Procentować przez lata
W dyskusji prowadzonej przez Lilianę Anam (CEO CSRinfo) wzięli udział: Mario Zamarripa (Grupa ERGO Hestia), dr Aleksandra Stanek-Kowalczyk (Katedra Zrównoważonego Biznesu SGH) i Julian Krzyżanowski (PepsiCo) (fot. Wojciech Surdziel)
W czwartek 16 kwietnia podczas konferencji Grand ESG w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie odbył się panel dyskusyjny pt. "Globalne trendy i wpływ na zrównoważony rozwój – perspektywa makro". W dyskusji prowadzonej przez Lilianę Anam (CEO CSRinfo) wzięli udział: dr Aleksandra Stanek-Kowalczyk (Katedra Zrównoważonego Biznesu SGH), Julian Krzyżanowski (PepsiCo) i Mario Zamarripa (Grupa ERGO Hestia).
W czwartek 16 kwietnia podczas konferencji Grand ESG w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie odbył się panel dyskusyjny pt. "Globalne trendy i wpływ na zrównoważony rozwój – perspektywa makro". W dyskusji prowadzonej przez Lilianę Anam (CEO CSRinfo) wzięli udział: dr Aleksandra Stanek-Kowalczyk (Katedra Zrównoważonego Biznesu SGH), Julian Krzyżanowski (PepsiCo) i Mario Zamarripa (Grupa ERGO Hestia).
Liliana Anam, CEO CSRinfo i prowadząca dyskusję: Na początku roku, gdy biznes, politycy i liderzy tego świata spotkali się w Davos, wystąpił premier Kanady, który powiedział, że system, który stworzyliśmy po drugiej wojnie światowej, rozpada się.
Julian Krzyżanowski, corporate affairs manager CE PepsiCo: Rzeczywiście tych negatywnych informacji, które docierają do nas i wpływają na biznes, jest dużo.
Zacznę od przerwanych po raz kolejny łańcuchów globalnych dostaw. Mamy taki cykl właściwie co dwa lata. Najpierw był COVID, dwa lata później wybuch pełnoskalowej wojny w Ukrainie, która trwa już cztery lata. I teraz konflikt pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Iranem.
Już widzimy krótkoterminowo bardzo negatywne skutki. Przede wszystkim podwyżka cen ropy. Nie znam branży, która nie byłaby połączona z transportem, z logistyką, gdzie paliwo jest istotną częścią kosztów. To problem nie tylko paliwa, ale i gazu.
Dekarbonizacja w ostatnich latach odbywała się poprzez odejście od węgla, pójście w kierunku gazu ziemnego. Teraz cena gazu ziemnego powoduje, że dekarbonizacja może nieco zwolnić. Nawozy już podrożały o 30 procent. A nawozy to żywność.
Podsumowując: mamy podwyżki cen paliw, energii, żywności. To informacja dla konsumentów, ale też dla biznesu, która oznacza, że część kosztów związana z paliwami, z energią, będzie wpływać na wyniki. Zasypanie tej luki będzie bolączką firm.
Chciałbym powiedzieć coś pozytywnego. Jeden z ekspertów, z którym rozmawiałem niedawno, zwrócił mi uwagę: skoro rosną ceny ropy, gazu, to bilans kosztowy samochodów spalinowych vs. elektrycznych, nagle przedstawia się lepiej. To jest może szansa dla elektrycznych aut. Liliana Anam: Jak mamy takie problemy, jest wojna, to czy przyspieszy nam to transformację energetyczną, czy wręcz przeciwnie?
Dr Aleksandra Stanek-Kowalczyk, specjalistka i praktyk w dziedzinie ESG, Katedra Zrównoważonego Biznesu SGH: Każda zmiana wywołuje obawy, każda zmiana boli, każda zmiana jest trudna.
Chciałabym zwrócić uwagę na dwa aspekty. Po pierwsze uważam, że to, co się dzieje w tej chwili, trochę pomaga zrozumieć, że zrównoważony rozwój jest jedyną ścieżką.
W momencie, kiedy długie łańcuchy dostaw mogą być przerwane, a zależność od surowców krytycznych takich jak ropa czy gaz z daleka, powoduje, że musimy się zacząć zastanawiać nad tym, czym ten gaz zastąpić.
Sytuacja, w której wybucha COVID i nie mamy dostępu do podstawowych półproduktów, które są nam niezbędne, bo ich nie wytwarzamy w Europie, wymusza zastanowienie się nad tym, co z tym powinniśmy zrobić.
Nieprzypadkowo ostatni czas to dyskusja na temat local content i tego, że powinniśmy skracać łańcuchy, opierać się na tym, co mamy. Dyskusja o paliwie, energetyce jest dla mnie dyskusją o tym, że musimy się dekarbonizować, to jest kwestia środowiskowa, ale i kwestia zapewnienia bezpieczeństwa i stabilności całej gospodarki czy gospodarek. To pokazuje, że nie ma innej drogi niż zrównoważony rozwój.
Jesteśmy po wyborach na Węgrzech. Mamy wreszcie szansę stanąć solidarnie razem w różnych kwestiach, w tym polityki klimatycznej, praw człowieka, wspierania Ukrainy. Do tej pory mieliśmy problem, żeby zachować jedność. Europa nie jest sumą pojedynczych krajów. Nasza siła jest w synergii i w tym, co mamy razem.
W obliczu tego, co dzieje się globalnie, jako Europa możemy i mamy szansę mocniej zaakcentować nasze wartości, również w wymiarze gospodarczym, społecznym i środowiskowym. Widzę też szansę dla Polski. To nasz czas, pytanie, czy go wykorzystamy.
Liliana Anam: Raport Draghiego z 2024 roku pokazał, że widzimy w Unii Europejskiej spadek konkurencyjności. Z drugiej strony Unia na fali nowej sytuacji geopolitycznej podpisała dwie duże umowy z Mercosurem i Indiami. Jak mamy konkurować?
Mario Zamarripa, dyrektor ds. zrównoważonego rozwoju w Grupie ERGO Hestia: Polskie przedsiębiorstwa nie mają innego wyjścia - muszą być konkurencyjne. To jest konieczność. Jest kwestia automatyzacji, cyfryzacji, uproszczenia procesów biznesowych.
Jeżeli chodzi o Mercosur to tylko kilka słów. To jest świeży temat. Pochodzę z tamtej strony świata, mam jakby dwa kapelusze. Chciałbym, żeby był remis. Na dzisiaj Polska czy Europa trochę przegrywa, czyli więcej importujemy, niż eksportujemy. Chyba nie o to chodziło.
Ważny jest jeden wątek, który został poruszony przed chwilą – kwestia energii, która dla wielu podmiotów gospodarczych stanowi kilkadziesiąt procent kosztów. Jeśli ktoś nie ma dzisiaj stabilnej energii, już nie mówię o taniej, to przegra. To doprowadzi nawet do bankructwa.
A jeśli chodzi o Raport Draghiego, w zasadzie się ze wszystkim zgadzam. Jako reprezentant sektora finansowego widzę, że mamy nadmiar regulacji. To nie pomaga.
Natomiast pojawia się wątek, którego chyba pan Draghi nie eksponował aż tak mocno, a z którym mamy dziś do czynienia. Mamy okres niestabilności. I tu może być – to o czym Ola mówiła przed chwilą – szansa na przewagę konkurencyjną, dlatego że stabilność ma swoją cenę. Jeśli produkt jest bardziej jakościowy, zgodny z regulacjami - jest szansa, że wygra.
Ostatni punkt, który chciałem poruszyć, jak być konkurencyjnym. Biorąc pod uwagę obecną konkurencję z Azji, bo tam jest największa konkurencja, która wygrywa ceną w dużej mierze. Przedsiębiorcy muszą podjąć decyzję, żeby zrezygnować z jakiegoś segmentu biznesu bądź klientów i skupiać na tym, co robią najlepiej. A wtedy jest szansa na utrzymanie się na rynku. Kosztami nie wygramy jako firmy europejskie. Nie mamy tu szans.
Dr Aleksandra Stanek-Kowalczyk: Chciałam wrócić do kwestii czy jesteśmy przeregulowani i w związku z tym przegrywamy. To trochę nie tak. Prawda jest taka, że regulacje są w jakimś zakresie nam potrzebne. One wprowadzają pewne wymagania, których normalnie byśmy na siebie nie nałożyli, idąc tylko i wyłącznie po linii jak najniższych kosztów. Kosztem nawet praw człowieka. Nie oszukujmy się. Moim zdaniem kwestia nie jest czy regulować, ale jak regulować. I to jest problem Unii Europejskiej.
Zawsze jako przykład podaję standardy sprawozdawczości: europejskie i chińskie. Nasze mają około tysiąca stron, a chińskie kilkadziesiąt. Ich podejście jest po prostu pragmatyczne.
Uważam, że gdyby nie było bodźca regulacyjnego, to byśmy byli z tyłu. Problem regulacyjny polega na tym, że one są zbyt złożone, nie są pragmatyczne i często są też spóźnione.
W zeszłym roku zrobiłyśmy badanie na 200 przedsiębiorstwach, którego wyniki mnie mocno zaskoczyły. Pytaliśmy, czy regulacje w zakresie ESG ograniczają konkurencyjność. Główna odpowiedź była taka: w krótkiej perspektywie to są koszty, ale w długiej – te regulacje mogą nam pomóc zwiększać innowacyjność.
Liliana Anam: Julianie, jesteś w branży produkcyjnej, więc jak ta sytuacja wpływa realnie na Twoją branżę? Biorąc też pod uwagę, że Unia Europejska nie zrezygnowała z azymutu na zrównoważony rozwój.
Julian Krzyżanowski: Chciałem mówić o opakowaniach, ale zacznę od regulacji. Tak jak w opakowaniach jest wiele różnych regulacji. Sama Unia Europejska doszła wniosku, że za dużo raportowania też nie jest dobre.
I po drugie też, co jest bardzo ważne, zmniejszyła liczbę podmiotów objętych raportowaniem, szczególnie o te mniejsze spółki, dla których mógł być to duży koszt i duży wysiłek. Widać więc światełko w tunelu.
Chciałbym wrócić do głównego tematu, czyli jak te unijne regulacje wpływają na nasz biznes, bo wpływają. Pokażę to na przykładzie opakowań. Najpierw zdecydowano o wyeliminowaniu plastiku jednorazowego lub nałożeniu opłat, żeby konsumenci zostali zniechęceni opłatami do ich stosowania.
Kolejny krok to jest system kaucyjny. Cieszę się, że od 1 stycznia działa. Za chwilę powiem o tym szerzej. Są plusy i minusy.
Ministerstwo Klimatu pracuje nad rozszerzoną odpowiedzialnością producenta. Jeśli w tej postaci to przejdzie, będą to gigantyczne koszty.
Unijna dyrektywa dotycząca opakowań i odpadów opakowaniowych (PPWR) diametralnie może zmienić sposób funkcjonowania firm i ich opakowań. Mówimy o wymogu 10 proc. zwrotnych opakowań. O tym, że jeśli producent nie zapewni recyklingu danego opakowania w jakiejś określonej wartości, to opakowanie musi zniknąć z rynku.
Na szczęście to perspektywa 2029-3030 roku, natomiast już biznes musi o tym myśleć, bo takie firmy jak nasza działają w horyzoncie 3-5.
Wracając do systemu kaucyjnego, od 1 stycznia funkcjonują trzy frakcje, myślę, że Państwo wszyscy doskonale to wiedzą: butelka zwrotna, opakowania PET, puszka.
Dr Aleksandra Stanek-Kowalczyk: Kto nie stał w kolejce do butelkomatu, niech podniesie rękę.
Julian Krzyżanowski: Z drugiej strony przykład Rumunii pokazuje, że nie ma lepszego systemu. Zbiórka do żółtego kubła to było 40 proc. recyklingu. Po pierwszym roku działania systemu kaucyjnego - 80 proc. Aż dwa razy tyle. To fantastyczny rezultat. Przede wszystkim mamy niezanieczyszczone opakowania.
Czynimy z opakowań wartość poprzez kaucję. Uczymy konsumentów, że to nie jest odpad, tylko coś, co jest warte 50 groszy lub 1 złoty. Jeśli się odda, to uzyska się te środki. Można dyskutować czy to jest dużo, czy mało, ale nie ma lepszej zachęty. Z Ministerstwa Klimatu płyną pozytywne informacje, że ta zbiórka idzie w dobrym kierunku.
Nie muszę państwa przekonywać, że to cywilizacyjna zmiana. To będzie 40 mld opakowań, to będzie drugi największy system kaucyjny w Europie, zaraz po niemieckim.
Absolutnie podpisuję się pod wszystkimi apelami Lewiatana i innych organizacji, że trzeba edukować, bo mniejsze miejscowości, seniorzy też powinni być włączeni, żeby wiedzieli i nie tracili. Na pewno jest to zmiana, że te opakowania nie lądują w lesie przy drodze, nie są spalane, nie lądują na wysypiskach, tylko wracają do systemu. Taka firma jak nasza, która stawia na opakowania z rPET-u uzyskuje dostęp do wysokiej jakości recyklatu, nadającego się do kontaktu z żywnością. Jest go więcej i może z czasem będzie on tańszy. Na to liczymy, bo wcześniej było tak, że musieliśmy na przykład posiłkować się zakupem z zagranicy, bo go w Polsce po prostu nie było albo był niskiej jakości.
Media uwielbiają robić zdjęcia kolejek, niedziałających maszyn, bo to się klika. Ale wydaje mi się, że w naszym gronie powinniśmy być ambasadorami tej zmiany. To pozytywny projekt. Długofalowo przyniesie nam dobre rezultaty. Opakowania, miejmy nadzieję, wrócą do systemu i takie firmy jak nasza nadadzą im drugie życie.
Liliana Anam: Myślę, że to jest taka zmiana, w takiej skali myślenia, jak w latach 60. XX wieku w przemyśle pojawiło się: „Kto truje, ten płaci”. Teraz zmiana w opakowaniach to jest mniej więcej ten poziom jest zmiany i trudności.
Dr Aleksandra Stanek-Kowalczyk: Przez ostatnie lata uczyliśmy nasze dzieci, że butelkę plastikową zgniatamy, rzucamy do plastiku, a teraz mówimy: "Kochanie, nie zgniataj tej butelki". Jakbyśmy nie potrafili działać w sposób ciągły.
Julian Krzyżanowski: Już słyszałem o kłopotach, że kolejne miejsce trzeba wygospodarować w domu na ten worek, chodzić z tym workiem. To dla nas taka mała uciążliwość, ale która wydaje mi się, że długoterminowo nam się opłaci.
Liliana Anam: Chciałabym też zapytać o wyzwanie w szeroko rozumianej branży finansowo-ubezpieczeniowej.
Mario Zamarripa: Jest bardzo dużo regulacji wobec firm sektora finansowego i musimy pamiętać o tym, że to jest sektor, który jest odpowiedzialny za współfinansowanie wszystkiego, co tworzy Unia Europejska.
Duże firmy nie mają z tym problemu i się rozwijają. Widzimy np. całą tę falę instalacji fotowoltaicznych i innych rozwiązań prośrodowiskowych. My to wszystko ubezpieczamy i widzimy wzrost. Natomiast są inne segmenty biznesu, których po prostu na taki rozwój nie stać.
Przed chwilą padło, że generalnie nie ma takiego wzrostu gospodarczego, jak się spodziewaliśmy. Koszty, które ponosimy, żeby realizować te wszystkie wymagania i regulacje, są bardzo wysokie. Nie uważam jednak, że to są złe cele, albo intencje. Stoję też na takim stanowisku, że promuję te wszystkie rozwiązania, może nie wszystkie, ale większość z nich. Ale widzę, że często nie jest łatwo przekonać kogoś do takich inwestycji.
Liliana Anam: Patrząc na to, że w zasadzie każda z branż ma swoje wyzwania, to pojawia się hasło: "Odporność". Mamy odporność operacyjną: na przykład czy jestem przygotowany na to, jak zerwie się mój łańcuch dostaw. Odporność finansową: czy jestem w stanie ponieść dodatkowe koszty na przykład energii. Czy społeczną: czy ja mam takie zaufanie pracowników, że przyjmą te zmiany, które chcę wprowadzić? Gdzie jesteśmy mocni, jeśli chodzi o naszą odporność?
Dr Aleksandra Stanek-Kowalczyk: Myślenie w kontekście odporności wymaga myślenia długoterminowego. Wiele przedsiębiorstw nie myśli o budowaniu odporności, tylko o przetrwaniu. Jeśli myślę o tym, czy dotrwam do jutra, to nie jest dla mnie kluczowe, czy jestem odporny na zmiany klimatu, czy na to, co się dzieje geopolitycznie. Gros naszych przedsiębiorstw to jednak mikroprzedsiębiorstwa. Odsetek upadających przedsiębiorstw co roku jest duży.
Generalnie rzadko myślimy w kategoriach odporności. Gdy mówimy o klimacie, to myślimy o łagodzeniu zmian klimatu, adaptacji do zmian klimatu. Ta adaptacja to jest właśnie zbudowanie odporności. Ścigamy się w zakresie tego, kto lepiej i zgodniej z SBTi (Science Based Targets Initiative) redukuje ślad węglowy, ale mało jest w tej dyskusji o tym, jak my się dostosowujemy do tych zmian klimatu.
Ciężko jest myśleć strategicznie dzisiaj. Skoro w ciągu ostatnich trzech miesięcy wybuchł nam nowy konflikt zbrojny na skalę światową, a pewnie jeszcze kilkadziesiąt lokalnych, o których nawet nie słyszymy. Zmieniła się całkowicie sytuacja w jednym z ważnych krajów europejskich, która będzie się przekładała na to, jak my funkcjonujemy. I jak tu planować coś długoterminowo? Wyobraźmy sobie kogoś, kto zbudował swoją strategię w 2019 roku na 10 lat. Nic się nie sprawdza teraz.
Liliana Anam: Budowanie odporności czasami wymaga utrzymania wyższych zasobów. Musimy mieć dodatkowe źródło, na przykład energii. Dodatkową umowę z dostawcą czy podwykonawcą. To wszystko kosztuje. Jak przekonać zarząd czy inwestora, że to nie jest po prostu brak efektywności, a rodzaj polisy ubezpieczeniowej?
Mario Zamarripa: Najlepiej rozmawiać językiem CFO. Z całym szacunkiem do naszych działań środowiskowych, społecznych, trzeba przede wszystkim w tych czasach mówić już o konkretach i o tym, jaki ma to wpływ na organizację. To nie jest jakaś tam inwestycja, tylko koszt utrzymania klientów, koszt kontynuacji produkcji albo koszt uniknięcia ryzyka reputacyjnego. Czasami ten koszt jest wysoki, ale jednak to jest coś, co musimy dodać do wyniku.
Najprostsza odpowiedź: rozmawiać językiem korzyści. Mówienie tylko o tym, że dzięki tej decyzji będziemy bardziej odpowiedzialni, jest niewystarczające. Musi być też wątek finansowy.
Liliana Anam: Jak menedżerowie ESG mogą wam, osobom od komunikacji pomóc?
Julian Krzyżanowski: Taki konkurs jak Grand ESG pokazuje, że coraz lepiej udaje nam się robić projekty dotyczące ESG i je komunikować. Wydaje mi się, że warto sięgnąć jako wzorce do tych prac konkursowych.
Od osób odpowiedzialnych za ESG potrzebuję twardych danych i informacji. Ja historię wokół tego sam stworzę.
Wydaje mi się, że ESG dostarcza tych danych, które poprzez storytelling do interesariuszy, poprzez media budują pozytywną reputację firmy. Dobrze przygotowany raport ESG to jest też pokazanie, gdzie firma jest, jakie ma wyzwania, jakie ma ryzyka.
I jeśli się dobrze to zrobi, to można pewne ryzyko zaadresować i przygotować się na potencjalne przyszłe sytuacje kryzysowe. Jak się mówi: w dobrych czasach buduje się alianse, sojusze i relacje.
Liliana Anam: Mario, patrząc na swoje doświadczenie, co radziłbyś osobom, które zajmują się ESG, sustainability, zanim przyjdzie kolejny kryzys dla ich biznesu, dla ich firmy?
Mario Zamarripa: To hasło już tu padło przed chwilą "odporność". Zachęciłbym menedżerów ESG do weryfikacji obszarów krytycznych dla organizacji. Już tłumaczę. My realizujemy w ramach firmy ubezpieczeniowej tzw. stres testy i zachęcałbym wszystkich, żeby zrealizować taki stres test. Na przykład: zbadać organizację, co się dzieje, jeśli twój największy dostawca zbankrutuje. Albo, jeśli nie masz energii przez dwa tygodnie. Albo, jeśli twój największy klient już nie kontynuuje współpracy z tobą. To są być może dramatyczne scenariusze, ale taka nasza rola, żeby organizacja była przygotowana na trudne momenty.
Liliana Anam: Olu, co Ty radziłabyś osobom zajmującym się ESG, sustainability? Co powinny robić dzisiaj, zanim przyjdzie kolejny kryzys w ich przedsiębiorstwie?
Dr Aleksandra Stanek-Kowalczyk: Podtrzymuję to, że wierzę, że nie ma innej ścieżki, nie ma innej drogi prowadzenia biznesu, jak tylko zrównoważony.
Pół żartem, pół serio przyznam, że pierwszą rzeczą, którą bym radziła to usunięcie ESG z nazwy stanowiska. To co się zadziało w ostatnim roku-dwóch latach, cała dyskusja publiczna, kryzys związany z regulacjami spowodowały, że te trzy literki obudowane zostały różnego rodzaju stereotypami.
Przypominam, że kiedyś byliśmy menedżerami CSR, szybko się zrobiliśmy menedżerami ESG. Myślę, że można te stanowiska nazwać menedżerami transformacji, czy zrównoważonego rozwoju.
Zachęcałabym też do cyfryzacji. W ogóle nie mówiliśmy o tym dzisiaj, a prawda jest taka, że to jest gigantycznie złożony temat, który dotyka całej organizacji, właściwie wszystkich procesów organizacji i wszystkich departamentów. Mówiliśmy, że potrzebne są dane. Tych danych jest bardzo dużo i wierzę, że to jest moment, kiedy trzeba się sprofesjonalizować. Pożegnać się z Excelem. Jeśli chcemy wykorzystywać szanse, identyfikować ryzyka i nimi zarządzać, i jeśli chcemy robić to porządnie, to bez Excela.
Liliana Anam: Julianie, zajmujesz się komunikacją, czyli jak jest kryzys, to jesteś na pierwszej linii i musisz zakomunikować trudne tematy. Co byś radził osobom zajmującym się ESG?
Julian Krzyżanowski: Nawiążę do mojej poprzedniej wypowiedzi, czyli trzeba patrzeć na ESG z jednej strony jako na szansę, czyli na wspaniałe narzędzie, które dostarcza wiedzy o firmie. Która dzięki dobrej komunikacji może zbudować te relacje, może zbudować dobrą reputację firmy. Z drugiej strony negatywnie patrząc, przygotować nas na jakiś kryzys. Na jakieś kwestie, które mogą nam zagrażać. Tylko trzeba się do tego przyłożyć, żeby nie potraktować tego jako kolejne zadanie na liście „to do”, które się zrobi kiedyś tam. Ale naprawdę warto zaangażować zarząd, kluczowe osoby w firmie, żeby to było dobrze zrobione. Jak się zrobi raz a dobrze, to potem będzie procentować na lata.
(25.05.2026)










