Serwis o mediach i reklamie

O nas Pressletter

Temat: wolność słowa

Dział: PRASA

Dodano: Styczeń 09, 2017

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

MSZ o liście rekomendowanych dziennikarzy: To materiał pomocniczy

Witold Waszczykowski, Minister Spraw Zagranicznych (fot. Karolina Siemion-Bielska / MSZ)

Ministerstwo Spraw Zagranicznych wysłało Instytutom Polskim listę nazwisk osób, które rekomenduje do udziału w wydarzeniach organizowanych przez nie za granicą. Znajdują się na niej dziennikarze głównie związani z prawicowymi mediami. Zdaniem dziennikarzy, którzy pracowali na placówkach dyplomatycznych, taka lista jest niepotrzebna. MSZ tłumaczy, że to materiał pomocniczy.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych przygotowało listę z nazwiskami ok. 150 ludzi kultury, mediów i historyków, które mogą być angażowane do wydarzeń organizowanych przez Instytuty Polskie - pisze Milena Rachid Chehab w artykule na łamach "Gazety Wyborczej".

Lista jest podzielona na kilka kategorii. Wśród "dziennikarzy obcojęzycznych" są m.in. Cezary Gmyz (Telewizja Polska), Piotr Semka ("Tygodnik do Rzeczy"), Jerzy Haszczyński ("Rzeczpospolita"), Olga Doleśniak-Harczuk ("Gazeta Polska"). Jest na niej też np. Rafał Brzeski, który pisze do publikującej antysemickie teksty "Warszawskiej Gazety" i osoby kojarzone głównie z innymi zajęciami niż dziennikarstwo lub publicystyka - np. specjalista od marketingu politycznego Eryk Mistewicz i aktor Redbad Klijnstra.

Dziennikarze pojawiają się też w kategorii "ludzie pióra, publicyści". Ta lista jest bardziej zróżnicowana - wymienieni zostali m.in. Justyna Sobolewska ("Polityka"), Piotr Kofta ("Dziennik Gazeta Prawna") Mariusz Cieślik (Polsat News), Marek Bieńczyk ("Tygodnik Powszechny").

Dziennikarze, którzy pracowali na placówkach dyplomatycznych, nie przypominają sobie, żeby w przeszłości przesyłano im podobne listy. - Zdarzali się artyści rekomendowani przez MSZ lub Ministerstwo Kultury, ale nie dziennikarze - mówi Jarosław Gugała, prowadzący "Wydarzenia" w Polsacie, który w latach 1999-2003 był ambasadorem w Urugwaju.

- Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek dostał podobną listę albo jakieś inne rekomendacje dotyczące zapraszania dziennikarzy. Zalecenia dotyczące konkretnych nazwisk oceniam negatywnie. Obcokrajowcy zainteresują się kulturą naszego kraju, jeśli widzą, że ten dialog wyrasta spontanicznie, a nie z nadania. Jeżeli się dowiedzą, że istnieje grupa ludzi wysyłanych, to na te spotkania nie przyjdą - mówi natomiast Jarosław Mikołajewski, do końca stycznia publicysta "Gazety Wyborczej", który w latach 2006-2012 był dyrektorem Instytutu Polskiego w Rzymie.

Zdaniem Jarosława Gugały, jeśli nie ma obowiązku zapraszania ludzi z listy, to będzie ona martwym dokumentem. - W praktyce przestrzeganie tego jest raczej niemożliwe, a napsuje sporo krwi. Osoby, których nie ma na liście, będą się z tego powodu źle czuły, a ci, którzy na niej są, będą pod pręgierzem opinii środowiskowej, że ktoś ich wpisuje w politykę - mówi Gugała.

Jak można przeczytać na stronie internetowej MSZ, Instytuty Polskie są placówkami, "których naczelnym zadaniem jest upowszechnianie polskiej kultury, wiedzy o historii oraz dziedzictwie narodowym w świecie, a także promocja współpracy w dziedzinie kultury, edukacji, nauki oraz życia społecznego". Łącznie jest ich 24. - Myśmy z dziennikarzami współpracowali, głównie informując o pracy instytutu. Na przykład wystosowaliśmy zaproszenie do kilku dziennikarzy, gdy Wisława Szymborska przyjęła zaproszenie na Sycylię. Gościliśmy też Wojciecha Tochmana i Mariusza Szczygła, gdy ich książki wyszły po włosku, ale jako autorów, a nie jako dziennikarzy - opisuje wcześniejszą działalność Instytutu Polskiego w Rzymie Jarosław Mikołajewski.

Lista jest zbiorem otwartym, stanowi rozszerzenie możliwej oferty Instytutów Polskich o kolejne nazwiska ekspertów, którzy mogliby wspierać - w różnych dziedzinach: publicystyki, historii, relacji polsko-żydowskich, gospodarki, filmu, sztuk wizualnych - realizację priorytetów dyplomacji publicznej, korespondujących z realizacją priorytetów polskiej polityki zagranicznej. Biuro prasowe MSZ wyjaśnia, że zestawienie nie jest obligatoryjne, powinno być postrzegane jako materiał pomocniczy.

Lista ma charakter roboczej bazy danych, nie jest zamknięta, ulega ciągłej aktualizacji. Propozycja zawierająca nazwiska i kontakty do przedstawicieli świata kultury, literatury, teatru, mediów oraz badaczy dziejów Polski, jest jedynie uzupełnieniem i rozszerzeniem wypracowanych przez lata kontaktów kadr Instytutów Polskich. Oznacza to, że placówki zagraniczne mają nieograniczoną możliwość kontynuowania współpracy z dotychczasowymi twórcami i ekspertami. Zachowują one w tym zakresie pełną swobodę.

Wskazani eksperci to jedynie dodatkowe nazwiska, propozycje, które mogą zostać dodane do istniejących już od lat kontaktów Instytutów Polskich.

Lista została stworzona na użytek wewnętrzny pracowników placówek zagranicznych MSZ, ma charakter roboczy i nie stanowi informacji publicznej.

(JM, 09.01.2017)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Temat: prasa

Dział: PRASA

Dodano: Styczeń 10, 2017

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

"Gazeta Wyborcza" ma już prawie 100 tys. płatnych prenumerat cyfrowych

"GW" oferuje dwie formy prenumeraty, z których popularniejsza jest ta tańsza

Pod koniec grudnia ub.r. liczba płatnych prenumerat cyfrowych "Gazety Wyborczej" (Agora) wyniosła prawie 100 tys. Zdaniem ekspertów to dobry wynik.

Pod koniec grudnia ub.r. liczba płatnych prenumerat cyfrowych "Gazety Wyborczej" (Agora) wyniosła prawie 100 tys. Zdaniem ekspertów to dobry wynik.

O tym wyniku zarząd Agory poinformował w komunikacie bieżącym, zaznaczając, że jest to wynik wyższy niż zakładane cele (przewidywano 90 tys. cyfrowych prenumerat pod koniec ub.r.). W grudniu 2015 roku "GW" miała 77 tys. prenumerat cyfrowych.
Agora nie ujawnia szczegółowych informacji dotyczących prenumeraty. W listopadowym numerze "Press" Danuta Breguła, dyrektor ds. rozwoju biznesu w dziale rozwoju biznesu "Gazety Wyborczej", wyjaśniała, że prenumeratorzy to głównie osoby z wyższym wykształceniem i mieszkańcy dużych miast, a większość z nich wybiera najtańszą wersję (19,9 zł za miesiąc). Zaznaczała, że "odsetek wznowień jest wysoki". 
Eksperci zauważają, że zbliżenie się do poziomu 100 tys. cyfrowych prenumerat to dobry wynik. - To są bardzo przyzwoite dane, trudno osiągalny wynik w Polsce - mówi Piotr Kubiszewski, ekspert rynku wydawniczego, product owner księgarni Literia. - Nie jest tak, że Agora doszła do muru, moim zdaniem jest jeszcze pole do wzrostów - dodaje Kubiszewski. 
- To bardzo dobry wynik, zwłaszcza jeśli chodzi o dynamikę, bo struktury prenumeraty nie znamy. Pewnie większość płaci pod wpływem impulsu, na krótki termin. Jestem ciekawy, ile osób korzysta z płatności cyklicznych - zastanawia się Przemysław Barankiewicz, chief digital officer w Bonnier Business Polska.
- W porównaniu z wynikiem sprzedaży wydania papierowego to wynik, którego nie można lekceważyć. Za kilka miesięcy liczba prenumeratorów cyfrowych może być wyższa niż liczba sprzedawanych egzemplarzy papierowych - mówi Rafał Agnieszczak, przedsiębiorca internetowy.
Po trzech kwartałach ub.r. średnia sprzedaż ogółem drukowanego wydania "GW" wynosiła 143 302 egz. (dane: ZKDP). Tytuł ten zanotował największy spadek sprzedaży w porównaniu z analogicznym okresem 2015 roku spośród wszystkich ogólnopolskich, płatnych dzienników - o 9,66 proc.
- Oczywiście, jak ktoś płaci 19 zł za prenumeratę cyfrową zamiast 100 zł za prenumeratę papierowego wydania to jest gorzej, ale lepsze to niż nic. W skali całej spółki zyski z prenumeraty cyfrowej nie są wielkie, ale to są lojalni użytkownicy - zaznacza Rafał Agnieszczak.

(JM, 10.01.2017)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo