Temat: radio

Dział: OPINIE

Dodano: Wrzesień 06, 2016

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Konrad Piasecki przeniósł do Zetki solidność, z której znali go słuchacze RMF FM

Konrad Piasecki jest nowym prowadzącym "Gościa Radia Zet" (fot. materiały prasowe)

Debiut Konrada Piaseckiego w "Gościu Radia Zet" wypadł dobrze. Prowadzący był przygotowany, a rozmowa dynamiczna - oceniają dziennikarze. Z kolei na niedzielnym programie "Śniadanie w Radiu Zet" więcej zyskuje Polsat News niż radio.

Pierwszym gościem Konrada Piaseckiego w Radiu Zet (5 września br.) był Jarosław Gowin, wicepremier i minister nauki i szkolnictwa wyższego. ”Po raz pierwszy w nowej roli. Z ogromną przyjemnością witam” - zaczął Konrad Piasecki. ”Mam nadzieję, że pan po raz pierwszy jest bardziej zestresowany w tej nowej roli niż pański rozmówca” - odpowiedział Jarosław Gowin.

– Nie czuję się rzucony na kompletnie inną wodę. Mam nadzieję, że rzeczy, które jeszcze trzeba trochę dopiąć, zostaną dopięte. Poza tym poszło wszystko tak jak trzeba – mówi Konrad Piasecki, który przed wakacjami rozstał się ze stacją RMF FM, z którą był związany 22 lata.

Na koniec pierwszej rozmowy w Zetce Piasecki zadał pytania od słuchaczy, co - jak zapowiedział - będzie ”tradycją programu” (zadawał je także w internetowej odsłonie ”Kontrwywiadu RMF FM”). Rozmowa po zejściu z anteny radiowej kontynuowana była na Radiozet.pl, podobnie jak wcześniej ”Gość Radia Zet” z Moniką Olejnik.

– Konrad Piasecki brzmiał tak samo dobrze jak w RMF FM, bo jest marką samą w sobie. Przygotowany, serdecznie złośliwy, dynamiczny. Gdyby jeszcze polscy politycy umieli wiązać myśli konkretniej i bardziej wiarygodnie – komentuje Jarosław Kuźniar, były dziennikarz TVN 24, obecnie short video programming director w Onet.pl.

– Debiut wypadł bardzo dobrze, ale to dobrze i źle – ocenia Michał Szułdrzyński, pierwszy zastępca redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”. – Konrad Piasecki był w formie, dociskał gościa i przeprowadził dobrą rozmowę. Przeniósł z RMF FM w całości sposób rozmawiania. Pojawia się jednak pytanie, czy chce być nadal solidnym rzemieślnikiem, który wiele razy powtarza swoje świetne dzieło, czy też będzie chciał stać się artystą, przekroczyć samego siebie i zmienić sposób prowadzenia rozmów – zastanawia się Szułdrzyński.

– Pierwszy wywiad, w którym trzeba się oswoić z terenem, nie jest miejscem i dobrym momentem na wielkie eksperymenty, ale kto stoi w miejscu, ten się cofa. Pewnie z czasem różne rzeczy mi przyjdą do głowy – mówi Konrad Piasecki. – Mam wrażenie, że wypracowałem swój styl i nie zamierzam go radykalnie zmieniać z powodu miejsca pracy. Tym bardziej że takie są oczekiwania wobec mnie szefów stacji – opowiada Piasecki.

W niedzielę 4 września zadebiutowało ”Śniadanie w Radiu Zet”, równolegle nadawane w Radiu Zet i Polsat News (od godz. 9.05). Pierwsze wydanie poprowadziła Beata Lubecka z Polsat News i Łukasz Konarski z Radia Zet. Drugą parą gospodarzy będą Joanna Komolka i Bartosz Kurek. Program zastąpił ”Siódmy dzień tygodnia” Moniki Olejnik.

– Trudno zastąpić Monikę Olejnik, ale prowadzący byli poprawni – komentuje producent telewizyjny Maciej Grzywaczewski. – Byłem zaskoczony dobrą jakością realizacji programu. Współpraca z telewizją to bardzo dobry kierunek. Wydaje mi się, że obie stacje na tym korzystają, ale nieco bardziej Polsat News, który nie miał tego typu programu w ramówce – dodaje Grzywaczewski.

– Miałem wrażenie, że goście z powodu obecności kamer telewizyjnych byli bardziej spięci. Poprzednia formuła radiowego śniadania była bardziej na luzie – zauważa Andrzej Stankiewicz, dziennikarz polityczny Onetu. Podczas "Siódmego dnia tygodnia" politycy przeważnie byli ubrani mniej formalnie, w trakcie audycji słychać było, że faktycznie jedzą śniadanie i czuli się swobodniej. – Zyskuje Polsat News, bo ma teraz konkurencję dla ”Kawy na ławę” TVN 24 – dodaje Stankiewicz.

(KOZ, 06.09.2016)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Temat: wspomnienie

Dział: OPINIE

Dodano: Wrzesień 10, 2016

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Andrzej Niziołek: Krzyś Miller znalazł swoją przystań

Okładka książki "13 wojen i jedna" Krzysztofa Millera i Andrzeja Niziołka

Krzyś znalazł swoją przystań - wspomina Andrzej Niziołek, który pracował z Krzysztofem Millerem nad książką „13 wojen i jedna”

Krzysia Millera poznałem po chorobie, gdy wydawało się, że w miarę ustabilizowała się jego sytuacja życiowa. Choć, oczywiście, nie była stabilna. Przez wydawnictwo Znak zostałem zatrudniony, by pomóc Krzysiowi - uznali, że jest świetnym fotografem, ale może w pisaniu już nie jest taki dobry. Tymczasem on był niezależny. Nie dał sobie w żaden sposób narzucić pomysłu. To on narzucił pewien styl książki, który odpowiadał jego emocjom, jego myśleniu. On - gdy jego emocje i stan ducha pozwalały - pisał, wywalał wszystko z siebie. Jednak nie robił tego w sposób chaotyczny, lecz bardzo literacki. Okazało się, że oprócz tego, iż był bardzo dobrym fotografem, miał też talent literacki. Świetnie przy tym obrazował i opisywał wydarzenia - tam, gdzie trzeba, było z nerwem; tam, gdzie trzeba, było to z zabawą. 

Kiedy go poznałem, był człowiekiem o niezwykłym autentyźmie. Nie miał żadnej maski, nie stosował żadnej gry, nie było żadnego udawania, że jest się kimś innym. Jak była radość, była radość. Jak był ból, ten ból wychodził. 

Pamiętam nasze spotkanie autorskie w Poznaniu - miałem je prowadzić, ale to on je zdominował i zebrał ogromny aplauz właśnie dzięki temu, że nie owijał prawdy w ładne słówka. Mówił na emocjach, wyrzucał je z siebie. Nie były to zresztą tylko emocje, ale też bardzo inteligentne uwagi i spostrzeżenia.

W ostatnim czasie wydawało się, że Krzyś - po różnych perturbacjach osobistych - znalazł swoją przystań. Miał dziewczynę Pysię, kupili razem dom. Jeszcze miesiąc temu rozmawialiśmy. Mówił, że koniecznie muszę do nich, do Brwinowa przyjechać. Już się umówiliśmy, gdy zadzwonił, że „Gazeta” wysyła go do Krakowa, w którym zostanie na kilka dni - więc przełożyliśmy spotkanie. Okazuje się, że już do niego nie dojdzie. Strasznie smutno.

Dotarł w życiu do momentu, w którym nie musiał już nigdzie jeździć. I że miał oparcie w kimś, miał spokój. Nie wiem, co się stało. Może ten niepokój nadal nim targał.

Pysiu, jestem i myślę też o Tobie.

Andrzej Niziołek

PRZECZYTAJ TEŻ: fotoreporter Krzysztof Miller zmarł tragicznie w wieku 54 lat

(10.09.2016)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

PODOBNE ARTYKUŁY