Dział: PRASA

Dodano: Kwiecień 11, 2017

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Fotoreporterzy dostają przepustki do sejmu z napisem "obsługa techniczna"

(fot. Krzysztof Białoskórski/Sejm.gov.pl)

Kancelaria Sejmu wydaje nowe przepustki dla pracowników mediów. Na tych wydawanych fotoreporterom pojawił się napis "obsługa techniczna". Fotoreporterzy przyjęli tę zmianę z oburzeniem. O zmianę tego napisu zaapelował Press Club Polska. Centrum Informacyjne Sejmu zapewnia, że zmiana nie wiąże się z ograniczeniem praw fotoreporterów.

Do tej pory fotoreporterzy dostawali reporterskie lub fotoreporterskie przepustki upoważniające do wejścia na teren sejmu. Na tych, które dostają od kilku dni, widnieje jednak napis "obsługa techniczna", a nie "reporter" lub "fotoreporter". - Ta zmiana została przyjęta bardzo negatywnie przez fotoreporterów, ale ci, którzy na co dzień pracują w sejmie, wolą się nie wychylać z obawy przed reperkusjami. Fotografia prasowa ma ogromną tradycję, nie może być degradowana do statusu obsługi technicznej - mówi fotoreporter Maksymilian Rigamonti.
Press Club Polska w piśmie do marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego i marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego domaga się zmiany przepustek, powołując się na Prawo prasowe. "W myśl obowiązującego prawa fotoreporterzy są dziennikarzami, a nie obsługą techniczną. (...) prosimy o skorygowanie tego błędu" - pisze w piśmie Jarosław Włodarczyk, szef Press Club Polska.
Andrzej Grzegrzółka, szef Centrum Informacyjnego Sejmu, zapewnia, że poza nazwą na przepustkach nic się nie zmienia. - Przepustka techniczna jest równoważna z dziennikarską, co oznacza, że dostęp do pomieszczeń na terenie kompleksu sejmowego jest stuprocentowo taki sam. Nie ma planów dotyczących ograniczeń w dostępie do Sejmu dla akredytowanych przedstawicieli mediów. Słowem: nowe przepustki, ale stare reguły - zapewnia Grzegrzółka.
Fotoreporterzy obawiają się jednak, że status obsługi technicznej może być wykorzystany przeciwko nim. - Dziennikarze mają więcej obowiązków niż obsługa techniczna, bo muszą sprawdzać źródła, rzetelnie informować. Nazwanie fotoreporterów obsługą techniczną może zostać wykorzystanie przeciwko nim przy pierwszej gorącej sytuacji. Będzie się nam wtedy tłumaczyć, że nie muszą gdzieś wchodzić i fotografować, bo są tylko obsługą techniczną - zauważa Maksymilian Rigamonti.

(JM, 11.04.2017)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Temat: prasa

Dział: PRASA

Dodano: Kwiecień 12, 2017

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Projekt nowelizacji Prawa prasowego nie taki zły, jak się spodziewano

Nowelizacja prawa prasowego nadal zakłada odpowiedzialność karną za brak autoryzacji (fot. na licencji CC0)

Dekomunizacja, zniesienie obowiązku realizacji linii programowej, wykluczenie z najwyższych stanowisk osób skazanych oraz skrócenie czasu na autoryzację - to zmiany, które zakłada projekt nowelizacji Prawa prasowego. Zmiany pozytywnie odbierają prawnicy, organizacje pozarządowe i dziennikarze, choć ci ostatni woleliby, aby autoryzacja zniknęła zupełnie.

Rządowe Centrum Legislacji (RCL) opublikowało - po konsultacjach społecznych i uzgodnieniach międzyresortowych - datowany na 3 kwietnia br. projekt nowelizacji Prawa prasowego. Skraca on czas na autoryzację, ale - to novum - zobowiązuje dziennikarza do poinformowania rozmówcy o jej możliwości, usuwa istniejące do tej pory odniesienia do Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, ogranicza też możliwość pełnienia funkcji redaktora naczelnego przez osoby skazane.

Nowelizacja spowodowana jest wyrokiem Europejskiego Trybunału w Strasburgu, który wymusza zmiany w prawie o autoryzacji. Znosi karę ograniczenia wolności (zostawia jednak karę grzywny) za niedopełnienie jej obowiązku, wprowadza terminy na jej dokonanie - początkowa wersja zakładała 24 godziny dla dzienników i 72 godziny dla czasopism. Nowelizacja po zmianach skraca czas na autoryzację do 6 godzin dla dzienników i 24 godzin dla czasopism, ale nakłada na dziennikarza obowiązek poinformowania rozmówcy o prawie autoryzacji. Jednocześnie, jak zauważa Departament Komitetu Rady Ministrów, "publikacja wypowiedzi bez umożliwienia dokonania autoryzacji podlega odpowiedzialności karnej; jeżeli jednak zostanie opublikowana w sposób dosłowny – dziennikarz nie będzie podlegał karze".

Nowelizacja kasuje też odwołania do Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej i rad narodowych, uchyla z art. 10 Prawa prasowego zapis o "obowiązku realizowania ogólnej linii programowej redakcji" (usunięcie tego fragmentu zapowiadał Piotr Gliński po liście Marka Dekana). Ogranicza też możliwość pełnienia funkcji redaktora naczelnego przez osoby skazane - za wyroki z rozdziału XVII Kodeksu karnego (m.in. szpiegostwo, zamach na prezydenta, zamach stanu) oraz za "przestępstwo popełnione w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie" i przynajmniej trzy razy skazanych za przestępstwa określone w Prawie prasowym.

- O tym, czy przestępstwo popełniono w wyniku "motywacji zasługującej na szczególne potępienie", sąd orzeka w wyroku, więc nie widzę tu pola do manipulacji - mówi Jacek Żakowski z "Polityki". - Zresztą zastrzeżeniami wobec redaktorów naczelnych w ogóle bym się nie przejmował, bo w wielu redakcjach i tak kto inny jest wpisany jako naczelny, a kto inny faktycznie kieruje pismem - dodaje Żakowski.

Prof. Ewa Nowińska, prawniczka z Uniwersytetu Jagiellońskiego analizuje: - Oprócz oczywistych zmian dotyczących autoryzacji, nareszcie skreślono radę prasową. Zrobiono "dekomunizację": zniknął PRL i rady narodowe. Do tej pory było tak, że to rozmówca musiał zażądać autoryzacji. To nie jest wielkie obciążenie dla dziennikarza, chociaż nie lubią instytucji autoryzacji, więc pewnie ten obowiązek im się nie podoba. Ale w porównaniu z dotychczasową sytuacją mają bardzo dużą zmianę i więcej uprawnień. Co do fragmentu o linii programowej, może zamiast go skreślać, można było wskazać, że linia programowa zostaje ustalona w umowie z dziennikarzem, żeby wiedział, w co wchodzi - dodaje prof. Nowińska.

Krytycznie do proponowanych rozwiązań podchodzi mecenas Jerzy Naumann. - Zmiana art. 14 Prawa prasowego od strony legislacyjnej jest przygotowana wyjątkowo niestarannie i jest kolejnym przykładem tzw. złej legislacji. Poza ułomnym prawniczym warsztatem widoczny jest brak zdecydowania co do modelu aksjologicznego, a więc jasnego przekazu, które z wartości ustawodawca uważa za wiodące, a także, czyje interesy chce chronić. Konkurują tu bowiem wolność wypowiedzi, wolność prasy, dobra osobiste oraz prawo do prywatności, ale też wiele innych ważnych wartości. Jednak z całą pewnością nie powinno być miejsca na szczególną ochronę interesów rozmawiających z prasą polityków, a ten aspekt jakoś z proponowanej nowelizacji przeziera – ocenia Naumann. Dodaje, że nie znajduje uzasadnienia dla zróżnicowania czasu na autoryzację. - Powinien być on ujednolicony, przy maksymalnym jego skróceniu, bo dziś 6 godzin to dłużej niż żyje informacja, a przy nowoczesnej łączności wymiana tekstu może następować błyskawicznie. Dłuższy cykl wydawniczy czasopism nie uzasadnia zróżnicowania, bo w grę wchodzić mogą materiały redagowane tuż przed zamknięciem wydania – dodaje Jerzy Naumann.

Jak wyjaśnia Paulina Piaszczyk, radca prawny PMPG Polskie Media, projekt nowelizacji spełnia kluczowy aspekt oczekiwań ich wydawnictwa. - Chodzi o uchylenie przepisu, który umożliwia skazanie dziennikarza za opublikowanie dosłownie cytowanej wypowiedzi bez autoryzacji - ocenia. Ale dodaje, że prawo prasowe nadal wymaga dostosowania do realiów związanych z funkcjonowaniem mediów w internecie.
W kwestii autoryzacji zdaniem Helsińskiej Fundacji  Praw Człowieka nowa ustawa dalej nie wypełnia całkowicie wyroku Trybunału. - Doceniamy skrócenie terminów, o które wnosiliśmy w naszych uwagach do projektu. Jeżeli chodzi o wdrożenie wyroku, to uważamy, że nadal nie jest ono wykonane w poprawionym projekcie, ponieważ utrzymuje odpowiedzialność karną za brak autoryzacji - komentuje Dominika Bychawska-Siniarska, kierownik obserwatorium wolności mediów w Polsce w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Skrócenie czasu na autoryzację docenia też Tomasz Krzyżak, szef działu Kraj w "Rzeczpospolitej". - Jestem zwolennikiem całkowitego zniesienia obowiązku autoryzacji, ale lepszy rydz niż nic. Sześć godzin na autoryzację to dla dziennika zdecydowana poprawa w porównaniu z projektem zakładającym 24 godziny i dotychczasową sytuacją, która nie podaje terminu - mówi Krzyżak. W konsultacjach o usunięcie autoryzacji apelowały m.in. SDP i Press Club Polska.

Do konsultacji nowelizacji zaproszono 26 wydawców i organizacji dziennikarskich. Opinie wydało 14 organizacji, m.in. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, Izba Wydawców Prasy, Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Agora, Edipresse, PMPG Polskie Media, Instytut Gość Media, Polska Press Grupa.

Stały Komitet Rady Ministrów ma czas na zgłoszenie uwag do 14 kwietnia br. Po rozpatrzeniu przez SKRM projektu ustawy Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego skieruje go do RCL w celu rozpatrzenia przez komisję prawniczą.

(JM, 12.04.2017)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo