Serwis o mediach i reklamie

O nas Pressletter

Temat: You Tube

Dział: WARSZTAT

Dodano: Kwiecień 09, 2016

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Pieniądze w błoto

Od lewej: Adam Kwiatek, Bartłomiej Sawaryn i Edyta Fruba (fot. Terenwizja)

Najlepszy kanał motoryzacyjny na YouTube nie przynosi pieniędzy, ale daje mnóstwo satysfakcji – widzom i twórcom. Kim są ci drudzy?

Kiedy Adam Kwiatek jechał na swój pierwszy rajd offroadowy, nie przypuszczał, że odtąd będzie brudził się w błocie prawie co tydzień. – Wracając po trzech dniach rajdu, myślałem, że straciłem kolegę – wspomina Bartłomiej Sawaryn. – Adam siedział na tylnym siedzeniu samochodu, przykryty kilkoma kocami, i nie odzywał się przez kilka godzin. Ale minęły trzy dni i kupił nissana patrola – wspomina. To Sawaryn i Filip Różalski, organizatorzy Rajdu o Złoty Tłok Wójta Bałtowa, zaprosili Kwiatka na pierwszy rajd. Było to kilka lat temu – dziś z pierwszym z nich Adam Kwiatek tworzy kanał motoryzacyjny Terenwizja na YouTube, a drugi pomaga im nagrywać.

Kwiatek szybko docenił widowiskowość offroadu i nagrał pierwszy kilkuminutowy film. Nie była to jednak relacja z rajdu ani prezentacja samochodu. Adam nagrał rozmowę z 4-letnim chłopcem, który bawił się przy dżipie. Pokazał popołudnie ojca z synem. Chwyciło. Film szybko rozszedł się w sieci (został opublikowany na prywatnym kanale YouTube Adama Kwiatka). – To był eksperyment. Zaskoczeniem było, że ludzi nie interesował samochód terenowy, jego wyposażenie czy moje zdolności jako kierowcy, lecz odkryli, że to jest hobby umożliwiające wspólne spędzanie czasu ojca z dzieckiem – opowiada Kwiatek. Pozytywna reakcja widzów była motywacją do działania. – Wiedzieliśmy, że jeżeli znajdziemy sposób na opowiadanie, który zainteresuje więcej osób, będzie można stworzyć kanał o naszej pasji – tłumaczy Kwiatek.

Początkowo filmy wrzucał na własny kanał na YouTube, a w 2012 roku stworzyli wraz z Bartłomiejem Sawarynem Terenwizję. – Pomysł zrodził się z nudów. Chcieliśmy połączyć przyjemne z pożytecznym, czyli wyjeżdżać na rajdy za darmo i robić z tego reportaże – mówi Sawaryn.

Przez cztery lata Terenwizja zrealizowała ponad 140 filmów, które łącznie mają 10 mln odsłon. Widzom podoba się takie podejście do offroadu: „Nie jestem w temacie, ale obejrzałam cały film, bo to fascynujące!” – komentuje dziewczyna na YouTube. Wielu traktuje ich jako znawców aut terenowych: „Chciałbym się jakoś skontaktować, bo oglądałem wasz film o uzbrojeniu land rovera, a na wyprawę chciałbym się załapać” – pisze fan.

Niszowa pasja

W zestawieniu z najpopularniejszymi youtuberami osiągającymi ponad 1 mln subskrypcji, ich kanał z 33 tys. subskrybentów nie robi wrażenia na znawcach branży. Jednak w sieci partnerskiej Epic Makers, do której należą, są liderem segmentu kanałów motoryzacyjnych. Wyprzedzają kanał Dajczu MotoVlog (20 tys. subskrypcji), Skuterowo (15 tys.), Leszek OnAir! (4 tys.) czy What About Cars TV (3 tys.). – Większość kanałów jest zafiksowana na temat niszy. Jeśli taki kanał sformatuje się, złapie punkt, w którym może odnieść się do szerszego widza, wówczas następuje gwałtowny przyrost subskrybentów. Terenwizja jest kanałem wyspecjalizowanym, ale niemałym – mówi Łukasz Skalik, program director Epic Makers. – To typ kanału, który istnieje na YouTube nie po to, by zarabiać, lecz by propagować pasję – uważa.

– Youtuberzy nie postrzegają ich jako swoich – stwierdza jednak Kuba Jankowski, YouTube menedżer w Grupie Onet.pl, który prowadzi program KubaShowTV na YouTube. Podaje jeden z powodów: – Rzadko bywają na spotkaniach, gdzie mogą poznać się z innymi twórcami YouTube.

Jankowski zaprosił jednak twórców Terenwizji do swojego programu „Pasja – sposób na życie” w Canal+ Discovery. – Muszę przyznać, że podczas kręcenia tego materiału prawie dałem się zarazić ich pasją. Wiem, że to, co robią, sprawia wielką frajdę – przyznaje Jankowski. – Gdybym chciał wejść w świat offroadu, zwróciłbym się do Adama – dodaje.

W męskim świecie

„Zderzaki i wyciągarki naprawdę wyciągają efektownie i widać, na co wydaliśmy pieniądze. Ale nie zapominajmy o osłonach” – dobiega głos z filmu, na którym widać samochód terenowy zaparkowany na leśnej drodze. Ten sam głos ostrzega, że jazda land roverem bez osłon może skończyć się pogięciem drążków kierowniczych. O akcesoriach do land rovera ze znawstwem opowiada nie umazany smarem mechanik, tylko 26-letnia wówczas Edyta Fruba – ładna, drobna, uśmiechnięta brunetka. Jest wiosna 2015 roku i właśnie nagrywa kolejny odcinek programu Terenwizji, do której dołączyła po około roku od powstania kanału. Od tamtej pory jest twarzą realizowanych materiałów.

– Prowadząca? Przyciąga uwagę. Bardzo miło się ją ogląda. Wielu widzów właśnie z jej powodu, a nie zawartej treści, ogląda filmy. Gdyby zrezygnowała, kanał straciłby co najmniej połowę widzów – uważa Michał Śniadek, redaktor naczelny serwisu CarTests.pl i założyciel TopGear.net.pl, strony fanowskiej „Top Gear”.

– Edyta jest bardzo wdzięczną prowadzącą, ale pozostali też fajnie poruszają się po tym świecie – mówi z kolei Kuba Jankowski, przyznając, że Edyta występuje najczęściej. – To prosty zabieg, ponieważ środowisko offroadowców jest zdominowane przez mężczyzn. Ci chętniej będą oglądali Edytę, która wpada w kałużę, niż Adama – dodaje Jankowski. – Widząc dziewczynę w błocie, ludzie chętniej zaglądają na kanał. Przyznam, że sam zajrzałem ze względu na nią – mówi Marek Wieruszewski prowadzący „Motojazdę – garaż Motowizji” w Motowizji.

Press

Edyta Fruba jest studentką fizjoterapii w Wyższej Szkole Rehabilitacji w Warszawie, uczy się też na technika masażu. Jest młodszą siostrą żony Adama Kwiatka. Fani o tym nie wiedzą i często dopytują, co łączy tych dwoje. Czasem na nagraniach pojawia się chłopak Edyty, Radosław Kania, który wraz z nią, korzystając z marki Terenwizji, zorganizował kilka szkoleń z offroadu dla początkujących. – Wpadliśmy na pomysł, by jeździć z osobami, które nie mają samochodu terenowego. Takie szkolenie trwa trzy godziny, w ciągu których pokonujemy z nimi tor przeszkód – mówi Fruba. Szkolenia odbywają się sporadycznie i kosztują 350 zł.

Bartłomiej Sawaryn udział Edyty w programie przedstawia jako przemyślany zabieg marketingowy. Daleki od takiego stwierdzenia jest natomiast Adam Kwiatek. – Była to nasza pierwsza randka – żartobliwie wspomina pojawienie się Edyty. I opowiada: – Podczas rodzinnej uroczystości zauważyła terenówkę i zapytała, czy może zobaczyć, na czym polega moja pasja. Chciałem się popisać, pokazując, jaki mam fajny samochód, i jakim jestem superkierowcą. Skończyło się na tym, że utopiliśmy samochód. I to tak, jak nigdy dotąd. Sytuacja była wręcz dramatyczna. Kazałem Edycie ewakuować się z auta i zabrać ze sobą kamery. A skoro się utopiliśmy, stwierdziłem: przynajmniej to nagrajmy.

Edyta Fruba sfilmowała przebieg akcji i tak powstał pierwszy film z jej udziałem. – Wszyscy zwrócili uwagę na Edytę, która, mimo że była przemarznięta, przemoczona i nie pojeździła sobie, to była zadowolona. Zaczęliśmy od traktowania jej jako maskotki Terenwizji, która ma z nami jeździć i poznawać ten świat. To był strzał w dziesiątkę – stwierdza Kwiatek.

Przed kamerą Edyta jest wyluzowana, kokietuje: „A najbardziej szczegółowo pokazane jest wszystko w filmie, który oglądałam chyba z dziesięć razy. Podobno jest bardzo prosty do zrozumienia, ale niekoniecznie dla kobiecego umysłu” – mówi na jednym z nich, uśmiechając się porozumiewawczo do widzów. Czasem dowcip się wyostrza: „Rajd jest udany, gdy jestem wyjeżdżona i ubłocona”. Wielu widzów jest nią zachwyconych, ale niektórych zagorzałych offroadowców drażni jej dziewczęcy głos. – Trochę powagi. To nie jest sport dla nastolatków, lecz kosztowne hobby – mówi osoba ze środowiska offroadu, która chce pozostać anonimowa. Złośliwi wytykają też Edycie skąpe stroje. – Na początku brałam te komentarze do siebie, ale teraz przestałam na nie zwracać uwagę – stwierdza Fruba, podkreślając, że lubi występować, ale nie czuje się youtuberką.

– To, że program prowadzi sympatyczna i niebrzydka dziewczyna, zawsze wzbudza podejrzenia, że jest tutaj jakaś nieszczerość. Wystarczy jednak przez dwie minuty obejrzeć, pooddychać tym, i okazuje się, że nie jest udawane. Ja to kupuję – mówi Jacek Balkan, dziennikarz motoryzacyjny radia Tok FM, prowadzący też program „Autościema, czyli jak kupować, by nie żałować” w Polsat Play.

Kupują ją również inni. Dlaczego? Bo Edyta ma charakter, co udowadnia na każdym kroku: podczas nagrywania jednego z filmów skręciła kostkę, ale nie przeszkodziło jej to za tydzień we wzięciu udziału w swoim pierwszym rajdzie quadów. Koledzy z planu tak to komentowali na filmie: „Czy to jest rozsądne z jej strony?” – pyta zza kamery Adam. „Pasja jest najważniejsza. Pasja i chęć walki!” – odkrzykuje ich kolega.

– Bywają sytuacje stresujące, ale nie wyobrażam sobie, że się poddam – kwituje Edyta Fruba.

W terenie

Ich ekipa jeździ już po całym kraju. Są zapraszani nie tylko przez grupy organizujące rajdy samochodów terenowych. W styczniu br. przyjęli zaproszenie od organizatorów Warszawskich Spotkań Weekendowych na spotkanie miłośników samochodów zdalnie sterowanych. – Często oglądamy ich filmiki. Po Nowym Roku opublikowali post, w którym mówili, że są gotowi na nowe wyzwania. Wysłałam więc bezczelną wiadomość, że skoro tak, to czy odwiedzą nas. Bez problemu się zgodzili – mówi Sandra Frej, współorganizatorka spotkania.

Press

Co im się podoba w filmach Terenwizji? – Klimat. To nie jest zwykły program, wszystko tu dzieje się na żywo, ludzie są cały czas w błocie. Oglądając te filmy, czuje się, jakby się tam było – tłumaczy drugi współorganizator Warszawskich Spotkań Weekendowych Błażej Gałuszewski. Produkcje Terenwizji można podzielić na relacje z wydarzeń i poradniki. W pierwszym przypadku nagrywają siebie podczas wyjazdów, najczęściej są to rajdy terenowe. Ich filmy, mimo niszowego tematu, gromadzą po kilkadziesiąt tysięcy odsłon. Tak było podczas relacji z rajdów przeprawowych Bałtowskie Bezdroża organizowanych przez Stowarzyszenie Delta czy zawodów Wrack Atak w Lublinie organizowanych przez Polskie Stowarzyszenie Wrak Race. Ale bywa, że ich produkcje mają po kilkaset tysięcy wyświetleń. Prawie 300 tys. osób obejrzało film „Złombol 2014”, który jest relacją z charytatywnego rajdu (prawie 400 starych aut co roku podróżuje po Europie, oferując powierzchnię reklamową na samochodach, a dochód jest przeznaczany na dzieci z domów dziecka). Wyjazd w 2014 roku był wyjątkowy dla Edyty Fruby. – Adam nie mógł jechać, więc postanowiłam sama coś nagrać. Robiłam nawet mniej powtórek, niż gdy jestem nagrywana przez kogoś – opowiada. Podczas postojów wchodziła do aut przypadkowych uczestników imprezy i przeprowadzała z nimi rozmowy. – Powiedziałem, by nagrywała wszystko, a potem coś z tego się wybierze. Nie sądziłem, że wyjdzie to tak ciekawie – mówi Adam Kwiatek.

Nie udają

W jaki sprzęt warto wyposażyć land rovera, na czym polega napęd 4x4, jak bezpiecznie używać linii kinetycznej? Między innymi na te pytania próbują odpowiedzieć w filmach poradnikowych twórcy Terenwizji. Nie udają, gdy czegoś nie wiedzą. – Pokazujemy swoje błędy. Nie wstydzimy się, jak nam coś nie wyjdzie – mówi Kwiatek. By jednak filmy były rzetelne, korzystają z pomocy ekspertów. I tak w odcinku o oponach terenowych pojawił się Mariusz Jenot z Auto-shop4x4.pl, a w odcinku o dżipach wranglerach wystąpił „Kazo” z firmy Wranglery.pl. Częstym gościem poradników jest Roman „Cybul” Cybulski z Cybul Radical Solutions, który współprowadził m.in. odcinek o napędach samochodów na cztery koła. – Poznaliśmy się na jednym z rajdów. Bardzo dobrze znają się na offroadzie, wiedzą, o czym mówią – ocenia Cybulski. Jego zdaniem produkcje Terenwizji wyróżniają się na tle programów nie tylko internetowych, ale także telewizyjnych. – Na pewno bardziej wciągają, ponieważ są naturalni i spontaniczni, potrafią rozpalić ludzi – mówi Cybulski.

Piotr R. Frankowski, redaktor naczelny kwartalnika „Ramp” i były naczelny „Top Gear”, przyznaje, że porady Terenwizji są skuteczne, ale nie widziałby dla nich miejsca w magazynie motoryzacyjnym. – To jest rodzaj narracji dostosowany do świata darmowego Internetu. Wygląda jak wideoblog, bo widz nie oczekuje wyszukanej formy, tylko prostego przekazu, który nosi znamiona amatorskości. Warsztat został dopasowany do potrzeb – analizuje Frankowski.

Jacek Balkan z Tok FM: – Jest to robione przez ludzi z doświadczeniem, którzy z niejednego błota samochód wyciągali. Filmy są fachowe, bezpretensjonalne, bez nadęcia, z lekkim puszczaniem oka do widza i scenami niczym ze „Słonecznego patrolu”. A wszystko ciepłe i serdeczne.

Fani żartują, że Terenwizja jest lepsza od kultowego programu motoryzacyjnego „Top Gear”. Michała Śniadka, szefa serwisu TopGear.net.pl, takie porównanie trochę drażni, ale stwierdza: – Można powiedzieć, że ich filmiki przypominają pierwsze serie „Top Gear”, ale jest to naciągane. Podobieństwo można jedynie dostrzec w tym, że mają bardzo luźne podejście do prowadzenia programu.

Mimo to Śniadek linkuje filmy Terenwizji ze swojego serwisu.

Jakość filmów poradnikowych doceniło jesienią ub.r. jury Grand Video Awards, które nominowało Terenwizję właśnie za wideo poradnikowe. Prócz tego otrzymali trzy nominacje w kategoriach: wideo popularnonaukowe, publicystyka i hobby. – Ich film był w tej grupie, która najbardziej utkwiła mi w pamięci. Forma ich materiału była zbliżona do filmu dokumentalnego. Produkcja o takim charakterze niekoniecznie potrzebuje dużej ekipy i supersprzętu. Wystarczą nawet trzy osoby – mówi Jacek Zakrzewski, realizator dźwięku w TVN, juror GVA, który oceniał filmy w kategorii publicystyka (Terenwizja otrzymała w niej nominację za „Złombol 2014”).

– To skandaliczne! Ta dziewczyna z chłopakiem przy użyciu zwykłej kamery, która kosztowała pewnie dwa tysiące złotych, robią coś lepszego niż niejedna telewizja mająca do dyspozycji gigantyczny budżet z kamerami za kilkadziesiąt tysięcy euro – ironizuje Jacek Balkan, doceniając realizacyjną stronę filmów Terenwizji.

Terenwizja miała w sumie ok. 10 kamer, z czego cztery już zostały zniszczone. – Używamy kamer amatorskich, bo warunki pracy są trudne. To nasze hobby, do którego dokładamy, więc jeśli mam utopić kamerę za 15 tysięcy, biorę taką za trzy tysiące, która do tworzenia w Internecie ma wystarczającą jakość. Wbiegając z kamerą do wody, nie chcę się martwić, czy ją spłaciłem – tłumaczy Adam Kwiatek. Gdy jadą na nagranie, zazwyczaj korzystają z trzech kamer, m.in. Sony Handycam HDR-CX550, GoPro i Sony Action Cam. Filmy montują w programie Avid Media Composer.

Mają oko montażysty

– Nie zjadłem zębów na technice telewizyjnej, ale nie widzę tam błędów. Ktoś ma bardzo dobre oko do tego – ocenia Jacek Balkan. Ma rację – mało kto wie, że ocenił zawodowców. Bo wszyscy trzej twórcy Terenwizji – Bartłomiej Sawaryn, Filip Różalski i Adam Kwiatek – są profesjonalnymi montażystami. Montują dla TVN, głównie seriale. Sawaryn montował m.in. „Helę w opałach” i „Nianię”, Różalski współpracował przy montażu „Brzyduli”. Z filmografii na stronie Filmpolski.pl wynika, że największy z nich dorobek ma Adam Kwiatek, który montował m.in. „Singielkę”, „Nie rób scen”, „Szpilki na Giewoncie” i „Prawo Agaty”. Prócz seriali Kwiatek ma na swoim koncie także montaż filmów fabularnych, w tym: „Karol, który został świętym” w reżyserii Grzegorza Sadurskiego i Orlanda Corradiego i „Karuzelę” Roberta Wichrowskiego. A za montaż filmu Marcina Krzyształowicza „Obława” w 2012 roku Kwiatek otrzymał nagrodę na Gdynia Film Festival. Ponadto prowadzi warsztaty z montażu w Collegium Civitas. Informacji o tym nie przeczytamy jednak na stronie internetowej Terenwizji ani na ich profilu na Facebooku. Dlaczego? Pytanie dziwi Adama Kwiatka. – Dla mnie Terenwizja jest eksperymentem montażowym, osobistym, emocjonalnym. Za każdym razem próbujemy zrobić coś innego. Specjaliści od YouTube starają się nam od czasu do czasu coś mądrego powiedzieć, zwracają uwagę, że filmy są za długie. Ale nie robimy tego dla gimnazjalistów, nie nastawiamy się na milionową oglądalność. Robimy to, by ludzie mieli poczucie, że ktoś przygotował rzetelną relację z rajdu – odpowiada Kwiatek.

Jacek Balkan szacuje, że wyprodukowanie odcinka Terenwizji kosztowałoby telewizję co najmniej 20 tys. zł. Twórcy kanału robią to za półdarmo. – Od początku zakładaliśmy, że nie robimy z tego biznesu. Jeden wyjazd kosztuje nas 2,5–3 tysiące złotych – mówi Bartłomiej Sawaryn. By na tym nie tracić, ekipa Terenwizji współpracuje m.in. z organizatorami imprez, na których się pojawiają. W zamian za relację mają zapewniony nocleg bądź bezpłatne wpisowe, które może wynosić np. 500 zł. Bywa, że otrzymują wynagrodzenie za materiał filmowy lub lokowanie produktów. – Nie są to duże kwoty. Rekompensują koszty wyjazdów – mówi Kwiatek, podając, że wynoszą od kilkuset do kilku tysięcy złotych. Ich dochód z reklam na YouTube jest bowiem znikomy.

Ale na amatorów nie wyglądają. Na imprezach offroadowych pojawiają się w koszulkach i bluzach z logo Terenwizji. Podobne oznaczenia mają także na gadżetach. Za tę koncepcję, logo i spot reklamowy odpowiada Zuzanna Sawaryn, żona Bartłomieja, która jako freelancer zajmuje się projektowaniem graficznym. – Poprosili mnie o pomoc. Uczestniczę z nimi w rajdach, ale nie jeżdżę intensywnie. Czasem pomagam jako operator kamery – mówi Zuzanna Sawaryn.

Formalnie Terenwizja jest firmą zarejestrowaną na jej męża. Adam Kwiatek zapewnia, że nie przeszkadza mu, iż nie jest jej współwłaścicielem. Ma swoją działalność – Fabrykę Sklejek.

Telewizja?

– Gdybym był producentem telewizyjnym, już dawno byśmy siedzieli w sali konferencyjnej, pili kawę, jedli ciasteczka i omawiali scenariusz ich programu – mówi Kuba Jankowski. Przenieść Terenwizję na szklany ekran próbowali już też sami twórcy. Prowadzili rozmowy z Polsat Play i TVN Turbo, ale nie udało się. – Pamiętam ich, a zwłaszcza tę dziewczynę, w jej oczach widać pasję. Chcieli realizować program 4x4, lecz nie mieliśmy pieniędzy – mówi Radosław Sławiński, dyrektor Polsat Play. Większe szanse na program mieliby, gdyby znaleźli sponsora. Koszty utrzymania takiego programu zaczynają się jednak od 30 tys. zł za odcinek. W dodatku musieliby zrezygnować z części niezależności.

Press

– To, co robią, jest ciekawe, dynamiczne, kierowane do młodych mężczyzn, ale to specyficzna rozrywka dla fascynatów. TVN Turbo musi mieć bardzo wyspecjalizowany program, który będzie trafiał do szerszej grupy – tłumaczy Małgorzata Łupina, zastępca dyrektora programowego TVN. Ale dodaje: – Z racji tego, że te filmy są fajnie robione, dynamicznie montowane, nowoczesne, zaproponowaliśmy im współpracę.

I tak Terenwizja stała się producentem dwóch programów TVN Turbo. Pierwszy z nich to „Dendżer” prowadzony przez Arkadiusza Klicha (wyemitowano jeden sezon). Drugi – „Wojny samochodowe” zadebiutuje wiosną. Za ich produkcję odpowiada Bartłomiej Sawaryn i Roland Janiec.

– Żeby to, co robią, przenieść na duży ekran, trzeba byłoby trochę podrasować jakość ich filmów – mówi o produkcjach Terenwizji Radosław Sławiński. Podkreśla, że tematyka offroadu jest zbyt niszowa nawet dla stacji tematycznej. Co nie zmienia faktu, że do niego przemawia. – Po spotkaniu z nimi zdecydowałem się kupić auto terenowe – przyznaje dyrektor Polsat Play.

(tekst był publikowany w "Press" 01/02 2016)

Iga Kołacz

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Temat: technologie

Dział: WARSZTAT

Dodano: Kwiecień 19, 2016

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Pomocnik piszącego, czyli proste narzędzia edytorskie

Internetowe narzędzia poprawią, ocenią, a na koniec pogratulują autorowi dobrze skrojonego tekstu. A to wszystko szybko, łatwo i przyjemnie. Brzmi niedorzecznie? To jednak prawda. Zapraszam do poznania kilku narzędzi edycyjnych, dzięki którym Twój tekst będzie jaśniejszy, wymodelowany i bez rażących błędów czy literówek

LanguageTool (www.languagetool.org/pl/)

Press

To narzędzie jest zaawansowanym korektorem tekstów. Aplikacja dostępna jest z poziomu przeglądarki internetowej, jako rozszerzenie do darmowego edytora tekstu LibreOffice, a także jako samodzielne oprogramowanie komputerowe. LanguageTool w tej chwili dostępny jest dla 25 języków. Poza wersją polską narzędzie poprawia teksty m.in. w językach: angielskim, hiszpańskim, japońskim, francuskim, niemieckim, rosyjskim. Oprócz korekty językowej – stylistycznej, gramatycznej, ortograficznej – aplikacja doskonale sprawdzi się także do korekty typograficznej. Co więc wyróżnia to narzędzie na tle innych podobnych aplikacji?

Przede wszystkim zaawansowane możliwości korektorskie. LanguageTool ujawnia literówki kontekstowe, które dla większości korektorów są niewidoczne. Oprócz tego poprawia błędy leksykalne, frazeologiczne, składniowe, interpunkcyjne i typograficzne. Aplikacja w tekstach obcojęzycznych wykrywa także tzw. false friends, czyli pary słów w dwóch językach brzmiących tak samo, ale mających inne znaczenie.

Gdy do specjalnego pola wkleimy nasz tekst i wybierzemy język, aplikacja podkreśli znalezione błędy i w odpowiedni sposób je wyróżni. Po kliknięciu w błędny wyraz otrzymamy odpowiedź wyjaśniającą, dlaczego tekst został oznaczony. Pojawi się także lista proponowanych rozwiązań, która pozwoli od razu nanieść poprawki. Po ich zaakceptowaniu po prostu kopiujemy poprawiony tekst, wklejamy do naszego i przyjmujemy gratulacje od redaktora i korektora, że błyskawicznie podniósł się poziom naszego pisania.

Jasnopis (www.jasnopis.pl/)

Press

Są teksty, które czyta się łatwo i przyjemnie. Myśli przelatują po nich sprawnie, a umysł łatwo przyswaja treść. Są też teksty, których czytanie jest udręką. Mozolną wędrówką od słowa do słowa. Wielokrotnie złożone, najeżone enigmatycznymi słowami odrzucają zamiast przyciągać. Z pomocą autorowi przychodzi Jasnopis, narzędzie stworzone w 2015 roku. Pracowała nad nim grupa językoznawców, informatyków i matematyków, a zespołem kierował prof. dr hab. Włodzimierz Gruszczyński z SWPS w Warszawie. Aplikacja pozwala na mierzenie zrozumiałości tekstów napisanych w języku polskim. Narzędzie dzięki specjalnym algorytmom ocenia poziom skomplikowania artykułów w 7-stopniowej skali. Poziom pierwszy oznacza tekst dziecinnie prosty. Jak czytamy w instrukcji obsługi, orientacyjnie wymagane wykształcenie osoby na tym poziomie to szkoła podstawowa, klasy 1–3. Każdy następny poziom podnosi teoretycznie wymagane wykształcenie. Poziom siódmy, według instrukcji, skierowany jest do fachowców oraz osób posiadających wiedzę specjalistyczną. Orientacyjnie wymagane wykształcenie siódmego poziomu to doktorat lub specjalizacja w danej dziedzinie.

By skorzystać z usługi, wystarczy wejść na stronę narzędzia i wybrać źródło dokumentu, który chcemy analizować. Możemy to zrobić na trzy sposoby. Pierwszym z nich jest wprowadzenie tekstu do wydzielonego pola tekstowego, czyli standardowe kopiuj-wklej. Druga możliwość to analiza tekstu strony WWW. W tym przypadku kopiujemy link strony i wklejamy do wydzielonego okienka. Narzędzie pobierze artykuł i go przeanalizuje. Trzecia możliwość to załadowanie tekstu z komputera użytkownika. Po wybraniu źródła i kliknięciu przycisku „analizuj” narzędzie rozpocznie sprawdzanie tekstu. Po kilku sekundach aplikacja oceni poziom jego trudności, a także fragmenty, które mogą być niezrozumiałe dla czytelnika. Jasnopis od razu podsuwa wskazówki dotyczące poszczególnych fragmentów tekstu, dzięki czemu wiemy, które słowa lub zdania mogą wymagać poprawy. Legenda, która wyświetla się w analizie, podpowie nam, dlaczego uzyskaliśmy taki, a nie inny poziom.

Użytkownicy mogą także zajrzeć do zaawansowanych statystyk. Odnajdziemy tam więcej szczegółowych informacji. Dotyczą np. wskaźnika mglistości. Mówi on o tym, ile lat należy uczyć się w szkole, aby zrozumieć dany tekst. Jasnopis analizuje go na podstawie wzoru matematycznego, biorąc pod uwagę długość zdania i trudność zawartych w nim słów. Narzędzie przedstawi nam także liczby dotyczące wykorzystania części mowy w tekście, a także inne statystyki, jak np. średnia długość słów czy liczba zdań.

To jednak nadal nie wszystkie możliwości. Jasnopis potrafi dużo więcej. Aplikacja naprawdę zadowoli wymagających literackich purystów. Wystarczy, że wejdziemy do ustawień zaawansowanych i wybierzemy jedną z dostępnych opcji dodatkowych. Jeszcze przed analizą możemy np. podać wiek przewidywanego odbiorcy artykułu. Narzędzie przeanalizuje go wtedy pod kątem zrozumienia dla czytelnika w konkretnym wieku. We wnętrzu aplikacji możemy zobaczyć różne typy przetwarzania informacji. Na przykład po wybraniu „Gryf podobieństwa” narzędzie podpowie nam, do jakiego rodzaju dokumentu podobny jest tekst. Jak jednak wskazują autorzy aplikacji, Jasnopis nie nada się do sprawdzania tekstów artystycznych. Wiadomo, te wymykają się jakimkolwiek regułom. Z powodzeniem z tego narzędzia mogą korzystać dziennikarze oraz osoby, którym zależy na jasności przekazu. Dla nich Jasnopis może okazać się bezcennym narzędziem analitycznym. Niniejszy rozdział sprawdzony Jasnopisem uzyskał 5 punktów na 7-stopniowej skali trudności. Jasnopis zaznaczył mi miejsca z fragmentami wyraźnie trudniejszymi od reszty tekstu, wskazał na bardzo długie zdania i trudne słowa, a potem wydał końcową ocenę: „Tekst trudniejszy, zrozumiały dla ludzi wykształconych”. Jeśli więc dotarłeś tutaj, Drogi Czytelniku, to wiedz, że zdaniem twórców narzędzia należysz do ludzi wykształconych.

Zecerka (www.zecerka.pl/)

Press

Kolejnym narzędziem, które może okazać się pomocne w przygotowaniu tekstu, jest Zecerka. Aplikacja wciąż się rozwija, ale już teraz posiada wiele cennych funkcjonalności. Do czego służy? Do korekty i retuszu typograficznego, tzn. prawidłowego ułożenia tekstu. Aplikacja po wprowadzeniu ustawień ułoży tekst zgodnie z polskimi zasadami korektorskimi i typograficznymi, m.in. przeniesie spójniki do nowej linii, a także wyjustuje tekst.

Korzystanie z narzędzia jest intuicyjne. Na początku wklejamy nasz tekst do pola edycyjnego aplikacji. Zecerka posiada prosty edytor tekstu, który ma większość podstawowych funkcji popularnych edytorów. Po wklejeniu artykułu przechodzimy do kolejnego punktu, tzn. ustawienia funkcji. Twórcy narzędzia pogrupowali je w ramach czterech okienek: dziel wyrazy, końce wierszy, częste błędy i funkcje dodatkowe.

W przypadku pierwszego okna decydujemy, jak aplikacja ma dzielić wyrazy. W tym miejscu zaznaczamy, jaką długość minimalną mają mieć dzielone wyrazy, tzn. z ilu liter składać się będzie pierwszy i ostatni człon słowa. Dodatkowo możemy ustawić minimalną długość dzielonego wyrazu, a także zezwolić na dzielenie wyrazów zapisanych wersalikami. Drugie okno Zecerki odpowiada za końce wierszy. Jeżeli na końcu wersu pojawi się np. przyimek, aplikacja przeniesie go do nowej linii. To samo zrobi, jeżeli na końcu wersu znajdzie się skrót np. itp., itd. Trzecie okno odpowiada za korektę błędów. W tym miejscu znajduje się zestaw często popełnianych błędów, wśród nich m.in. format zapisu cen, email na e-mail czy zamiana dwukropka na kropkę w zapisie godzinowym. Łącznie w ramach trzeciego okna możemy wybrać 13 opcji poprawy tekstu. Ostatnie, czwarte okno zawiera jedynie dwie funkcje. Usuwa formatowanie i HTML oraz po zaznaczeniu odpowiedniego pola usunie polskie znaki. Zecerka ma domyślnie zaznaczone wszystkie opcje poprawy tekstu. Jeżeli chcemy wybrać sami nasze zasady adiustacji artykułu, musimy je zaznaczyć w odpowiednich polach. Jeśli tego nie zrobimy, aplikacja weźmie pod uwagę ustawienia domyślne.

Po wprowadzeniu wszystkich ustawień klikamy przycisk „Popraw”. Aplikacja automatycznie naniesie zaznaczone wcześniej wytyczne i zgodnie z nimi poprawi tekst, przenosząc nas do nowego okna edycyjnego. W tym miejscu możemy podejrzeć wersję HTML poprawionego tekstu, a także po kliknięciu w „Zmiany” zobaczyć, które miejsca zostały poddane korekcie. Poniżej tego okna znajdziemy pełny raport Zecerki. Zobaczymy w nim statystyki dotyczące poprawionego tekstu. Dla bardziej dociekliwych twórcy narzędzia przewidzieli miejsce, gdzie możemy się dowiedzieć więcej o zasadach pisowni, którymi kieruje się Zecerka. Znajdziemy tu wyjaśnienie dotyczące poszczególnych funkcji programu.

Na koniec wystarczy skopiować tekst za pomocą przycisku „Zaznacz tekst”. Uwaga, w niektórych edytorach po skopiowaniu poprawionego tekstu mogą pojawić się szare odstępy pomiędzy słowami. Te szare prostokąty (lub strzałki) to znaki niedrukowalne, które nie będą widoczne na papierze. Możemy to sprawdzić poprzez uruchomienie podglądu drukowania. Nie trzeba się więc nimi przejmować, choć tekst z nimi nie wygląda zbyt zachęcająco. Jeżeli szare prostokąty bardzo Wam przeszkadzają, możecie sprawić, aby zniknęły. Wystarczy wejść do ustawień swojego edytora tekstu i wyłączyć cieniowanie pól oraz znaki niedrukowalne w polu „Widok”.

Synonimy.pl

Press

Gdy Ci słowa zabraknie” to słownik synonimów stworzony przez Wojciecha Broniarka. Pierwsze wydanie ukazało się w 2005 roku i zawierało ponad 42 tys. haseł zapisanych na ok. 1200 stronach. Dziś całą tę wiedzę odnaleźć możemy także w Internecie, a to za sprawą elektronicznego odpowiednika słownika – Synonimy.pl. Narzędzie jest niezwykle pomocne dla wszystkich osób zajmujących się pisaniem. Wieloletnia systematyczna i cierpliwa praca autora przyczyniła się do stworzenia dzieła niezwykłego i wciąż uzupełnianego nowymi hasłami.

Synonimy.pl to ogromna baza nie tylko słów aktualnych, ale także historyzmów, słów dawnych oraz wulgaryzmów. Każde hasło zostało indywidualnie opracowane i rozróżnione wedle swojego znaczenia. Sprawia to, że wybór synonimów zawartych w tym dziele jest naprawdę imponujący. Jak podaje autor, dla słowa „szybko” znalazł ich 75, a do przymiotnika „ostry” – 121. Aby rozpocząć korzystanie z tej aplikacji, wystarczy wejść na stronę internetową Synonimy.pl lub ściągnąć aplikację na telefon. Słownik synonimów jest dostępny dla telefonów z systemami Android, iOS oraz Windows Phone. Po wejściu na stronę internetową wpisujemy słowo, dla którego synonimu szukamy, a narzędzie poda nam listę słów bliskoznacznych. Przy niektórych hasłach mogą wystąpić skróty i symbole, które systematyzują i charakteryzują wyszukane słowa.

Hemingway App (www.hemingwayapp.com/)

Press

Anglojęzycznym odpowiednikiem narzędzia Jasnopis jest aplikacja Hemingway. Narzędzie dostępne on-line oraz jako wersja instalacyjna na komputery z systemem Windows i Mac. W wersji internetowej jest darmowa, użytkownik płaci, tylko gdy ściąga wersję na swój komputer. Nie wiąże się to jednak z wielkimi kosztami. Za możliwość korzystania z aplikacji z dowolnego miejsca, bez potrzeby poszukiwania Internetu musimy zapłacić jednorazowo 10 dol.

Narzędzie stworzone przez Adama i Bena Longów, podobnie jak Jasnopis, służy do upraszczania tekstów napisanych w języku angielskim.

Na początku wklejamy swój tekst do edytora. Narzędzie, oprócz standardowych funkcjonalności edycyjnych, pozwala na wyróżnienie tekstu trzema różnymi śródtytułami. Po wprowadzeniu zawartości aplikacja zaznaczy elementy teks-tu, które mogą sprawić trudność czytelnikowi. Będą to m.in. trudne słowa lub zbyt długie zdania. Aplikacja nie powie nam, jak te błędy poprawić. Zaznaczy jedynie miejsca, które mogą być niejasne.

Podobnie jak w przypadku aplikacji Jasnopis, Hemingway App także klasyfikuje teksty pod względem ich przejrzystości. Ta funkcjonalność została przedstawiona w postaci trójkolorowej podziałki z kolorowymi kwadratami. Tekst mieszczący się w zielonej skali jest prosty i zrozumiały. Czerwona skala oznacza wysoki poziom skomplikowania. Poniżej skali znajdują się dodatkowe opcje, które po rozwinięciu pokażą statystyki tekstu. Aplikacja pokaże nam proste dane, takie jak liczba znaków, słów i akapitów. Hemingway App przedstawi nam również szacowany czas potrzebny do przeczytania poprawionego tekstu. Ostatnim elementem narzędzia jest pięć kolorowych boksów. Prezentują składniki tekstu, na które powinniśmy zwrócić szczególną uwagę. Narzędzie odpowiednimi kolorami zaznaczy trudniejsze fragmenty. W aplikacji Hemingway zmiany możemy wprowadzać na bieżąco, a narzędzie znak po znaku będzie dokonywało analizy. Po poprawieniu artykułu wystarczy go skopiować i voilà, tekst uleczony.

Orwell App (www.orwellapp.com)

Press

Podobnie jak Jasnopis oraz Hemingway App aplikacja przeznaczona jest do analizy tekstu pod względem przejrzystości, choć tylko w języku angielskim. Ma słabiej rozbudowane menu, dostępne jedynie z poziomu przeglądarki internetowej. Mimo wszystko Orwell App dobrze radzi sobie z analizą artykułu. Narzędzie po wprowadzeniu tekstu zaznaczy zdania i słowa, które mogą sprawić trudność czytelnikowi. Podobnie jak Jasnopis i Hemingway App aplikacja podaje na skali stopień trudności tekstu oraz jego podstawowe statystyki, m.in. liczbę słów, akapitów i czas czytania.

Przy pierwszym kontakcie wydaje się, że aplikacja Orwell App nie oferuje swoim użytkownikom dodatkowych funkcjonalności jak np. Hemingway App. To jednak tylko pozory. Po przyjrzeniu się oknu aplikacji w prawym dolnym rogu edytora znajdziemy napis Markdown. Oznacza on, że aplikacja obsługuje język znaczników przeznaczony do formatowania tekstu. Zadaniem tego komputerowego języka jest jak najprostsze i efektywne formatowanie tekstu pod angielskie strony internetowe.

Dodatkowo Orwell App pozwala na wysłanie analizowanego tekstu e-mailem. Użytkownik po wprowadzeniu swojego adresu e-mailowego otrzyma go na skrzynkę odbiorczą w trzech wersjach. Pierwsza z nich to standardowy dokument tekstowy, druga to dokument w wersji HTML, trzecia wersja to Markdown.

Writer’s Block (www.writersblock.io)

Press

Co zrobić, kiedy nie jesteśmy w stanie zebrać myśli, czujemy się rozproszeni, a pisanie idzie nam z wielkim trudem? Czy pozostaje nam załamać ręce, pogodzić się z gorszym dniem i powrócić do mitrężenia czasu w internetowym śmietniku? Z pomocą przychodzi wtedy narzędzie Writer’s Block, które rozwiąże problem braku skupienia podczas pisania.

Ta aplikacja została stworzona, byś zabrał się do roboty. Patrzy Ci na ręce i pilnuje, byś pracował. Writer’s Block to narzędzie desktopowe, które ściągamy na swój komputer. Aplikacja nie wymaga instalacji, dlatego po pobraniu możemy od razu uruchomić program. Na początku Writer’s Block zapyta nas o to, w jakim trybie chcemy pracować. Do wyboru mamy dwie główne możliwości. W pierwszym trybie musimy wpisać liczbę słów, którą deklarujemy napisać. W drugim trybie aplikacja zapyta nas, jak długo chcemy pisać. Gdy chcemy w końcu coś napisać, ponieważ zbliżające się terminy nie dają nam spokoju, wybieramy pierwszą lub drugą opcję. I od teraz, Drogi Czytelniku, jesteś zakładnikiem tej aplikacji. Albo napiszesz zadeklarowaną liczbę znaków lub odsiedzisz swoje, albo pożegnaj się z Fejsbuczkiem, Twitterem i innymi pochłaniaczami czasu. Nie pomogą żadne litanie. Z pomocą nie przyjdą też magiczne skróty klawiszy. Zapomnij o alt + F4 albo ctrl + alt+ delete. Od teraz jesteś tylko Ty i niekończąca się biała strona uruchomiona w trybie pełnoekranowym. Narzędzie odblokuje komputer na inne aktywności dopiero po zrealizowaniu zadeklarowanej przysięgi. Stopień realizacji tekstu możemy sprawdzić, najeżdżając kursorem na napis Writer’s Block. Poniżej napisu widoczna jest również niebieska linia, która na bieżąco informuje nas o stopniu realizacji celu. Dodatkowo w lewym dolnym rogu ekranu znajduje się niewielki trójkąt, który po kliknięciu pokaże zegar oraz kilka dodatkowych funkcji programu. Aplikacja jest darmowa, posiada jednak kilka dodatkowych funkcji w wersji pro, jej koszt to 10 dol. W wersji płatnej dostajemy kilka ciekawych możliwości. Możemy np. zablokować klawisze backspace, delete lub strzałki klawiatury. Na szczęście w płatnej wersji Writer’s Block nie jest jedynie bezlitosnym oprogramowaniem. Za 10 dol. miesięcznie możemy uruchomić w tle dźwięk deszczu lub gwaru kawiarni. Wszystko po to, aby pisało się nam sprawniej.

Po zrealizowaniu zadeklarowanego celu aplikacja pozwoli nam wyjść z programu i zapisać tekst. W tym celu klikamy przycisk Save & exit. Co ważne, w przypadku zawieszenia się komputera w trakcie pracy nie utracimy tego, co napisaliśmy. Aplikacja co 10 sekund prewencyjnie zapisuje wszystko, co napiszemy. Nam zostaje tylko pisać.

Tekst był publikowany w magazynie Press (03/2016)

(19.04.2016)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

PODOBNE ARTYKUŁY