Serwis o mediach i reklamie

O nas Pressletter

Temat: prasa

Dział: PRASA

Dodano: Wrzesień 14, 2017

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

W "GPC" nie znają autorki, która w tej gazecie zaatakowała "Fakt"

Tekst autorki widmo o "Fakcie" ukazał się w "GPC" w dziale Publicystyka

"Gazeta Polska Codziennie" (Forum SA) zaatakowała dziennik "Fakt" (Ringier Axel Springer Polska) za krytykowanie Prawa i Sprawiedliwości. Artykuł w "GPC" podpisany jest nazwiskiem Patrycja Modracka. Mikołaj Wójcik, szef działu Polityka w "Fakcie", napisał na Twitterze, że to fikcyjna postać. Pytani przez "Presserwis" pracownicy "GPC" nie znają takiej autorki.

Autor artykułu "Realizować linię centrali", który ukazał się w "GPC" 11 września, twierdzi, że "Fakt" "rozpętał dwie brutalne wojny, których celem jest obrzydzenie Polakom PiS-u". W tekście jest mowa o tym, że "linię polityczną" dziennika kontroluje "zespół nazywany ironicznie »trójcą nie najświętszą«". W jej skład ma wchodzić redaktor naczelny Robert Feluś, szef działu Polityka Mikołaj Wójcik i dziennikarz Radosław Gruca. Łączą ich, zdaniem autora, "otwarcie manifestowane antyprawicowe poglądy". W tekście sugeruje się, że media RAS "od chwili przejęcia władzy przez PiS stanowią jednolity front uderzający w polską prawicę. De facto mówią jednym głosem z niemieckojęzycznymi tytułami Springera".

Z drugiej strony, w tekście wychwalany jest "Fakt" z okresu, gdy jego redaktorem naczelnym był Grzegorz Jankowski. Wtedy to był "wysokonakładowy dziennik", w którym "publikowali politycy, eksperci, komentatorzy od lewa do prawa".

Mikołaj Wójcik, szef działu Polityka w "Fakcie", odnosząc się do artykułu, napisał na Twitterze: "To nie koledzy tylko cyngle podpisujący się w dodatku nazwiskiem fikcyjnej dziennikarki".

A działacz społeczny Jan Śpiewak dopytywał: "to fikcyjna dziennikarka? Nikt nie chce już bronić Macierewicza pod nazwiskiem :)".

Podpisanej pod tekstem Patrycji Modrackiej nie znajdzie się w stopce dziennika. W archiwum "GPC" można natomiast znaleźć jej 14 artykułów, publikowanych od 2014 roku (w tym roku poza artykułem o "Fakcie" Patrycja Modracka podpisana została pod krótkim tekstem o zakończeniu pierwszej edycji konkursu Synthos Chemical Award).

Na e-mail podawany przy tekstach Patrycji Modrackiej na Niezalezna.pl wysłaliśmy prośbę o kontakt, ale nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Patrycji Modrackiej nie znają też w sekretariacie „GPC” ani w biurze reklamy. Osoby o takim imieniu i nazwisku nie kojarzy również fotoreporter „GPC” Tomasz Adamowicz. Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny "GPC", pytany o Patrycję Modracką, poprosił o kontakt następnego dnia. W środę 13 września nie odebrał już jednak telefonu.

(MAK, MM, JM, 14.09.2017)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Temat: prasa

Dział: PRASA

Dodano: Wrzesień 14, 2017

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Dziennikarze krytykują pomysł wprowadzenia obowiązku informowania o autoryzacji

Większość dziennikarzy krytykuje pomysł wprowadzenia obowiązku informowania rozmówcy o prawie do autoryzacji przed udzieleniem przez niego wypowiedzi.

Sejmowa komisja kultury i środków przekazu zajęła się 12 września 2017 roku nowelizacją ustawy o prawie prasowym, która znosi karę ograniczenia wolności (zostawia jednak karę grzywny) za niedopełnienie autoryzacji i wprowadza terminy na jej dokonanie - do 6 godzin dla dzienników i 24 godzin dla czasopism.

Proponowana nowelizacja nakłada też na dziennikarzy obowiązek informowania rozmówców o prawie do autoryzacji. Wiceminister kultury Paweł Lewandowski podczas posiedzenia zaproponował poprawkę, która precyzuje, że dziennikarz ma obowiązek poinformowania rozmówcy o prawie autoryzacji przed udzieleniem wypowiedzi. ”Celem tej poprawki jest doprecyzowanie, kiedy informacja o prawie do autoryzacji powinna być udzielona. W naszej ocenie powinniśmy to zrobić przed udzieleniem wywiadu, żeby była pełna jasność co do prawa, jakie obowiązuje w momencie udzielania wywiadu” – tłumaczył Paweł Lewandowski.

Andrzej Stankiewicz, dziennikarz Onetu, uważa, że to kuriozalny pomysł. – Jestem obsadzony w roli policjanta, który mówi zatrzymanemu, do czego ma on prawo, a do czego nie – komentuje Stankiewicz. – Wywiad prasowy lub rozmowa jest czymś innym od przesłuchania na policji. To strasznie utrudni dziennikarzom pracę. Politycy wiedzą, że mają prawo do autoryzacji, ale jeżeli będę rozmawiał ze zwyczajnym człowiekiem, to muszę go po pierwsze uprzedzić, a po drugie wytłumaczyć mu, czym jest autoryzacja. I zaczynają się schody, bo część ludzi może się wycofać. To bardzo utrudni pracę – tłumaczy Stankiewicz.

– Wydaje mi się, że jest to niepotrzebne. Dzwoniąc do polityków, można zakładać, że znają swoje prawa. Nałożona przez ustawodawcę konieczność przypominania o tym za każdym razem jest zbędna – uważa Dariusz Grzędziński, dziennikarz działu Polityka w ”Fakcie”.

Dziennikarka ”Gazety Wyborczej” Dominika Wielowieyska uważa jednak, że nowe przepisy nie wpłyną na jej pracę. – Przeważnie robię rozmowy z osobami, które dobrze wiedzą, że mają prawo do autoryzacji – mówi Wielowieyska. – Jednak zwykli ludzie, którzy na co dzień nie rozmawiają z mediami, często nie wiedzą, jakie są ich prawa i są słabsi wobec agresywnego dziennikarstwa niż stare wygi polityczne - argumentuje.

Z kolei zdaniem dziennikarza ”Rzeczpospolitej” Michała Kolanko wprowadzenie poprawki o konieczności informowania o autoryzacji w praktyce niewiele zmieni. – Fundamentalna zmiana, która wpłynęłaby na pracę dziennikarzy, to rezygnacja z wymogu autoryzacji. Każda inna zmiana to kosmetyka – komentuje Kolanko.

(KOZ, MM, 14.09.2017)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

PODOBNE ARTYKUŁY