Dział: INTERNET

Dodano: Grudzień 07, 2018

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Paweł Stremski odchodzi z Agory

Paweł Stremski związany jest z Gazeta.pl od 2001 roku (screen YouTube.com/Presserwis)

Z Agory po 17 latach odchodzi Paweł Stremski, dyrektor wydawniczy i programowy portalu Gazeta.pl.

"Aż dziwnie to się pisze, ale z końcem lutego, po ponad 17 latach, odchodzę z Gazeta.pl. I to było MEGA 17 lat" - napisał w piątek na Facebooku Paweł Stremski.

Stremski rozstaje się z Gazeta.pl z końcem lutego. Jego obowiązki tymczasowo przejmie dyrektor zarządzający Gazeta.pl Marcin Gadziński.

- To było 17 lat budowania najciekawszego portalu w Polsce i osiągnąłem wszystko, co mogłem zawodowo osiągnąć w Gazeta.pl – mówi „Presserwisowi”. O dalszych planach zawodowych nie informuje.

Paweł Stremski związany jest z Gazeta.pl od 2001 roku. Do 2012 roku pełnił kolejno funkcje: redaktora, szefa serwisów kulturalnych, szefa Wiadomości.gazeta.pl oraz szefa newsroomu Gazeta.pl i Tokfm.pl. Następnie na stanowisku dyrektora portalu Gazeta.pl odpowiadał za wszystkie obszary treści i produkcję wideo. W 2013 roku został także dyrektorem programowym. Przed przejściem do Agory przez dwa lata pracował jako dziennikarz serwisu internetowego Radia Zet.

To kolejna duża zmiana, do jakiej doszło w Gazeta.pl w tym roku. Na początku roku Marcin Gadziński, który od 2013 roku był dyrektorem i wydawcą Sport.pl, został dyrektorem zarządzającym Gazeta.pl. Od marca szefem strony głównej jest Mateusz Aleksandrowicz (wcześniej pracował jako dyrektor rozwoju Sport.pl) - zastąpił na tym stanowisku Martę Pawłowską, która przeszła do Onet.pl.

W październiku Gazeta.pl powiększyła newsroom, na czele którego stanął były redaktor naczelny Sport.pl Bartosz Raj (jego dotychczasowe stanowisko zajął Paweł Wilkowicz). Dotychczasowy szef newsroomu Michał Fal został sekretarzem redakcji Gazeta.pl. Z kolei we wrześniu zawieszono dział Opinie, który stworzył Grzegorz Sroczyński. Powodem miały być napięcia, jakie serwis generował w relacjach z "Gazetą Wyborczą". 

Według danych Gemius/PBI, serwisy i aplikacje Grupy Gazeta.pl odwiedziło w październiku 17,24 mln użytkowników (wzrost o 765,60 tys. w porównaniu z wrześniem). (PD)

(KOZ, 07.12.2018)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Dział: INTERNET

Dodano: Grudzień 10, 2018

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Policja w domach dziennikarza i operatorki z OKO.press

Aktywiści ruchu Obywatele RP, podczas koncertu Chóru Aleksandrowa w Bydgoszczy wbiegli na scenę z transparentami (screen: Youtube.com/OKO.press)

W domach dziennikarza i operatorki z OKO.press pojawiła się policja, po tym jak zarejestrowali protest aktywistów przeciwko koncertowi Chóru Aleksandrowa w Bydgoszczy.

Rafał Suszek i Michał Wojcieszczuk, aktywiści ruchu Obywatele RP, podczas koncertu Chóru Aleksandrowa w Bydgoszczy w hali Łuczniczka 7 grudnia wbiegli na scenę z transparentem "Kremlowski raszyzm won za Don" i okrzykiem "Łapy precz od Ukrainy". Podczas zamieszania przewróciła się stojąca na scenie rosyjska flaga.

Robert Kowalski relacjonuje, że kiedy ochrona wyprowadziła aktywistów, on i operatorka poszli za nimi na zaplecze, a tam dwie osoby chciały im odebrać nagranie. - Uniemożliwiali nam dalszą pracę, byli bardzo agresywni. Ochrona Łuczniczki, czyli obiektu, w którym odbywał się koncert, wezwała policję. Po jej przybyciu ci dwaj zażądali spisania naszych danych, co policja uczyniła - opowiada Kowalski.

Następnego dnia rano materiał o proteście podczas koncertu Chóru Aleksandrowa został opublikowany na OKO.press. Natomiast w południe do dziennikarza OKO.press Roberta Kowalskiego i jego operatorki (współpracuje z OKO.press i nie zgodziła się na podanie jej danych) przyszła policja z nakazami przeszukania. - Byli po cywilnemu. Mnie nie zastali w domu, a operatorce przy domofonie przedstawili się, że są z wydziału do spraw młodocianych. Myślała, że chodzi o jakaś sprawę z dzielnicy -  mówi Kowalski. - Potem się okazało, że policjanci, którzy przyszli do operatorki, są z Komendy Rejonowej Policji Warszawa VI, a działają na zlecenie Policji Bydgoszcz Szwederowo - dodaje.

Według relacji Kowalskiego na pytanie operatorki, dlaczego skłamali przy domofonie, jeden z policjantów odpowiedział, że wcale nie skłamał, bo też pracuje w wydziale do spraw młodocianych. - Odmówili pokazania nakazu przeszukania, ograniczyli się tylko do szybkiego przeczytania jego treści, nie chcieli też poczekać na przybycie prawnika. Nie podali, na jakiej podstawie prawnej mogą przeszukać jej mieszkanie. Zastraszali operatorkę, że jak nie wyda im nagrania, zabiorą jej cały sprzęt, który jest jej narzędziem pracy. Wydała im materiał na pendrive - opisuje Kowalski. Dodaje, że policja nie ma prawa przejąć materiałów dziennikarskich bez nakazu sądu i nie ma prawa nawet ich oglądać. - To, co się stało, jest łamaniem prawa. Dlatego na pewno tego nie zostawimy. My do tej pory nie wiemy, dlaczego i na jakiej podstawie prawnej to wszystko się wydarzyło. Nie wiemy nawet, kto złożył doniesienie na policję. Nikt niczego nam nie wyjaśnił, ani redakcji, ani nam osobiście - mówi Robert Kowalski.

Do chwili zamknięcia tego wydania "Presserwisu" na nasze pytania nie odpowiedział oficer prasowy komendanta rejonowego Policji Warszawa VI ani rzecznik prasowy komendanta stołecznego Policji.

(AMS, 10.12.2018)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo