Dział: PRASA

Dodano: Listopad 22, 2017

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Śledztwo ws. inwigilacji dziennikarzy przedłuża się - w dodatku ubyło nazwisk

Cezary Gmyz w "Tygodniku do Rzeczy" opublikował w marcu ub.r. nazwiska 27 inwigilowanych dziennikarzy

Śledztwo w sprawie inwigilacji dziennikarzy, do jakiej miało dojść za rządów koalicji PO-PSL, przedłużono o kolejne pół roku - do 7 czerwca 2018 roku. W dodatku listę inwigilowanych zawężono do kilkunastu nazwisk.

Śledztwo prowadzi Prokuratura Regionalna w Krakowie. Postępowanie karne nadal jest w fazie "in rem", czyli wobec nikogo nie wydano postanowienia o przedstawieniu zarzutów. - Jest to śledztwo, którego jednym z wątków jest inwigilacja środowiska dziennikarskiego - powiedział "Presserwisowi" rzecznik Prokuratury Regionalnej w Krakowie Włodzimierz Krzywicki. - Natomiast generalnie przedmiotem tego postępowania prokuratorskiego jest korzystanie przez niektóre z naszych formacji specjalnych czy służby specjalne z nie do końca legalnych metod postępowania – dodał. Ponadto rzecznik poinformował, że śledztwo dotyczy teraz inwigilacji kilkunastu dziennikarzy - a nie kilkudziesięciu, jak podawano wcześniej.

O tym, że dziennikarze mieli być inwigilowani za rządów koalicji PO-PSL, poinformował jako pierwszy Cezary Gmyz w "Tygodniku do Rzeczy" w marcu ub.r. Podał nazwiska 27 dziennikarzy. 11 maja ub.r., podczas przedstawiania wyników audytu służb specjalnych, minister koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński mówił w Sejmie o inwigilacji aż 52 dziennikarzy. Tego samego dnia Kancelaria Premiera udostępniła listę, na której znalazły się nazwiska 37 dziennikarzy, wobec których czynności operacyjno-rozpoznawcze prowadziła Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego i sześciu, w stosunku do których robiło to Centralne Biuro Antykorupcyjne. Utajniono nazwiska 11 dziennikarzy. Na liście opublikowanej przez Gmyza byli m.in. Piotr Gursztyn, Sylwester Latkowski, Jerzy Jachowicz, Piotr Skwieciński, Michał Szułdrzyński, Bartosz Węglarczyk, Łukasz Warzecha, Anita Gargas.

Press

Tak Cezary Gmyz promował na Twitterze swój news o inwigilowaniu dziennikarzy

Wojciech Wybranowski z "Do Rzeczy" na przełomie marca i kwietnia br. wystąpił do prokuratury z pytaniami o stan śledztwa. Usłyszał, że jest prowadzone i termin jego zakończenia wyznaczono na czerwiec br., ale prawdopodobnie będzie wniosek o przedłużenie. - Chciałem też wglądu w akta. Mam status pokrzywdzonego, więc powinienem mieć prawo wglądu, ale otrzymałem odpowiedź odmowną. Rzecznik tłumaczył, że będzie to możliwe dopiero po zamknięciu śledztwa i potwierdzeniu statusu wyłącznie w wątku dotyczącym mnie - mówił w sierpniu br. Wybranowski  "Presserwisowi".

W sierpniu informowaliśmy też, że zgodnie z decyzją prokuratora krajowego Bogdana Święczkowskiego śledztwo ma się zakończyć 7 grudnia br. Tymczasem prowadząca śledztwo prokurator Dorota Kuk-Turek wystąpiła w październiku z wnioskiem o przedłużenie śledztwa o kolejne pół roku - do 7 czerwca 2018 roku, gdyż materiał, który zebrano do tej pory, nie jest jeszcze kompletny i wystarczający.

- Fakt, że śledztwo ciągnie się tak długo, jest kolejnym przykładem na to, że państwo polskie jest niewydolne. I dotyczy to nie tylko państwa polskiego obecnego, ale w ogóle - komentuje Piotr Skwieciński, wicenaczelny tygodnika "Sieci Prawdy".

Michał Szułdrzyński, wicenaczelny "Rzeczpospolitej", twierdzi, że dziennikarze z listy inwigilowanych wiedzą mniej więcej, jak to wyglądało. - Były sprawdzane billingi niektórych osób, sprawdzano ich logowania do BTS-ów. Nie wiem zaś, czy to działanie miało charakter przestępstwa i to jest największy problem – komentuje Szułdrzyński. - Naszych informatorów chroni tajemnica dziennikarska. Korzystanie tak obficie z krzyżowego billingowania kilkunastu osób w redakcji tak naprawdę podważa sens tajemnicy dziennikarskiej i sprawia, że nasi informatorzy już do nas więcej nie zadzwonią, bo będą się zwyczajnie bać widnieć na billingu moim czy moich kolegów – podkreśla Michał Szułdrzyński. I dodaje: - Oczekuję jasnego stanowiska obecnego rządu, jak to wygląda dzisiaj: czy są przestrzegane normy, reguły, żebyśmy wszyscy wyciągnęli wnioski na przyszłość.

(PM, 22.11.2017)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Dział: PRASA

Dodano: Listopad 22, 2017

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Karol Gruszka wraca z Silesion.pl do "Dziennika Zachodniego"

Karol Gruszka w grudniu rozpocznie pracę w dziale reklamy "Dziennika Zachodniego" (fot. Twitter)

Karol Gruszka odchodzi z Silesion.pl, serwisu Kamila Durczoka, i wraca do "Dziennika Zachodniego" (Polska Press Grupa). Od grudnia br. będzie tam video managerem, ma przygotowywać interaktywne reportaże.

- Do końca listopada jestem na urlopie, a od pierwszego grudnia rozpoczynam pracę w "Dzienniku Zachodnim". Wydawca sam zaproponował mi powrót na dobrych warunkach, więc przyjąłem ofertę – mówi Karol Gruszka. Tym razem trafi do komórki projektów specjalnych w dziale reklamy. Jego głównym zadaniem będzie przygotowywanie interaktywnych reportaży, które mają się monetyzować.

Karol Gruszka pracował już w "Dzienniku Zachodnim" od sierpnia 2013 do sierpnia 2016 na stanowisku redaktora i interactive storyteller designera. Od września 2016 do końca listopada br. jest szefem produkcji w Silesion.pl.

(JOK, 22.11.2017)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo