Temat: wspomnienie

Dział: OPINIE

Dodano: Wrzesień 11, 2016

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Swoimi zdjęciami zadawał fundamentalne pytania

Andrzej Zygmuntowicz (fot. archiwum Press)

Swoimi zdjęciami zadawał fundamentalne pytania - o fotografii Krzysztofa Millera i jej roli w mediach pisze Andrzej Zygmuntowicz.

Krzysztof Miller nie żyje. Trudno w pierwszej chwili uporządkować myśli i spróbować opisać, kim był i co nam zostawił. Wszyscy wspominają wspólną pracę, przygody jej towarzyszące, napięcia oraz strach w czasie zbierania materiałów o kolejnym konflikcie, wojnie, głodzie, walce o przetrwanie w odległych i niespokojnych miejscach świata.

Odszedł niepospolity fotograf i bardzo ciekawy człowiek. Zostało jego dzieło stworzone z pasji opowiadania: o świecie naszych czasów, o trudzie istnienia, o złu, które w nas siedzi i często steruje naszymi poczynaniami, ale i o walce tegoż zła z dobrem, które szczęśliwie też w nas jest.

Jako główny temat swoich fotograficznych opowieści Krzysztof Miller wybrał odnajdowanie się człowieka w stanach ekstremalnych - a takim stanem jest najczęściej wojna, kataklizm wywołany siłami natury lub błędami człowieka, nagłe zdarzenie. W takich krańcowych warunkach najdokładniej widać spotykanie się dobra i zła oraz jak człowiek szuka swojego miejsca w tym zwarciu, by jego człowieczeństwo obroniło się przed zwierzęcymi instynktami.

Krzysztof Miller miał świadomość, jaka jest rola współczesnych mediów, jak oddziałują na odbiorcę i jakie miejsce w systemie przekazu pełni dziś fotografia prasowa. Nie wpisywał się w dominujący nurt tworzenia jednoobrazowych ilustracji dopełniających tekst. Jego zdjęcia i fotoreportaże to dziennikarstwo wizualne na najwyższym poziomie. W wypadku jego prac to tekst powinien być dopełnieniem informującym odbiorcę gdzie, kiedy i kto uczestniczył w zobrazowanym zdarzeniu. 

Nie ulegał chwilowym modom, tworzył według własnego pomysłu, od wyboru tematu, sposobu jego ujęcia, po zastosowane środki warsztatowe i estetyczne. Jego kadry to bardzo autorska wizja o wielkiej sile oddziaływania. Wielokrotnie udowadniał, że nie musi być to wojna, by kadry były mocne, mądre, przyciągające oko, komentujące wielowątkowo współczesność i pozostające w pamięci odbiorców. O jego wszechstronności mówią nagrody na konkursach fotografii prasowej, zdobywał je we wszystkich kategoriach: Wydarzeniach, Życiu codziennym, Kulturze, Sporcie, Ludziach.
Przylgnęła do niego łatka fotografa wojennego, bo rzeczywiście jak żaden inny polski fotograf niemal od początku pojawiał się w miejscach tragicznych konfliktów. Ale warto pamiętać, że ukształtowały go czasy przemian, wielkich nadziei Polaków i mieszkańców sąsiednich krajów, że społeczny zryw jest w stanie zmienić system polityczny, który wydawał się trwały i niezmienny. 

Wędrując po świecie, Miller opowiadał o tych samych nadziejach, nie wszędzie mogły one zostać zrealizowane, nie wszystkim dane było szczęście przeprowadzenia pokojowych przemian. 

Wojny toczą się od zawsze i zapewne to się nie zmieni, ale powinnością dziennikarza jest informowanie o tym ludzkim szaleństwie, którego nie udaje się wyplenić. Krzysztof Miller informował - ale bardziej starał się ukazać los jednostki wrzuconej w wydarzenia dziejowe wbrew jej woli, jak ona sobie poradzi w ekstremalnych warunkach, czy uda się jej wyjść z godnością, gdy świat wali się w gruzy, a zło rozlewa się niczym powódź.

Jego kadry już przeszły do historii – fotografowie pochyleni nad ciałem zabitego uczestnika zamieszek w czasie wyborów w RPA to opowieść o powinności dziennikarza, ale jednocześnie pytanie o jego moralność. Pijany rowerzysta na drodze między Siedlcami a Warszawą to pokazanie słabości ludzkiej, ale również pytanie, gdzie byli ci, którzy pozwolili wyjść mu na drogę. Trójka dzieci Hutu siedzących na brzegach kartonu po pomocy humanitarnej i wypróżniających się do niego - są tak chudzi, że brzegi, na których siedzą, nie uginają się - gdzie my jesteśmy z naszymi tonami wyrzucanego jedzenia? 

Krzysztof Miller nieustannie stawiał pytania swoimi zdjęciami: dokąd doszliśmy jako rodzaj ludzki? Często opowiadał o młodym pokoleniu, o ich poszukiwaniu swojej drogi. Był w Jarocinie, gdzie atakowany brutalnie cały czas robił zdjęcia, bo i tu toczył się spór dobra ze złem. Daleki od wojny jest też reportaż z Przystanku Woodstock, piękny i ciepły obraz młodego pokolenia, pełnego nadziei, żyjącego swobodnie, nieświadomego jeszcze, że czas dorosłości to czas odpowiedzialności i obowiązków. 

Takich historii Krzysztof Miller zrealizował setki; wiele publikował w prasie, wiele przekazał organizacjom wspierającym ludzi będących ofiarami konfliktów. Znał siłę fotografii, choć wiedział też, że współczesny odbiorca odwraca się tyłem do takich zdjęć, by nie zakłócać swojego dobrego samopoczucia. 

Wierzył, że gazeta z jego zdjęciami pozostawiona na stole, biurku, siedzeniu w pociągu będzie atakować oczy, niezależnie od tego, czy się tego chce czy nie, a przekaz zostanie zapisany w pamięci mimo woli i będzie przypominał, że na świecie ciągle i wszędzie toczy się spór dobra ze złem - i że ten spór jest także naszą sprawą. 

Andrzej Zygmuntowicz

fotograf, członek Związku Polskich Artystów Fotografików, wykładowca na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego oraz w Collegium Civitas

(11.09.2016)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Temat: programy telewizyjne

Dział: OPINIE

Dodano: Wrzesień 13, 2016

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Michał Kobosko apeluje do dziennikarzy ws. agresji publicznej

Michał Kobosko (fot. materiały prasowe)

Michał Kobosko, były redaktor naczelny ”Newsweeka”, ”Dziennika”, ”Wprost”, zaapelował do dziennikarzy, by sprawy dotyczące agresji publicznej znalazły się w centrum ich uwagi. Apel w sprawie opublikował na profilu na Facebooku.

APEL - Szanowne Koleżanki i Koledzy Dziennikarze,
W ostatnich dniach doszło na ulicach polskich miast do zdarzeń, w których ucierpieli obcokrajowcy lub osoby, które swoim kolorem skóry czy używanym językiem wyróżniają się w tłumie. Były to akty agresji słownej, na granicy przemocy fizycznej – lub po prostu akty przemocy kryminalnej. Trudno wyrokować, czy są to pojedyncze incydenty, przypadkowo nakładające się w czasie, czy też jest to przejaw nowego trendu społecznego. Trudno też jednoznacznie ocenić, czy ktoś narzuca taki styl i daje nań przyzwolenie z góry – czy też są to odruchy oddolne, wynikające z istniejących w społeczeństwie pokładów agresji, frustracji i strachu przed obcymi.
Pewne jest jednak, że są to wydarzenia oburzające. Takie, z którymi nie można się pogodzić, nie można koło nich przejść obojętnie, udać, że „nic się nie stało”.
Polska przez większość swojej bogatej historii była krajem wielu narodów, wyzwań, nurtów. Jesteśmy dumni z Rzeczpospolitej Obojga Narodów, z naszej historycznej gościnności i tolerancji, z walki o wolność waszą i naszą. W czasach najnowszych, po 2004 roku, Polacy licznie wyjechali, nie jako uchodźcy lecz jako emigranci ekonomiczni, do wielu krajów Europy – i tam odnaleźli swoje nowe miejsca życia i pracy. Także Polska jest odkrywana przez gości z Europy i spoza niej, którzy coraz liczniej przyjeżdżają tu dla przyjemności i do pracy. Takie wydarzenia jak Światowe Dni Młodzieży w Krakowie czy Euro 2012 pokazują nas jako ludzi otwartych, przyjaznych, ciekawych świata i jego różnorodności.
Tym bardziej nie można się pogodzić z aktami agresji wobec pokojowo nastawionych ludzi, którzy mówią w innych językach, nieco inaczej wyglądają, wierzą w innego Boga – lub nie wierzą wcale. Nie można przyzwolić na atakowanie mniejszości seksualnych i innych mniejszości, które powinny liczyć na naszą, większości, osłonę i ochronę. Wiele krajów – szczególnie te dotknięte terroryzmem i napływem uchodźców – ma dziś problemy ze stosunkiem do obcych. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Niemcy, Francja itd. także mierzą się z ksenofobią i rasizmem. Tym bardziej powinniśmy dbać o to, by Polski, kraju na dorobku, te fatalne zjawiska społeczne nie zalały i nie ogarnęły. Chcemy, by obywatele polscy czuli się bezpiecznie i byli traktowani fair na obcej ziemi – dawajmy przykład sami, tu na miejscu.
Chciałbym zaapelować do Koleżanek i Kolegów Dziennikarzy, by sprawy dotyczące agresji publicznej znalazły się w centrum Waszej uwagi. Byście pytali o nie decydentów w wywiadach telewizyjnych, radiowych, prasowych, internetowych. Byście oczekiwali od osób, pełniących szczególną rolę publiczną odpowiedzi na bardzo konkretne pytanie: co Pani/Pan robi w ramach własnych obowiązków i poczucia odpowiedzialności, by ograniczyć skalę niczym nie sprowokowanej wrogości wobec obcych. W szczególności adresatami Waszych pytań powinni być:
Prezydent RP Andrzej Duda
Prezes Rady Ministrów Beata Szydło
Marszałek Sejmu Marek Kuchciński
Marszałek Senatu Stanisław Karczewski
Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński
Wicepremierzy: Piotr Gliński, Jarosław Gowin i Mateusz Morawiecki
Minister Spraw Zagranicznych Witold Waszczykowski
Minister Sprawiedliwości, Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro
Minister Spraw Wewnętrznych Mariusz Błaszczak
Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Elżbieta Rafalska
Minister Sportu i Turystyki Witold Bańka
Minister Edukacji Anna Zalewska
Minister, Koordynator Służb Specjalnych Mariusz Kamiński
Szef ABW Piotr Pogonowski
Komendant Główny Policji Jarosław Szymczyk
Przewodniczący klubów parlamentarnych: Ryszard Terlecki, Sławomir Neumann, Ryszard Petru, Paweł Kukiz, Władysław Kosiniak-Kamysz

Michał Kobosko

(13.09.2016)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo