Lokalny wydawca decyzją sądu przez rok nie może pisać o niekompetencji prezydenta miasta
Sam pozew ma 41 stron, nie licząc wydruków materiałów internetowych i innych załączników (fot. Grudziadz365.pl)
Sąd Okręgowy w Toruniu zakazał wydawcy lokalnego serwisu Grudziadz365.pl negatywnego pisania o prezydencie Grudziądza Macieju Glamowskim. Postanowienie zabezpieczające zostało wydane na rok, w sprawie z powództwa prezydenta miasta.
Sam pozew ma 41 stron, nie licząc wydruków materiałów internetowych i innych załączników. Wymienia wszystkie artykuły serwisu Grudziadz365.pl, które prezydent Grudziądza uznał za nieprawdziwe lub naruszające jego dobre imię. W pozwie wnosi też o zakazanie pozwanemu – Jerzemu Różyckiemu, redaktorowi naczelnemu i wydawcy serwisu – publikowania informacji "zawierających nieprawdziwe i zniesławiające stwierdzenia".
Różycki: "Knebel na wolne media"
Chodzi szczególnie o sugestie, że prezydent "dopuścił się przestępstwa oszustwa, wyłudzenia majątku lub poświadczenia nieprawdy", że "działa na szkodę interesu publicznego" czy "wykazuje się brakiem kompetencji w zakresie zarządzania kryzysowego".
Czytaj też: Polskie sądy w 2024 roku zatwierdziły prawie wszystkie wnioski służb o podsłuch
Toruński sąd okręgowy przyznał rację prezydentowi i wydał taki zakaz – na rok.
– Oczywiście złożymy zażalenie – mówi "Presserwisowi" Jerzy Różycki. – Wszystkie artykuły, które przeszkadzają prezydentowi, powstały na bazie dokumentów pochodzących z różnych źródeł. Nie ma tam nieprawdziwych informacji – uważa naczelny.
Różycki na profilu facebookowym Grudziadz365.pl napisał wprost, że postanowienie o zabezpieczeniu to "knebel na wolne media".
"Władza nie chce, abyśmy patrzyli jej na ręce. Dostało nam się za to, że pokazujemy twarde dokumenty, piszemy o milionach z Waszych podatków i ujawniamy samowole budowlane" – napisał. I dalej: "Dokumentów nie da się uciszyć. Prawdy o publicznych pieniądzach nie da się schować do szuflady".
Jego wpis skomentował prezydent Grudziądza Maciej Glamowski. "Decyzją Sądu Pan Redaktor może dalej pisać. Nikt nie zamyka mu ust. Nie może jednak obrażać ani swoją pracą szkodzić interesom naszego miasta" – napisał. A materiały serwisu ocenił jako "podszyte osobistymi animozjami" i "interpretowane w sposób mocno subiektywny".
Niejednoznaczny charakter sporu
Dominika Bychawska-Siniarska, prawniczka i ekspertka w zakresie ochrony wolności słowa i spraw mających charakter SLAPP, wskazuje na niejednoznaczny charakter sporu między prezydentem Grudziądza a wydawcą lokalnego serwisu.
Czytaj też: Polska awansowała w Światowym Indeksie Wolności Prasy. Szczegółowy raport
– Publikacje, których dotyczy sprawa, nie mają wyłącznie charakteru ocen czy komentarzy politycznych, lecz odnoszą się do konkretnych faktów i formułują bardzo poważne zarzuty – zaznacza Bychawska-Siniarska. – Z tego względu kluczowe będzie ustalenie, czy autorzy dysponują wystarczającymi źródłami oraz czy będą w stanie wykazać prawdziwość twierdzeń faktycznych albo co najmniej dochowanie należytej staranności dziennikarskiej przy ich formułowaniu – dodaje prawniczka.
Przypomina również, że wypowiedzi ocenne nie są całkowicie oderwane od wymogu istnienia podstawy faktycznej. – W orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka utrwalone jest rozróżnienie między twierdzeniami o faktach, które podlegają dowodzeniu, a ocenami, których prawdziwości co do zasady nie można wykazać. Nie oznacza to jednak, że ocena może być formułowana całkowicie dowolnie – mówi.
Zdaniem Dominiki Bychawskiej-Siniarskiej samo postanowienie o zabezpieczeniu zostało sformułowane bardzo szeroko i może wykraczać poza to, co jest konieczne dla ochrony dóbr osobistych powoda na czas procesu.
Jerzy Różycki, wydawca Grudziadz365.pl, zwrócił się o pomoc do Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska i oczekuje na wyznaczenie terminu pierwszej rozprawy.
Czytaj też: Sąd na wrzesień wyznacza serię rozpraw z powództwa Nawrockiego przeciwko Onetowi
(PAR, 17.05.2026)










