Temat: reklama

Dział: OPINIE

Dodano: Listopad 07, 2017

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Cztery powody dla których warto w przyszłym roku pojechać na Festiwal Golden Drum

Dla jednych Golden Drum może wydawać się festiwalem nieco egzotycznym dla innych jest to wydarzenie o którym nic nie wiedzą, jeszcze inni to stali bywalcy którzy z rozrzewnieniem wspominają plaże w Piranie czy Portorz.

Po tegorocznym odwiedzeniu Golden Drum, na którym byłam po raz pierwszy, z łatwością mogę podać co najmniej cztery powody, dla których warto się tam udać w przyszłym roku i dla których chciałabym pojechać tam ponownie.

1. Portorz – jest już potwierdzone, że 25. Edycja Golden Drum odbędzie się w Portoroz

Dla wszystkich wielbicieli festiwali odbywających się przy plaży jest to dobra wiadomość. W przyszłym roku, z okazji okrągłej edycji Golden Drum szykuje się na wyjątkowe święto i jak zdradza szefowa festiwalu, będzie można się spodziewać wielu atrakcji.

Lubljana, w której odbywał się festiwal w tym roku, jest piękna i z pewnością można spędzić w niej miło czas. Dla chętnych stolica Słowenii oferuje możliwość spaceru po mostach, wdrapania się na zamek czy smakowania lokalnego wina w uroczych restauracjach, jednak kurortowy klimat Portoroz z pewnością będzie dodatkową motywacją do odwiedzenia Golden Drum.

2. Otwartość i bezpośredniość gwiazd festiwalu 

To co jest niewątpliwą zaletą Golden Drum to fakt, że jest to festiwal na którym spotyka się niezwykle otwartych, bezpośrednich i pełnych ciekawości ludzi. Na festiwalu nie brakuje utytułowanych dyrektorów kreatywnych z sieciowych agencji, a jednak wszyscy oni wydają się zdecydowanie bliżsi niż podczas Cannes. W porównaniu do innych branżowych festiwali, jest to sporym atutem i zaletą Golden Drum. Ten festiwal pozwala na bardzo bliski i bezpośredni kontakt z prelegentami oraz członkami jury, którzy chętnie wdają się w rozmowy, nawiązują relacje i bezpośrednio dyskutują. Na Golden Drum nie widać przestylizowanych i zblazowanych hipsterów (chociaż były osoby w szaliczkach), którzy zadzierając nosy spoglądają z pogardą na wszystkich dookoła. Podczas Golden Drum ma się okazje porozmawiać z twórcami takich kampanii jak Dumb ways to die czy Signed by bees, którzy traktują rozmówców jak równych sobie, a rozmowa w kolejce po kawę może okazać przerodzić się w dyskusję ze strategiem który briefował Davida Droge i chętnie opowiada o swoich doświadczeniach i podejściu. Refleksją jaka nasuwa się na myśl, po obserwacji i spotkaniach z szeregiem branżowych gwiazd poznanych podczas Golden Drum, jest fakt że warto przyjąć trochę bardziej pokorną postawę i pobudzać w sobie ciekawość świata, zamiast żyć w przekonaniu o swojej genialności.

3. Możliwość otrzymania Grand Prix Festiwalu

Golden Drum jest festiwalem, na którym polskie prace i agencje mają realne szanse otrzymania nagród, nawet Grand Prix (co w tym roku udowodnił Grey czy kampania Smart Bell). Nie ma co się oszukiwać, że nagrody w Cannes są marzeniem i celem większości kreatywnych, jednak szanse na zwycięstwo są tam zdecydowanie mniejsze – konkurencja z USA, Ameryki Południowej, Azji jest ogromna i potrzeba genialnego pomysłu aby się „przebić”. Golden Drum to festiwal kreatywny dla krajów europejskich, który pozwala wybić się pracom, które na innych ogromnych festiwalach przechodzą bez echa.

W tym roku warto wspomnieć kilka kampanii. Jedną z ciekawszych prac są Ladoshki, czyli projekt z Rosji, który stara się rozwiązać problem rosnącej dziecięcej otyłości i szerzącej się modzie na fastfoody. Sberbank stworzył technologię, która pozwala na płacenie za jedzenie za pomocą dłoni.

Innym ciekawym projektem jest „The digital iron curtain” który stara się pomóc zrozumieć współczesnym młodym czym była żelazna kurtyna.

Podczas Golden Drum można było przekonać się także, że reklama prasowa i OOH ciągle żyje i może być kreatywna. Świadczy o tym m.in kampanie Newsweeka.

Press

Bardzo dobrą kampania w dziedzinie design jest projekt Souldrops, który udowadnia że nawet opakowania detergentów mogą wyglądać świetnie na półce. Z rozmów z węgierskimi gośćmi festiwalu można się dowiedzieć, że cena tych produktów jest identyczna jak rynkowa a czasami nawet bardziej okazyjna.

Press

Projekt „Digital korobkas” dla Nike, jest kolejną ciekawą kampanią, którą można poznać dzięki Golden Drum. Jest to nowy system scoutingowy, pozwalający na odkrywanie nowych talentów piłkarskich.  W dobie Orlików i mody na granie w piłkę nożną, jest to szczególnie dobra inspiracja.

Bardzo dobrym projektem, o którym trzeba napisać jest nagrodzony w kategorii film Share it to stop it, który porusza problem przemocy domowej i zostawia duże wrażenie oraz pole do przemyśleń dla widzów.

4. Wiedza i best practicies z regionu europejskiego

Golden Drum to trzy dni wypełnione wykładami i panelami dyskusyjnymi, które z racji tego że prowadzone są przez przedstawicieli z naszego kontynentu bardzo często są bliższe i bardziej realne dla polskiego świata reklamy. W tym roku zdecydowanie wartym zwrócenia uwagi był wykład poświęcony kulturze kreatywności w organizacjach, który prowadził  Alemsah Ozturk (CEO / Chief Happiness Officer Grey EMEA). Obecnie praktycznie nikt nie mówi o kulturze w organizacji ani o tym jak ją rozwijać i pobudzać. Zdaniem Ozturk’a jest to jeden z kluczowych aspektów funkcjonowania agencji, który może przyczynić się do efektywności biznesowej.Jego zdaniem zamiast skupiać się na tzw. kreatywnych gwiazdach, współczesne organizacje powinny pracować nad kulturą która pobudza, zakłada współpracę i wspiera kreatywność wszystkich pracowników. Podczas wykładu zdradził kilka wskazówek o tym jak wprowadzać taką kulturę do firm i agencji. Podał również przykłady takich działań w swojej agencji, np. wizytówki osób zatrudnionych w 4129Grey, tworzone są przez współpracowników. 

Podsumowując, Golden Drum jest ciekawym wydarzeniem w europejskim, kreatywnym świecie. To festiwal bardziej wyluzowany i bezpośredni, z równie dobrym winem jak w Cannes, w dodatku podczas którego agencje z Polski realnie mają szanse na najważniejsze nagrody.


Joanna Sagan, K2

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Temat: reklama

Dział: OPINIE

Dodano: Listopad 08, 2017

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Grand Prix festiwalu Golden Drum wygrywa się nastawieniem

Lublana to piękne, małe miasto w samym sercu Słowenii. Choć i tak największe w tym niespełna 2-milionowym kraju. Słynie przede wszystkim z rozległych terenów zielonych, bogatej kontr-kultury i niezliczonej ilości klimatycznych knajpek. I festiwalu Golden Drum. Chyba.

Przez 22 lata festiwal odbywał się bowiem w Portoroż, swoistym Cannes Adriatyku. Podobno był tam super klimat, super ludzie, a teraz gdy festiwal przeniósł się do stolicy kraju, to już nie to samo. Na swoje szczęście w Portoroż byłem raz i to na shoocie, także dla mnie Golden Drum zaczynał od zupełnie czystej karty (no może poza Silver Drumem zdobytym dawno temu ;)).

Prawdą jest, że sam festiwal w większym mieście ginie i nie jest tak widoczny jak choćby Lwy w Cannes, gdzie tysiące delegatów szturmuje plaże i restauracje. Niemniej, gdy już się przekroczy bramy Grand Hotelu, można się pozytywnie zaskoczyć. Ale od początku.

Jako jury zaczęliśmy od zapoznawczej kolacji, wiadomo. Przed wylotem nie miałem czasu dogłębnie sprawdzić kto jest kim i skąd, więc mogłem każdego z nich poznać poniekąd „od zera”. I tak przybiłem piątkę z twórcą „Dumb Ways to Die”, dyrektor kreatywną stojącą za sukcesami batona „ROM”, czy Macedończykiem, który ma na koncie 20 lwów, w tym za swój ostatni projekt „Signed by Bees”. I tu zaczyna się prawdziwa przygoda i lekcja: skromności, pozytywnego podejścia i pokory - bo właśnie te 3 wartości (jak się okazało w przeciągu całego tygodnia festiwalu) łączą wszystkich najlepszych kreatywnych z Europy. Moglibyśmy się zatem dużo od nich nauczyć, jako branża pełna ironii, zawiści i zadartych nosów…

Następne 2 dni to ciemne pomieszczenie i ocenianie kilkuset prac. Kulis nie mogę zdradzać (były spektakularne wzloty i upadki - te drugie niestety też z Polski), ale co zwróciło moją uwagę, to zupełnie inne podejście do oceny. Zwykle polskie jury jest o ubijaniu projektów, jurorów dumą najbardziej napawa okrzyk „BYŁO!”, a już w ogóle najsuper jest, gdy uwali się coś od bezpośredniej konkurencji, która na koniec zostaje nawet bez shortlisty. Tu cały proces kręcił się wokół dostrzeganiu tego, co dobre w danym projekcie i podnoszeniu każdego z nich do góry. Patrzyliśmy na kontekst kulturowy kraju, braliśmy pod uwagę złożoność danej branży, zupełnie inaczej podchodziliśmy do oceniania prac charity - wiedząc, że nawet najlepszy projekt Coca Coli, może nie mieć szans w bezpośrednim pojedynku z bezdomnymi. I tak powstała shortlista prac, która dobrze oddaje ducha całego regionu tzw. Nowej Europy. Prym wiedzie tu Rosja, Rumunia, Słowacja i… Polska! Co prowadzi mnie do kolejnego spostrzeżenia.

Press

Wiem, że GD ma w branży średnią opinię. Ale prawda jest taka, że z Cannes (w dobrym roku) jako 40-milionowy kraj wyjeżdżamy maksymalnie z 4 lwami. W tym samym czasie, tyle samo lwów zdobywa wspomniany już Macedończyk (rokrocznie kilka). Prowadzi mnie to dwóch wniosków: że po pierwsze nie ma wymówek, że klienci, że budżety, że mało słońca - po prostu trzeba się wziąć w garść i robić jak najwięcej dobrych projektów - i to mówię też w swoim imieniu, do siebie poniekąd. Druga sprawa jest taka, że GD to festiwal, na którym możemy powalczyć jak równy z równym z potęgami regionu. I nawet wyrwać 2 Grand Prix! Bynajmniej nie dlatego, że to „łatwy” festiwal (wystarczy przejrzeć nagrodzone prace), ale dlatego, że to jest po prostu nasz, jako kraju, poziom. Co więc różni nas, polską branże reklamową, od takiej na przykład Rumunii, która zdobywa 3 razy tyle lwów i dla nich rok bez złota, to rok stracony?

2 lata temu, gdy wracałem z Cannes miałem kilka większych przemyśleń (opisanych tutaj: https://www.linkedin.com/pulse/polska-zdobyła-złotego-lwa-w-cannes-ale-czy-jest-się-z-kuba-sagan/) dotyczących tego, co zmienić w branży (albo bardziej: jak dorównać rynkom rozwiniętym), by wejść na następny level. Dotyczyły one większej różnorodności zatrudnienia w agencjach, współpracy z kreatywnymi spoza branży i podpatrywaniu różnych modeli organizacji pracy. Po Golden Drum przemyślenie mam jedno, ale chyba najtrudniejsze do wprowadzenia, bo odnosi się do rzeczy trudno definiowalnej i dla niektórych niezmiennej - czyli do naszego podejścia.

Jako przykład niech posłuży dyrektor kreatywny niezależnej agencji ze Słowacji, szef Art Director’s Club Europe. Jakie było moje zdziwienie, gdy nagle podczas gali wyszedł po Golden Druma za „Digital Iron Courtain” - po pierwsze nigdy nie chwalił się tym projektem, a po drugie nic nie wspominał, że będzie wychodził po złoto. Także lekcja pierwsza: skromność. Bo jeśli ktoś ma Cię zauważyć, to na scenie, a nie pod.

Drugi przykład to szef agencji 4129 GREY. W kulturze organizacji mają coś, co nazywają EDGE, TRIBE i SWAG. Najogólniej rzecz biorąc - stanowią bardzo solidny zespół. Swoją pierwszą wizytówkę dostajesz po 3 miesiącach pracy. Nie ma na niej Twojego stanowiska, ale za to na odwrocie jest feedback od innych pracowników (wypełniają w tym celu specjalną tabelkę). Jeśli więc byłeś „asshole” dla innych, to będziesz to mieć napisane na wizytówce :) Prawda jest jednak taka, że organizacja wytworzyła taką kulturę, w której poziom niezdrowej ironii, zawiści i chorej rywalizacji, znany z naszego podwórka - jest tam po prostu nie do pomyślenia. Także lekcja druga: zachowuj się wobec innych tak, żeby nikt nie chciał na Twojej wizytówce napisać „asshole”. Bo na dłuższą metę takie osoby nie przebiją się w żadnej większej organizacji.

Press

I trzecia rzecz: pokora. Cytując Tyrmanda: „zawsze znajdzie się jakiś większy kozak”. Warto o tym pamiętać, gdy np. na canneńskiej plaży wychwalasz pod niebiosa swoje kampanie, podczas gdy  kilkaset metrów dalej, w Pałacu nagrody odbierają właśnie David Droga, agencja AlmapBBDO, czy Grey Londyn… Chodzi mi o to, że ani nie jesteśmy tak dobrzy, ani tak słabi jak o sobie mówimy. A najlepsi w tej branży wciąż nie uważają się za tak dobrych, by w ogóle o sobie mówić…

Przepraszam, jeśli spodziewaliście się po tym tekście kreatywnych kejsów, recenzji najlepszych knajp w Lublanie, czy narzekania na festiwalowe imprezy (ok, to naprawdę mogliby poprawić ;)). Ale jeśli coś we mnie zmieniła przygoda z Golden Drum, to nastawienie. Przydałoby nam się wszystkim od czasu do czasu spuścić zadarte nosy, włączyć trochę więcej pozytywnego myślenia o otaczającej nas branży i może nawet szczypty życzliwości dla siebie nawzajem. Promujmy najlepsze projekty z Polski, niezależnie z której są agencji, bo w końcu „we’re all in it together, ya know”. Tyczy się to zwłaszcza młodych kreatywnych, których powinniśmy jak najmocniej wspierać, by nie wypalili się przez nasze podejście jeszcze przed 26. rokiem życia.

Bo jeśli nic z tym nie zrobimy, i uznamy, że po prostu „taki mamy klimat”, to dalej jako kraj będziemy w rankingu Cannes bliżej Ekwadoru, niż Macedonii.

Peace!

Kuba Sagan

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo