Dział: PRASA

Dodano: Listopad 13, 2017

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Podkomisja smoleńska uporczywie nie odpowiada na pytania dziennikarzy

(fot. pixabay.com)

Od ponad 250 dni podkomisja smoleńska nie odpowiada serwisowi Money.pl. Dziennikarze chcą się dowiedzieć, za co i komu płaciła przez ostatnie dwa lata. Choć pytania dotyczą publicznych pieniędzy, podkomisja zamiast odpowiedzieć, woli się procesować z redakcją.

Dziennikarze Money.pl (serwis należy do Wirtualnej Polski) chcą się dowiedzieć m.in.: ile kosztowało wysadzenie modelu tupolewa, ile podobnych eksperymentów się odbyło, ile kosztują ekspertyzy i kto je przygotowuje. Podkomisja na pytania konsekwentnie nie odpowiada, a nawet nie ustosunkowała się do wniosku o udostępnienie informacji publicznej, choć zobowiązały ją do tego sądy pierwszej i drugiej instancji. Jak informuje Money.pl, zespół powołany przez ministra obrony Antoniego Macierewicza od ostatniego wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie złożył skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Podkomisja smoleńska, broniąc się w WSA przed zarzutami, zarzucała redakcji Money.pl, że nigdy nie ujawniła, po co jej te informacje. W piśmie sądowym przedstawiciele podkomisji smoleńskiej podnosili, że najpewniej materiał zostałby wykorzystany do „atakowania komisji”, co ich zdaniem wynika z "retoryki portalu informacyjnego WP".

Dominika Bychawska-Siniarska, prawniczka i szefowa Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka komentuje: - Ta sprawa jest egzemplifikacją i tylko pokazuje, jaki jest stosunek do dostępu do informacji publicznej m.in. parlamentarzystów, a ostatnio także ministerstw. Od dawna nie było łatwo, bo długo się czekało na odpowiedzi, a w tej chwili ich się po prostu nie udostępnia. To pokazuje trend i wpisuje się też w zmiany legislacyjne. W projekcie ustawy o dostępie do informacji publicznej znalazł się nowy wytrych dla władzy w postaci tego, że urzędy i instytucje nie muszą odpowiadać na wnioski, które są rzekomo uporczywe i utrudniają pracę czy działalność organów administracji publicznej - mówi Bychawska-Siniarska.

Rzecznik Ministerstwa Obrony Narodowej odesłał nas do biura prasowego podkomisji ds. katastrofy smoleńskiej, ale do chwili publikacji żadnej odpowiedzi stamtąd nie uzyskaliśmy.

O komentarz poprosiliśmy również Jolantę Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. W mailu do naszej redakcji napisała: "Nie potrafię jednoznacznie rozstrzygnąć sporu między redakcją Money.pl, a Ministerstwem Obrony Narodowej (...). CMWP SDP stoi na stanowisku, iż każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii, a prawo to obejmuje nie tylko wolność posiadania poglądów ale także m.in. otrzymywania i przekazywania informacji, w tym informacji o zasadach wydatkowania funduszy publicznych. Redakcja ma więc oczywiste prawo interesować się wielkością funduszy, jakimi dysponuje Podkomisja Smoleńska oraz sposobami ich wydatkowania.
Pragnę jednak zauważyć, że ze względu na absolutną wyjątkowość zakresu rzeczowego, jaki jest przedmiotem zainteresowania Podkomisji Smoleńskiej czyli wyjaśnienie przyczyn katastrofy i śmierci 96 obywateli RP, w tym Prezydenta RP i wielu najwyższych rangą dowódców Wojska Polskiego, wskazana jest daleko idąca powściągliwość i odpowiedzialność przy relacjonowaniu prac Podkomisji oraz jej sposobu działania. (...) Jest rzeczą zrozumiałą, iż w tak wyjątkowej sytuacji, jaką jest wyjaśnianie przyczyn i okoliczności katastrofy smoleńskiej, Podkomisja na tym etapie swojej pracy ma prawo nie ujawniać wszystkich informacji na ten temat. Jest to zgodne z pkt. 2 w/w art. 10 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Ufam, iż w niedalekiej przyszłości będzie to możliwe i Redakcja uzyska wszystkie interesujące ją informacje na ten temat."

(PM, 13.11.2017)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Dział: PRASA

Dodano: Listopad 13, 2017

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

USA uznaje rosyjską RT za "zagranicznego agenta", który podlega odrębnej rejestracji

(fot. pixabay.com)

Resort sprawiedliwości USA zażądał od prokremlowskiej stacji telewizyjnej RT zarejestrowania się jako tzw. zagraniczny agent.

Rejestracja ma nastąpić do 13 listopada br. Sankcje, które mogą zostać nałożone na RT w razie niedopełnienia tego obowiązku, obejmują m.in. zamrożenie rachunków bankowych, zakaz nadawania i areszt dla szefów stacji. Ci ostatni zapowiedzieli podjęcie kroków prawnych w tej sprawie. Błyskawicznie zareagował również rosyjski rząd, który za pośrednictwem rzeczniczki miejscowego MSZ poinformował, że Moskwa jest gotowa do adekwatnej reakcji w stosunku do amerykańskich mediów działających na terenie Rosji. Roskomnadzor, regulator rynku medialnego w Rosji, wydał komunikat, w którym zasugerował, że dysponuje mechanizmami, które w razie potrzeby pozwolą na przeprowadzenie stanowczych działań w odpowiedzi na decyzję amerykańskiej administracji.

Określenie "zagraniczny agent" pochodzi z uchwalonej w 1938 roku ustawy "O rejestracji przedstawicieli obcych rządów" (Foreign Agents Registration Act). W myśl jej zapisów osoby bądź organizacje reprezentujące lub zabiegające o interesy obcych rządów zobowiązane są do zarejestrowania swojej działalności się w amerykańskim ministerstwie sprawiedliwości.


(LL, 13.11.2017)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo