Cham to jest cham. Politycy obrażają dziennikarzy, bo im się to opłaca
Na antenie TVP Info Dobrosz-Oracz przyznała, że była zszokowana zachowaniem senatora Wojciecha Skurkiewicza (screen: X/@tvp_info)
Politycy prawicy będą obrażać dziennikarzy, dopóki będzie im się to opłacać.
W kuluarach sejmu, 9 stycznia br. Justyna Dobrosz-Oracz rozmawiała z senatorem Prawa i Sprawiedliwości Wojciechem Skurkiewiczem. Dziennikarka TVP Info pytała o prorosyjską narrację prezydenta USA Donalda Trumpa. „Nie rozumiem, dlaczego PiS nie może Donaldowi Tuskowi wybaczyć spotkania 15 lat temu, gdy nie było wojny, a teraz, kiedy jest reset Trumpa z Putinem, to mówicie OK” – dociekała. „Niech pani nie zachowuje się, jakby miała orzeszek w głowie, a nie mózg” – wypalił senator. Potem zaczął się dobierać do przypiętego do jej ubrania mikroportu. Kiedy Dobrosz-Oracz zaprotestowała przeciwko naruszaniu jej nietykalności, polityk skomentował, że „przegina”. „Nie, to pan przegiął” – odpowiedziała dziennikarka i zakończyła rozmowę. Na antenie TVP Info Dobrosz-Oracz przyznała, że była zszokowana zachowaniem senatora. „Jestem 25 lat w sejmie i nie doświadczyłam tego. Jeszcze nie było wyrywania mikrofonu czy mikroportu” – mówiła.
Kilka dni później w mediach społecznościowych pojawia się nagranie, na którym była posłanka PiS, dziś sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku Krystyna Pawłowicz rozpakowuje prezent dla swojego partyjnego kolegi Marka Suskiego (otwierał w sejmie wystawę swoich obrazów), po czym śmieci, które jej zostały po opakowaniu, wpycha pod pachę stojącej w pobliżu reporterce TVP Adrianie Nitkiewicz. „Tylko ze względu na posła Marka Suskiego, który oprowadzał nas po swojej wystawie, nie zwróciłam pani Krystynie Pawłowicz uwagi, że śmieci wyrzuca się do kosza, bo nie chciałam psuć atmosfery. Skoro była posłanka i sędzia TK do tej pory nie nauczyła się kultury, to ja już jej chyba nie nauczę, jak należy się zachowywać. Ale nie ma mojego przyzwolenia na chamstwo” – powiedziała potem dziennikarka w rozmowie z serwisem Plejada. Zachowanie Pawłowicz nazwała prostackim i nieakceptowalnym. Kiedy na platformie X polityczkę skrytykował Mateusz Dolatowski, ta mu odpisała: „Ale pana koleżanka z TVP nie była obrażona. Nie histeryzuj pan”.
W sierpniu 2025 roku zaraz po zaprzysiężeniu w parlamencie prezydenta Karola Nawrockiego dziennikarze na sejmowym korytarzu próbowali zdobyć komentarz Jarosława Kaczyńskiego. Radomir Wit z TVN 24 zapytał go: „Czy Karol Nawrocki chce naprawiać to, co państwo zrobili z wymiarem sprawiedliwości?”. Kiedy prezes PiS zaczął odpowiadać, posłanka Joanna Lichocka, idąc za swoim partyjnym szefem, ironicznie komentowała pytania reportera: „Ten pan sporo zarabia za to”. „Proszę nie mierzyć innych swoją miarą” – odciął się w końcu Wit. Kaczyński natychmiast przerwał wypowiedź i dołączył do ataku na dziennikarza. Jakoby stając w obronie kobiety, powiedział: „Ja z chamami nie rozmawiam, pan jest chamem”. Ukontentowana Lichocka brnęła do końca: „Jaką kasę pan bierze za to chamstwo?” – pytała Wita.
Z PANIĄ SIĘ NIE ROZMAWIA
– Trzeba od razu reagować i głośno o tym mówić – nie ma wątpliwości Radomir Wit, który pokazał widzom swojej stacji, w jaki sposób został potraktowany przez Kaczyńskiego i Lichocką. – Należy pokazywać, z kim w parlamencie mamy do czynienia, być może chamskie zachowanie zakończy czyjś polityczny byt. W przypadku obrażania dziennikarek i dziennikarzy przez polityków potrzebna jest zawodowa solidarność – dodaje.
Tymczasem środowisko dziennikarskie wzrusza tylko ramionami na wybryki posłów wobec dziennikarzy, bo te stały się codziennością.
Jedną z ostatnich reakcji był apel Towarzystwa Dziennikarskiego z grudnia 2024 roku. Żądało ono przeproszenia dziennikarzy przez Mateusza Morawieckiego i Jacka Ozdobę. Najpierw były premier zarzucił Justynie Dobrosz-Oracz i Patrykowi Michalskiemu (wówczas pracował dla Wirtualnej Polski) powiązanie z agentem rosyjskiego wywiadu Pawłem Rubcowem. Z kolei europoseł PiS Jacek Ozdoba w Radiu Zet w audycji prowadzonej przez Andrzeja Stankiewicza zarzucił Katarzynie Kolendzie-Zaleskiej z TVN, że jest dziennikarką na telefon od premiera Donalda Tuska. Towarzystwo Dziennikarskie ostrzegało, że „polityk traktujący po chamsku dziennikarzy nie może liczyć na to, że będą mu zadawali jakiekolwiek pytania”. Jednak konferencje Morawieckiego czy Ozdoby wciąż cieszą się zainteresowaniem dziennikarzy.
Kiedy internauci pytali dziennikarzy stających w obronie Kolendy-Zaleskiej, dlaczego w ogóle zapraszają do programów polityków, którzy ich obrażają, odpowiedziała im Dominika Wielowieyska, dziennikarka „Gazety Wyborczej” i Tok FM: „Często słyszymy takie uwagi. Media zapraszają przedstawicieli wszystkich ugrupowań parlamentarnych, bo taki jest wymóg rzetelności, pluralizmu i wolności słowa. I nie ma od tego odwrotu, nawet jeśli części słuchaczy się to nie podoba”.
Tylko że politycy prawicy nawet zaproszeni do programu potrafią obrazić gospodarza. W listopadzie 2024 roku Janusz Kowalski z PiS wyszedł ze studia Polsat News w trakcje audycji na żywo. „Już do pani nigdy nie przyjdę. Z panią się nie rozmawia” – powiedział na pożegnanie prowadzącej program Agnieszce Gozdyrze. Wcześniej zarzucił jej, że nie przygotowała się do rozmowy o badaniu wraku prezydenckiego Tu-154M po katastrofie smoleńskiej.
W grudniu 2024 roku Marcin Przydacz (wówczas poseł PiS, dziś minister prezydenta Nawrockiego) zarzucił na antenie Trójki prowadzącej audycję Renacie Grochal, że odgrywa „rolę funkcjonariusza politycznego” wstawionego do mediów przez ministra Bartłomieja Sienkiewicza. Dziennikarka od razu zażądała przeprosin, ale poseł tego nie zrobił, więc go wyprosiła ze studia. „Nie pozwolę się obrażać. Jestem dziennikarką od ponad 20 lat” – stwierdziła Grochal (w Trójce pracuje od kwietnia 2024 roku, wcześniej była w „Newsweek Polska” i „Gazecie Wyborczej”).
***
To tylko fragment tekstu Grzegorza Kopacza. Pochodzi on z najnowszego numeru „Press”. Przeczytaj go w całości w magazynie.
„Press” do nabycia w salonach prasowych, App Store, Google Play, e-Kiosku lub online na E-sklep.press.pl.
Czytaj też: Numer na 30-lecie "Press": rozmowa z Miszczakiem, sylwetka Wysockiej-Schnepf i plemiona
Grzegorz Kopacz











