Dział: OPINIE

Dodano: Luty 13, 2018

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Trudno nie być w szoku – mówi Rafał Baran, prezes grupy 4Fun Media, do której należy agencja FCB Bridge2Fun

(Fot. archiwum FCB Bridge2Fun)

Z Rafałem Baranem, prezesem grupy 4Fun Media rozmawia Agata Małkowska-Szozda

Na czym polega współpraca Deloitte Digital i FCB Bridge2Fun?

To porozumienie, które zakłada współpracę przy dużych procesach przetargowych, gdzie Deloitte Digital oferuje rozwiązania digitalowe i e-commerce, natomiast FCB Bridge2Fun bierze na siebie komunikację ATL. Czyli każdy będzie obsługiwał obszar, w którym się specjalizuje i czuje najswobodniej. FCB Bridge2Fun jest agencją hybrydową, która specjalizuje się w strategii i realizowaniu dużych projektów, kiedyś nazywanych ATL-owymi, dziś nazwałbym to tworzeniem kontentu wideo, który kształtuje marki i ich główną linię komunikacji. Deloitte Digital od początku koncentruje się na digitalu i wsparciu e-commerce.

Ta współpraca nie ma zatem charakteru strukturalnego?

Nie, ma ona natomiast charakter komplementarny. Jest więc potencjał na ścisłą współpracę, ale nie oznacza to jakiegokolwiek połączenia kapitałowego.

Co na tym dealu zyskuje FCB Bridge2Fun jest oczywiste - klientów, dotychczas obsługiwanych przez Deloitte Digital. A co dostaje Deloitte Digital? 

To prawda, że FCB Bridge2Fun pozyskuje nowych klientów w kontekście komunikacji ATL, ale Deloitte Digital także zyskuje, ponieważ jego dotychczasowi i nowi klienci otrzymują dostęp do obsługi ATL, realizowanej przez doświadczony i wielokrotnie nagradzany zespół. Dziś jest już jasne, że e-commerce nie może rozwijać się prawidłowo bez budowania świadomości marki za pomocą tradycyjnych mediów zasięgowych. Wystarczy popatrzeć, ile serwisów e-commerce reklamuje się w telewizji czy nawet na outdoorze. Takie podejście reklamowe ma także bezpośredni wpływ na nawyki korzystania z oferty e-commerce. Tak więc jesteśmy sobie wzajemnie potrzebni.

Rozumiem, że współpraca dotyczy klientów obsługiwanych przez Deloitte Digital, w zakresie ATL?

Tak, pierwsze projekty już nawet do nas trafiły, mam tu na myśli realizacje dla Black Red White, dotychczas obsługiwanej wyłącznie przez Deloitte Digital. Rozmowy z kolejnymi klientami trwają. Nie jest to jednak automatyczne przeniesienie. Proces ten wymaga każdorazowo zgody poszczególnych klientów. Mamy jednak nadzieję, że klienci Deloitte Digital docenią obsługę dwóch różnych, ale w obu przypadkach doświadczonych i wyspecjalizowanych zespołów.

A czy umowa działa w dwie strony i klient, dotychczas obsługiwany przez FCB Bridge2Fun trafił do Deloitte Digital?

Jak już powiedziałem, nie ma żadnego automatyzmu. W FCB Bridge2Fun też mamy ofertę obsługi digital, ale nie jest ona tak rozbudowana jak w Deloitte Digital, stąd tylko do pewnego momentu jesteśmy w stanie sami obsłużyć klientów w zakresie online. W przypadku rozbudowanego zapotrzebowania idealnym partnerem będzie Deloitte Digital. Jednym słowem stosujemy strategię oportunistyczną z powodzeniem wykorzystywaną na giełdzie. W sytuacji, gdy nadarzy się okazja i odpowiednio duży klient, aby takie partnerstwo się opłacało wszystkim zaangażowanym podmiotom, to z przyjemnością skorzystamy z naszego porozumienia. Oczywistym jest też, że nie wszystko zależy od  nas, bo to klient ostatecznie decyduje. Pomimo ponawianych prób nakłonienia klientów do współpracy typu „one step shop”, nadal wielu z nich woli pracować z wieloma dostawcami usług. 

Deloitte Digital dostaje doświadczonego partnera, którego w dodatku się nie boi. Ale chyba rezygnacja z części usług to jednak jest przyznanie się do porażki - to nam się nie udało, inni są w tym lepsi?

Nie ma powodu rozpatrywać tej współpracy w kategoriach czyjejkolwiek porażki. Myślę, że słuszną strategią biznesową jest wzmacnianie tego, w czym jest się świetnym, niż na siłę wdrażanie czegoś, co nie jest najmocniejszą stroną firmy. Tak na to patrzę. Myślę, że Deloitte Digital ma podobne biznesowe podejście do rozwoju. Gdyby ktoś dziś zaprosił FCB Bridge2Fun do ogromnego przetargu, w którym podstawą byłby digital, związany bardziej z technologią, niż z komunikacją produktową, też bym powiedział: kochani, nie oczekujcie, że ja będę lepszy, niż wyspecjalizowane firmy, które budują swoje kompetencje w tym obszarze od 10 lat.

Jak Pan ocenia różnicę w wycenie usług przez agencje reklamowe i firmy consultingowe?

W przypadku agencji reklamowych wycena dotyczy głównie konceptów i ich realizacji, natomiast same usługi doradcze, które towarzyszą ofercie są oddawane niemal za darmo. Oczywiście istnieją wyjątki, jak np. usługi z obszaru PR, czy pełnej strategii, na którą jest zamówienie. Stąd w wielu przypadkach praca agencji była zwyczajnie niedoszacowana i klienci się do tego przyzwyczaili. A kiedy sytuacja zaczęła normalnieć i się okazało, że wartości są inne, to się zaczęły problemy. W świecie firm consultingowych jest inaczej, trudno ze świata consultingu przejść do świata reklamy i nie być w szoku.

Agata Małkowska-Szozda

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Dział: OPINIE

Dodano: Luty 16, 2018

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Tradycyjne media nie uwierzyły w e-sport - Michał Pol, dyrektor programowy sportu w Grupie Onet-RAS

(fot. Wojciech Surdziel / wosu.pl / „Press”)

W ostatnich latach obserwujemy rozwój i coraz większe zainteresowanie sportem elektronicznym w Polsce? Na czym polega fenomen e-sportu?

E-sport to jest rozrywka, której nie ogląda się w telewizji, ale na ekranach komputerów przez platformy streamingowe. W przeciwieństwie do wielu dyscyplin sportowych, jak na przykład skoków narciarskich, którymi się fascynujemy podczas igrzysk olimpijskich w Pjongczangu, tutaj kibice nie tylko to oglądają, ale sami też grają. To rozrywka, która szczególnie wśród młodych ludzi wygrywa nawet z oglądaniem bardzo popularnych meczów piłki nożnej.

Jak zmienia się rola mediów tradycyjnych jeśli chodzi o sport elektroniczny?

Tradycyjne media nie uwierzyły w e-sport we właściwym czasie i pozwoliły żeby e-sport wykształcił własne media, w tym platformy streamingowe. Zanim stacje telewizyjne lub portale internetowe zorientowały się, jak wielką społecznością jest e-sport, to ta społeczność była już samowystarczalna i miała własne media. Teraz mainstreamowe media zupełnie nie są e-sportowi potrzebne. Doskonale sobie poradziły i dzisiaj korzystają na zainteresowaniu czołowych mediów, które muszą stawać na głowie, żeby wymyślić powody, dla których fani e-sportu mieliby oglądać programy na antenach telewizyjnych, a nie platformach streamingowych. To środowisko w ogóle nie potrzebuje tradycyjnych mediów, ale oczywiście mogą je wykorzystać i być w nich obecni.

W jakim kierunku będzie się rozwijał e-sport?

Wróżę wielki boom e-sportu dlatego, że rozwój technologiczny mu sprzyja. Jest wiele popularnych dyscyplin e-sportowych, a w przyszłości powstaną kolejne, które mogą błyskawicznie zyskać popularność, co trudno sobie wyobrazić w przypadku tradycyjnego sportu. To będzie się rozwijać kosztem sportu, tych mniej popularnych dyscyplin, które będą coraz bardziej niszowe. Znam przypadki osób, które zamiast oglądać mecz w telewizji, wolą oglądądać jak e-sportowcy grają na komputerach w FIFA.

Rozmawiał Grzegorz Dyjak 

Grzegorz Dyjak

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo