Dział: PRASA

Dodano: Styczeń 15, 2018

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Ewa Redel-Bydłowska odchodzi z Edipresse Polska

Ewa Redel-Bydłowska związana jest z Edipresse Polska od 1994 roku (fot. materiały prasowe)

Ewa Redel-Bydłowska zrezygnowała z funkcji członka zarządu Edipresse Polska. Od stycznia 2018 roku skład zarządu wydawcy jest dwuosobowy, a jego członkami pozostają: Alicja Modzelewska-Warec, dyrektor generalna, oraz Izabela Bochenek-Strauss, odpowiedzialna z ramienia zarządu za działania spółki w obszarze digital.

Redel-Bydłowska związana jest z Edipresse Polska od 1994, a od 1998 roku była członkiem zarządu spółki. Do końca kwietnia 2018 przekaże swoje obowiązki Alicji Modzelewskiej-Warec - z zakresu dystrybucji, zakupu papieru, marketingu mobilnego oraz nadzoru nad spółkami: Lincoln sp. z o.o. oraz P&P sp. z o.o. Od maja do grudnia 2018 roku będzie zwolniona z obowiązku świadczenia pracy.

"To przemyślany krok, od pewnego czasu rozważałam różne kierunki rozwoju mojej kariery zawodowej i ostatecznie podjęłam decyzję na początku roku 2017" - poinformowała Ewa Redel-Bydłowska. Dodaje, że razem z pozostałymi członkami zarządu mieli prawie rok, żeby wypracować i wdrożyć nową strukturę organizacyjną.

"W Edipresse przez blisko 24 lata przeszłam zarówno okres dynamicznego rozwoju i wzrostu rynkowego; etap konsolidacji i strategicznych akwizycji, jak też ostatnie lata intensywnych zmian - procesu digitalizacji i dywersyfikacji biznesu. Teraz myślę o dalszym rozwoju, być może również w zupełnie nowych obszarach, a żeby mieć na to czas, musiałam pewien etap definitywnie zamknąć - emocjonalnie z żalem, a racjonalnie z perspektywami na długofalową przyszłość" - komentuje.

(JOK, 15.01.2018)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Dział: PRASA

Dodano: Styczeń 15, 2018

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

"Codziennik Feministyczny" nie widzi podstaw, by przeprosić Jakuba Dymka

Jakub Dymek żąda od autorek listu przeprosin (fot. Simona Supino/Press)

Na stronie "Codziennika Feministycznego" pojawiła się odpowiedź na przedsądowe wezwanie Jakuba Dymka. Dziennikarki nie widzą podstaw do przeprosin, wskazując, że "sytuacja Pana Jakuba Dymka jest głównie wynikiem jego zachowań podejmowanych po publikacji Listu".

Pismo w imieniu Sary Czyż, Dominiki Dymińskiej, Kamili Kuryło oraz Patrycji Wieczorkiewicz podpisał adwokat Andrzej Gąsior. Czytamy w nim m.in., że tekst "Papierowi feminiści. O hipokryzji na lewicy i nowych twarzach polskiego #metoo", który ukazał się 27 listopada 2017 roku w serwisie Codziennikfeministyczny.pl, powstał w ramach międzynarodowej kampanii sprzeciwu wobec kultury gwałtu. "Mimo że List nie wskazywał ani sprawcy, ani pokrzywdzonej powyższego zdarzenia, to Pan Jakub Dymek postanowił powiązać ten fragment Listu z sytuacją która miała miejsce pomiędzy nim a jedną z Wezwanych, Dominiką Dymińską" - napisano w dokumencie, dodając, że "wezwane nie dopuściły się naruszenia dóbr osobistych". Tym samym "uznają za pozbawione podstaw prawnych i faktycznych żądanie zaprzestania naruszenia dóbr osobistych dziennikarza oraz przeprosin".

Jakub Dymek mówi, że dla niego wymowa pisma jest jednoznaczna. - Rozumiem to tak: autorki nigdy nie oskarżyły Jakuba Dymka o gwałt, a on oskarżył się sam, udzielając wywiadu dla Onetu cztery dni po publikacji tekstu w "Codzienniku Feministycznym" - mówi Dymek. - Taka interpretacja jest postawieniem sprawy na głowie. Pierwsze konsekwencje zawodowe, wynikające z publicznego pomówienia mnie o gwałt i podania do wiadomości mojego nazwiska w tekście "Codziennika", odczułem dosłownie godzinę po publikacji, zanim nawet odniosłem się do sprawy - dodaje Jakub Dymek. - Twierdzenie, że "Codziennik" pomimo podania mojego nazwiska i szczegółów umożliwiających natychmiastową identyfikację nie oskarżał mnie, uważam za absurd - mówi Dymek i dodaje, że jeszcze tego samego dnia ogólnopolskie media upubliczniły zarzuty "Codziennika". - Następstwo wydarzeń jest oczywiste - komentuje.

Publicysta żąda od "Codziennika Feministycznego" i autorek listu przeprosin w trzech serwisach: Codziennikfeministyczny.pl, Krytykapolityczna.pl oraz Gazeta.pl. Występuje także o zadośćuczynienie finansowe.

(JOK, 15.01.2018)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo