Dział: INTERNET

Dodano: Grudzień 20, 2017

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Oko.press zawiesił działalność, ale tylko na jeden dzień

19 grudnia był dniem bez serwisu Oko.press (screen Oko.press)

Oko.press zawiesił działalność na jeden dzień. We wtorek 19 grudnia br. na stronie serwisu zamieszczono komunikat, że była to akcja, aby "zbierać fundusze na dalszą pracę redakcji".

Na stronie Oko.press we wtorek nie publikowano nowych materiałów. - Chcemy uświadomić użytkowników serwisu, że nasza działalność jest ściśle uzależniona od funduszy, które nam przekazują - mówi Piotr Pacewicz, redaktor naczelny Oko.press.
Przypomina, że dobrowolne środki od czytelników pokrywają 85 proc. budżetu redakcji. Reszta pochodzi z grantów. - Co miesiąc  dostajemy pieniądze od ok. 7 tys.  darczyńców. Z tego jedynie dwa tysiące to wpłaty regularne. Przy tym warto dodać, że na Facebooku mamy 115 tys. fanów - dodaje Pacewicz.

Redaktor naczelny zapewnia, że Oko.press pozostanie serwisem bezpłatnym. - Nadal wystarcza nam pieniędzy na bieżącą działalność, ale jeśli wpłaty nie wzrosną, to będziemy musieli wprowadzić ograniczenia, np. zrezygnować z zamawiania sondaży lub z treści wideo - zaznacza Pacewicz.

Tylko podczas czterech pierwszych godzin akcji Oko.press otrzymało wpłaty od czterystu nowych użytkowników. Budżet miesięczny serwisu to 132,5 tys. zł, w tym: płace dziennikarzy - 62 tys. zł; honoraria autorów zewnętrznych - 9,5 tys. zł; opłaty za grafikę i wideo - 16,5 tys. zł; sondaże - 8 tys. zł. Opłaty administracyjne, obsługa prawna, fundraising i media społecznościowe pochłaniają 20,5 tys. zł, a usługi informatyczne 16 tys. zł.


(Mackuch, 20.12.2017)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Dział: INTERNET

Dodano: Grudzień 20, 2017

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Część serwisów internetowych obawia się zakazu linkowania

(fot. Pixabay.com)

Komisja Europejska proponuje krajom członkowskim Unii Europejskiej wprowadzenie przepisów mocniej chroniących wydawców tworzących treści. Mogliby oni żądać zapłaty od właścicieli serwisów i blogerów, którzy opublikują u siebie omówienia i zamieszczą linki do chronionych prawem treści. Część polskiej branży internetowej protestuje i apeluje, aby rząd nie wprowadzał rozwiązań proponowanych przez KE.

Tomasz Machała (Wirtualna Polska), Przemysław Pająk (Spidersweb.pl), Piotr Trudnowski (Jagiellonski24.pl), Bogna Janke (Salon24.pl), Wojciech Jakóbik (BiznesAlert.pl), Agnieszka Pikulicka-Milczewska (NewEasternEurope.eu), Piotr Małecki (Defence24.pl), Olga Stanisławska (CrazyNauka.pl) oraz Łukasz Mężyk (300polityka.pl) wystosowali list polskich wydawców internetowych, w którym "podejmowane inicjatywy regulacyjne" uznają za zagrożenie dla dalszego rozwoju mediów online. Apelują do polskiego rządu o wsparcie w działaniach, które zmierzają do zachowania "wolnego i otwartego charakteru internetu".

- Próba wprowadzania opłat od linkowanych czy też cytowanych treści jest próbą ograniczenia działalności niezależnych mediów. Czy lobbując na rzecz wprowadzenia opłat, koncerny chcą ograniczyć możliwość komentowania artykułów czy też treści, które się u nich pojawiają? - zastanawia się Jędrzej Graf, redaktor naczelny Defence24.pl.

- Czas zacząć organizować środowisko mediów internetowych, które od miesięcy jest oskarżane przez część wydawców o wszystko, od poziomu komentarzy anonimowych użytkowników, po pogarszającą się kondycję papierowych wydawców - dodaje Łukasz Mężyk z 300polityka.pl.

- To po zamknięciu za paywallami najbardziej wartościowych treści kolejny krok, który ograniczy zasięg, a co za tym idzie opiniotwórczą rolę prasy - ocenia Dominik Kaznowski, CEO Digital We.

Tymczasem według wydawców prasy tzw. podatek od linków to jeden z mitów narosłych wokół proponowanych zmian w prawie autorskim. Przedstawiciele Izby Wydawców Prasy przekonują, że zwykłe linki odsyłające czytelnika do artykułu na stronie internetowej danej gazety nie są objęte unijną regulacją, a chodzi jedynie o tzw. linki pozorne, przekierowujące czytelnika z niemal w całości przekopiowanych artykułów w ramach strony portalu agregującego treści.

Włodzimierz Schmidt, prezes zarządu Związku Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska, twierdzi, że w tej chwili nie ma jeszcze żadnych gotowych przepisów w tej sprawie. - Temat ciągnie się w Brukseli już od bardzo dawna, jest bardzo kontrowersyjny, a rynek jest w tej kwestii mocno podzielony. Dlatego nie wszyscy wydawcy internetowi podpisują się pod tym apelem, a tylko niektórzy. Rzeczywista linia podziału przebiega bowiem pomiędzy tymi, którzy tworzą treści i ponoszą w związku z tym koszty, a tymi, którzy wykorzystują treści innych. Spór trwa od siedmiu-ośmiu lat - komentuje Schmidt. 

- Nie wszyscy wydawcy z sieci jeszcze widzą tak wyraźnie zagrożenia regulacyjne lobbowane głównie przez grupy wydawców posiadające monopol na niektórych rynkach europejskich i wspierającego ich komisarza Oettingera. Mamy kontakt z grupą wydawców internetowych z Włoch, Hiszpanii, Francji i oni podzielają nasze obawy - zapewnia Łukasz Mężyk.

(PM, 20.12.2017)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo