Temat: internet

Dział: OPINIE

Dodano: Grudzień 01, 2016

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Konrad Księżopolski (Haitong Bank): Rynek spodziewał się sprzedaży Wirtualnej Polski

Konrad Księżopolski, szef działu analiz w Haitong Bank

Zmiana akcjonariatu Wirtualnej Polski nie wpłynie na prowadzony biznes, bo pakiet kontrolny nadal mają założyciele.

Sprzedaż udziałów European Media Holding nie jest wielkim zaskoczeniem dla rynku, gdyż w maju br. wygasł lock-up roczny na akcje tego podmiotu. Można nawet powiedzieć, że od jakiegoś czasu rynek spodziewał się takiego scenariusza, nie było jednak wiadomo kiedy to się zdarzy.

Od momentu IPO spółka Wirtualna Polska bardzo wyraźnie zyskała na wartości. Wynika to głównie z utrzymania wysokiego tempa wzrostu wyników finansowych, znacznie przewyższającego dynamikę reklamy internetowej, która na razie jest dominującym rynkiem dla Wirtualnej Polski. Zmiana akcjonariatu nie wpłynie na jej biznes, gdyż kontrolny pakiet zachowają założyciele, dlatego nie należy się spodziewać zmiany strategii spółki.

Pozytywnym czynnikiem jest sama transakcja, z kilku powodów. Po pierwsze, znika tzw. nawis podażowy na akcje Wirtualnej Polski, który wisiał nad spółką od maja 2016 i hamował ewentualny dalszy wzrost kursu. Po drugie, sprzedaż tak znacznego pakietu akcji, w zdecydowanym stopniu poprawi free-float spółki, co zapewne skutkuje dość szybkim awansem do mWIG40, który jest często wykorzystywanym benchmarkiem dla funduszy MIS. To może wykreować tzw. pasywny popyt na akcje Wirtualnej Polski. Trzecim argumentem może być fakt znacznej poprawy free-float, co powinno wpłynąć na wielkość dziennego wolumenu obrotu akcji, co też jest korzystne z punktu widzenia inwestorów.

Ustalona cena transakcji 50 zł za akcję wydaje się niska, z ok. 7 proc. dyskontem do ceny zamknięcia kursu z poprzedniego dnia notowań na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Ale należy pamiętać, że w procesie ABB zawsze występuje dyskonto, a w tym przypadku mieliśmy do czynienia z bardzo dużym pakietem akcji, ok. 27 proc., co zawsze daje większe argumenty potencjalnym kupującym na zbicie ceny.

Konrad Księżopolski, szef analiz w Haitong Bank

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Temat: wolność słowa

Dział: OPINIE

Dodano: Grudzień 18, 2016

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Poniedziałkowe spotkanie będzie testem dla rządzącej partii, ale też dla naszego środowiska

Robert Feluś, redaktor naczelny "Faktu" (fot. materiały prasowe Ringier Axel Springer Polska)

Piątkowy #DzienBezPolitykow, przeprowadzony w różnej formie przez wiele liczących się mediów, był swego rodzaju zimnym prysznicem dla rządzącej partii, której zamarzyło się ograniczenie swobody pracy dziennikarzy w Sejmie pod pozorem zadbania o większy komfort naszych koleżanek i kolegów, sejmowych sprawozdawców. Ale przecież nie o komfort dziennikarzy chodziło politykom PiS!

Prawo i Sprawiedliwość w sprawie pracy dziennikarzy w Sejmie zachowuje się jak człowiek, który rzuca zapałkę w stóg siana i jest mocno zdziwiony, że się pali jak cholera. Chciałby ten ogień ugasić, tylko nie za bardzo wie, jak to zrobić. Stąd inicjatywa spotkania organizowana „na wariackich papierach”, w sobotnią noc.
Chcę wierzyć, że to nie była tylko PR-owa zagrywka, obliczona na taki efekt: „Kto nie przyjął zaproszenia, sam sobie jest winien. My chcieliśmy rozmawiać”.
Dobrym skutkiem nocnej inicjatywy marszałka Stanisława Karczewskiego będzie spotkanie z mediami w poniedziałek. Ale równie dobrze można było je zapowiedzieć i zorganizować w normalny sposób, bez tej sobotniej akcji w nocy. Testem dla rządzącej partii będzie poniedziałkowe spotkanie z przedstawicielami mediów w sprawie warunków pracy dziennikarzy w Sejmie. Będzie też testem dla naszego środowiska, czy w tak fundamentalnych kwestiach, jak prawo mediów do relacjonowania pracy polityków, potrafimy mówić jednym głosem. Spotkanie to będzie miało sens tylko wtedy, gdy do rozmów z członkami parlamentarnych prezydiów usiądą, obok szefów mediów, najważniejsze w tej kwestii osoby, czyli sprawozdawcy sejmowi. To oni wiedzą najlepiej, jak powinna wyglądać ich praca na Wiejskiej i czym się może skończyć wprowadzenie nowych zasad. Nie przypominam sobie, by reporterzy sejmowi z Faktu i Fakt24.pl żalili mi się na obowiązujące tam do tej pory warunki pracy.

Politycy rządzącej partii boleśnie przekonali się w ten weekend, czym może się skończyć wypchnięcie mediów na sejmowe obrzeża. W tej sytuacji za smartfony złapała opozycja. Chyba nigdy wcześniej nie było na Wiejskiej tylu czujnych kamer.

Robert Feluś

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo