Byłemu przewodniczącemu KRRiT grozi kara bezwzględnego pozbawienia wolności
"Ze względów procesowych nie będę komentować działań prokuratora" – napisał Maciej Ś. (fot. Radek Pietruszka/PAP)
Politycy rządzącej koalicji mają nadzieję, że zatrzymanie Macieja Ś., członka Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji i jej byłego przewodniczącego, stanowi finisz postępowania prokuratury.
Zatrzymanie Macieja Ś. przez Centralne Biuro Antykorupcyjne we wtorek rano miało miejsce w związku z jego działalnością w zarządzie Polskiej Fundacji Narodowej, w której wraz z Cezarym J. (również zatrzymanym przez funkcjonariuszy) miał uruchomić w 2017 roku środki fundacji na kampanię "Sprawiedliwe Sądy". Z informacji "Presserwisu" wynika, że Cezary J. jest zatrudniony w KRRiT jako asystent Macieja Ś.
"Zebrany w sprawie materiał dowodowy uzasadnił wydanie wobec ww. podejrzanych zarzutów popełnienia – wspólnie i w porozumieniu – przestępstwa polegającego na nadużyciu uprawnień i niedopełnieniu obowiązków" – czytamy w komunikacie Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie.
Czytaj też: Republice i wPolsce24 ubyło reklamodawców. Reklamy w stacjach sprzedaje Polsat Media
Według prokuratury zarzuty miały związek z kampanią "Sprawiedliwe Sądy", która jest "w swej treści i przeznaczeniu sprzeczna z celami statutowymi Fundacji, czym wyrządzono Fundacji szkodę majątkową w wielkich rozmiarach, w kwocie nie mniejszej niż 8 428 542,74 zł".
Prokuratura Regionalna w Rzeszowie zaznaczyła, że PFN wbrew przepisom ustawy o partiach politycznych przekazała na rzecz partii politycznych Prawo i Sprawiedliwość oraz Solidarna Polska wartości niepieniężne wycenione na tę kwotę w postaci usług marketingu politycznego.
Maciej Ś. i Cezary J. nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów i złożyli wyjaśnienia. "Jestem na wolności. Dziękuję wszystkim za wsparcie – to wzruszające, że jest tyle osób, które mnie rozumieją i wspierają. Ze względów procesowych nie będę komentować działań prokuratora" – napisał w środę wieczorem na platformie X Maciej Ś.
Prokuratura nie podała kwalifikacji prawnej czynów, które zarzuciła byłym członkom zarządu PFR.
– Najpewniej zrobiła to na bazie art. 296 Kodeksu karnego (tzw. nadużycie zaufania lub niegospodarność penalizujące zachowania osób zobowiązanych do zarządzania cudzym majątkiem, które przez nadużycie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków wyrządzają znaczną szkodę majątkową – przyp. red.). Zapewne oceniono, że zatrzymani działali w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. W tym przepisie nie chodzi tylko o korzyść osobistą. Może to być również korzyść określonej grupy osób czy ugrupowania politycznego. Za taki czyn Kodeks karny przewiduje relatywnie wysoką karę pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do lat ośmiu. Spodziewam się, że prokuratura przedstawiła również zatrzymanym zarzut wyrządzenia szkody majątkowej w wielkich rozmiarach, co podlega jeszcze wyższej karze pozbawienia wolności: od roku do lat dziesięciu – mówi Marcin Górski, adwokat, radca prawny i prof. Uniwersytetu Łódzkiego.
– Wiele wskazuje na to, że zatrzymanie byłych członków zarządu PFN oznacza finał prac prokuratury. Sprawa ma prostą strukturę. Zarząd fundacji zdecydował o wydatkowaniu dużych kwot na kampanię w Polsce, a statut pozwalał na ich wydatkowanie poza granicami. Stan faktyczny prokuratura mogła ustalić na bazie dokumentów, pod którymi podpisali się zatrzymani. W tego typu przypadkach nie zachodzi konieczność przesłuchania dziesiątek świadków – mówi adwokat związany z Koalicją Obywatelską, proszący o zachowanie anonimowości.
Nasz rozmówca przypuszcza, że prokuratura ma już przygotowany akt oskarżenia, szybko uzupełni go o materiał z przesłuchań i prześle do sądu.
– Ze względu na dużą liczbę dowodów z dokumentów wyroku pierwszej instancji można spodziewać się za rok, półtora. Biorąc pod uwagę niekaralność oskarżonych, przypuszczam, że sąd wymierzy im karę bezwzględnego pozbawienia wolności na okres od dwóch do czterech lat – mówi adwokat.
Prof. Marcin Górski zaznacza, że decydenci w czasach rządów Zjednoczonej Prawicy stwarzali pozory legalizmu. – Gdy ograniczali np. swobody obywatelskie z naruszeniem konstytucji, rząd wydawał rozporządzenie lub parlament uchwalał ustawę niezgodną z konstytucją. Wykonywano czynności oparte o prawo, które to prawo zgniatały. Można się spodziewać, że zatrzymani członkowie zarządu PFN mieli napisane pod tezę ekspertyzy, które rzekomo dawały im zielone światło na wydatkowanie pieniędzy niezgodnie ze statutem fundacji. Tak tworzono niezliczone atrapy prawne, które mają pełnić funkcję jurystycznej zasłony dymnej i uniemożliwić rozliczenia – mówi adwokat i radca prawny.
Jednak, w jego ocenie, nawet najbardziej wyrafinowane konstrukcje prawne nie mogą zasłonić konstrukcji demokratycznego państwa.
– Pieniądze ze spółek skarbu państwa, zamiast zasilić budżet państwa, trafiały na konto dość komicznej fundacji, która wydała je na propagandową walkę egzekutywnej władzy państwa z sądowniczą. Państwo nie może z naszych podatków finansować wojen między swoimi gałęziami. Na dodatek przy użyciu ordynarnej propagandy, jaką była przesiąknięta kampania "Sprawiedliwe Sądy" – zaznacza Marcin Górski.
Wśród polityków koalicji rządzącej nie brak również głosów, które zaznaczają, że rozliczenia czasów rządów Zjednoczonej Prawicy idą zbyt opieszale.
– Zatrzymanie Macieja Ś. na Suwalszczyźnie i wożenie go przez pół Polski do prokuratury w Rzeszowie odbieram jako demonstrację siły obecnego rządu. Skoro materiał dowodowy oparto głównie na dokumentach, dlaczego po prostu nie wezwano go na przesłuchanie? I dlaczego w tak oczywistej sprawie jak nieprawidłowe finansowanie kampanii "Sprawiedliwe Sądy" prokuratura potrzebowała aż trzech lat, aby wnieść akt oskarżenia? – pyta retorycznie poseł Lewicy, proszący o zachowanie anonimowości.
– Majestat wymiaru sprawiedliwości nie bierze się z jego pośpiechu. Wśród prokuratorów nie brak w niej oddanych sprawie profesjonalistów, którzy nie kierują się kalkulacjami politycznymi. Jednak prokuratury nie pozbyły się beneficjentów układu stworzonego przez Zbigniewa Ziobrę – zauważa prof. Marcin Górski.
(JF, 16.07.2026)










