Serwis o mediach i reklamie

O nas Pressletter

Dział: KSIążKI

Dodano: Październik 05, 2016

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

„Mafia na Wybrzeżu”

Press

Krzysztof Wójcik
Wydawnictwo Muza
Warszawa 2016

„Klubem płatnych zabójców” zajmowały się wszystkie media Wybrzeża i nie tylko. Określenie, które zrobiło taką karierę, Krzysztof Wójcik po raz pierwszy usłyszał w 1998 roku od prokuratora w Gdańsku. Jak wspomina dziennikarz, trup na ulicach Trójmiasta ścielił się wtedy gęsto. Reporterzy zajmujący się gangsterami też nie byli bezpieczni. Teoria „klubu” pasowała jak ulał. „Wtedy wszystko wydaje się czarno-białe” – pisze Wójcik. „Dopiero gdy wnika się w szczegóły akt, widać, że cała historia nie trzyma się kupy”. Zanim się jednak okaże, że żadnego klubu nie było, odbędzie się głośny proces gangsterów trzymanych w kuloodpornej klatce, a Czesław Kowalczyk odsiedzi niewinnie 12 lat.

Opowieść Wójcika o gangsterskich porachunkach z lat 90. czyta się jak krwisty thriller. Tyle że to wszystko prawda. Reporter przewertował akta, rozmawiał ze śledczymi, prokuratorami, przestępcami, świadkami tamtych zdarzeń, z niesłusznie skazanym Czesławem Kowalczykiem i jego matką. W „Mafii na Wybrzeżu” autor przedstawia wielki blamaż wymiaru sprawiedliwości. Do dziś nie ustalono sprawców wszystkich morderstw. A prawda o niewinności Kowalczyka wyszła na jaw, bo złamał się jeden z gangsterów.

RUT

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

PODOBNE ARTYKUŁY

Dział: KSIążKI

Dodano: Październik 05, 2016

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

„Karawana kryzysu. Za kulisami przemysłu pomocy humanitarnej”

Press

Linda Polman
Wydawnictwo Czarne
Wołowiec 2016

Jeśli czasem przychodzi ci do głowy, że lepiej byłoby rzucić wszystko i jechać do Afryki pomagać potrzebującym, to wiedz, że na taki pomysł wpadło już kilkaset tysięcy osób na świecie, a każda założyła organizację charytatywną. Według autorki tej książki więcej z nich szkodzi, niż pomaga. Te małe organizacje, nazywane MONGO (My Own NGO), wsławiły się dostarczaniem do Afryki i Azji zepsutej aparatury szpitalnej, przeterminowanych leków, puchowych kurtek zimowych dla ofiar tsunami, namiotów arktycznych, pantofli na szpilkach i pigułek viagry. Bywa gorzej – gdy nawiedzeni chęcią pomocy lekarze z Zachodu przyjeżdżają do Afryki, by wykonywać kilkadziesiąt operacji chirurgicznych dziennie na niezdiagnozowanych chorych, a potem porzucić ich, nie dbając o opiekę pooperacyjną. Przerażeniem napawa, że takie rzeczy dzieją się pod bokiem wielkich organizacji humanitarnych. Lecz tak naprawdę prawie każda karta tej książki budzi przerażenie: autorka odkrywa bowiem, że znane powszechnie organizacje humanitarne to tak naprawdę wielkie przedsiębiorstwa, które muszą wyjść na swoje. Że stały się one zakładnikami dyktatorów, którzy są w stanie mordować własnych obywateli, by zmusić bogate kraje do przysyłania im jedzenia, lekarstw i innych potrzebnych rzeczy – które w dużej części nie trafiają do potrzebujących. Sprzedawanie przez wojskowych otrzymanych darów finansuje broń i dalsze walki. Autorka wskazuje też na współsprawstwo dziennikarzy, którzy chętnie nagłaśniają katastrofy humanitarne. Działa to tak: organizacje pomocy charytatywnej są uzależnione od mediów, bo gdy te nagłośnią jakiś problem, fundusze od darczyńców płyną wartkim strumieniem. Kluczowe jest więc pytanie, które autorka zadaje na początku książki, a z każdą stroną coraz trudniej na nie odpowiedzieć: czy w takim razie należy pomagać? Przeczytajcie i odpowiedzcie sobie sami.

CP

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

PODOBNE ARTYKUŁY