Temat: media narodowe

Dział: WYWIADY

Dodano: Sierpień 04, 2016

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Krzysztof Czabański: Jacek Kurski bardziej lansuje siebie niż telewizję

Jacek Kurski mnie rozczarował, mówiąc w pewnym skrócie bardziej lansuje siebie niż telewizję; liczyłem, że jest to człowiek sprawny, który wie, czego chce - mówi w rozmowie z PAP szef Rady Mediów Narodowych Krzysztof Czabański.

Co wydarzyło się we wtorek w Sejmie podczas odwołania przez Radę Mediów Narodowych Jacka Kurskiego z funkcji prezesa TVP?

Krzysztof Czabański: Do członków Rady dopływały różnego rodzaju sygnały, które obok dobrych rzeczy, które się dzieją w telewizji, pokazywały też zjawiska niepokojące. Chodzi o pewne zamieszanie organizacyjne wewnątrz telewizji, polegające m.in. na tym, że anteny tracą swoją podmiotowość, są w dużej mierze ubezwłasnowolnione. Jednocześnie nie następuje odtwarzanie redakcji merytorycznych, twórczych, które kiedyś były podstawą telewizji. Nie następuje także powrót twórców do telewizji ludzi, którzy zostali z telewizji wypchnięci do Leasing Teamu czy na inne rodzaje śmieciowego zatrudnienia i samozatrudnienia. Zaniepokoiło nas również to, że jest również dosyć niejasny, nie wiadomo według jakiego klucza, ruch kadrowy wewnątrz telewizji. W najważniejszych miejscach nie odbywają się konkursy, które są szansą na wyłonienie najlepszych kandydatów. Nie pojawiają się nowe programy, które spełniałyby warunki realizacji misji publicznej. To jest sprzeczne z wizjami mediów publicznych i TVP, jakie głosiliśmy przed wyborami.
Są też sygnały dotyczące spadków oglądalności w różnych pasmach, których nie można lekceważyć. Co by nie mówić o Nielsenie - można mieć zastrzeżenia i pewnie trzeba szukać nowych form pomiaru - ale tym niemniej Kurski jest niekonsekwentny: raz się chwali wynikami w Nielsenie, a drugi, gdy są niedobre, to je podważa. Albo, albo.
Niepokojące sygnały dochodzą również na temat sytuacji finansowej TVP. Oczywiście każdy zdaje sobie sprawę, że przy takiej słabej ściągalności abonamentu będą problemy, ale to nie powinno mieć takiego wpływu na finanse telewizji, ponieważ abonament stanowi w TVP bardzo małą część budżetu. Jeśli TVP musi uruchamiać linie kredytowe, to znaczy, że coś się dzieje złego na rynku reklam i innej działalności komercyjnej.
We wczorajszym wystąpieniu Jacka Kurskiego przed Radą na temat stanu spółki na te wątpliwości nie znaleźliśmy odpowiedzi. Trzeba przy tym zaznaczyć, że w TVP dzieją się też rzeczy dobre, na ekranie są widoczne zmiany, ale one mają w dużej mierze charakter naskórkowy: wymienili się ludzie przed kamerą, prowadzący jakieś programy, co jest istotne, bo jest kwestia wiarygodności tych osób, ale to nie wystarczy.
Kolejnym elementem, który nas niepokoił, to jest niechęć telewizji do współdziałania z innymi mediami publicznymi, a zwłaszcza z Polskim Radiem. Również jest nieskrywana niechęć kierownictwa TVP do planowanych przekształceń mediów publicznych, zwłaszcza do przekształceń polegających na utworzeniu mediów narodowych w miejsce spółek.
Ze względu na poważne zastrzeżenia wobec prezesa Kurskiego uznaliśmy, że pierwszy konkurs powinien się jak najszybciej odbyć w TVP, a wniosek Joanny Lichockiej o jego odwołanie zyskał w RMN poparcie. Zresztą sama ustawa o Radzie Mediów Narodowych wyraźnie mówi, że kierownictwa mediów publicznych powinny pochodzić z konkursów, a każdy z obecnych prezesów ma szansę wygrać taki konkurs.
Konkurs ma być rozstrzygnięty nie później niż do połowy października, pozostało tylko pytanie praktyczne: czy na ten czas szukać rozwiązania zastępczego; i kto by się na to zgodził, bo to bardzo niewygodna sytuacja, która wprowadziłaby dodatkowy chaos w spółce.
W związku z tym po parogodzinnych naradach zwyciężył pogląd, że należy dać żółtą kartkę prezesowi Kurskiemu i podjąć uchwałę o odwołaniu go, jednocześnie prolongując wykonanie tej uchwały do czasu rozstrzygnięcia konkursu. Oczywiście to nie przesądza wyników konkursu, bo mam nadzieję, że prezes Kurski weźmie w nim udział i przygotuje spójną i mającą szansę na realizację wizję rozwoju tej firmy, której to wizji brakuje. Musieliśmy też wziąć pod uwagę, że opinie na temat TVP w tej chwili oraz roli Jacka Kurskiego w TVP są podzielone - wśród widzów i formacji politycznej, która popiera zmiany w mediach publicznych i to, żeby to media były silne. Są głosy bardzo pozytywne i są też bardzo krytyczne. Nie mogliśmy ani jednych, ani drugich zignorować. Dlatego jest to żółta kartka, ale tylko żółta kartka.

Krytyczne, tzn. chodzi o to, że nie idzie dość daleko w reformach?

Krytyczne, tzn. mówiąc w pewnym skrócie bardziej lansuje siebie niż telewizję.

Wracając do wczorajszego dnia, rozumiem, że pierwotną intencją członków Rady - przed ogłoszeniem przerwy - było, by w okresie przejściowym, do ogłoszenia konkursu jednak ktoś inny - nie Jacek Kurski - zarządzał TVP?

To nie było sprecyzowane, ponieważ wniosek Joanny Lichockiej nie zawierał terminu i był sformułowany ustnie. Dopiero jak zaczęliśmy formułować tę uchwałę pisemnie, to prawnicy zwrócili nam uwagę, że trzeba to sprecyzować i powstał problem, że jeśli wyznaczymy, iż uchwała wchodzi w życie z dniem dzisiejszym, to trzeba wybrać kogoś na okres przejściowy albo oddelegować z rady nadzorczej. Ale jest to rozwiązanie, które wzbudziło kontrowersje wśród osób, które na ten temat dyskutowały. I po długich dyskusjach doszliśmy do wniosku, że to wprowadzi więcej chaosu i zamieszania niż korzyści. I zdecydowanie lepiej jest przejść przez procedurę konkursową, która nastąpi bardzo szybko i wyłoni stabilnego prezesa TVP.

W jakim gronie ta dyskusja się odbywała? Wśród członków Rady czy szerszym, a jeśli tak, to w jakim?

Ta dyskusja odbywała się w gronie części członków Rady, ale musieliśmy też brać pod uwagę głosy z zewnątrz, które do nas docierały, również głosów bardzo istotnych, bo z formacji politycznej, która opowiada się za radykalnymi i korzystnymi zmianami w mediach publicznych.

Pojawiały się spekulacje, że członkowie Rady pojechali konsultować się w tej sprawie z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim...

Media oczywiście spekulują, ale to jest sprawa tylko i wyłącznie spekulacji.

Mówiło się też, że p.o. prezesa miała być Małgorzata Raczyńska. Ta propozycja była rzeczywiście rozważana? Wczoraj wspominał pan o dwóch nazwiskach.

Nie będę ani zaprzeczał, ani potwierdzał żadnych nazwisk, tym bardziej, że dla osób, które byłyby wymienione byłoby to bardzo niezręczne. Zresztą koncepcja, by wprowadzić kogoś tymczasowego do TVP została mocno skrytykowana - moim zdaniem słusznie - bo byłoby więcej chaosu niż korzyści.

W momencie nominacji prezesa Kurskiego i pan, i minister skarbu Dawid Jackiewicz wygłaszaliście o nim pozytywne opinie. Czy to znaczy, że on rozczarował?

Minister Jackiewicz niech sam wyrazi swój pogląd. Mnie rozczarował, nie będę tego ukrywał. Ale nie przekreślam jego szans na przyszłość, bo mam nadzieję, że poważnie potraktuje tę żółtą kartkę.
Gdybym chciał być złośliwy wobec prezesa Jacka Kurskiego, to bym powiedział, by więcej uwagi poświęcił zmianie programu TVP oraz budowie silnego zaplecza, niż lansowaniu się zresztą często w tejże telewizji. Moim zdaniem nie jest to nawet zbyt smaczne, żeby w telewizji, którą się zarządza tak się lansować.

Media już od dawna spekulują, że panowie nie przepadają za sobą.

To były spekulacje na wyrost, zdecydowanie. Ja, nim Jacek Kurski został powołany na prezesa TVP, odbyłem z nim ileś rozmów - a nie znałem go wcześniej bliżej - liczyłem na to, że jest to człowiek sprawny, który wie, czego chce. I że skoncentruje się na przekształceniach telewizji w dobrą stronę. Dlatego go poparłem. Później praktyka pokazała, że albo materia jest zbyt trudna i zbyt oporna, albo nie okazał się - w mojej ocenie - aż tak sprawny, jak się prezentował. Dlatego nabrałem pewnego krytycyzmu, ale tu nie chodzi o mój stosunek osobisty - bo nie mam żadnego stosunku osobistego do Jacka Kurskiego - tylko te sygnały, o których mówiłem.

A jak wygląda sytuacja pozostałych władz mediów publicznych? Podobnych zastrzeżeń nie ma wobec np. wobec radia?

Są też pewne sygnały niepokojące, np. spadek słuchalności flagowego programu radiowego, czyli Programu Pierwszego. I też nie widzimy koncepcji, jak kierownictwo Radia chce z tej sytuacji wybrnąć. Mówiliśmy o tym podczas przesłuchania i mam nadzieję, że władze Radia znajdą na to sposób. Tym niemniej konkurs też będzie przeprowadzony. Nie dlatego, że źle czy dobrze oceniamy, tylko konkursy będą we wszystkich mediach publicznych, bo zarządy muszą pochodzić z konkursów.

W PAP też?

W PAP nie, bo prezes PAP został wybrany wiosną w konkursie, więc ma silną legitymację i nie ma powodu jej podważać.

Kiedy można się spodziewać konkursu na prezesa Radia?

Najpierw będzie konkurs na zarząd TVP. To jest bardzo poważny konkurs, bo dotyczy głównego medium publicznego, które skupia uwagę wszystkich polityków i środowisk opiniotwórczych. Tym bardziej, że po wczorajszym prolongowaniu sprawowania funkcji przez prezesa Kurskiego do czasu rozstrzygnięcia konkursu, ta sprawa wzbudza jeszcze dodatkowe emocje. Myślę, że błędem Rady było to, że nim zakończyliśmy obrady, pewne rzeczy zostały powiedziane w przerwie, co wywołało duże emocje medialne. To jest błąd, za który ja ponoszę odpowiedzialność i źle się stało. Mam nauczkę na przyszłość.
Zakładamy wewnątrz Rady, że konkurs na prezesa TVP postaramy się przeprowadzić do końca września. W najbliższym tygodniu będziemy opracowywali regulamin konkursu. Chcemy, żeby konkurs był całkowicie transparentny, w pewnych częściach merytorycznych transmitowany publicznie.
Gdy to zostanie zakończone, będę sugerował, by następny konkurs dotyczył właśnie tzw. dużego Radia, a potem stopniowo rozgłośni regionalnych.

Co pan, jako nowy przewodniczący Rady, poza konkursami na władze mediów, chciałby zrobić w tym roku?

O jednej sprawie już powiedziałem - w kontekście tego, że TVP jest do niej niechętnie nastawiona. Chodzi o współpracę mediów publicznych, jeśli chodzi o działania misyjne. Druga moja ambicja to portal mediów narodowych, który mógłby stanąć do konkurencji z portalami typu Onet czy Wirtualna Polska. Ale to jest przedsięwzięcie, które wymaga czasu. Myślę, że jeśli w ciągu roku powstałby projekt, pewne wstępne działania praktyczne, to będzie bardzo szybko.

Rozumiem, że chęć uczestniczenia w tym wspólnym projekcie będzie z pana punktu widzenia istotna przy ocenie kandydatów na szefów mediów?

Oczywiście. Nie wiem, jak cała Rada będzie się na to kryterium zapatrywać.

A jakie jeszcze kryteria będą istotne?

Jak sformułujemy je w ciągu tygodnia, 10 dni, to przedstawimy je publicznie.

Czy Rada będzie przygotowywać dużą ustawę medialną i ustawę abonamentową?

Nie, my możemy i powinniśmy przy tym pomagać, ale to zadanie dla posłów z sejmowej komisji kultury, której przewodzi Elżbieta Kruk (także członek RMN - PAP). Ona bardzo energicznie działa teraz na rzecz nowelizacji ustawy abonamentowej. Także posłanka Joanna Lichocka, czy ja również jako poseł bierzemy udział w tych pracach. Ale również np. posłanka Barbara Bubula i większa część tej komisji. Na przełomie września i października powinniśmy mieć projekt uszczelnienia ustawy abonamentowej. Jeśli chodzi o dużą ustawę medialną, przekształcającą spółki prawa handlowego w media narodowe, to prace będą prowadzone w podkomisji jesienią. Mam nadzieję, że po uzgodnieniach z organizacjami pozarządowymi i instytucjami europejskimi projekt poprawiony w wyniku tych uzgodnień zostanie na wiosnę skierowany do notyfikacji do Brukseli.

(PAP, 04.08.2016)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Temat: internet

Dział: WYWIADY

Dodano: Sierpień 13, 2016

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Szukamy innowacji

Ludovik Blecher (fot. Wojciech Artyniew/Press)

Z Ludovikiem Blecherem, szefem Google DNI Innovation Fund, rozmawia Jakub Mejer

W drugiej rundzie finansowania projektów internetowych w ramach Digital News Initiative Innovation Fund chcą Państwo wydać kolejne 28 milionów euro?

Zobowiązaliśmy się do przeznaczenia 150 milionów przez trzy lata. Staramy się być przewidywalni, lecz nie zostało odgórnie określone, ile pieniędzy przeznaczymy na każdą z rund finansowania. Spodziewam się, że w drugiej będzie to mniej więcej podobna kwota jak w pierwszej.

Zainteresowanie drugą rundą jest równie duże jak pierwszą czy jeszcze większe?

Dopiero rozpoczęliśmy przyjmowanie zgłoszeń, więc za wcześnie to oceniać. Zwykle firmy aplikują w ostatnich dniach, a nawet minutach przed deadline’em. W pierwszej rundzie około 70 procent z ponad 1,2 tysiąca wysłano ostatniego dnia, szczególnie w kilku ostatnich godzinach.

Lecz nie liczby są najważniejsze, tylko jakość projektów, tych zgodnych z regulaminem. W kolejnej rundzie na pewno chciałbym zobaczyć więcej projektów opartych na współpracy wydawców z jednego czy z różnych państw w całej Europie.

Przed pracą w Google był Pan redaktorem naczelnym „Libération”.

To było wiele lat temu.

Lecz chyba widzi Pan, że łatwiej jest myśleć o innowacjach w mediach cyfrowych, rozdając pieniądze jako Google, niż starając się o nie jako wydawca?

W „Libération” byłem jednocześnie jednym z redaktorów naczelnych i chief digital officerem, czyli de facto odpowiadałem za zmianę firmy z analogowej na cyfrową. Zarządzanie taką zmianą jest bardzo trudne, szczególnie w „Libération”, gdzie zakorzenione są pewne dziennikarskie tradycje. I wiem, że w codziennej pracy w newsroomie nie ma czasu na robienie burzy mózgów czy dyskusję o zmianie strategii. Właśnie przy tym chcemy pomóc.

A wracając do pytania – zespół funduszu nie rozdaje pieniędzy. Kontaktujemy się z wydawcami, starając się zrozumieć ich projekty. Ponieważ fundusz DNI to nie tylko wybór projektów, lecz także dyskusja. Od wielu wydawców usłyszeliśmy, że już sam proces okazał się dla nich wewnętrznie wartościowy.

W pierwszej rundzie mieliśmy 1236 zgłoszeń, finansowanie zaproponowaliśmy 128 projektom. Każdy zgłoszony projekt był recenzowany przez przynajmniej dwie osoby – jedną z Google i  zewnętrznego eksperta związanego z mediami i innowacją. Potem były kolejne etapy.

Te 128 wybranych projektów na jakim jest etapie?

Choć staramy się być na bieżąco, nie uczestniczymy w ich realizacji. W najbliższych miesiącach będzie widać jakieś postępy w ramach tych projektów. Wtedy będziemy kontynuować dyskusję. Podpisując umowy na finansowanie, wydawcy określają tak zwane kamienie milowe – etapy projektu, po realizacji których wypłacana jest kolejna transza.

Z czego wynikają problemy w podpisywaniu kontraktów?

To są raczej pytania niż problemy. Firmy chcą mieć pewność, że prawa będą należeć do nich, co jest oczywiste. Małe firmy często nie mają działów prawnych, więc musimy pomóc pewne rzeczy wyklarować. To po prostu trwa. Wkrótce wszystkie kontrakty będą podpisane.

Jak oceniają Państwo projekty zgłoszone w pierwszej rundzie?

Pomijając margines fałszywych zgłoszeń i osób, które po prostu chciały spróbować (jakieś 1–3 procent), było wśród nich wiele ciekawych pomysłów. Jednak kluczowym słowem jest „projekt”. Niektórzy zgłosili po prostu cyfrowy plan rozwoju swojej firmy, chodziło im bardziej o modernizację niż innowację. Pisali: „Chcę dodać nową funkcję w CMS-ie, chcę zmienić layout mojej aplikacji mobilnej”. Tego nie finansujemy. Nie finansujemy też bieżącej działalności firmy. Drugim częstym błędem było traktowanie funduszu jako kogoś w rodzaju inwestora venture capital. Aplikujący mówili: „Tym się zajmujemy. Możecie nas wspomóc w codziennej działalności?”. Nie do tego powstał fundusz.

Nie mamy żadnych uprzedzeń co do rodzaju aplikujących firm. Fundusz nie ma też nic wspólnego z korzystaniem z produktów Google. Chodzi o projekty, które pomogą stymulować rozwój ekosystemu newsowego.

W Polsce, gdy ogłaszano Digital News Initiative, pierwszymi partnerami tej inicjatywy były głównie start-upy. W pierwszej rundzie finansowania Innovation Fund nie otrzymały one dofinansowania. Nie były zadowolone.

10 procent zgłoszonych z całej Europy projektów otrzymało dofinansowanie. Nie mam wątpliwości, że wśród tych, które nie zostały wybrane, także były dobre pomysły.  

DNI jest strukturą opartą na trzech filarach: rozwój produktów, wspieranie innowacji oraz szkolenia i badania. Ważne są wszystkie części. Ja nie kieruję całym projektem DNI, lecz tylko funduszem, który jest częścią wspierania innowacji, wydzielonym przedsięwzięciem. Nie chodzi o przekazywanie pieniędzy organizacjom, z którymi współpracujemy, tylko o projekty. Nie chodzi też o to, żeby ktoś przyszedł z pomysłem wykorzystującym produkty Google i wtedy zostanie sfinansowany. W radzie oceniającej duże projekty nie ma na przykład przedstawicieli żadnego z wydawców, którzy zakładali z nami DNI.

Ale w Polsce największe dofinansowanie otrzymała w pierwszej rundzie Agora, której prezes jest w radzie DNI Innovation Fund.

Agora to duży wydawca, który przyszedł z dobrym projektem. Przywiązujemy wagę do sprawiedliwej, bezstronnej oceny – członek rady z Agory nie brał udziału w głosowaniu nad swoim projektem.

Jeśli chcesz zadbać o uczciwość procesu selekcji, musisz do niego zaprosić ludzi, którzy się na tym znają. W radzie jest 13 osób reprezentujących całą branżę. 10 jest niezależnymi ekspertami specjalizującymi się w różnych obszarach rynku medialnego – są wśród nich przedstawiciele tradycyjnych wydawnictw, uniwersytetów, prezesi firm czy eksperci od innowacji. Trzech członków reprezentuje Google. Naprawdę myśli pan, że jedna osoba z Agory mogłaby zdecydować o wyniku głosowania? To tak nie działa. Każdy projekt jest najpierw recenzowany przez przynajmniej dwie osoby z zespołu DNI Fund.

Czyli te ponad tysiąc aplikacji przeszło przez zaledwie dwie osoby?

W pierwszym etapie każde zgłoszenie było recenzowane przez przynajmniej dwie osoby – pracownika Google i zewnętrznego asesora będącego członkiem zespołu. Niekoniecznie zawsze były to te same dwie osoby.

Myślałem, że Pana zespół jest dużo większy.

Zespół nie jest duży. Ale ważne jest, że mamy dwie perspektywy – wewnętrzną i zewnętrzną. Z reguły projekty widzą trzy–cztery osoby, a obowiązkowo minimum dwie. Wtedy robimy pierwszą selekcję. Z ponad tysiąca dwustu aplikacji około 450 przeszło do etapu rozmów kwalifikacyjnych. Były to 20–30-minutowe rozmowy na temat ich projektów. Potem zespół DNI Fund wybrał projekty prototypowe i średnie. Dla dużych robiliśmy kolejną listę i przygotowywaliśmy rekomendacje. Dopiero potem głosowała rada. Jest to więc wieloetapowy proces.

Czy są jakieś różnice w tym, kto zgłasza się z poszczególnych państw Europy? Gdzie jakie trendy są popularne?

W zgłoszeniach z pierwszej rundy widać wiele projektów skupionych na wideo i na rzeczywistości wirtualnej. Widać, że zarówno start-upy, jak i tradycyjni wydawcy oraz nadawcy czują, że to coś ważnego i nie chcą tego przegapić. Jednocześnie nie bardzo wiedzą jeszcze, jak podejść do tematu.

Innym trendem jest na pewno data journalism i wizualizacje danych. To na przykład projekt z Czech, zgłoszony przez osobę indywidualną, który ma stworzyć coś w rodzaju WordPressa dla danych, gdzie możemy wybrać szablon i łatwo je przedstawić wizualnie. Kolejnym trendem jest personalizacja – często wymaga dużego kapitału startowego. Mamy w tej kategorii ciekawy projekt oparty na współpracy różnych wydawców.

Mniej spodziewaliśmy się projektów dźwiękowych – a są bardzo interesujące. Nawet nie chodzi o same podcasty, ile o ułatwienie przeszukiwania plików audio. Projekty są nastawione na to, by dźwięki stały się łatwiejsze do wyszukiwania. Ważnymi trendami są też robot journalism i systemy uczące się.

Zanim zaczął Pan pracować przy DNI Innovation Fund, zajmował się Pan podobnym funduszem Google przeznaczonym dla francuskich mediów. On pierwsze pieniądze przekazał trzy lata temu. Czy tamte projekty zmieniły francuskie dziennikarstwo?

Były to zarówno porażki, jak i sukcesy. Z tym że francuski fundusz był inny: ograniczony do niewielkiej liczby francuskich wydawców, podczas gdy DNI Innovation Fund jest szeroko otwarty, europejski. Wiele innowacji, które wprowadzili w ostatnich latach francuscy wydawcy, zostało wspartych przez fundusz. Niektóre projekty dały nowe źródła finansowania dziennikarstwa cyfrowego. Niektóre stworzyły produkt, który pomoże aplikującym wyjść naprzeciw temu, jak użytkownicy teraz konsumują newsy, zwiększając zysk z jednego użytkownika.

Jaka była reakcja mediów na wyniki pierwszej rundy finansowania w ramach DNI? W Polsce jeden projekt, który ma na zasadzie watchdoga sprawdzać prawdziwość treści, rozwija spółka Glob360 wydająca serwis, który słynie raczej z ilości, a nie jakości treści. I teraz, gdy popełnią jakiś błąd, użytkownicy Twittera żartują: „To jest to wartościowe dziennikarstwo, które finansuje Google?”.

Gdy projektowaliśmy fundusz, zadaliśmy sobie trzy zasadnicze pytania: Czym jest news? Czym jest innowacja? Co oznacza jakość?

Jest pan w stanie zdefiniować jakościowe dziennikarstwo? Moim zdaniem to trudne. Dlatego zdecydowaliśmy, że przyjmiemy najszerszą możliwą definicję i będziemy odnosić się do twórców oryginalnych treści dziennikarskich. To, co pan uważa za dobrą jakość, dla mnie może już takie nie być. To naprawdę subiektywne. Fundusz nie służy do finansowania tworzenia treści. W ramach pierwszej rundy finansujemy zresztą różnorodne projekty, czy to pod względem tematyki, typu organizacji zgłaszającej, jej wielkości, wielkości projektu czy finansowania.  

Słyszałem, że Ringier Axel Springer Polska nie złożył żadnego projektu.

Każdy może zdecydować, czy chce aplikować czy nie. Ale na tych projektach mogą zyskać wszyscy, bo w całym przedsięwzięciu chodzi o stymulację dziennikarstwa cyfrowego.

Axel Springer z innymi wydawcami ruszył z własnym, choć dużo mniejszym projektem rozwijającym media: Accelerating European Media Innovation and Insights. To dla Was konkurencja?

W funduszu chodzi o innowacje, nie konkurowanie. Nie znam szczegółów tego projektu, ale jeśli wszyscy będziemy się starać, by ekosystem dziennikarski był bardziej zwinny i innowacyjny, to tylko lepiej. Na przykład European Journalism Center też przecież finansuje różne projekty.

150 milionów na stymulację dziennikarskiego ekosystemu to sporo. Europejscy wydawcy mogą się uzależnić od Waszych pieniędzy i gdy się skończą, europejskie media będą jak grecka ekonomia po ograniczeniu unijnych dotacji.

Dlatego nie finansujemy bieżącej działalności dziennikarskiej. W żadnym wypadku nie chcemy zostać inwestorem czy główną firmą wspierającą jakiegoś wydawcę.

Ludovic Blecher

Szef DNI Innovation Fund. Przed dołączeniem do Google był dyrektorem FINP, funduszu wspierającego dziennikarstwo cyfrowe, przeznaczonego dla francuskich wydawców i wspieranego przez Google. Blecher jest dziennikarzem, ostatnie 15 lat pracował w branży informacyjnej. Zaczynał jako reporter w Liberation.fr, dochodząc do stanowiska redaktora naczelnego, a następnie dyrektora wykonawczego. Był członkiem Francuskiej Rady ds. Cyfryzacji, niezależnej komisji doradczej rządu francuskiego.

Jakub Mejer

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo