Temat: prasa

Dział: PRASA

Dodano: Kwiecień 04, 2026

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Kto ma media, ten ma władzę. Krzysztof Rzepczyk z Nysy nie baczy na kontrowersje

Pewien dziennikarz uciekł z Hotelu Europejskiego. Dosłownie. Musiał zmylić recepcjonistkę, żeby nie doniosła o tym Rzepczykowi (fot. 123RF.com, materiały prasowe, screen: magazyn „Press”, nr 03-04/2026)

Krzysztof Rzepczyk z Nysy ponownie stara się o koncesję radiową, nie bacząc na kontrowersje, które wzbudza jego działalność.

Weczorem w hotelu w centrum Nysy sprawdzam na komputerze zawartość pendrive’a, który dostałem kilka godzin wcześniej. Uruchamiam plik wideo i oglądam. Widzę, jak do pomieszczenia wyglądającego jak kuchnia wchodzi mężczyzna w ciemnym garniturze. Chodzi nerwowo, ewidentnie kogoś szuka. Na kalendarzu wiszącym na ścianie zaznaczona jest data: 16 maja 2023 roku. Mężczyzna pokazuje palcem w głąb pomieszczenia. Stamtąd wychodzi ubrana na czarno młoda kobieta w okularach i idzie w stronę drzwi wyjściowych. Mężczyzna podchodzi do niej i szarpie ją za długie, ciemne włosy. Ustawia ją pod ścianą, gestykuluje, wyciąga prawą rękę i pokazuje na coś palcem. Kobieta odchodzi od niego na kilka kroków, staje pod drugą ścianą. On wykonuje zamach prawą ręką z otwartą dłonią. Kobieta instynktownie stara się uniknąć ciosu. On uderza ją otwartą dłonią po głowie. Ona próbuje opuścić pomieszczenie innym wyjściem, przyprowadza ją z powrotem. W kadrze pojawia się starszy mężczyzna, ubrany w kraciastą koszulę i robocze spodnie – wygląda jak monter. Nic nie widzi, nic nie słyszy. Oddaje mężczyźnie w garniturze jakiś przedmiot. Kobieta korzysta z okazji i wychodzi z kuchni.

Mężczyzną w garniturze w materiale wideo, wyglądającym na nagranie z monitoringu, jest Krzysztof Rzepczyk. To przedsiębiorca, dobrze znany w Nysie, właściciel Hotelu Europejskiego.

Rzepczyk prowadzi też lokalne media. Spółka World Developments, w której ma większość udziałów, stara się ponownie o koncesję dla Radia Nysa FM. World Developments wydaje też lokalną gazetę „Respublica” i serwis internetowy Respublica.com.pl. Marzy mu się też telewizja. Można rzec, że Krzysztof Rzepczyk jest lokalnym magnatem medialnym. Zachowuje się zresztą jak magnat, ale sprzed paru wieków.

NERWOWA KORESPONDENCJA

Kobietą, którą widać na materiale wideo, jest Izabela Banach. Wynajmowała od Rzepczyka Hotel Europejski i nim zarządzała. Rzepczyk przesyła mi oświadczenie Izabeli Banach, w którym ona twierdzi, że wideo jest wytworem sztucznej inteligencji. Co więcej, zapewnia: „materiał ten został przeze mnie zmanipulowany przy wykorzystaniu technologii AI przed przekazaniem go osobie, która dokonała jego publikacji”. Dalej jest jeszcze dziwniej: „Z tego miejsca chcę powiedzieć, że jest mi bardzo przykro i pragnę z całego serca przeprosić Pana Krzysztofa R. za to, że ten film został wykorzystany przez Bartosza Wołochacza w tak perfidny sposób, pomimo iż miał wiedzę, że został on przerobiony” – oświadcza. Do Bartosza Wołochacza jeszcze wrócimy. Na koniec autorka oświadczenia straszy mnie „przewidzianymi prawem działaniami” w obronie swojej „oraz innych osób, które zostały publicznie pomówione poprzez zamieszczony materiał video i komentarz do niego”.

Pytam Rzepczyka o nagranie, na którym widać, jak bije przestraszoną kobietę. – To jest zmanipulowany film. To jest sztuczna inteligencja – odpowiada uprzejmie. Dodaje, żeby go pytać, o co tylko chcę, bo on nie ma nic do ukrycia. Wygląda na statecznego mężczyznę w średnim wieku, o czym można się przekonać np. na nagraniu wideo „Poranna rozmowa”, opublikowanym pod koniec stycznia w serwisie Respublica.com.pl, gdzie występował jako gość – siwe włosy, kilkudniowy zarost, jasny golf, jasna marynarka.

Czytam mu fragmenty wielu wiadomości, które miał wysyłać do Izabeli Banach na WhatsAppie: „Ty jesteś idiotka”, „Ty jesteś kurwa chora”, „Ja to mówię szczerze”, „Siedzisz kurwa i nic nie robisz nie ma klientów”, „Hotel zamknięty”, „Ale jak się okazuje że trzeba popracować to jest kurwa zle”. „Wiesz że twój czas z każdym takim tekstem skraca się jak życie chorego na raka człowieka”, „Ty jesteś rakiem”, „Nowotworem” – wystukał Krzysztof Rzepczyk do Izabeli Banach od godziny 20.41 do 20.43, gdy ona zarządzała Hotelem Europejskim.

Pokazuję tę korespondencję kobiecie, która dobrze zna Rzepczyka. – To jego styl. Sama dostawałam od niego takie wiadomości – mówi.

Rzepczyk nie twierdzi, że korespondencja z Banach na WhatsAppie to też sprawka AI. – Nie jest wykluczone, że ja coś takiego napisałem. Ona wiele lat temu wynajmowała ode mnie hotel. Nie wiem, trzy czy cztery lata temu. Ja dostawałem od niej taką korespondencję, ja wysyłałem jej taką korespondencję. Moi prawnicy do niej pisali – tłumaczy.

Zacytujmy więc odpowiedź Izabeli Banach na korespondencję Rzepczyka: „Co bym zrobiła zawsze jest źle dla Ciebie nie mam żadnej wartości dlatego skoro jestem takim nowotworem usuńmy mnie jak najszybciej”.

– Nie wykluczam tego rodzaju SMS-a, ale też jednoznacznie nie potwierdzam – Krzysztof Rzepczyk mówi w coraz bardziej zawoalowany sposób. – Ta korespondencja między nami miała charakter, nazwijmy to, nerwowy. Ona ze mną współpracuje do dzisiaj, nawet teraz jest obok mnie – mówi, gdy rozmawiamy jeszcze przez telefon. Później będzie już kontaktował się ze mną przez swoich prawników. Następnie przekonuje, że to była zwykła korespondencja między przedsiębiorcami, bo Izabela Banach wynajmowała od niego Hotel Europejski, płaciła mu czynsz i prowadziła w nim swoją działalność gospodarczą.

– Jak nie dbała o ten hotel, to mogłem do niej napisać: „Słuchaj, kurwa, mam ciebie dość, jesteś jak rak, muszę ci ten hotel zabrać. Jestem w Warszawie, a ty wymagasz ode mnie, żebym się tym teraz zajmował? Po prostu mam cię dość, bo obiecywałaś, że będziesz go świetnie prowadziła, a prowadzisz źle”. Ludzie różne rzeczy sobie mówią, ale potem siadają, piją kawę i mówią: „No dobra, próbujemy dalej to robić” – tłumaczy mi Rzepczyk.

Zacytujmy jeszcze inny fragment zwykłej korespondencji między przedsiębiorcami z czerwca 2023 roku:

Krzysztof: „Ty jebana kurwo”.

Izabela: „Dobrze niech będzie ze tylko ja wszystko zjebałam”.

Krzysztof: „Ja pierdole”.

Krzysztof: „Idiotko …idiotko …idiotko …”.

Krzysztof: „Jesteś skończona”.

Kilka minut później Rzepczyk pisze do Banach: „Kurwo”.

Krzysztof: „Fakturę się wystawia najpierw”.

Krzysztof: „Dlaczego faktura jest bez vatu ?”.

Izabela: „Bo nie jestem formalnie vatowcem”.

Krzysztof: „Ok”.

Potem jeszcze Izabelę Banach nazywa „Ty syfe jebany” i „szmatą”.

NIEBIESKA KARTA

Niedługo po rozmowie z Krzysztofem Rzepczykiem dzwoni do mnie reprezentujący go adwokat Wojciech Stebnicki, który proponuje, że gdybym miał jakieś wątpliwości przy przygotowywaniu materiału o Krzysztofie Rzepczyku, on chętnie służy pomocą.

Gdy w styczniu na Press.pl napisałem, że Rzepczyk stara się o koncesję radiową, a jest oskarżany m.in. o przemocowe zachowania, na profilu „Respubliki” na Facebooku zamieścił wywiad ze sobą. Osobliwy. Został udostępniony w formie tekstowej i audio. Tym samym głosem, przypominającym sztuczną inteligencję, odczytywane są pytania i odpowiedzi. Osoba zadająca pytania przedstawiona została jako „Redaktor”.

„Artykuł wspomina też o tym, że rzekomo naruszył pan czyjąś nietykalność cielesną” – zagaduje Redaktor.

„Z przykrością muszę stwierdzić, że autor artykułu w Press.pl wykazał się bardzo niskim poziomem kunsztu dziennikarskiego. Brak na to dowodów. Nie ma wyroków. Nie ma żadnych dokumentów z postępowania przygotowawczego… Tak można napisać o każdym, kogo chce się zaatakować w przestrzeni publicznej. Zostałem wykreowany w tym artykule na kogoś, kim nie jestem – na złoczyńcę, który siłą i przemocą kontroluje ludzi i rzeczywistość dookoła siebie” – odpowiada Rzepczyk „Redaktorowi”.

Krótko po tym wywiadzie pytam Krzysztofa Rzepczyka, z jakiego powodu miał założoną tzw. niebieską kartę, która chroni ofiary przed przemocą. „Nigdy nie miałem założonej niebieskiej karty” – zapewnia w mailu.

Matka jego syna Williama mówi mi, że syn nie chce opowiadać o ojcu. Od kilku innych osób dowiaduję się jednak, że Krzysztof Rzepczyk miał na kilka miesięcy założoną niebieską kartę, mającą chronić ofiary przemocy przed sprawcami. W wypisie jego syna ze Szpitalnego Oddziału Ratunkowego Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA w Warszawie z 24 lutego 2025 roku czytam: „Stan po pobiciu z utratą przytomności. Policja była na miejscu. Uraz głowy i szyi (był duszony)”. I dalej: „Wg pacjenta był rażony paralizatorem”.

Rzepczyk przestaje być miły. „W dniu jutrzejszym zlecę prawnikom złożenie przeciwko redakcji pozwu o ochronę dóbr osobistych i zawiadomienie z art 212 kk . Raz czyli 14 lat temu panu odpuściłem tym razem będziemy spotykać się w sądzie z panem i pana redakcją” – dodaje Rzepczyk. Od tej pory korespondencję mailową ze mną przekierowuje do swojego adwokata Wojciecha Stebnickiego z kancelarii SKR Stebnicki Kapalska Ratajski.

ZDJĘCIA Z POLITYKAMI

Krzysztof Rzepczyk 14 lat temu dostał koncesję na nadawanie Radia Nysa FM. Wiele osób w Nysie łapało się wtedy za głowę, nie mogąc uwierzyć, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji przyznała koncesję właśnie jemu.

Tekst w magazynie „Press” z września 2012 roku miał tytuł „KRRiT i Krzysztof Rz”, bo Rzepczyk zabronił wtedy podawania swojego nazwiska. „Bo on – właściciel przyznanej w maju przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji koncesji na lokalne radio w Nysie – nie ma z kontaktów z mediami żadnej przyjemności” – relacjonowaliśmy podawany przez Rzepczyka powód jego anonimowości.

Wniosek koncesyjny do KRRiT Rzepczykowi napisała Ewa Bryćko-Andruszczyszyn, prezeska Radia Mazury. W kwietniowym numerze „Press” z 2013 roku Bryćko-Andruszczyszyn powiedziała, że Krzysztof Rzepczyk nie wypłacił jej połowy uzgodnionej kwoty. Rzepczyk pozwał ją za to do sądu, bo uznał, że tą wypowiedzią w „Press” prezeska Radia Mazury zniesławiła go publicznie i naraziła na utratę zaufania, potrzebnego do nadawania programów radiowych.

– W sądzie wygrałam, a Rzepczyk został zmuszony do wypłacenia mi wszystkich pieniędzy. On miał już komornika na karku. Jednak jakiś czas temu znów zaproponował mi współpracę. Odmówiłam, bo nie chcę mieć z nim do czynienia – podkreśla Ewa Bryćko-Andruszczyszyn.

Po co znów się stara o koncesję i po co mu w ogóle media? – Chcę mieć w portfelu stację radiową – odpowiada lakonicznie Krzysztof Rzepczyk.

W Nysie ludzie znający go tłumaczą mi, skąd u Rzepczyka takie parcie na działalność mediową. – Często powtarzał: „kto ma media, ten ma władzę” – mówi osoba, która współpracowała z Rzeczpczykiem. – Jemu się wydaje, że mając media, może wpływać na lokalnych polityków i urzędników. Lubił się fotografować z politykami, nie tylko lokalnymi, którzy byli zapraszani na rozmowy do radia. Gościł też polityków w swoim Hotelu Europejskim – dodaje mój rozmówca.

Krzysztof Rzepczyk kolekcjonuje te zdjęcia z politykami. Do wniosku koncesyjnego na nadawanie w Nysie złożonego w imieniu jego spółki World Developments w 2022 roku załączone są zdjęcia Rzepczyka z ówczesnym prezydentem Andrzejem Dudą i byłym koalicjantem PiS – Jarosławem Gowinem. Wniosek rozpatruje KRRiT, której skład zdominowany jest przez osoby nominowane przez PiS i prezydenta Dudę.

Zabieganie przez Rzepczyka o kontakty i znajomości z politykami czasem daje efekty. W październiku 2022 roku do Hotelu Europejskiego przyjechał prezes PiS Jarosław Kaczyński, który wtedy był premierem. Zaplanowany był tam też wywiad premiera Kaczyńskiego dla TVP Opole. „Nowiny Nyskie” opisywały, że tuż przed przyjazdem Kaczyńskiego w hotelu wyłączono prąd z powodu niezapłaconych rachunków. – Interweniowali ludzie Kaczyńskiego i dzięki temu udało się przywrócić prąd – opowiada Michał Lewandowski, były dziennikarz „Nowej Trybuny Opolskiej”, który współpracował z Krzysztofem Rzepczykiem.

WYKSZTAŁCENIE I BICIE

Jest jeszcze jedno nagranie. Widać na nim Krzysztofa Rzepczyka, który okłada po głowie mężczyznę. – To kucharz – mówi mi osoba, która zna Hotel Europejski od środka.

– To też AI? – pytam Rzepczyka.

– W stu procentach – idzie w zaparte.

Krzysztof Rzepczyk sugeruje, że jest statecznym, majętnym człowiekiem. – Mam 60 lat i w swoim życiu prowadziłem szereg działalności gospodarczych. Zatrudniałem 1500 osób, miałem 200 sklepów, różne rzeczy robiłem.

W oficjalnych dokumentach, w tym sądowych, podaje, że ma wykształcenie wyższe prawnicze. – To nieprawda. Nie ma wyższego wykształcenia – mówi mi kolejna osoba, z którą rozmawiam w Nysie.

– Jakie ma pan wykształcenie? – pytam Krzysztofa Rzepczyka.

– Uchylam się od odpowiedzi na to pytanie – odpowiada. I dodaje: – A jak dokładnie brzmi pytanie?

– Czy ma pan wykształcenie wyższe prawnicze i gdzie ewentualnie pan je uzyskał? – precyzuję.

– No to od tego się uchylę. Uważam, że to jest absolutnie sfera prywatna mojego życia – mówi.

Press

(screen: magazyn „Press”, nr 03-04/2026)

Karierę przedsiębiorcy zaczynał w latach 90. od sieci sklepów z używaną odzieżą Polo. Firma miała siedzibę przy ulicy Podolskiej 22 na obrzeżach Nysy, gdzie później działało Radio Nysa FM, a obecnie mieści się redakcja „Respubliki”.

Już wtedy w Nysie było głośno o Rzepczyku. Lokalna prasa w 2007 roku opisywała, jak w 1996 roku Rzepczyk wraz z dwoma współpracownikami oskarżyli pracownice sortujące odzież o kradzież ubrań. „Nowiny Nyskie” ujawniły, że biciem zmusili je do pisemnego przyznania się do kradzieży.

W Nysie i okolicach miał opinię, że nie płacił kontrahentom za wykonane usługi lub płacił tylko część uzgodnionych kwot. W sądach w Opolu i we Wrocławiu od 2009 roku toczyły się procesy przeciwko Rzepczykowi o wyłudzenia i oszustwa. W prokuratorskim akcie oskarżenia wymienionych było ok. 80 takich przypadków na łączną sumę 2,5 mln zł.

Rzepczyk twierdzi, że jest niewinny. Przysyła mi wyrok Sądu Okręgowego w Opolu z 6 marca 2013 roku, w którym sąd uniewinnił go z zarzutów, że od stycznia 1999 roku do 10 października 2002 roku w celu osiągnięcia korzyści majątkowej nabywał towary i zlecał usługi, wprowadzając kontrahentów w błąd co do zamiaru wywiązania się z zaciągniętych zobowiązań. Chodziło m.in. o to, że za usługi reklamowe dla firmy Polo w 1999 roku miał nie zapłacić Ireneuszowi Sułkowi z Nysy 1600 zł z uzgodnionych 2100 zł.

Miał też sporo innych procesów. Na przykład z Ireneuszem Dzikim, prowadzącym w Nysie firmę transportową, który oskarżył go, że nie zapłacił mu za wynajmowanie samochodów. Dziki miał problemy z odzyskaniem pieniędzy, bo komornik stwierdził, że firma Rzepczyka nie ma żadnego majątku, a on przestał zasiadać w jej zarządzie. Była też sprawa ze Spółdzielnią Mieszkaniową Piekary z Legnicy, której Rzepczyk zalegał 46 tys. zł za wynajem lokalu.

WYRYWKOWE ZDARZENIA CODZIENNE

– Zasada pracy była taka, cytuję pryncypała: „wszyscy robią wszystko”. Nie mieliśmy określonego zakresu obowiązków. Druga zasada głosiła, że przychodzimy na ósmą i to on decyduje, o której możemy wyjść. Nadgodziny spędzane w pracy nie były liczone. Nie było też sformalizowanego zatrudnienia. Wynagrodzenie większość dostawała w kopertach – wspomina osoba, która pracowała przy przygotowywaniu Radia Nysa do nadawania.

Pytam Rzepczyka o wypłaty wynagrodzeń w gotówce, bo to jednak już rzadkość. „Odpowiadam za okres mojej pracy jako prezesa, czyli do 2013 roku. Nie pamiętam rozliczeń z tamtego okresu, choć trzeba jasno powiedzieć, że rozliczenia gotówkowe były jedną z form rozliczania” – przysyła mi odpowiedź tym razem warszawska kancelaria Ślusarek Kubiak Pieczyk.

Nasz rozmówca, który nie dotrwał w Radiu Nysa do startu rozgłośni, opowiada, że wracając do siedziby radia po załatwieniu służbowej sprawy, wstąpił na stację benzynową. – To było 15 października 2012 roku. Kupiłem tam dla koleżanki dwa pączki, bo była godzina 19, a ona siedziała w pracy od 8 rano. Od Krzysztofa usłyszałem, że to nie jest restauracja i to on decyduje, kiedy i co ona będzie jadła. Zaczął się stawać agresywny, myślałem, że dojdzie do rękoczynów – mówi radiowiec, który zrezygnował z pracy w Radiu Nysa.

Pytam Rzepczyka, czy pamięta tę sytuację. – Pyta Pan o wyrywkowe zdarzenie z życia codziennego sprzed 20 lat. Odpowiedź jest niemożliwa, chyba że uzyskam więcej danych – odpowiada.

UCIECZKA DZIENNIKARZA

Radio Nysa FM rusza 6 grudnia 2012 roku. „Profil radia określony jest jako muzyczno-informacyjny z przewagą informacji lokalnych, natomiast profil muzyczny na muzykę z lat 70., 80., 90. i nowości” – informuje strona internetowa rozgłośni. Radia Nysa można było słuchać daleko, m.in. w Głuchołazach, Prudniku, Korfantowie, Niemodlinie, Ząbkowicach Śląskich, Kłodzku, Lądku-Zdroju, Opolu i Brzegu.

Pierwszym redaktorem naczelnym Radia Nysa jest Grzegorz Frątczak. Dziennikarz z Łodzi, który wcześniej pracował m.in. w Radiu Łódź i RMF Classic, obecnie redaktor naczelny Polskiego Radia 24.

– Byłem akurat bez pracy, a znajomi powiedzieli mi, że otwiera się Radio Nysa i szukają naczelnego. Pojechałem na spotkanie z panem Rzepczykiem. Potrafi być miły, a nawet ujmujący. Zobaczyłem też studio, które było świetnie i profesjonalnie wyposażone. Wszystko wyglądało bardzo profesjonalnie. Widać było, że zainwestowano tam spore środki. Dogadaliśmy się. Podpisałem umowę będącą czymś na kształt kontraktu menedżerskiego – opowiada Frątczak.

Właściciel radia chciał, żeby nowy naczelny od razu brał się do roboty, bo do startu rozgłośni zostało tylko siedem dni. – W tym czasie trzeba było opracować ramówkę, zamówić dżingle, ułożyć program. Powiedział: „Zaczynasz natychmiast”. Odpowiedziałem, że muszę wrócić do Łodzi, bo nie mam z sobą żadnych rzeczy, tylko to, w co byłem ubrany. Poza tym muszę jeszcze sobie jakieś mieszkanie znaleźć w Nysie do wynajęcia. Na co usłyszałem, że Krzysztof Rzepczyk ma hotel i że mogę tam spać. Byłem przygotowany, że pewnie coś zapłacę, ale wtedy, 30 listopada, nie ustaliliśmy kwoty za nocleg. Ani tego, jak długo zostanę w hotelu. Po miesiącu pracy, w momencie wypłaty, zostałem postawiony pod ścianą, bo po prostu potrącono mi koszty hotelu. Szkoda jednak, że wcześniej nie dogadaliśmy kwoty – relacjonuje Frątczak.

Mieszkanie w Hotelu Europejskim Krzysztofa Rzepczyka wiązało się też z pewnymi utrudnieniami. Kilka osób opowiada mi, że w Hotelu Europejskim wielu gości mogło się czuć, jakby byli inwigilowani. – Recepcjonistki informowały Rzepczyka, o której przychodzą i wychodzą goście, którymi się interesował – słyszę.

– Lubił też obserwować za pomocą monitoringu, kto jest w pomieszczeniach ogólnodostępnych. Miał swoich ludzi, którzy go informowali, o czym ludzie tam rozmawiają, co i ile wypili – mówi mi inna rozmówczyni.

Pewien dziennikarz uciekł z Hotelu Europejskiego. Dosłownie. Musiał zmylić recepcjonistkę, żeby się nie zorientowała, że się wyprowadza, i nie doniosła o tym Rzepczykowi. – Gdy wyjeżdżałem do domu, nie zabierałem z sobą dużej walizki. Tym razem spakowałem w nią wszystko, co miałem, ale powiedziałem recepcjonistce, że wyjeżdżam na weekend, zabieram walizkę, bo chcę zostawić część rzeczy w domu. Wyjechałem, a on dzwonił do mnie, straszył mnie karami – opowiada dziennikarz.

Byli pracownicy Radia Nysa zgodnie opowiadają, że w rozgłośni atmosfera była fatalna. – Krzysztof Rzepczyk ma, moim zdaniem, dość oryginalne metody zarządzania zespołem. Zalegał z terminem płatności za pierwszy miesiąc pracownikom radia. Jeden z realizatorów z tego powodu odszedł. Byłem też świadkiem, jak w dość mało parlamentarnych słowach zbeształ pracownika radia. Zwróciłem mu uwagę, że takie zachowanie nie powinno mieć miejsca. Dyplomatycznie rzecz ujmując, nie zgodził się z moim poglądem – wspomina Grzegorz Frątczak.

Naczelny umówił się z właścicielem radia, że na święta Bożego Narodzenia pojedzie do domu do Łodzi i wróci w drugi dzień świąt. – Mam wrażenie, że Krzysztof Rzepczyk lubił pokazywać, kto tu rządzi. Pamiętam, jak zostałem wezwany, by 27 grudnia wcześnie rano być w radiu na spotkaniu z nim. Niestety jego nie było. Czekałem kilka godzin. Przyjechał dopiero po południu. Potem dowiedziałem się, że to taka jego metoda. Umawiał ludzi na konkretną godzinę i spóźniał się kilka godzin, żeby umówiona osoba przez ten czas trochę – jak to mówił – „skruszała” – opowiada Grzegorz Frątczak.

W kontrakcie miał wpisane, że nie przysługują mu normalne zwolnienia lekarskie. – W styczniu wróciłem na jeden z weekendów do Łodzi. To był wyjątkowo mroźny początek 2013 roku i niestety rozchorowałem się. W umowie miałem zapis, że mogłem chorować trzy dni, jednak usłyszałem, że mam wracać następnego dnia do Nysy i chorować na miejscu. Wróciłem po trzech dniach. Zgodnie z zapisami umowy. Już wtedy ostrzegano mnie, bym zawsze stosował się do tego, co podpisałem – mówi Grzegorz Frątczak.

Frątczak doszedł do wniosku, że ma dość Radia Nysa. – Wróciła też niedoleczona choroba. W piątek późnym wieczorem postanowiłem pojechać do swojego lekarza do Łodzi. Stwierdził ciężkie zapalenie ucha. Jako że miałem podpisany kontrakt, a nie umowę o pracę, nie mogłem otrzymać typowego zwolnienia lekarskiego. Poprosiłem o wystawienie mi zaświadczenia o stanie zdrowia. Cała sytuacja chyba zdenerwowała pana Rzepczyka i usłyszałem, żebym wracał i nie straszył go jakimiś zwolnieniami. Pamiętając wcześniejsze kłótnie, chyba właśnie wtedy podjąłem decyzję o tym, że czas się żegnać z Radiem Nysa. Kolejne dni, będąc chorym, odbierałem telefony, że mam wracać, bo jak nie, to wyciągną konsekwencje, naliczą mi kary. Do Radia Nysa wróciłem pod koniec stycznia, by oddać służbowy sprzęt i oficjalnie podpisać dokumenty o rozwiązaniu kontraktu. Dla mnie to była krótka przygoda. Inni zostali. Słyszałem, że miesiącami wykłócali się o należne pieniądze. Większość z nich wcześniej czy później odeszła z radia. Kilka osób do dziś z sukcesami pracuje w mediach. Nikt z byłych pracowników, z którymi utrzymuję kontakt, nie wspomina zbyt dobrze tego czasu – kończy swoją opowieść Frątczak.

– Rzepczyk źle reagował na to, gdy ktoś sam odchodził z pracy. Wściekał się, bo tracił nad takimi ludźmi kontrolę. To on chciał decydować o tym, kto i kiedy dla niego pracuje – relacjonuje kobieta, która dobrze zna sposób zarządzania Rzepczyka.

Krzysztof Rzepczyk zapytany o swój styl zarządzania oraz to, czy uważa, że są w nim jakieś nieuprawnione elementy, twierdzi, że nie może odpowiedzieć, bo nie wie, o jakie „rzekome opinie chodzi”.

Właściciel Radia Nysa w specyficzny sposób traktował nie tylko pracowników radia. Były pracownik Radia Nysa wspomina, jak Rzepczyk obszedł się z mężczyzną, z którym umówił się na skoszenie trawy. – To spora powierzchnia, z którą było dużo roboty. Rzepczyk najpierw nie chciał dać pieniędzy na paliwo do kosiarki ani choćby przywieźć tego paliwa. Potem zażyczył sobie skoszenia trawy na wysokość trzech centymetrów. Pracownik odpowiedział, że najkrócej, jak może skosić, to pięć centymetrów, bo taki ma sprzęt. Jakoś się dogadali. Po skoszeniu trawy Rzepczyk mierzył trawę miarką. Gdy się okazało, że trawa została skoszona na wysokość pięciu centymetrów, odmówił zapłaty – opowiada jeden z byłych pracowników Radia Nysa.

– Nie przypominam sobie takiej sytuacji – twierdzi Krzysztof Rzepczyk. A mecenas Maciej Ślusarek w piśmie wysłanym e-mailem i listem poleconym poucza, jakie pytania do Rzepczyka są niedopuszczalne, i ostrzega: „Mój mocodawca wyraźnie podkreśla, iż bardzo poważnie podchodzi do każdego zdarzenia uderzającego w jego dobre imię i wiarygodność zawodową, a opublikowanie naruszających dobra osobiste mojego Mocodawcy informacji, jednocześnie bazując na całkowicie nierzetelnych materiałach i niewiarygodnych źródłach spotka się z natychmiastową reakcją prawną”.

***

To tylko fragment tekstu Mariusza Kowalczyka. Pochodzi on z najnowszego numeru „Press”. Przeczytaj go w całości w magazynie.

„Press” do nabycia w salonach prasowych, App StoreGoogle Playe-Kiosku lub online na E-sklep.press.pl.

Czytaj też: Numer na 30-lecie "Press": rozmowa z Miszczakiem, sylwetka Wysockiej-Schnepf i plemiona

Press

Mariusz Kowalczyk

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.