Temat: telewizja

Dział: TELEWIZJA

Dodano: Czerwiec 20, 2026

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Przesilenie słoneczne. O zmianie pokoleniowej w Grupie Polsat Plus

Na zdjęciu Piotr Żak i Tobias Solorz. „Piotrek był bardziej zainteresowany, lubił zadawać pytania. Miałem wrażenie, że Tobias robi to bardziej po to, żeby zadowolić ojca” (fot. Wojciech Grzędziński)

Zmiana pokoleniowa w Grupie Polsat Plus stała się faktem. Wygrana dzieci w sporze z ojcem zamyka sprawę sukcesji, ale otwiera dyskusję o przyszłości grupy.

Po 40 minutach reklamowania kolejnych programów Polsatu podczas prezentacji wiosennej ramówki przychodzi czas na blok poświęcony Fundacji Polsat, która w tym roku obchodzi 30-lecie. – Jest to jubileusz tym bardziej doniosły, że w 30-lecie fundacji dołącza do niej, wraca jej założycielka i pierwsza prezeska Małgorzata Żak – mówi ze sceny jeden z prowadzących prezentację 5 lutego br. Maciej Rock. Schodzi z podestu, podchodzi do pierwszego rzędu widowni, gdzie siedzi Małgorzata Żak, i wręcza jej bukiet kwiatów. – Witamy w domu, pani prezes, tęskniliśmy – mówi, pochylając się i całując ją w policzek. Część osób wstaje, bije brawo. W tle słychać nostalgiczną muzykę. Małgorzata Żak jest wzruszona. Zasłania twarz dłonią, ale po chwili podnosi się z miejsca, odwraca i kłania się publiczności. Ociera twarz chusteczką.

WIELKI POWRÓT

Żak nie powróciła na stanowisko prezeski fundacji, ale dołączyła do jej rady. Ten powrót symbolicznie wyznacza koniec jednego, a początek kolejnego etapu w historii Polsatu. Historii, z której Małgorzata Żak, druga żona twórcy Polsatu Zygmunta Solorza, została na wiele lat wymazana, choć tworzyła Fundację Polsat i przez 16 lat – do 2012 roku – pełniła funkcję jej prezeski. Do niedawna Małgorzaty Żak nie wspominano nawet przy okazji jubileuszów Polsatu ani fundacji. – To było gumkowanie historii, dowód małostkowości dawnych liderów tej organizacji – ocenia osoba będąca blisko kręgu kierownictwa Polsatu.

W 2012 roku „Super Express” pisał: „Małżonkowie są w trakcie trudnej sprawy rozwodowej, która nieprędko się zakończy. Na szczęście w tych ciężkich chwilach pani Małgorzata może liczyć na wsparcie przyjaciela. To znany muzyk klubowy Andrzej »e-moll« Kowalczyk”.

Do rozwodu doszło ostatecznie w 2014 roku. „Super Express” pisał, że sąd orzekł rozwód z winy żony.

– Wiele osób poparło Solorza. Zrobili to w trosce o miejsca pracy. On był w tej sprawie dość stanowczy. Każdy gest w stronę Małgorzaty Żak mógł być odebrany jako zdrada firmy. Dla ludzi z Polsatu to była traumatyczna sytuacja, bo dla wielu z nich ważna była relacja z obojgiem i nie spodziewali się, że będą musieli wybierać. Póki Zygmunt i Małgorzata byli razem, tworzyli fajny duet i pozytywnie się nakręcali. Małgorzata była dla Solorza filarem i ostoją. Jej rola w ocieplaniu wizerunku, budowaniu fundacji czy kontaktach z wieloma firmami była ważna i wyjątkowa – mówi mój informator.

Po rozstaniu z mężem Małgorzata Żak przebywała m.in. w Kenii, na ranczu kupionym dla niej przez Solorza – jak podawał „Fakt” – już w 2009 roku.

O tym, że była żona Zygmunta Solorza i matka dwójki jego dzieci – Piotra i Aleksandry – może powrócić do struktur grupy, moi rozmówcy mówili już w styczniu, gdy zaczynałem przygotowywać tekst. – Gdy dzieci wygrały sprawę sądową w Liechtensteinie, powrót Małgorzaty Żak był oczywisty. Nie wiadomo było tylko, kiedy to się wydarzy – mówi mi osoba znająca kulisy zmian w Polsacie. – Pytanie, jaka będzie jej rola, czy będzie próbowała rozliczyć się z ludźmi, którzy lata temu ją ignorowali lub stanęli po stronie jej ówczesnego męża – dodaje.

Z funkcją prezeski fundacji pożegnała się Krystyna Aldridge-Holc. Zastąpiła ją Agnieszka Grzegorczyk, która w fundacji pracuje od 1998 roku, a od 2010 roku pełniła funkcję członkini zarządu. – To nie jest kwestia jakiegoś konfliktu. Krystyna była w fundacji, kiedy nie było Małgorzaty. To Małgosia jest matką tej organizacji – mówi osoba z Polsatu.

Agata Młynarska, która w Polsacie była zarówno prezenterką, producentką, jak i szefową zespołu nowych projektów, pracę w grupie zaczynała od Fundacji Polsat: – Zawdzięczam ją właśnie pani Małgosi Żak. W fundacji była domowa atmosfera. Małgosia była naturalna, serdeczna, bezpośrednia i skromna. Do pracy przychodziła na luzie, w T-shircie i dżinsowej koszuli. Gromadziła wokół siebie duże grono entuzjastów jej fundacji. Widziałam ją kiedyś w samolocie pasażerskim w klasie ekonomicznej. Pomyślałam, że to dużo o niej mówi. Widać było na każdym kroku, że ta praca to jej wielka pasja.

Młynarska przyznaje, że przy rozstaniu Solorzów nie musiała stawać po żadnej ze stron. – Lubiłyśmy się bardzo z panią Małgosią, ale nie była to zażyła przyjaźń. Typowo serdeczna relacja. Podobnie z prezesem Solorzem. Nie utrzymywałam z nim bliskich relacji, choć bardzo się lubiliśmy. Oczywiście Polsat miał wówczas charakter stacji rodzinnej, a państwo Solorzowie lubili zapraszać wybranych pracowników np. na wakacje. Zawsze jest pokusa, żeby być blisko „ucha” prezesa, być w kręgu najbliższych mu ludzi, ale lepiej oddzielać życie prywatne od zawodowego. W TVP miałam zatarte te granice, ale w Polsacie było już inaczej i łatwiej było mi to rozdzielać.

Młynarskiej nie dziwi powrót Małgorzaty Żak do fundacji. – To jest jej dziecko. Stworzyła ją siłą swojej pracy i była prawdziwym autorytetem.

Jeden z wieloletnich pracowników Polsatu wspomina: – Mówiliśmy o niej „normalna baba”. Można było do niej podejść, pogadać, a ona mniej więcej kojarzyła ludzi z Polsatu. Było wiadomo, że choć Solorz lata po świecie, to w firmie jest Małgośka i można do niej przyjść.

Medioznawczyni Aleksandra Chmielewska, w przeszłości director of strategic projects w Gemiusie, konkluduje: – Powrót Małgorzaty Żak to sygnał dla całego rynku – pokazanie rodzinnej jedności. To symboliczny, PR-owy ruch ocieplający sytuację.

RODZEŃSTWO W GRZE

W grudniu zapadł prawomocny wyroku sądu w Liechtensteinie w sprawie sukcesji. Sąd stwierdził, że wszystkie oświadczenia i deklaracje złożone przez Zygmunta Solorza 2 sierpnia 2024 roku są prawnie ważne, skuteczne i wiążące. „Pan Zygmunt Solorz zgodnie z prawem przeniósł swoje prawa założycielskie w ramach Fundacji [TiVi Foundation– red.] na Pana Tobiasa Solorza, Panią Aleksandrę Żak i Pana Piotra Żaka” – tak fundacja w komunikacie opisywała decyzję sądu. Podkreślono też, że według sądu Solorz nie został wprowadzony w błąd. 2 sierpnia 2024 roku zgodził się bowiem notarialnie przekazać swoim dzieciom współkontrolę nad imperium biznesowym. Później się z tego wycofał, ale według jego dzieci oświadczenia z 2 sierpnia nie można odwołać. „Tym razem moje dzieci wprost mnie oszukały. Pismo było skomplikowane, z odnośnikami do paragrafów innych dokumentów prawnych, których ja nie mam w głowie” – tłumaczył w grudniu 2024 roku w wywiadzie dla „Forbesa”.

Dzieci Zygmunta Solorza weszły w skład władz spółek grupy. Piotr Żak, który już wcześniej był prezesem Telewizji Polsat, stanął też na czele Cyfrowego Polsatu i firmy energetycznej ZE PAK. Z kolei Aleksandra Żak i Tobias Solorz weszli w skład rad nadzorczych spółek grupy. Są wiceprzewodniczącymi np. w Telewizji Polsat i Cyfrowym Polsacie.

Przemysław Schmidt, w latach 2001–2013 partner-założyciel i przewodniczący rady nadzorczej domu maklerskiego Trigon DM, który pracował dla Grupy Polsat Plus, wspomina, że Tobias zaczął się pojawiać w firmie jako bardzo młody człowiek. – Przychodził tu dosłownie w krótkich spodenkach. Tata zabierał go ze sobą, żeby posłuchał, opatrzył się, nawet jeśli niewiele wówczas z tego rozumiał. Piotrek był wtedy jeszcze dzieckiem, ale gdy był na studiach, pojawiał się na spotkaniach. Zachęcałem do tego, żeby byli obecni w trakcie różnych rozmów biznesowych – wspomina Schmidt.

Osoba, która współpracowała z grupą, precyzuje: – Piotrek był bardziej zainteresowany, lubił zadawać pytania. Miałem wrażenie, że Tobias robi to bardziej po to, żeby zadowolić ojca.

Tobias Solorz w przeszłości był m.in. prezesem Cyfrowego Polsatu i Polkomtelu. Obecnie zajmuje się też własnymi biznesami hotelarskimi. Ma spółkę TMS Inwestycje. W Centralnym Rejestrze Beneficjentów Rzeczywistych jako kraj zamieszkania ma wpisane Zjednoczone Emiraty Arabskie.

– Piotr Żak nie jest osobą znikąd. Od lat miał biuro na 15. piętrze wieżowca Polsatu i poznawał struktury tej firmy – mówi wieloletni pracownik Polsatu. Z kolei osoba z branży medialnej zwraca uwagę na doświadczenie Żaka przy projektach e-sportowych, w które był zaangażowany. W przeszłości był większościowym udziałowcem spółki Frenzy, produkującej programy dla Polsat Games.

Osoba z otoczenia kierownictwa Polsatu stwierdza: – Piotr Żak to mocna osobowość. Idzie ścieżką ojca. Poradzi sobie, jeśli będzie słuchał mądrych ludzi. Innej osoby z Polsatu nie dziwi, że Żak łączy stanowiska prezesa Telewizji Polsat, Cyfrowego Polsatu i ZE PAK. – Nie słyszałem, żeby to było dla niego za dużo. To wszystko kwestia ułożenia pracy, a to chwilę zajmie. Nie sądzę, żeby poszukiwał kogoś, kto go zastąpi na którymś stanowisku – stwierdza.

Były menedżer jednej z telewizji zwraca uwagę na to, że Zygmunt Solorz potrafił kontrolować koszty, ale robił to rzemieślniczo, czyli widział wydatki i pozwalał na nie lub nie. – Piotr będzie to robił bardziej analitycznie i strategicznie – przewiduje.

Przemysław Schmidt doradzałby Piotrowi Żakowi sprzedaż aktywów energetycznych i nieruchomościowych, a skoncentrowanie się na telewizji i telekomunikacji. – To jednak też wyzwanie, bo te aktywa są coraz mniej atrakcyjne. Telekomunikacja to biznes konkurencyjny, a tradycyjna telewizja – schodzący. Zygmunt Solorz nie lubił sprzedawać swoich spółek, dlatego w grupie są czasem dość dziwne aktywa. Piotr Żak jest jednak w stanie wypracować dobrą strategię dla grupy. Prezes nie musi być ekspertem od wszystkiego. Musi jednak odpowiednio sobie dobrać współpracowników – uważa.

Najbardziej tajemnicza z rodzeństwa jest Aleksandra Żak. W internecie są tylko nieliczne jej zdjęcia. Gdy wchodziła do rady nadzorczej Cyfrowego Polsatu, opublikowano jej życiorys. „Posiada szerokie doświadczenie w zakresie przywództwa i zarządzania w sektorach ochrony środowiska, mediów oraz organizacji non-profit. Studiowała w Wielkiej Brytanii, jest absolwentką psychologii na University of Warwick oraz magisterskich studiów z zakresu ochrony środowiska na University College London (UCL)” – pisano.

Podkreślano, że jest jedną z inicjatorek „zielonego” kursu Grupy Polsat Plus i Grupy ZE PAK, który jest realizowany w postaci produkcji zielonej energii i odchodzenia od paliw kopalnych. „W 2009 roku wyjechała do Afryki, pełniła funkcję menedżera w projekcie ochrony środowiska, między innymi była współzałożycielką jednej z największych krajowych mobilnych jednostek weterynaryjnych. Podczas pobytu w Afryce zarządzała również firmą z branży turystycznej, zatrudniającąj kilkudziesięciu pracowników” – napisano.

Pracowała też w Discovery Communications. Jest członkinią zarządu organizacji non profit w Stanach Zjednoczonych, którą założyła i którą kieruje. Jesienią konflikt rodzinny dotknął jej też bezpośrednio, bo – jak podawały media – Zygmunt Solorz złożył pozew do kalifornijskiego sądu, chcąc uzyskać od niej dokumenty związane ze sporem. Jak można było przeczytać na Yahoo Finance, Żak jest właścicielką lub zarządczynią schroniska dla zwierząt w okolicach Los Angeles.

– Rodzeństwo ma dobry balans między sobą, uzupełniają się. Piotr działa szybko do przodu, zajmuje się działalnością operacyjną. Tobias był w to wszystko dłużej wdrażany, ma profil bardziej rozważny, pasuje do rad nadzorczych. Do tego dochodzi duża intuicja Oli – ocenia osoba z otoczenia rodziny. Jak dodaje, Aleksandra nie mieszka w Polsce i nie będzie twarzą biznesu. – Nie chce ponosić kosztów ujawniania wizerunku – zaznacza. Jej zdaniem w czasie sporu cała rodzina mocno się zjednoczyła. – To nie tylko trójka rodzeństwa i ich rodziny, ale też byłe żony Zygmunta Solorza – zaznacza.

POLECIAŁY GŁOWY

Po prawomocnym wyroku sądu w sprawie sukcesji ze stanowiskiem członkini rady nadzorczej Telewizji Polsat pożegnała się Nina Terentiew, wieloletnia dyrektorka programowa Telewizji Polsat. – Nina ma przecież 79 lat, choć wciąż jest w dobrej formie – mówi jeden z rozmówców z otoczenia władz Polsatu.

Agata Młynarska, która w przeszłości pracowała w Polsacie i TVP razem z Terentiew, ocenia, że ta zmiana wynika ze zwykłego biegu życia: – Głos Niny zawsze będzie doradczy, niezależnie od tytułów. Ma bardzo duże doświadczenie, ale też znajomości, warto posłuchać, co ma do powiedzenia. Zapracowała na to.

Sama Nina Terentiew mówi: – Zmianę odebrałam normalnie. Nie mam żalu. Jestem doradczynią w sprawach programowych i jestem zadowolona. Chętnie to robię. Rodzeństwo weszło do rady nadzorczej i to nie zaskakuje. Piotr był od dawna w firmie, z kolei Tobias był już np. w Polkomtelu. Zmiany pokoleniowe są wszędzie. Gdybym sama była właścicielką firmy, a synowie w pewnym momencie chcieli ją przejąć, nie widziałabym w tym nic zaskakującego.

Stwierdza też, że nie interesuje się konfliktem w rodzinie Solorza. Czy wróci do TVP? – Do Telewizji Polskiej mam sentyment, bo spędziłam tam kawał życia. Dobrze czuję się jednak tu, gdzie jestem, i nie mam powodu wracać, skąd odeszłam – stwierdza.

Z rady nadzorczej Cyfrowego Polsatu, Polkomtelu i Telewizji Polsat odszedł Józef Birka – zrezygnował z pełnionych funkcji, ale pozostał w grupie jako doradca. To adwokat, wieloletni współpracownik Zygmunta Solorza. „Od samego początku związany z Telewizją Polsat, pełnił funkcję Prezesa Zarządu Telewizji Polsat w okresie pierwszego procesu koncesyjnego, w wyniku którego Polsat otrzymał koncesję na nadawanie pierwszego niezależnego ogólnopolskiego kanału telewizyjnego” – podano w jego życiorysie.

Z kolei Aleksander Myszka, który był związany z grupą od początku jej działalności, opuścił rady nadzorcze Netii i Polkomtelu. Wcześniej – po 18 latach – przestał zasiadać w radzie nadzorczej Telewizji Polsat. Przez 12 lat – od 1995 roku – zajmował stanowisko prezesa stacji.

– Nie wiem, czy jest sensowne pozbywanie się ojców założycieli tej firmy i tworzenie doradców, do których nikt nie zadzwoni – zastanawia się wieloletni pracownik Polsatu.

– Birka czy Terentiew nie są pełnowymiarowymi, etatowymi doradcami – przyznaje jeden z menedżerów stacji. – Nie będą pracowali po osiem godzin dziennie. I nie wiadomo, jak długo będą doradzać – dodaje.

Osoby, które są w tej grupie głównie ze względu na dawne zasługi, to jednak nic nowego. Jeden z byłych dyrektorów mówi, że kiedyś o pewnych osobach pracujących w głównym budynku Polsatu mówiło się stypendyści. – Raczej wiele nie robili, ale mieli pensję. Jednak w tak dużym biznesie to są w sumie i tak małe koszty – zaznacza.

W grupie pozostał Maciej Stec. – To jeden z najbardziej zaufanych ludzi Zygmunta Solorza. Robił i robi dobrą robotę. Zna firmę i jest wobec niej lojalny – ocenia osoba znająca kulisy sprawy. Z kolei menedżer jednej z grup medialnych dodaje. – Stec w pewnym momencie nieco odsunął się od telewizji, stał z boku i zajmował się Cyfrowym Polsatem oraz tzw. czystą energią.

Maciej Stec objął funkcję prezesa Polkomtelu, operatora sieci Plus. Opuścił radę nadzorczą Telewizji Polsat, ale pozostaje wiceprezesem Cyfrowego Polsatu ds. strategii i nowych obszarów rozwoju biznesowego.

Do rady nadzorczej m.in. Cyfrowego Polsatu, Telewizji Polsat, Netii, Polkomtelu dołączył również prawnik Jarosław Grzesiak, będący równocześnie członkiem rady TiVi Foundation z Liechtenstei-

nu. Zasiada w fundacji z ramienia dzieci. W latach 2021–2024 był głównym doradcą strategicznym w Grupie Polsat Plus i Grupie ZE PAK oraz członkiem rad nadzorczych spółek z tych grup. Stracił funkcję w radzie nadzorczej m.in. Cyfrowego Polsatu w październiku 2024 roku, gdy trwał już w najlepsze konflikt w rodzinie Zygmunta Solorza.

Z kolei Wiesław Walendziak przestał być członkiem zarządu Telewizji Polsat. Odpowiadał za obszar informacji i publicystyki. – Dużo zrobił dla Polsatu, ale był identyfikowany z Zygmuntem Solorzem i to go obciążało. To też mocna osobowość, która przez młodych może być uznawana za niepotrzebną – stwierdza osoba z kręgów kierownictwa stacji.

– Nie stawał okoniem przeciwko dzieciom, współpracował z Piotrem Żakiem. Może był jakiś powód, coś, co wydarzyło się między Walendziakiem a Żakiem, ale nie powiedziałbym, że powodem była sama znajomość Walendziaka z Zygmuntem Solorzem – mówi z kolei jeden z menedżerów grupy. I dodaje: – Wiesław raczej całkowicie zniknie z władz spółek grupy. Nie będzie też doradzał.

WPŁYW NA PRZEKAZ

Stanowisko zachował Piotr Witwicki, dyrektor pionu informacji i publicystyki Telewizji Polsat. – Zarówno Piotr Żak, jak i Piotr Witwicki to młodzi ludzie, znajdują wspólny język. Witwicki jest niezłym dziennikarzem, radzi sobie, ale czy ma kwalifikacje, żeby być w zarządzie? – zastanawia się osoba z otoczenia władz stacji. Obecnie z poziomu zarządu za obszar informacji i publicystyki osobiście odpowiada Piotr Żak.

– Zygmunt Solorz pojawiał się oczywiście w newsroomie przy okazji jakichś jubileuszy, np. „Wydarzeń” – wspomina były pracownik stacji. – Ale miał ludzi, którzy dbali o jego interesy. Sprawy korporacyjne czasem wpływały na przekaz. Pewne wątki trzeba było pominąć, jak np. niezadowolenie górników w ZE PAK, należącym do Solorza. To jednak normalne, bo każda firma tak robi. Zdarzało się, że trzeba było jechać nagrać jakąś wypowiedź, bo np. znajomy Solorza, który produkuje blachodachówki, do niego zadzwonił. Powód: potrzebował opowiedzieć w telewizji np. o nowej linii produkcyjnej – dodaje były pracownik stacji.

– Zygmunt Solorz miał kontrolę nad programami informacyjnymi. Każdy wiedział, że prezes je ogląda i ma na informacje oko. Antenę informacyjną traktował nie komercyjnie, ale jako narzędzie do działań biznesowych – stwierdza Piotr Barełkowski, który pracował w Polsacie i należącej do niego TV Biznes.

Czy zmiany personalne mają wpływ na obecny przekaz informacyjno-publicystyczny Polsatu? – Gdy stery oddała Dorota Gawryluk i przejął je Piotr Witwicki, nie było efektu antenowego. Później, gdy z poziomu zarządu odpowiadał za to Wiesław Walendziak, będąc nad Witwickim, też na antenie nic się nie zmieniło. Teraz też, jak na razie, efektów brak. Jest co prawda mniej Bogdana Rymanowskiego, a w „Gościu Wydarzeń” pojawił się Marek Tejchman, ale za wcześnie, by mówić o jakichś zmianach. Wybory są dopiero za niecałe dwa lata. Być może teraz przekaz nowej ekipy będzie bardziej liberalny, ale zapewne na krótko – ocenia wieloletni dziennikarz Polsatu.

Inaczej widzi to Piotr Barełkowski. – Nie spodziewałem się, że te zmiany mają tak silne polityczne tło, choć wiedziałem, że nowe pokolenie jest związane z partiami lewicowo-liberalnymi – stwierdza. Barełkowski mówi o upodabnianiu się Polsatu do TVN i zmianie języka stacji z wyważonego na bardziej nacechowany politycznie. Zwraca też uwagę na powołanie do rady nadzorczej firmy energetycznej ZE PAK Aleksandra Grada, ministra skarbu w rządzie Donalda Tuska (2007–2011). Z rady nadzorczej ZE PAK zniknął z kolei np. Wiesław Walendziak.

– Nie traktowałbym obecności Grada jako ruchu politycznego. Nie trzeba zatrudniać polityka, żeby mieć kontakty polityczne. Poza tym on zna spółkę, bo przecież w przeszłości był jej prezesem – mówi jeden z menedżerów Grupy Polsat Plus.

PRZEGRANI?

Skontaktowałem się telefonicznie z żoną Zygmunta Solorza Justyną Kulką. Poprosiła o pytania e-mailem. Zapytałem m.in., czy jej i mężowi zależy na wznowieniu kontaktów z rodziną, i o ocenę pozbawienia jej oraz męża stanowisk w radach nadzorczych spółek Grupy Polsat Plus. W odpowiedzi otrzymałem wiadomość z austriackiej firmy specjalizującej się w PR w zakresie m.in. sporów sądowych. Nie było w niej żadnych konkretów, ale zawierała prośbę o zachowanie poufności odpowiedzi.

Bezskutecznie próbowałem też się skontaktować z głównym doradcą Zygmunta Solorza, prawnikiem Radosławem Kwaśnickim. – To dynamiczna postać, rodzaj kowboja. W tej sprawie jednak przelicytował i przegrał – ocenia jeden z prawników interesujący się tą sprawą.

Przemysław Schmidt, w latach 2001–2013 partner-założyciel i przewodniczący rady nadzorczej domu maklerskiego Trigon DM, który pracował dla Grupy Polsat Plus, przyznaje, że zasmucił go konflikt w rodzinie Zygmunta Solorza: – To jest bardzo rodzinny człowiek. Zawsze pamiętał o dzieciach i poza nimi nie widział świata.

Osoba z otoczenia dzieci: – To był człowiek niezwykle rodzinny. Jadł z synami lunche, wdrażał ich w biznesy, miał z nimi stały kontakt. Bardzo kochał wnuki.

Same dzieci Solorza w wydanym pod koniec grudnia oświadczeniu napisały: „Dla nas jako rodzeństwa kluczowa pozostaje walka o odzyskanie kontaktu z Tatą. Niestety, ostatni raz mogliśmy się z nim swobodnie zobaczyć ponad rok temu”.

Osoba z kręgów kierownictwa Polsatu przyznaje, że z Zygmuntem Solorzem nie ma obecnie kontaktu. – Powinien się publicznie pokazać, a tak to jego nieobecność podsyca różne plotki – stwierdza.

Osoba zbliżona do dzieci Solorzów mówi z kolei, że Zygmunt Solorz ma zmieniony numer telefonu. – Wymieniono ludzi z jego najbliższego otoczenia, ogrodnika, lekarza itp., i to w kilku posiadłościach. Nie ma z nim żadnego kontaktu bez wiedzy i uczestnictwa Justyny Kulki. Solorz jest chory neurologicznie, ale przy jego chorobie da się dobrze funkcjonować – zaznacza mój rozmówca.

Stan zdrowia Zygmunta Solorza pozostaje tajemnicą. Od jego żony nie otrzymałem odpowiedzi, czy po ewentualnej wygranej w sądzie stan zdrowia pozwalałby Zygmuntowi Solorzowi na swobodny nadzór nad grupą.

– To był sprawny człowiek. Oczywiście, męczył go stres. Nauczyłem się przychodzić do niego rano, gdy nie był jeszcze tym wszystkim nakręcony – wspomina jeden z jego byłych współpracowników. – A gdy ostatni raz widziałem go dwa lata temu, był nie do poznania. Ledwo szedł, płakał. Prawdopodobnie bardzo ciężko przeszedł COVID-19 – dodaje.

– Nie mam z nim kontaktu od maja ub.r. Ostatni był po wyroku pierwszej instancji w Liechtensteinie – mówi jeden z byłych bliskich współpracowników Solorza. A jego wieloletni partner biznesowy dodaje: – Żona chroni go w każdy możliwy sposób. Także przed kontaktem z dziećmi, bo gdyby był z nimi sam na sam, pewnie by się z nimi porozumiał.

Zwraca też uwagę na majątek prywatny Zygmunta Solorza, który może być wart ok. 1 mld zł, a nie był przedmiotem sporu o sukcesję.

– Porusza mnie los prezesa Solorza – przyznaje jeden z wieloletnich pracowników Polsatu. – Z tego, co wiem, nie ma nawet wstępu do wieżowca stacji – dodaje.

Zapytałem Justynę Kulkę o tę sprawę, ale odpowiedzi nie otrzymałem.

– Prezesa Solorza nie było w stacji od wielu miesięcy. Nie wiem, czy ostatnio była jakaś próba przybycia na Ostrobramską w Warszawie. Wcześniej też sporadycznie bywał w Polsce; z powodu choroby i sporu – mówi pracownik Polsatu. I dodaje: – Nie słyszałem o zakazie wstępu dla Zygmunta Solorza. Gdyby przyjechał i chciał spotkać się z dziećmi, na pewno zostałby wpuszczony. Inaczej sprawa wygląda z Justyną Kulką. Ona nie pełni już żadnych funkcji w grupie, więc nie ma podstaw do wejścia do budynków grupy.

SKOMPLIKOWANA SUKCESJA

Choć Sąd Apelacyjny w Liechtensteinie oddalił apelację Zygmunta Solorza i w sporze prawomocnie uznał racje jego dzieci Piotra Żaka, Aleksandry Żak i Tobiasa Solorza, to Zygmunt Solorz złożył skargę do Trybunału Konstytucyjnego Liechtensteinu.

Jednak jak podawał Business Insider Polska, sąd nie podda kolejny raz ocenie dowodów ani nie będzie przesłuchiwał świadków, a zbadana ma zostać tylko legalność prawomocnego orzeczenia sądu drugiej instancji.

Prawnicy Solorza nie dają też za wygraną w sądach, które wpisują zmiany we władzach spółek do Krajowego Rejestru Sądowego. – Zalewają sądy wieloma pismami, ale ich skuteczność jest niewielka – uważa osoba z otoczenia dzieci.

Gdy przeglądam sprawy procedowane przez sądy rejestrowe, w wielu przypadkach pojawiają się wnioski Solorza lub jego żony Justyny Kulki o dopuszczenie ich do udziału w sprawie, ale sądy nie przychylają się do nich. Przedłuża to jednak całą procedurę.

– Sąd tylko wpisuje te zmiany do KRS. Spółka może normalnie funkcjonować bez takiego wpisu, wystarczy odpowiednia uchwała, np. rady nadzorczej – uważa jeden z menedżerów Polsatu. Jednak szef jednej z polskich telewizji stwierdza, że brak wpisu nowych władz, np. biura reklamy Polsat Media, może powodować niepewność związaną z podpisywaniem umów.

Kluczowe w sprawie sukcesji są fundacje rodzinne w Liechtensteinie, w których Zygmunt Solorz ulokował swego czasu swój majątek. Tłumaczy to Rafał Szymkowiak, twórca kancelarii prawnej PragmatIQ z Poznania: – W większości zagranicznych jurysdykcji fundacje rodzinne co do zasady nie korzystają z szerokich zwolnień podatkowych, ale oferują coś innego. Umożliwiają potencjalnym spadkobiercom przejęcie kontroli nad majątkiem poprzez władzę w fundacji, bez jednoczesnego bezpośredniego nabycia majątku. Ma to ogromne znaczenie, ponieważ w wielu krajach zachodnich bezpośrednie dziedziczenie wiąże się z wysokimi podatkami spadkowymi. Liczonymi od wartości majątku, często gigantycznej. Dzięki fundacjom płacą oni podatki w razie otrzymywania świadczeń z fundacji, czyli w momencie faktycznego wzbogacenia się, a nie w momencie nominalnego przejęcia często niepłynnych majątków – tłumaczy.

Jak dodaje, w Polsce sytuacja przedstawia się odmienne – obecnie nie występuje podatek od spadków i darowizn w tzw. zerowej grupie podatkowej, czyli w najbliższej rodzinie. – Fundacje rodzinne, zdobywające popularność w Polsce (jest ich już grubo ponad 4 tys.), mimo że ustawa funkcjonuje dopiero od maja 2024 roku, nie są u nas narzędziem optymalizacji podatku spadkowego, ale pełnią inne, istotne funkcje, zwłaszcza w zakresie ładu właścicielskiego, ochrony majątku i organizacji sukcesji. A także ułatwiają tworzenie struktur holdingowych w różnych organizacjach biznesowych i ułatwiają podatkowo zbywanie niektórych aktywów celem reinwestycji w kraju i za granicą – tłumaczy Szymkowiak.

Trzeba pamiętać, że wnosząc majątek do fundacji, fundator przestaje być jego właścicielem. – W zamian uzyskuje określone prawa – wpływ na organy fundacji, prawo do świadczeń, czasem prawo do instrukcji – ale nie pełną kontrolę właścicielską. Jeżeli struktura została zaprojektowana w sposób nieodwracalny, a fundator nie zachował odpowiednich uprawnień, cofnięcie decyzji może się okazać niemożliwe, nawet jeśli później pojawią się nowe okoliczności życiowe lub rodzinne – przestrzega Szymkowiak. Tak właśnie było w sprawie Zygmunta Solorza.

– Struktura została ułożona przy udziale renomowanych kancelarii w taki sposób, że w wyniku podjętych decyzji Zygmunt Solorz tracił za życia bieżącą kontrolę nad zarządzaniem. Aż trudno uwierzyć, że stało się to przypadkowo – może właśnie taki był cel osób projektujących statuty fundacji – zastanawia się Rafał Szymkowiak.

Przejrzałem statut TiVi Foundation. Podano tam, że niedopuszczalne jest zbycie przez fundację posiadanych przez nią udziałów lub akcji spółek celowych. Z kolei nadrzędnym interesem fundacji jest niedopuszczenie do utraty kontroli nad spółkami celowymi. Podano też, że fundacja jest nieodwołalna.

CO DALEJ?

– Sytuacja w firmie się uspokaja – przyznaje jeden z menedżerów grupy. – Prace idą w dobrym kierunku i są elementem zmiany pokoleniowej, która tę firmę ustawi zupełnie inaczej, i to na długie lata – uważa.

Jeden z byłych menedżerów grupy podkreśla, że spór na pewno odbił się na kadrze zarządzającej: – To tych ludzi po prostu dotyczyło. W takiej dużej firmie jak ta funkcjonuje tzw. dwór, czyli najbliższe otoczenia prezesa. Jego członkowie byli najbardziej zagrożeni i odczuwali niepokój, tym bardziej że przez lata Zygmunt Solorz sam ten dwór układał. A gdy trwał już spór, każdy zabezpieczał swoją przyszłość, niektórzy przechodzili na stronę dzieci.

Jak dodaje, niepokój z najwyższych pięter na pewno przenikał też niżej.

Nieco inaczej widzi to osoba z otoczenia dzieci Zygmunta Solorza. – Tam nie było wybierania między ojcem a dziećmi. Menedżerowie po prostu w pewnej chwili nie umieli już ocenić, czy Solorz decyduje sam, czy nie.

Zbigniew Benbenek, twórca Grupy ZPR, przypomina, że np. Tomasz Szeląg, który był przedstawicielem Solorza w TiVi Foundtaion z Liechtensteinu, w pewnym momencie zagłosował tak jak kurator fundacji, a inaczej, niż chciałby Solorz. To było w lipcu ub.r., gdy w efekcie Solorz stracił stanowiska w radach nadzorczych spółek grupy. – Jego głos był niezbędny, żeby rada podjęła uchwały. Szeląg był po stronie Zygmunta Solorza, ale zapewne w pewnym momencie zrozumiał, że to już nie są jego samodzielne decyzje.

Osoba znająca kulisy sprawy dodaje, że w pewnym momencie banki były zaniepokojone, bo nie było wiadomo, kto tak naprawdę zarządza grupą. – Gdyby wypowiedziały kredyty, byłby problem. Grupa by się rozpadła, zostałaby podzielona na części. Byłaby konieczność restrukturyzacji i sprzedaży aktywów.

Czy teraz, po wygranej sprawie sądowej, jakaś część biznesu może zostać sprzedana? – Walka o zabawkę, jaką jest Grupa Polsat Plus, trwała tak długo, że zwycięzcy będą chcieli się nią nacieszyć – uważa jeden z wieloletnich pracowników Polsatu.

Mimo wewnętrznych perturbacji wyniki oglądalności głównej anteny Polsatu są stabilne, a w 2025 roku nawet poszły w górę rok do roku. W tzw. grupie ogólnej 4+ udział stacji wzrósł z 6,6 proc. do 6,74 proc., a w kluczowej dla Polsatu grupie komercyjnej widzów od 16 do 59 lat – z 6,95 proc. do 7,22 proc. (dane: Nielsen Media bez widowni poza domem).

– Dla odbiorcy jest tutaj pewna stała i nadal nie spodziewam się rewolucji programowej – mówi Aleksandra Chmielewska, w przeszłości director of strategic projects w Gemiusie.

I choć za program odpowiada z poziomu zarządu Edward Miszczak, to i Piotr Żak ma wpływ na ramówkę. – Młodsi pracownicy widzą nadzieję w młodym prezesie. To on przywrócił do ramówki „Awanturę o kasę”. Chodzą słuchy, że wychował się na Polsacie, zna dawne programy. Miał też namawiać na przejęcie licencji na „Milionerów” po TVN. Miał wpływ na wiele dobrych dla stacji decyzji – mówi jednej z pracowników stacji. I dodaje: – Mamy już takie poczucie, że Piotr jest naszym prezesem.

Edward Miszczak podczas lutowej konferencji ramówkowej mówił: – Teraz przejdę do sprawdzonego przez mojego prezesa tekstu, więc powiem państwu wersję obowiązującą. Jak widzieliście, wiosna w Polsacie będzie mocna jak przystało na stację nr 1. (…) Moda na Polsat trwa. Nikt nie wierzył, że przyjdzie taki czas, a jednak przyszedł. Trafiamy do młodych, spróbowalibyśmy nie. Prezes każdego wysłałby na emeryturę, a na pewno mnie.

W trakcie tej przemowy realizator transmisji pokazywał siedzącego na widowni Piotra Żaka. Gdy Miszczak powiedział o wysłaniu go na emeryturę, Żak się uśmiechnął.

Były wieloletni pracownik Polsatu ocenia: – Sukcesja zawsze jest trudna. Gdyby Zygmunt Solorz był zdrowy, to nie wyobrażam sobie, żeby się odsunął. Pewnie nie dałby rady trzymać się z daleka. Może paradoksalnie jest lepiej, że nie ma zderzenia różnych pomysłów i decyzji – ojca i dzieci.

– Na tej sprawie najlepiej wyszli prawnicy – konkluduje Rafał Szymkowiak, radca prawny z kancelarii PragmatIQ.

***

Ten tekst Michała Niedbalskiego pochodzi z magazynu Press wydanie nr 03-04/2026. Teraz udostępniliśmy go do przeczytania w całości.

„Press” do nabycia w salonach prasowych, App Store, Google Play, e-Kiosku lub online na E-sklep.press.pl.

Czytaj też: Nowy "Press": rozmowa z Pawłem Płuską, Newsmax w Polsce i prawnik "Gazety Wyborczej"

Press

Michał Niedbalski

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.