reklamą nielegalną.

Czy rzeczywiście ustawa niczego nie rozwiąże? Wydawałoby się pozornie, że po wyeliminowaniu z przestrzeni publicznej nielegalnych nośników firmom legalnym przybędzie klientów i będą mogły więcej zarabiać.

Nie wierzymy w ustawę przygotowaną przez osoby niekompetentne, które nie znają się ani na prawie, ani na reklamie i nie słuchają ekspertów. Przez blisko dwa lata powstały przepisy, które nie są zgodne z Konstytucją RP, a osoby odpowiedzialne za procesowanie ustawy, jak senator Janusz Sepioł, w sposób co najmniej nonszalancki, uzasadniają słuszność proponowanych rozwiązań. W czasie dyskusji senatorów nad poprawkami do ustawy okazało się, że na wprowadzeniu nowych regulacji realnie skorzysta tylko państwo, które zyska nowe źródło dochodów w postaci opłaty reklamowej. 
Celem zmian ustawy krajobrazowej miało być uporządkowanie przestrzeni miast i stworzenie przepisów, które wprowadziłyby skuteczne zasady funkcjonowania m.in. reklamy zewnętrznej, a przede wszystkim regulowały rozwój i zagospodarowanie przestrzenne. Nowe przepisy miały chronić krajobraz oraz dbać o komfort i jakość życia obywateli. Niestety, jak zwykle, szczytne i sensowne założenia zostały zapomniane, a ostatecznie zapisy ustawy są niespójne, rażąco wybiórcze i nie gwarantują poprawy wyglądu naszych miast. Z nadzieją oczekiwaliśmy poważnych rozwiązań, ale zamiast przejrzystego i skutecznego prawa powstał kolejny bubel prawny, który po wejściu w życie będzie wymagał interpretacji, a także nowelizacji, już deklarowanych przez Iwonę Śledzińską-Katarasińską, odpowiedzialną w Sejmie za pracę nad tą ustawą.

Czyli Pana zdaniem nic się nie zmieni i firmy legalne nadal będą musiały konkurować z dzikim outdoorem zaśmiecającym miasta?

Zapisy ustawy są niejednoznaczne, a egzekucja przepisów pozostanie w gestii samorządów. To od uchwał rad gmin będzie zależało, na jakich zasadach będzie na ich terenie funkcjonować reklama zewnętrzna. Czy samorządy ograniczą się tylko do ściągania opłaty reklamowej, czy skupią się na walce z reklamą nielegalną i bałaganem. A może zwrócą się przeciwko legalnej reklamie systemowej, która w perspektywie lokalnych uchwał może już nie spełniać nowych warunków lokalizacji. To zależy od mądrości, racjonalności oraz determinacji władz lokalnych w porządkowaniu przestrzeni ich miast.

Daria Różańska

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo