Dział: KSIążKI

Dodano: Maj 29, 2017

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

„Tu byłem. Tony Halik”

Press

Mirosław Wlekły
Wydawnictwo Agora
Warszawa 2016

O takim temacie, a właściwie bohaterze, marzy każdy reporter. Postać legendarna, znany podróżnik mający swoich fanów, autor programów telewizyjnych i książek, który przez lata udzielił wielu wywiadów, a jak się okazuje, całej prawdy o nim nie znali nawet mu najbliżsi. Mirosław Wlekły śladami Tony’ego Halika wyruszył w 2014 roku, przez dwa lata zjechał pół Polski i kilka krajów na trzech kontynentach. Chciał napisać książkę o popularnym dziennikarzu-podróżniku, a wpakował się w historię, w której za kolejnymi otwartymi drzwiami były następne, kryjące nową zagadkę. Z niedowierzaniem czytamy, jak bardzo Tony Halik potrafił stworzyć swoją własną historię i sprzedać ją światu w przeróżnych wersjach (dziś, w czasach internetu, byłoby to chyba niemożliwe). Trudno go nie podziwiać, był postacią nietuzinkową, dzięki ogromnej pracy i pasji doszedł do wszystkiego sam. Czytamy prawdziwy życiorys Mietka Halika z Żabin, który nawet matury nie zrobił, a przez lata był cenionym dziennikarzem amerykańskiej stacji NBC, wpływowym dziennikarzem w Meksyku, publikował w legendarnym magazynie „Life”, w polskiej telewizji prowadził najpopularniejszy program podróżniczy. Ryzykowna jest nieco konstrukcja książki, bo przy tak bogatym życiorysie mieszanie okresów spowodowało, że czytelnik nieco się gubi, są powtórzenia.

Jednak mimo że autor odkrywa kolejne wcielenia Halika – te jaśniejsze i te ciemniejsze – nie jest to książka demaskatorska, nie czuć tu chęci zrzucenia Tony’ego Halika z cokołu. Widzimy złożoność tej postaci, tragiczne uwikłanie w historię własną i Polski. Być może dzięki takiemu podejściu dziennikarza do bohatera Elżbieta Dzikowska nie protestowała przeciwko publikacji biografii mężczyzny, którego kochała.

RG

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

PODOBNE ARTYKUŁY

Dział: KSIążKI

Dodano: Maj 29, 2017

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

„Afronauci. Z Zambii na Księżyc”

Press

Bartek Sabela
Wydawnictwo Czarne
Wołowiec 2017

Bartek Sabela nie zabiera się za nudne tematy. Otrzymał dwie nagrody za „Mo(r)że wróci” – opowieść z wyjazdu nad wyschłe Jezioro Aralskie, gdzie można obserwować wielbłądy chodzące wokół stalowych cielsk statków stojących na dnie jeziora zamienionego w pustynię, i „Wszystkie ziarna piasku” – opowieść o niedostępnej Saharze Zachodniej, którą król Maroka przekształcił w największe więzienie świata. Sabela przebywał w nim nie do końca legalnie. Nic dziwnego, że jego trzecia książka też musiała być wyjątkowa, jak wyjątkowy wydał mu się bohater – Edward Mukuka Nkoloso, czyli człowiek, który chciał sprawić, by Zambia wyprzedziła USA i ZSRR w pierwszym locie na Księżyc. Sabela pojechał do Afryki odnaleźć ślady twórcy Zambijskiej Akademii Kosmicznej. Pisze tak dobrze, jak zawsze: „Stary »Times of Zambia« ma format małego dwuosobowego namiotu. Teraz już nie ma takich gazet. Można się nim przykryć przed deszczem wraz z całą rodziną, zapakować udziec byka, a kilkoma numerami wytapetować całe mieszkanie”. Ale temat tej książki jest inny niż poprzednich, rzec można, trochę wydumany. Dlatego czytając ją, nastawmy się na samą przyjemność poznawania świata dawnych kolonii, nie na zaskakujące zakończenie. Bo choć Mukuka Nkoloso starał się poważnie ćwiczyć przed lotem wraz ze swoimi astronautami, okazał się raczej wariackim zapaleńcem, który za poważny lot uznaje sturlanie się afronauty w beczce ze zbocza. Sam autor ma chyba z tym problem, bo ostatnie zdanie jego książki brzmi: „Nie mogę przestać myśleć, co nuciłby Edward Mukuka Nkoloso, hasając w podskokach po powierzchni Księżyca”. Autorze, wracamy na ziemię!

CP

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

PODOBNE ARTYKUŁY