Dział: KSIążKI

Dodano: Listopad 03, 2016

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

„Dzieci Norwegii. O państwie (nad)opiekuńczym”

Press

Maciej Czarnecki
Wydawnictwo Czarne
Wołowiec 2016

Gdy miałam osiem lat, spadłam z karuzeli na podwórku. Malowniczo rozbitym nosem zadawałam potem szyku w szkole, a mrożące krew w żyłach opowieści, w których prędkość karuzeli przekraczała prędkość światła, dały mi w klasie pięć minut sławy.

Gdyby rzecz działa się współcześnie w Norwegii, sprawą zaniepokoiłby się któryś z nauczycieli. Kto wie, może to nie wypadek, tylko cios gwałtownego rodzica… Do szkoły natychmiast przyszłyby panie z Barnevernetu – norweskiego Urzędu Ochrony Praw Dziecka. I zależnie od tego, co bym im powiedziała lub zmyśliła, poszłyby sobie z powrotem albo założyły sprawę. Która też mogłaby się różnie potoczyć.

Maciej Czarnecki opisuje w swojej książce kilka przypadków interwencji Barnevernetu wobec polskich rodzin w Norwegii. Zaczyna się zwykle od tego, że dziecko przychodzi do szkoły z sińcem czy małą ranką na twarzy. Albo zachowuje się dziwnie. Albo sąsiedzi uznają, że w domu źle się dzieje. Czasami mają rację i wtedy odebranie dziecka rodzicom chroni je przed krzywdą. W innych przypadkach taka interwencja nie jest potrzebna. Jeśli rodzice mają na tyle zimnej krwi, żeby to urzędnikom spokojnie wytłumaczyć, a urzędnicy rozumieją, sprawa kończy się bez dramatycznej separacji. Są jednak przypadki – i o nich w mediach najgłośniej – odbierania dzieci rodzicom, którzy niczym nie zawinili. Skutki bywają tragiczne. 15-letnia córka Basi zbuntowała się przeciwko obowiązkom domowym i nakłamała Barnevernetowi, żeby się wyrwać do rodziny zastępczej. Kiedy matka ją odzyskała, dziewczyna była już uzależniona od narkotyków. Marta, próbując „odbić” odebraną jej trójkę dzieci, trafiła do więzienia. Historii bez happy endu jest więcej.

Czarnecki, dziennikarz działu zagranicznego „Gazety Wyborczej”, nie ocenia, czy Barnevernet jest dobry czy zły. Przedstawia zarówno plusy, jak i minusy działania tej instytucji, szkicuje krótko historię Norwegii i przyczyny innego niż w Polsce podejścia do relacji rodziców i dzieci. Rozmawia z rodzicami, norweskimi i polskimi urzędnikami oraz ekspertami. Stara się oddemonizować instytucję, która w polskich serwisach o Norwegii jawi się jako urząd do zabierania dzieci. Żeby czytelnik mógł ją zrozumieć, bo zrozumienie to lekarstwo na strach.

RUT

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

PODOBNE ARTYKUŁY

Dział: KSIążKI

Dodano: Listopad 03, 2016

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

„Cyrankiewicz. Wieczny premier”

Press

Piotr Lipiński
Wydawnictwo Czarne
Wołowiec 2016

Młody był piękny, kulturalny i inteligentny, trzymał z lewicą. Na starość, po 23 latach bycia PRL-owskim premierem, przerodził się w obleśnego i oportunistycznego satyra.

Józef Cyrankiewicz przeżył Auschwitz, bo miał nieprawdopodobne szczęście, ale wyszedł z niego już jako inny człowiek. Wierny pozostał tylko swojej chęci przeżycia, inne sprawy i ludzi zdradzał: żony; przedtem przyjaciół z przedwojennej lewicowej PPS, w której wyrósł; akowców i rząd w Londynie, którego zastępcą delegata na kraj o mało nie został; Bolesława Bieruta, który mu dał stanowisko premiera w PRL; robotników, którym za młodu chciał służyć, ale podczas poznańskiego Czerwca ’56 groził, że władza będzie im odrąbywać ręce, jeśli je na nią podniosą.

To jedno wystąpienie zdecydowało o całym jego życiu. A miał je dostatnie i przyjemne – lubił książki, artystów, potrafił mówić dobrze bez kartki, był mistrzem kompromisu i fantastycznym politykiem.

Był gładki i elegancki, niepodobny do innych partyjnych kacyków. Mówił językami i za granicą nie przynosił Polsce wstydu. Kobiety go kochały, a on kochał je, a także dobre alkohole i kawior. Był fenomenalnym politykiem w najgorszych dla polityki czasach.

I tylko charakteru mu zabrakło.

Piotr Lipiński na przykładzie Józefa Cyrankiewicza wyjaśnia, jak to się dzieje, że pierwszorzędny polityk traci ideały i zostaje wykonawcą poleceń swojego faktycznego szefa.

AS

(03.11.2016)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

PODOBNE ARTYKUŁY