Temat: Grand Press

Dział: WYWIADY

Dodano: Grudzień 28, 2016

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Alicja Kulik: Do każdego tematu podchodzę jak debiutantka

Alicja Kulik (fot. Adam Guz/Press)

Rozmowa z Alicją Kulik (Radio Olsztyn), która za reportaż radiowy „Skazani na siebie” zdobyła Grand Press 2016. Pokazuje w nim zderzenie dwóch światów: uczestników marszu KOD-u i barmana, który nie chciał ich wpuścić do pubu, tylko dlatego, że mieli inne poglądy niż on.

Trafiła Pani na historię przedstawioną w reportażu „Skazani na siebie” po marszu KOD-u?
- Tak. Marsz odbył się w jedną z sobót, a o sprawie dowiedziałam się następnego dnia od kobiety, której grupa została wyproszona z pubu. To była 70-letnia pani, pierwszy raz w życiu brała udział w demonstracji, proszę sobie uzmysłowić, jakie było to dla niej przeżycie. Powiedziała: „Pani Alu, czy Pani sobie wyobraża, że mnie, starszej kobiety nie wpuszczono do pubu, a chciałam tylko napić się herbaty!” Nieprzyjemny finał historii jeszcze bardziej wzmocnił poczucie, że otaczający ją świat właśnie się zmienia.

A jak Pani udało się namówić na rozmowę barmana?
- Było w tym dużo szczęścia. Z ciekawości postanowiłam sprawdzić zgłoszoną sprawę, nie liczyłam nawet, że mi się uda. W poniedziałek, kiedy emocje jeszcze nie wygasły ruszyłam w okolice pubu. Traf chciał, że barman stał z kolegą przed lokalem, który był jeszcze zamknięty. Gdy do niego podchodziłam miałam już włączony mikrofon, bo do reportażu zawsze nagrywam tło, dźwięki otoczenia. To ułatwia zrozumienie tego, co dzieje się wokół.
Chłopak zgodził się na rozmowę, chociaż później próbował się wycofać. Ale wszystko się nagrało, mam na myśli informację, że jestem z radia, przedstawiam o co mi chodzi, pytam czy wyraża zgodę. W tej sytuacji ciężko było mu odmówić.

Co wydarzyło się później?
- Do rozmowy włączył się jego kolega. Panowie przedstawili mi, jak widzą Polskę: wielką od morza do morza. Chłopak na pytanie, czy nie miał ochoty porozmawiać z ludźmi, którzy chcieli spędzić czas po manifestacji, odpowiedział, że chętnie, ale przecież wie, co by powiedzieli. Myślę, że druga strona mogła mieć podobne założenia. Bo to nasza ludzka przypadłość, zakładamy pewne rzeczy i jesteśmy do nich przywiązani. Do swoich racji, swoich przekonań. To ułatwia ludziom połapanie się w tym, co dzieje się wokół nas.

Szczęśliwy traf, tylko tyle, albo aż tyle potrzeba, by zrobić nagrodzony Grand Pressem reportaż?
- W pracy reporterskiej szczęście jest jedną z ważniejszych składowych. Ale liczy się także odpowiedni moment, odpowiednie miejsce i temat. Oczywiście jest też warsztat, rzemiosło, które się nabywa po latach pracy. A w moim przypadku można doliczyć także to, że do każdej historii, do każdego tematu podchodzę jak debiutantka, za każdym razem mam tremę. Zastanawiam się, czy właściwie opowiem daną historię, czy nie zrobię komuś krzywdy przedstawiając jego osobę, jego widzenie świata.

Praca w publicznym radiu pomaga? To podobno najlepsze miejsce na reportaż?
- Publiczne radio i polska szkoła reportażu mają wspólną długą i bardzo bogatą historię. Wszystko dzięki temu, że w publicznych mediach nie ma takich ograniczeń, jak w mediach komercyjnych, jest czas antenowy.

(TAD, 28.12.2016)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

PODOBNE ARTYKUŁY

Temat: Grand Press

Dział: WYWIADY

Dodano: Styczeń 04, 2017

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Mój Grand Press jest nagrodą także dla Marcina Wolskiego

Magdalena Rigamonti (fot. Adam Guz dla Press)

Rozmowa z Magdaleną Rigamonti, która zdobyła Grand Press 2016 w kategorii Wywiad za rozmowę z dyrektorem TVP 2 Macinem Wolskim - „Zasady są jasne: wygrała ta partia i morda w kubeł” ("Dziennik Gazeta Prawna").

Ponoć wcale się nie wybierałaś na galę Grand Press?

To prawda, byłam przekonana, że nie dostanę żadnej nagrody chciałam zostać w domu. W tym roku było nominowanych siedem wywiadów, wszystkie świetne. Nie stawiałam na swój.

Marcin Wolski długo się zastanawiał, nim się zgodził na wywiad z Tobą?

Kilka dni. Ale nie było walki o ten wywiad.

Tytuł „Zasady są jasne: wygrała ta partia i morda w kubeł” już na wstępie daje czytelnikowi do zrozumienia, w jakim stylu odbyła się ta rozmowa. Czy Marcin Wolski na wszystkie pytania odpowiadał z taką sama swadą, czy jednak był problem z wydobyciem z niego odpowiedzi na jakieś pytanie?

Mam szczęście do rozmówców- czasem. Siadamy naprzeciw siebie, patrzymy sobie w oczy i o od razu wiadomo czy jest chemia, czy jej nie ma. Albo rozumiemy swoje zasady i wchodzimy w ten sam klimat rozmowy, albo nie. Jeśli nie to bywa bardzo trudno, czasem trzeba zrezygnować, a czasem zrobić drugi wywiad. Dyrektor Wolski od razu wszedł w konwencję. Na trudne i zaczepne pytania on zaczepnie odpowiadał, i od razu świetnie nam szło.

I na koniec nie zmienił niczego w autoryzacji?

Ani jednego słowa! On miał świadomość tego, co mówi. Nie wiem, czy przewidział, co się stanie potem. Dostawałam po publikacji wiadomości na Twitterze i Facebooku z prawej strony sceny dziennikarskiej, że nigdy nie czytali tak chamskiego wywiadu. Jak mogłam zadać takie pytania? - pytali. A jak dopytywałam, o jakie pytania chodzi, dowiadywałam się, że dziwiło ich, że dopytywałam Wolskiego o jego działalność w PZPR. Dla mnie to było oczywiste, że trzeba o to spytać, bo Wolski, jako dziennikarz Trójki, jako twórca kultowego programu „60 minut na godzinę” był równocześnie aktywnym działaczem partyjnym, przewodniczącym podstawowej komórki partyjnej w Trójce. Mam wrażenie, że samemu Wolskiemu taka konwencja rozmowy podobała się.

Nie oburzył się na żadne z pytań?

Nie. Sam potem zadzwonił do mnie i powiedział, że wyszło świetnie: trochę ostro, ale fajnie. Z niczego się nie wycofał, nawet po tym, jak po publikacji rozpętała się burza. Ta rozmowa to było jak odbijanie piłeczki. On mnie traktował jak osobę, która jest kompletnie nie z jego bajki. Zakładał, że może nie rozumiem jego dowcipu, tego humoru, który reprezentuje on i jego pokolenie. Założył, że nie podzielam jego poglądów. A ja się staram tych poglądów w czasie wywiadu nie mieć, odsunąć je od mojego rozmówcy, bo chcę usłyszeć prawdę. Chcę z takiej rozmowy, na którą mam godzinę czy półtorej, zrozumieć, kim mój rozmówca jest. Kim jest w tym momencie życia, w tym momencie swojej kariery, w obecnej sytuacji społeczno–politycznej.

Masz poczucie, że dotarłaś do prawdy o Marcinie Wolskim?
 
Wydaje mi się, że to co w tej rozmowie powstało, jest nie tylko głosem Marcina Wolskiego. On powiedział to, co myśli wielu polityków z prawej strony. „Wygrała ta partia i morda w kubeł” - to są bardzo mocne słowa, ale oni tak właśnie myślą, chociaż nie mówią tego głośno. A Wolski powiedział to otwarcie i za to go doceniam. Na scenie, odbierając tę nagrodę, podziękowałam mu bez żadnej ironii, bo jest współautorem tej rozmowy. Grand Press jest także nagrodą dla Marcina Wolskiego.

Agata Małkowska-Szozda

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo