Szamani. Dlaczego media milczały po tekście o dziwnych praktykach założycieli CD Projektu
„Śledzę losy swoich materiałów, a ten jakoś przeszedł kompletnie bez echa. Zdarzyło mi się to po raz pierwszy” – mówi Mateusz Baczyński (screen: YouTube/CD PROJEKT RED)
Dotąd media bardzo chętnie pisały o Michale Kicińskim i Marcinie Iwińskim, założycielach firmy CD Projekt. Gdy światło padło na ciemniejszą stronę twórców polskiego gamingu, postanowiły reflektory zgasić.
Autor: Grzegorz Kopacz
Dziewiątego marca Onet na głównej stronie donosił: „Ujawniamy: szamańskie ceremonie, tajemnicza śmierć i miliarderzy od »Wiedźmina«”. W dobrze udokumentowanym materiale Mateusz Baczyński opisał prokuratorskie śledztwo w sprawie Polki, która zmarła na czeskiej farmie, gdzie odbywały się oczyszczające rytuały z użyciem psychodelików. Reporter ustalił, że współwłaścicielem nieruchomości był Michał Kiciński, a w prokuratorskim śledztwie pojawia się też wątek dotyczący Marcina Iwińskiego. Obaj należą do najbogatszych ludzi w Polsce, są założycielami firmy CD Projekt, której grę „Wiedźmin” przed laty premier Donald Tusk wręczył prezydentowi Barackowi Obamie jako wizytówkę naszej gospodarki. Wydawało się, że media rzucą się na temat Onetu. Tymczasem zbiorowo zamknęły oczy.
– To był efekt mojej trzymiesięcznej pracy. Tekst był w naszym portalu dobrze wyeksponowany, generował bardzo dobre statystyki, interesował czytelników. Jestem zdziwiony, że przeszedł bez echa, bo jest w nim wszystko, co media powinno zainteresować – mówi Mateusz Baczyński. Bohaterami opisanej przez niego historii są bowiem z jednej strony szmuglerzy psychodelików organizujący nielegalne ceremonie szamańskie, a z drugiej stali bywalcy listy najbogatszych Polaków.
AYAHUASCA
Dotąd media bardzo chętnie pisały o Michale Kicińskim i Marcinie Iwińskim. Wielokrotnie opisywały ich drogę do sukcesu, od założenia studia w 1994 roku do podboju światowego rynku gier wideo. Przyznawały im niezliczone tytuły i nagrody, aby także pokazać się w blasku CD Projektu. Gdy światło padło na ciemniejszą stronę twórców polskiego gamingu, postanowiły reflektory zgasić i tematu nie zauważyć.
Według ustaleń Baczyńskiego Michał Kiciński był współwłaścicielem farmy w czeskim Janovie, gdzie odbywały się nielegalne szamańskie ceremonie, podczas których odurzano się ayahuascą. To silnie halucynogenny napój zażywany przez Indian w celach leczniczych lub po to, aby wprowadzić się w trans. Na organizacji seansów z jego użyciem zarabiało małżeństwo z Polski, które w 2022 roku sąd w Ostrawie skazał na kilkuletnie kary więzienia. Ostatecznie ułaskawił ich prezydent Czech Miloš Zeman.
Prokuratorzy sprawę Janova drążyli jednak dalej. W 2018 roku, podczas obrzędów organizowanych tam przez szamana o pseudonimie Badi, zmarła 54-letnia Polka. Polska prokuratura otrzymała zawiadomienie, że w działalność Badiego zamieszany miał być Michał Kiciński. Wcześniej sam Kiciński w mediach, m.in. w „Newsweek Polska”, przyznawał, że przyjmowanie ayahuaski pomagało mu w jego zmaganiach z depresją.
Zdaniem szamanów Kiciński miał nawet zbyt często uczestniczyć w sesjach oczyszczających. Według ustaleń Onetu śledczym w prokuraturze opowiadał jednak, że w ogóle nie miał pojęcia, co działo się na farmie w Janovie, i że nie zarabiał na organizowanych tam ceremoniach. Przyznał, że nieruchomość kupił za namową Badiego, który miał tam prowadzić „terapię naturalną” i płacił mu za wynajem. Te zeznania są sprzeczne ze złożonymi przez byłą partnerkę Badiego, która ujawniła, że Kiciński uczestniczył w tych ceremoniach. Zeznała, że także drugi założyciel CD Projektu – Marcin Iwiński – miał kupić dom, w którym zarabiano na zażywaniu ayahuaski.
Baczyński nie dostał odpowiedzi na swoje pytania ani od Kicińskiego, ani od Iwińskiego. – Nie tylko starannie przejrzałem akta sprawy, ale dotarłem także do uczestników ceremonii w Czechach. O mojej rzetelności świadczy między innymi to, że nie dostałem żadnego żądania sprostowania – opowiada doświadczony reporter.
KLOPS
Mateusz Baczyński był wielokrotnie nominowany do nagrody Grand Press, a zdobył ją za cykl materiałów o aferze taśmowej. – Nie mam poczucia, że jestem pępkiem świata, nie mam przerośniętego ego, wiem, że cały świat nie musi się interesować tym, co robię, ale śledzę losy swoich materiałów, a ten jakoś przeszedł kompletnie bez echa. Zdarzyło mi się to po raz pierwszy – przyznaje. – Nie chcę stawiać kolegom z innych redakcji żadnych zarzutów, bo może wtedy uwagę mediów przykuło coś innego. Może mój materiał był za długi i redaktorzy nie mieli czasu, aby go streścić swoim odbiorcom – zastanawia się.
Największe zainteresowanie tekst powinien budzić w redakcjach mediów o biznesie, finansach i giełdzie. W końcu dotyczył miliarderów z listy najbogatszych Polaków (według ostatniego rankingu „Forbesa” majątek Marcina Iwińskiego wyceniono na 3,4 mld dol., a Michała Kicińskiego na 3,2 mld, przyznano im miejsca odpowiednio 29. i 30.).
Była partnerka Badiego zeznała, że Marcin Iwiński miał kupić dom, w którym zarabiano na zażywaniu ayahuaski (fot. Adam S Davis/EPA/PAP)
Zapytałem więc redakcje, dlaczego żadna nie pociągnęła tematu. Łukasz Kijek, szef obszaru biznes i finanse w Wirtualnej Polsce, w tym serwisu Money.pl, odesłał mnie do biura prasowego WP.
Cezary Szymanek, redaktor naczelny „Parkietu” i jednocześnie wicenaczelny „Rzeczpospolitej”, odpisał: „Proszę wybaczyć, ale nie będę uczestniczył w dywagacjach dotyczących cytowania lub nie materiałów powstałych w innych redakcjach”.
Kilku redaktorów odpowiedziało mi, ale off the record. Od jednego usłyszałem, że nie widział tekstu Onetu, co jego zdaniem oznacza, że musiał być on słabo promowany. – Mamy teraz tak dużo newsów, że jak portal nie umie w promocję, to jest klops – podsumował. Tyle że materiał przez prawie cały dzień wisiał na stronie głównej Onetu i miał dobry, mocny tytuł. Był dostępny w wersji audio, autor nagrał do niego wideo i promował w mediach społecznościowych. Jego reportaż został tam zauważony. Na przykład tak na platformie X linkował do niego Rafał Madajczak, do lipca 2025 roku redaktor naczelny Gazeta.pl: „Ale tekst @matbaczynski na @onet. Odurzające wywary, niewyjaśniona śmierć i… nieruchomości założycieli CD Projekt”.
Konkretne argumenty przedstawił mi jedynie redaktor naczelny „Pulsu Biznesu” Marcin Goralewski. – Decyzja o braku publikacji w „PB” wynikała z kilku kluczowych czynników. Źródłem naszych publikacji nie są artykuły, które ukazują się w innych mediach. Nie jesteśmy agregatorem newsów czy omówień, tylko twórcą unikalnych artykułów. Artykuł Onetu w dużej mierze skupiał się na wątkach obyczajowych i kryminalnych sprzed lat, które działy się poza sferą biznesową spółki CD Projekt. Naszą rolą jest analiza fundamentów biznesu, a nie kwestii ezoterycznych czy prywatnych relacji założycieli, o ile nie mają one bezpośredniego i udowodnionego wpływu na kondycję firmy – stwierdza.
Goralewski dodaje: – „Puls Biznesu” przywiązuje ogromną wagę do niezależnego potwierdzania informacji, zwłaszcza tych o charakterze śledczym. W przypadku materiałów bazujących na zagranicznych postępowaniach, których nie jesteśmy w stanie zweryfikować u źródła w krótkim czasie, zachowujemy powściągliwość.
Problem w tym, że postępowania prokuratorskie dotyczące właścicieli mogą mieć „bezpośredni i udowodniony wpływ na kondycję firmy”, zwłaszcza giełdowej, a „Pulsowi Biznesu” zdarza się relacjonować zagraniczne śledztwa dziennikarskie. Pisał np. o Pandora Papers i zarzutach wobec Rafała Brzoski, twórcy InPostu, za które musiała go potem przepraszać „Gazeta Wyborcza” (jej dziennikarze podali, że twórca InPostu miał transferować pieniądze na Cypr w celu optymalizacji podatkowej).
– Widocznie dziennikarze, którzy zajmują się wyłącznie rynkiem kapitałowym, uznają, że to, co prezes czy człowiek z rady nadzorczej robi poza biurem, nawet jeśli odprawia czary, jest poza ich zakresem zainteresowań i kompetencji, dopóki nie ma wpływu na ceny akcji – zauważa Maciej Samcik, założyciel i szef serwisu Subiektywnie o finansach.
CD Projekt należy do 20 największych spółek na polskiej giełdzie. Obecnie jest wart ok. 25 mld zł. Iwiński i Kiciński wciąż pozostają jego największymi akcjonariuszami – pierwszy ma ok. 13 proc., a drugi ok. 10 proc. Iwiński od kilku lat nie jest już w zarządzie, ale pozostaje współprzewodniczącym rady nadzorczej. Natomiast Kiciński, który w 2012 roku wycofał się z operacyjnego zarządzania spółką CD Projekt, pod koniec 2025 roku za 90,7 mln zł kupił od niej spółkę córkę GOG (prowadzi e-sklep z grami, także tymi wydawanymi przez CD Projekt).
HEGEMON
Próbowałem więc dociec, czy powodem tego, że media milczały jak zaczarowane, mogło być to, że perłę polskiego gamingu traktują w specjalny sposób.
– Teza o „specjalnym traktowaniu” jakiegokolwiek podmiotu w naszej redakcji jest nieprawdziwa. Kierujemy się wyłącznie rzetelnością informacji oraz jej znaczeniem dla rynku kapitałowego i operacyjnej działalności spółek. Milczenie w danej sprawie nie jest wynikiem „specjalnego traktowania”, lecz redakcyjnej selekcji materiałów pod kątem ich użyteczności dla czytelnika biznesowego – zapewnia naczelny „PB” Marcin Goralewski.
– Nic mi na temat specjalnych wpływów CD Projektu nie wiadomo – zastrzega szef jednego z największych serwisów biznesowych, który prosi jednak, aby go nie cytować pod nazwiskiem.
Ważny redaktor innej redakcji ekonomicznej ujawnia: – Nie słyszałem o próbach blokowania tego tekstu, a często działy PR odzywają się do mnie przed publikacją newsa u konkurencji lub chwilę po niej i próbują straszyć albo wypytywać, czy zrobimy przedruk. Tu nic takiego nie było. Do tego CD Projekt nie jest wielkim reklamodawcą, nie sądzę więc, by mógł na kogoś wpływać w ten sposób – dodaje.
Autor jednego z branżowych serwisów zwraca uwagę, że dziennikarze mogli jednak sami się powstrzymywać od powielania ustaleń Onetu. – CD Projekt jest klikalny, czyli jak się obrazi i nie będzie nam dostarczał newsów, to można potem zostać w tyle. A w gamingu to firma hegemon. Pośród dziennikarzy pewnie więc nie ma wielkiej determinacji, żeby mocno mu grzebać w papierach, bo wkrótce CD Projekt ma skończyć co najmniej dwie wielkie gry, o których będziemy mogli dużo pisać.
Mój rozmówca zwraca też uwagę, że dział PR CD Projektu jest bardzo uważny, jeśli chodzi o analizę treści ukazujących się na temat firmy. Ponoć prawnicy CD Projektu potrafią nawet naciskać na zmianę śródtytułu w internetowym tekście.
DZWONIĄ, BY ZMIENIĆ ZDJĘCIE
Tekst Onetu cytowały prawie wyłącznie redakcje czterech serwisów zajmujących się grami. Opisały go: Gry-online.pl (pod tytułem: „Od sukcesu »Wiedźmina« do rytuału w Czechach”), Gram.pl („Śmierć Polki w Czechach i psychodeliczne rytuały. Co założyciele CD Projektu mają z tym wspólnego”), Ithardware.pl („Miliarder z CD Projekt i szaman z Czech. Rusza dochodzenie w sprawie śmierci Polki”) oraz Ppe.pl („CD Projekt odcina się od »szamańskiej ceremonii«”).
Z serwisów ekonomicznych tekst Onetu opracowała tylko Strefa Biznesu (należy do Polska Press). Artykuł pt. „Szokujące doniesienia. W tle twórcy »Wiedźmina«” napisał Marek Knitter. – Miałem dyżur redakcyjny i polecenie od przełożonego typu „może by i to zrobić”. Zajmuję się głównie rynkiem, a spółka jest w indeksie WIG20, więc sprawdziłem dokładnie, o co chodzi, jakie udziały mają wymienieni w tekście panowie i tak dalej – opowiada autor. W swoim tekście zwrócił uwagę, że 9 marca (w dniu publikacji Onetu) giełdowy kurs akcji CD Projektu zanotował niewielki spadek. Ostatecznie na koniec notowań 9 marca akcje spółki zdrożały o 1,50 zł do 246,8 zł.
Knitter pamięta, że po publikacji odezwało się do niego biuro prasowe CD Projektu. – Poprosili o zmianę zdjęcia, aby nie kojarzyło się bezpośrednio ze spółką – mówi dziennikarz.
Biuro prasowe CD Projektu, podobnie jak naczelny „Pulsu Biznesu”, uważa, że prywatne sprawy właścicieli i prezesa firmy nie mają nic wspólnego z działalnością spółki. „Sprawa, o którą Państwo pytają, pozostaje bez jakiegokolwiek związku z działalnością CD PROJEKT SA oraz innych spółek z grupy kapitałowej CD PROJEKT. CD PROJEKT nie jest stroną toczącego się postępowania ani uczestnikiem wskazanych zdarzeń” – odpowiedziało mi biuro prasowe.
Podobnie widzą temat specjaliści od public relations. Grzegorz Szczepański, CEO w agencji Burson, ekspert w dziedzinie komunikacji kryzysowej, tłumaczy, że to prywatne sprawy prezesów. Nie czytał tekstu Onetu, ale po zapoznaniu się z jego streszczeniem stwierdza, że nie jest on dla CD Projektu wielkim problemem. – Jeżeli zarzuty wobec założycieli CD Projektu nie mają związku z działalnością spółki, to ta szybko powinna się od nich odciąć, aby nie zaszkodziły jej rynkowemu wizerunkowi. Nie doszukiwałbym się tu też drugiego dna. Nawet jeżeli małe media bały się dotknąć tematu, to na pewno te największe nie miałyby żadnej litości, jeżeli uznałyby to za interesujące – dodaje.
– Na co dzień częściej obserwujemy zjawisko odwrotne. To znaczy sytuacje, w których bez poznania wszystkich szczegółów i pełnego obrazu sprawy bardzo szybko pojawiają się komentarze, opinie, a nawet jednoznaczne, skrajne oceny. Mechanizm sensacji i clickbaitu często wyprzedza spokojną analizę, a tempo reakcji bywa ważniejsze niż ich jakość – zauważa Marta Tyszer, założycielka Impact Relations. – W tym kontekście brak natychmiastowej eskalacji tematu przez inne media nie musi być wcale „podejrzaną ciszą”. Może być wręcz przejawem odpowiedzialności redakcyjnej. W przypadku materiałów dotyczących złożonych, wrażliwych i potencjalnie obciążających tematów część redakcji wybiera powściągliwość nie dlatego, że lekceważy sprawę, ale dlatego, że nie chce opierać własnych publikacji wyłącznie na cudzym materiale bez dodatkowej weryfikacji, kontekstu czy nowych ustaleń – ocenia ekspertka.
Adam Szynol, medioznawca z Uniwersytetu Wrocławskiego, powodów odpuszczenia tematu przez inne media dostrzega wiele. Jego zdaniem po pierwsze tekst Onetu jest efektem długotrwałego śledztwa i pójście tropem Onetu wymagałoby sporych nakładów i wysiłku. – Część omawianych w tekście wydarzeń dzieje się za granicą. To kolejny element ograniczający dostęp do materiałów i ewentualnych zeznań – mówi dr hab. Adam Szynol. Zwraca też uwagę, że cały reportaż był za paywallem, sprawa ma już kilka lat, a śmierć głównej bohaterki reportażu mogła być wynikiem innych czynników niż zażycie ayahuaski.
– Dodatkowym elementem zniechęcającym do pójścia śladem Onetu jest uwikłanie w sprawę osób z topu polskiego biznesu. To zawsze potencjalne ryzyko ewentualnych procesów. Wystarczy wspomnieć choćby utarczki „Wyborczej” z Rafałem Brzoską. Nie pierwszy raz media unikają tematów z udziałem wysoko postawionych osób ze świata biznesu. Można tu przypomnieć śmierć Piotra Staraka. Wydawało się, że temat ten będzie wałkowany przez różne media, a tymczasem dość szybko zniknął z agendy. Nie można wykluczyć, że to także sprawne działania rodziny i prawników, by wyciszyć sprawę lub utrudniać jej nagłaśnianie – podsumowuje medioznawca.
***
Ten tekst Grzegorza Kopacza pochodzi z najnowszego numeru magazynu „Press”. Teraz udostępniliśmy go do przeczytania w całości.
„Press” do nabycia w salonach prasowych, App Store, Google Play, e-Kiosku lub online na E-sklep.press.pl.
Czytaj też: Nowy "Press": rozmowa z Pawłem Płuską, Newsmax w Polsce i prawnik "Gazety Wyborczej"
Grzegorz Kopacz











