Dziennikarz Leszek Kraskowski opuścił areszt
Leszek Kraskowski (zgadza się na podawanie nazwiska - PAP) jest podejrzany o posiadanie bez zezwolenia broni palnej i amunicji, a także o grożenie śmiercią komendantowi powiatowemu policji w Piasecznie (screen YouTube.com/Super Ring)
Dziennikarz Leszek Kraskowski opuścił areszt. Zastosowano wobec niego m.in. dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju z zatrzymaniem paszportu. Kaucję wpłacił prezes i redaktor naczelny Republiki Tomasz Sakiewicz.
Leszek Kraskowski (zgadza się na podawanie nazwiska - PAP) jest podejrzany o posiadanie bez zezwolenia broni palnej i amunicji, a także o grożenie śmiercią komendantowi powiatowemu policji w Piasecznie. W trakcie przeszukania samochodu Kraskowskiego znaleziono broń palną oraz amunicję. Decyzją sądu został aresztowany na trzy miesiące.
"Prokurator uznał, że aktualnie nie zachodzi potrzeba dalszego stosowania wobec podejrzanego izolacyjnego środka zapobiegawczego, ale nadal aktualna pozostaje przesłanka ogólna i nie uległa uchyleniu przesłanka szczególna stosowania wobec Leszka K. środka zapobiegawczego" - przekazał PAP rzecznik prokuratury okręgowej prok. Piotr Antoni Skiba.
Adwokat Łukasz Pawelski, obrońca Leszka Kraskowskiego, poinformował w serwisie X, że dziennikarz jest już na wolności. Zamieścił zdjęcie z Kraskowskim sprzed Prokuratury okręgowej w Warszawie.
Leszek Kraskowski mógł opuścić areszt po wpłacie 25 tys. zł na konto Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Obowiązywać go będzie dozór policyjny z obowiązkiem stawiania się na ursynowskiej komendzie dwa razy w tygodniu oraz zakaz opuszczania kraju wraz z zatrzymaniem paszportu.
Stacja Republika poinformowała, że kaucję wpłacił Tomasz Sakiewicz, prezes i redaktor naczelny stacji.
Prok. Skiba podkreślił, że "zebrany dotychczas materiał dowodowy, w szczególności zabezpieczone dowody uprawdopodabniają popełnienie przez podejrzanego popełnienia przestępstw znęcania się fizycznego i psychicznego oraz posiadania bez zezwolenia broni gazowej".
Zaznaczył też, że nie można jednoznacznie określić, że to dziennikarz wysłał maila z groźbami do komendanta policji. Śledczy zabezpieczyli też telefon żony dziennikarza i jej partnera.
"Wstępna analiza informatyczna zawartości tych urządzeń nie dostarczyła podstaw do powiązania żadnej z tych osób z e-mailem kierowanym do KPP Piaseczno, jak również tożsamą treściowo wiadomością wysłaną dwie minuty wcześniej do posterunku policji w Prażmowie" - przekazał prok. Skiba.
Kraskowski został poddany jednorazowemu badaniu sądowo-psychiatrycznemu. "Okoliczności, które legły u podstaw wywołania tej opinii, stoją w znaczącej części na przeszkodzie oczekiwaniu na wynik opiniowania biegłych psychiatrów jako przyczynie dalszego stosowania izolacyjnego środka zapobiegawczego" - zaznaczył rzecznik.
Dodał, że konieczne jest jeszcze zakończenie ekspertyz informatycznych i uzyskanie od operatora poczty elektronicznej informacji.
Do dotychczas zgromadzonych dowodów dołączono materiały z odwieszonej sprawy przeciwko dziennikarzowi, któremu prokurator postawił zarzut znęcania się nad własną rodziną.
„Okoliczności popełnienia przestępstwa znęcania się fizycznego i psychicznego nad osobą najbliższą czynią nadal realną obawę matactwa ze strony podejrzanego” - przekazał rzecznik.
Wyjaśnił, że dziennikarz mógłby wpływać na tok tego postępowania, a w szczególności "destabilizować proces poprzez ingerencję w treść dowodów przeprowadzanych z osobowych źródeł dowodowych, zarówno tych osób, które go obciążyły, jak i osób, które winny zostać w dalszym procedowaniu o ten czyn przesłuchane".
Podkreślił, że relacje tych osób "mogą mieć istotne znaczenie dla określenia odpowiedzialności karnej Leszka Kraskowskiego zarówno w aspekcie znamion tego czynu, jak i cezury czasowej jego popełnienia".
Leszek Kraskowski to były dziennikarz śledczy m.in. "Rzeczpospolitej", "Wprost", "Super Expressu" i "Dziennika". Obecnie swoje materiały publikuje na własnym portalu internetowym i kanale na platformie YouTube.
(PAP, 03.07.2026)










