Temat: na weekend

Dział:

Dodano: Maj 22, 2020

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Wbrew pozorom

Artykuł 212 Kodeksu karnego służy do zastraszania dziennikarzy. Za jego zniesieniem opowiadają się wszystkie europejskie instytucje monitorujące prawa człowieka – przypomina Jerzy Jurecki (rys. Daniel Garcia)

Dziennikarze są zgodni w sprzeciwie wobec powołania samorządu zawodowego. Czy łączy ich coś jeszcze? Wielu uważa, że nic: – Dziś dziennikarzy w Polsce łączy jedynie to, że posługują się językiem polskim – mówi Bartosz Węglarczyk, dyrektor programowy Onetu. Postanowiliśmy sprawdzić, czy ma rację.

BAT NA NIEPOKORNYCH

Kiedy we wrześniu ub.r. Prawo i Sprawiedliwość zapowiedziało uchwalenie ustawy o statusie zawodowym dziennikarza przewidującej utworzenie samorządu, który miałby dbać o standardy etyczne i zawodowe, środowisko dziennikarskie zjednoczyło się po raz pierwszy od lat. Znakomita większość dziennikarzy uznała pomysł PiS za zapowiedź zamachu na wolność słowa. Łukasz Warzecha, publicysta „Tygodnika do Rzeczy”, mówi: – Narzucanie jakimkolwiek grupom zawodowym obowiązku przynależności do samorządu uważam za zły pomysł. Środowisko dziennikarskie jest skonfliktowane, a wybór zarządu tej organizacji byłby zależny od władzy. A to mogłoby skończyć się karaniem za wypowiedzi – mówi.

Podobnie uważa Marcin Makowski, publicysta tego samego tygodnika oraz Wirtualnej Polski. – Nie jest dobrze, kiedy politycy próbują regulować zawód dziennikarza. Taka ustawa nie rozwiązałaby żadnych istotnych problemów mediów – argumentuje. Wtóruje im Rafał Ziemkiewicz z tego samego tygodnika i wyjaśnia, dlaczego uważa projekt PiS za zły. – Uchwalenie ustawy o zawodzie dziennikarza i powołanie samorządu było dobrym pomysłem 30 lat temu. Dziś jednak nie ma już dziennikarzy w dawnym rozumieniu tego słowa, są tylko pracownicy mediów. Nie ma też jednego środowiska dziennikarskiego. Ten podział jest nawet głębszy niż rozłam między mediami sprzyjającymi PiS a liberalnymi – uważa.

Piotr Trudnowski, konserwatywny publicysta i prezes Klubu Jagiellońskiego, zaznacza: – Nawet w kręgach bliskich PiS brak entuzjazmu co do tego projektu. Wszyscy pamiętamy, że PiS od lat walczył z samorządami zawodowymi, które jego zdaniem zamykają dostęp do wielu zawodów, na przykład prawniczych. A tu taka zmiana i to właśnie wobec dziennikarzy.

Druga strona mówi to samo. Bartosz Węglarczyk nie ma złudzeń, że PiS-owi chodziło o to, aby znaleźć bat na niepokornych dziennikarzy i kontrolować krytycznych wobec partii. Potwierdza to też Andrzej Stankiewicz, dziennikarz Onetu. – Samorząd byłby tworzony przez dziennikarzy związanych z władzą i weryfikowałby tych, którzy są antyrządowi – dodaje.

Seweryn Blumsztajn, prezes Towarzystwa Dziennikarskiego, też jest zdania, że PiS chciałby w ten sposób kontrolować wolność słowa: – Samorządy dziennikarskie działają w wielu krajach, na przykład we Francji, ale tamtejsza kultura polityczna jest inna niż w Polsce.

PONAD PODZIAŁAMI

Poprzednio dziennikarzy wszystkich opcji połączył sprzeciw wobec ograniczania dostępu do polityków i swobody pracy w sejmie. Było to w listopadzie 2016 roku, gdy ówczesny marszałek sejmu Marek Kuchciński chciał wprowadzić nowe zasady obecności reporterów w sejmie. W planach było m.in. przeniesienie pracy mediów do nowego Centrum Medialnego, bez dostępu do polityków na korytarzu, i zmniejszenie liczby stałych akredytacji sejmowych do dwóch z jednej redakcji. Media zaprotestowały ponad podziałami. Szefowie największych polskich redakcji wystosowali list do marszałka Marka Kuchcińskiego, argumentując, że nowe przepisy oznaczają ograniczenie prawa dziennikarzy do wykonywania zawodu, a co za tym idzie prawa opinii publicznej do informacji o pracy sejmu. Dziennikarze spotkali się też w tej sprawie z ówczesnym marszałkiem senatu Stanisławem Karczewskim. W końcu władza wycofała się z pomysłu, przynajmniej częściowo, bo – jak dziś mówią reporterzy sejmowi – coraz więcej jest drobnych ograniczeń.

Czy dziś dziennikarze potrafiliby stworzyć wspólny front w tej sprawie? Zdaniem większości moich rozmówców – tak. – Nadal wśród dziennikarzy sejmowych można by zebrać większość w tej sprawie – sądzi Ziemkiewicz.

Jacek Żakowski też tak uważa: – Zdecydowana większość mediów jest za swobodą pracy w sejmie.

Piotr Trudnowski z Klubu Jagiellońskiego zaznacza jednak: – Choć niechęć do ograniczeń pracy w sejmie raczej dziennikarzy łączy, to dla tych związanych z prawicą są one mniej istotne niż dla pozostałych. Politycy PiS i tak do nich przyjdą, nie trzeba ich gonić z kamerą po sejmowym korytarzu.

DZIENNIKARZ POZYWA DZIENNIKARZA

Kolejną sprawą, która mogłaby łączyć dziennikarzy, jest stosunek do słynnego art. 212 Kodeksu karnego, który ściga za zniesławienie. Za pomówienie w mediach grozi nawet rok więzienia. A znienawidzony artykuł wykorzystywany jest chętnie przez polityków i biznesmenów do tłumienia krytyki ze strony mediów.

– Artykuł 212 Kodeksu karnego powinien być zlikwidowany. W praktyce służy on politykom do zastraszania dziennikarzy i sędziów orzekających w sprawach o zniesławienie – zdecydowanie mówi Ewa Siedlecka z tygodnika „Polityka”. – Dziennikarze rzadko piszą o osobach prywatnych. Najczęściej zajmują się osobami publicznymi, zwłaszcza politykami, ci zaś mają dziś dobry dostęp do mediów, mogą więc protestować i wyjaśniać, docierając do nie mniejszego audytorium niż dziennikarz, przez którego czują się zniesławieni. Mogą też wytaczać procesy cywilne w obronie swoich dóbr osobistych. Mają więc broń, choć to, że pozew cywilny trzeba opłacić, nie jest dla nich wygodne. Mógłby też powstać zapis dający priorytet takim sprawom w Kodeksie cywilnym, tak żeby mogły zostać rozstrzygnięte w krótkim czasie – dodaje Siedlecka.

Jerzy Jurecki, dziennikarz i wydawca „Tygodnika Podhalańskiego”, zauważa, że podobny artykuł odnoszący się do ochrony dóbr osobistych istnieje w Kodeksie cywilnym. – Dziennikarze nie powinni uchylać się od odpowiedzialności za zniesławienie, ale wystarcza tu prawo cywilne. Tymczasem politycy często wytaczają dziennikarzom w tej samej sprawie proces karny i cywilny. W efekcie dwa zespoły prawników zajmują się tą samą sprawą. Szkoda na to pieniędzy podatników – tłumaczy Jurecki. I dodaje: – Artykuł 212 Kodeksu karnego służy do zastraszania dziennikarzy. Za jego zniesieniem opowiadają się wszystkie europejskie instytucje monitorujące prawa człowieka.

Paradoksalnie jednak sami dziennikarze stosują art. 212 kk jako broń przeciw swoim oponentom. I to niezależnie od opcji politycznej. Tylko w tym roku z tego artykułu Telewizja Publiczna pozwała Ewę Siedlecką z „Polityki” i Wojciecha Czuchnowskiego z „Gazety Wyborczej” za komentarze po zamordowaniu prezydenta Gdańska, że na poglądy zabójcy mogło mieć wpływ oglądanie publicznej telewizji. Z kolei Bartosz Wieliński z „GW” – powołując się właśnie na art. 212 – pozwał Rafała Ziemkiewicza z „Tygodnika do Rzeczy”, bo ten nazwał go folksdojczem.

– Przez wiele lat stosunek do artykułu 212 Kodeksu karnego był jedyną rzeczą, co do której media się zgadzały. Ostatnio jednak dziennikarze sami zaczęli wytaczać procesy za pomówienie – mówi Ziemkiewicz.

Podobnego zdania jest Andrzej Stankiewicz: – W każdym środowisku dziennikarskim znajdzie się ktoś, kto nie zawaha się użyć artykułu 212 przeciwko innemu dziennikarzowi, choć większość twierdzi, że jest mu przeciwna.

NIEPOLITYCZNI

Co jeszcze może połączyć dziennikarzy? Większość jest zdania, że dziennikarz nie powinien być aktywny politycznie. Gdy przed jesiennymi wyborami do parlamentu Jacek Żakowski wywiesił na płocie swojego domu baner kandydatki Koalicji Obywatelskiej do Sejmu Aleksandry Gajewskiej, a wcześniej zbierał podpisy dla kandydata do senatu Pawła Kasprzaka, wielu zarzucało mu, że przekroczył granicę etyki zawodowej.

– Uważam, że publicysta ma prawo do wyrażania poglądów politycznych, ale nie może przekraczać linii, za którą jest już zaangażowanie partyjne, jeśli chce uchodzić za niezależnego. Dziennikarze nie są od tego, by wywieszać banery wyborcze – twierdzi Marcin Makowski, publicysta „Tygodnika do Rzeczy” i Wirtualnej Polski.

Zgadza się z nim Bartosz Węglarczyk, bo też jest przekonany, że dziennikarze powinni trzymać się z daleka od politycznych deklaracji. – Czy Żakowski wywiesiłby baner kandydata PiS? – pyta retorycznie.

Problem w tym, że obecnie każdy dziennikarz co innego uważa za zaangażowanie polityczne. Jacek Żakowski wyjaśnia, że w swoim porannym programie w Tok FM ogłosił, iż oferuje miejsce na baner na swoim płocie każdemu kandydatowi opozycji, który się zgłosi. – Nie zaoferowałbym go PiS-owi, bo partia ta używa ogromnych pieniędzy publicznych do prowadzenia swojej kampanii. Uważam też, że PiS i Konfederacja są partiami szkodzącymi Polsce. A udostępnienie płotu było z mojej strony zachętą dla obywateli, żeby włączyli się w kampanię wyborczą – tłumaczy.

Marcin Makowski jest wyjaśnieniem Żakowskiego zdziwiony. – Jakim kryterium ocenia Żakowski szkodliwość tych partii? Kryterium finansowe też jest nietrafione, bo Platforma Obywatelska nie jest biedną partią, ma oszczędności i subwencję. W ostatniej kampanii wyborczej w internecie wydali dużo więcej niż PiS i Konfederacja. Żakowski dorabia tezę do swojego zaangażowania politycznego. Nikogo raczej do włączenia się w kampanię wyborczą nie zachęcił, jego gest nie został odczytany jako profrekwencyjny, ale polityczny – argumentuje Makowski.

Bartosz Węglarczyk zaznacza, że dziennikarze nie są zgodni w sprawie aktywności w sferze politycznej: – Wielu z nich uważa, że bycie obywatelem jest ważniejsze od bycia dziennikarzem.

Tak sądzi Seweryn Blumsztajn, który w demonstracjach uczestniczy. – I ja, i inni członkowie Towarzystwa Dziennikarskiego chodzimy na demonstracje, żeby wyrażać swoje prawa obywatelskie. Nie ma to nic wspólnego z aktywnością partyjną.

Piotr Trudnowski jest zdania, że publicyści powinni mieć prawo do wyrażania swoich poglądów politycznych, dlatego Żakowskiego nie potępia. – Skoro ktoś uprawia publicystykę polityczną, może napisać, na kogo głosuje. Dziennikarzy informacyjnych powinny jednak obowiązywać w tej sprawie ostrzejsze standardy. Ostatecznie to jednak kwestia sumienia. Tomasz Lis, redaktor naczelny „Newsweeka”, przemawiając na wiecach KOD-u, odpowiadał na zapotrzebowanie swoich czytelników, którzy kupują tygodnik głównie po to, by utwierdzić się w swoich przekonaniach, a nie po to, żeby poznać odmienne poglądy – przekonuje Trudnowski.

Zaangażowanie polityczne dziennikarzy nie razi także Wojciecha Orlińskiego, dziennikarza „Gazety Wyborczej” i szefa związku zawodowego w Agorze SA: – Dziennikarz nie ma obowiązku wznosić się ponad polityczne podziały. Czy opowiadając się za jakąś partią, jestem jej tubą? Nie, jestem tubą samego siebie. Kiedyś z bezstronności dziennikarskiej słynęła BBC, ale to już przeszłość. Prasa zresztą nigdy bezstronna nie była – stwierdza Orliński.

Bogusław Chrabota, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”, przewiduje, że aktywizm polityczny dziennikarzy raczej nie zniknie. – Tak już chyba zostanie, przynajmniej do czasu, kiedy przyjdzie nowe pokolenie. Żakowski tylko wieszał baner, ale Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej”, uczynił kluby tej gazety strukturami wyborczymi PiS-u. To jest prawdziwy aktywizm – stwierdza.

Publicysta ma prawo do wyrażania poglądów politycznych, ale nie może przekraczać linii, za którą jest już zaangażowanie partyjne, jeśli chce uchodzić za niezależnego

RELIKT AUTORYZACJI

Dziennikarzy denerwuje wpisany do prawa prasowego obowiązek autoryzacji wypowiedzi. Uważają go za utrapienie, bowiem rozmówcy, w szczególności politycy, często wycofują się podczas autoryzacji ze swoich słów. Czasem okazuje się, że to całkiem inna rozmowa niż ta, którą przeprowadził dziennikarz. Ale i w tym przypadku nie ma zgody.

– Obowiązek autoryzacji nie łączy środowiska. Autoryzacja jest wygodna dla władzy. Moim zdaniem to relikt PRL-u, nieznany na Zachodzie – mówi Łukasz Warzecha, który jest przeciwny autoryzacji.

Bartosz Węglarczyk sądzi jednak, że stosunek do tej kwestii nie ma konotacji politycznych: – Wielu dziennikarzy uważa po prostu, że dzięki autoryzacji unikają błędów.

Wygląda na to, że nikt o obowiązek autoryzacji nie będzie kruszyć kopii, bo większości status quo w gruncie rzeczy odpowiada. Zdaniem Andrzeja Stankiewicza z autoryzacją jest ten sam problem co z art. 212 kk. – Większość dziennikarzy deklaruje, że jest przeciwko temu obowiązkowi, ale sami, kiedy się wypowiadają, autoryzacji żądają – zauważa.

Wojciech Orliński nie ukrywa, że jest za utrzymaniem tego wymogu. – Jeśli wszystko, co powie rozmówca, będzie mogło być wykorzystane przeciwko niemu, to ludzie będą bać się rozmawiać – przewiduje.

Zwolennikiem autoryzacji jest również Jacek Żakowski: – Wolę się upewnić, że dostałem miarodajną wypowiedź bez pomyłek, za którą mój rozmówca bierze odpowiedzialność. Podawanie czytelnikom smacznych kąsków nie powinno być celem dziennikarzy, bo one często szkodzą. Celem powinno być dostarczanie treści miarodajnych. Rezygnacja z autoryzacji oznaczałaby ekspansję rzeczników prasowych, których zawsze można zwolnić. Tak jest na Zachodzie, gdzie każda osobistość ma swojego rzecznika – mówi Żakowski.

OBCY KAPITAŁ DAJE NIEZALEŻNOŚĆ

Z pewnością sporna jest kwestia repolonizacji i dekoncentracji mediów zapowiadana przez PiS. Partii rządzącej przeszkadza, że znaczna część dużych mediów ma zagranicznych właścicieli.

Zdaniem Marcina Makowskiego zbyt duża koncentracja obcego kapitału w polskich mediach jest problemem. – Monopolów medialnych być nie powinno, w wielu krajach, na przykład we Francji, obowiązuje prawo chroniące przed koncentracją obcego kapitału w mediach. W Polsce jednak rozwiązanie tej kwestii byłoby jeszcze większym problemem niż pozostawienie rynku medialnego w dotychczasowym układzie – sądzi.

Łukasz Warzecha krytykuje pomysł PiS-u. – Nie widzę zależności między pochodzeniem właściciela a linią danego medium. Nie wiadomo też, kto miałby przejąć zdekoncentrowane media – mówi. Jego zdaniem sprawa repolonizacji mediów będzie nadal dzielić dziennikarzy, choć jest obecnie mało realna.

Seweryn Blumsztajn nie ma złudzeń: – Repolonizacja mediów jest sprawą czysto polityczną. Dziś odwrotnie, udział kapitału zagranicznego w mediach jest gwarantem niezależności. Polski kapitał łatwiej ulega naciskom władzy.

Z kolei Andrzej Stankiewicz uspokaja, że repolonizacja mediów nie jest możliwa. – Kapitał krajów Unii Europejskiej w mediach nie może zostać zlikwidowany, a z powodu silnej pozycji Stanów Zjednoczonych w Polsce – także amerykański – twierdzi.

KRYTYKA CZY MOWA NIENAWIŚCI

Mowy nienawiści, przynajmniej w deklaracjach, nikt nie lubi. Czy zatem dziennikarze potrafią przyjąć zasadę, że nie powinno się jej używać? To niemożliwe, bo nie ma zgody co do tego, kiedy wypowiedź jest nienawistna. Dla jednych mową nienawiści będzie określenie „moherowe berety” i krytyka Jarosława Kaczyńskiego, dla innych to, co Kaczyński mówił o uchodźcach. – Ta kwestia zawsze będzie uznaniowa. Pod mowę nienawiści próbuje się podciągać wszystko, co jest niewygodne – mówi Łukasz Warzecha. Zgadza się z nim Bartosz Węglarczyk: – Nie mamy definicji mowy nienawiści. W praktyce wygląda to tak, że mowy nienawiści używa ten, kto atakuje lubianą przez danego dziennikarza osobę.

Na obraźliwe wypowiedzi nie mają zresztą monopolu ani dziennikarze prawicowi, ani liberalni. – Obie strony używają mowy nienawiści. Strona liberalna jest jednak skłonna przyznać, że trzeba ją powstrzymać, a prawicowa uważa to za ograniczenie wolności słowa – uważa Stankiewicz.

Ale Jacek Żakowski, dziennikarz lewicowo-liberalny, nie uważa ograniczania mowy nienawiści za dobry pomysł. Sądzi bowiem, że człowiek ma prawo wyrażać gniew. – Media nie mają prawa zabraniać wyrażania sprzeciwu czy złości, choć mogą się zastanawiać, jak to robić w sposób właściwy. Część liberalnych elit, nie mogąc sobie poradzić z ekspresją gniewu, stworzyła koncept mowy nienawiści, bo łatwiej sobie poradzić z taką ekspresją niż ze złożonymi przyczynami społecznymi, które za nią stoją – wyjaśnia. Jest zdania, że powinno się zrezygnować z karania za mowę nienawiści. – Te emocje nie znikną, tylko zejdą do podziemia i wybuchną nie w słowach, ale w czynach, a my nie będziemy mogli im nawet powiedzieć, że myślą głupio – mówi Żakowski.

ZDRADA

Czy dziennikarz powinien wypowiadać się w obcych światopoglądowo mediach? Także w tej sprawie zdania są podzielone.

Marcin Makowski z „Tygodnika do Rzeczy” bywa we wszystkich mediach, które go zapraszają. – Rolą dziennikarza jest mówić, jeśli oczywiście ma gwarancję, że jego wypowiedź nie zostanie zmanipulowana. Chodzę do TVN 24 i Tok FM i choć nie są to media bliskie mi ideowo, zawsze się czegoś dzięki temu uczę.

Rafał Ziemkiewicz nie widzi nic niewłaściwego w wypowiedziach dla mediów, z których linią się nie zgadza, przyznaje jednak, że rzadko jest zapraszany. – Jestem gotów pójść wszędzie, jeśli program jest na żywo i wiem, że moja wypowiedź nie zostanie zmanipulowana. Ale dziennikarze mają do tego różne podejście. Muszą się liczyć z oburzeniem swoich odbiorców, którzy pojawienie się w obcym ideowo medium traktują jak zdradę – mówi Ziemkiewicz.

Wojciech Orliński deklaruje: – Do TVP nie poszedłbym, nawet by promować swoją książkę. Zaproszenia od innych mediów przyjmuję.

Podobnego zdania jest Jacek Żakowski. – Do TVP nie chodzę, bo to nie jest instytucja dziennikarska, tylko agencja piarowska PiS-u. Długo uważałem, że należy wypowiadać się w TVP i zaproszenia przyjmowałem, ale przestałem. Granicą jest dla mnie moment, kiedy instytucja medialna staje się narzędziem politycznym – wyjaśnia Żakowski.

NA ŚMIECIÓWKACH

– Dziennikarzy nie łączą nawet kwestie zabezpieczenia społecznego, takie jak sprawa umów śmieciowych, emerytur, kosztów uzyskania przychodu – stwierdza na koniec Stankiewicz.

Bartosz Węglarczyk ubolewa, że dziennikarzy nie łączy też pogląd o roli mediów: – Zrozumienie, że rolą mediów jest kontrola władzy, powinno być dla środowiska sprawą fundamentalną – upiera się.

Z kolei Seweryn Blumsztajn zauważa, że trudno dziś mówić o jednym środowisku dziennikarskim. – Politycy tworzą środowisko, bo muszą ze sobą współpracować. Dziennikarze nie.

Tekst ukazał się w magazynie "Press" (nr 1-2/2020). Udostępniamy go Czytelnikom Press.pl do 1 czerwca

Małgorzata Wyszyńska

Pozostałe tematy weekendowe

Jacek Kurski znów w zarządzie TVP
„Bezprecedensowa cenzura w Trójce”
Łukasz Lipiński poleca ulubione apki
* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.