Dział: WYWIADY

Dodano: Luty 03, 2016

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Jesteśmy zadowoleni, ale liczyliśmy na więcej

Wojciech Fusek

Rozmowa z Wojciechem Fuskiem, zastępcą redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”, do niedawna jej wydawcą

Sprzedaż dzienników ogólnopolskich w 2015 roku nie spadała tak jak w latach poprzednich. Możemy już mówić o wyhamowaniu trendu?

Cała branża prasy głębokie spadki sprzedaży ma już za sobą i teraz będzie utrzymywał się trend poziomy. Wszyscy nauczyli się promować i sprzedawać, ale nim gazety przejdą w świat cyfrowy, jeszcze przez kilka lat będzie trwała wojna między papierem a cyfrą.

Co decyduje o w miarę już stabilnej sprzedaży "Gazety Wyborczej"?

Składa się na to kilka rzeczy. Tendencja przechodzenia czytelników do Internetu i co za tym idzie spadku sprzedaży ustępuje, ale na pewno nie zaniknie. Sprawdza się strategia nazywana przez nas tygodnikową, polegająca na dokładaniu do każdego wydania gazety dodatku kierowanego do innej grupy ludzi. W poniedziałek jest „Ale Historia”, we wtorek „Nauka”, w środę „Samo Zdrowie”, w czwartek „Duży Format”, w piątek „Wyborcza TV”, a w sobotę „Gazeta Świąteczna” i „Wysokie Obcasy”. To stabilizuje nam sprzedaż w poszczególne dni tygodnia. Jesteśmy zadowoleni, ale liczyliśmy na trochę lepszy wynik w skali roku. Chcieliśmy mieć minimalne wzrosty, a nie stabilizację przy minimalnym spadku. Jest jednak zdecydowanie lepiej niż w poprzednich latach. Trzeba też wziąć pod uwagę 77 tys. prenumerat cyfrowych "Gazety Wyborczej". Można więc stwierdzić, że kryzys czytelnictwa mamy chwilowo za sobą. Oczywiście wiemy, gdzie mamy braki i gdzie możemy zdecydowanie coś poprawić.

Uda się dźwignąć sprzedaż "GW" w tym roku?

Jeśli wyjdziemy na minus 1-2 procent, to będę bardzo zadowolony. W perspektywie najbliższych lat trzeba będzie się skoncentrować na głównych dniach wydawniczych, dwóch lub trzech, i to one będą decydowały o wynikach. O wzrostach w papierze trudno dziś mówić. Ważniejsze jest dla nas utrzymanie sprzedaży w prenumeracie cyfrowej, bo ona jest adresowana do młodszego i bardziej dynamicznego czytelnika, ma wyśmienitą strukturę czytelniczą. W wynikach sprzedaży chcemy utrzymać przewagę nad innymi opiniotwórczymi dziennikami, które do wyników sprzedaży dokładają dane z e-kiosków i sprzedaż pdf-ów. "GW" w pdf prawie się nie sprzedaje. Dlatego tak walczymy o prenumeratę cyfrową. Zapowiadaliśmy osiągnięcie na koniec grudnia 2016 roku pułapu 90 tys. prenumerat i zamierzamy to osiągnąć.

Iga Kołacz

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Dział: WYWIADY

Dodano: Luty 24, 2016

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Jesteśmy partnerem dla każdego wydawcy

Peter Barron

Rozmowa z Peterem Barronem, wiceprezesem ds. komunikacji i public affairs Google EMEA

Dlaczego Google Campus powstał w Warszawie? Europa Środkowo-Wschodnia to także Budapeszt lub Praga.

Dla Campusu potrzebne jest odpowiednie otoczenie. Samo odrestaurowanie budynku nie wystarczy. Konieczna jest aktywnie działająca społeczność, taka jak tutaj, w Warszawie. Oczywiście Campus ma służyć całemu regionowi, ale optymizm warszawskich start-upów jest uderzający. Dlatego wprowadziliśmy się właśnie tutaj. Campus Warsaw ze swoją lokalizacją w Warszawie może też łatwo stać się centralnym punktem integrującym społeczność startupową w Europie Środkowo-Wschodniej, na to liczymy. W zeszłym tygodniu Campus Warsaw ogłosił np. partnerstwo z TechHub w Rydze i Bukareszcie.

Czy działając na Campusie można też starać się o fundusze z Digital News Initiative Innovation Fund dla projektów medialnych?

Możliwe jest, że laureaci grantów z DNI Innovation Fund będą aktywnie działać w Campusie. Ale trzeba zaznaczyć, że to dwie osobne inicjatywy. Fundusz w ramach DNI to 150 mln euro na stymulację innowacji w cyfrowym dziennikarstwie w całej Europie. DNI, podobnie jak Campus, jest otwarte dla każdego. Oczywiście rozmawiamy z tradycyjnymi spółkami medialnymi o ugruntowanej pozycji, ale DNI jest otwarte również dla start-upów, a nawet indywidualnych dziennikarzy lub naukowców zainteresowanych mediami. Wyniki pierwszej rundy finansowania ogłaszamy właśnie dzisiaj.

Czy widział Pan zgłoszone propozycje projektów?

Nie. Powstał specjalny ekspercki zespół projektowy, który zajmował się weryfikacją aplikacji, a także DNI Fund Advisory Council - panel specjalistów z branży, złożony z przedstawicieli mediów z całej Europy. Jednym z nich jest Bartosz Hojka, prezes Agory. Rada głosowała nad wyselekcjonowanymi przez zespół ekspercki wnioskami, w oparciu o odpowiednie, przejrzyste procedury. W sumie otrzymaliśmy ponad 1200 aplikacji, znacznie więcej, niż się spodziewaliśmy, więc zespół miał sporo pracy.

Innovation Fund to tylko jedna z gałęzi DNI. Jest jeszcze gałąź szkoleniowa i związana z rozwojem produktów.

Tak, prowadzimy warsztaty i programy szkoleniowe z praktycznego wykorzystywania technologii w pracy dziennikarskiej, zajmuje się tym nasz dział News Lab. Odwiedzamy z takimi szkoleniami wszystkie zainteresowane newsroomy, każdy może z nich skorzystać, nie trzeba być członkiem DNI. Natomiast przy rozwoju produktów zaczęliśmy od swojego rodzaju grupy fokusowej złożonej z kilkunastu współzałożycieli inicjatywy DNI, czyli przedstawicieli głównych mediów europejskich (m.in. „The Guardian” i „Der Spiegel” - przyp. red.). Współpracują oni z inżynierami w Google, aby produkty, które powstają, były w stanie wesprzeć przyszłość jakościowego dziennikarstwa. W ramach takiego dialogu powstały projekty takie jak np. Accelerated Mobile Pages, nowy, otwarty standard, dzięki któremu strony i treści multimedialne wydawców będą ładowały się na urządzeniach przenośnych natychmiastowo, czy YouTube Embedded Player Pilot, który umożliwi wydawcom zatrzymywanie pełnych zysków z reklam wyświetlanych przy materiałach umieszczanych za pośrednictwem YouTube na stronie należącej do danego wydawcy.

W jaki sposób dziennikarze mogą korzystać ze szkoleń News Lab?

W ostatnich miesiącach zatrudniliśmy w Europie kilku specjalistów News Lab, w tym dedykowaną osobę w Polsce (Beatę Biel – przyp. red.), aby ściśle pracowały z redakcjami, pomagając im rozwijać umiejętności cyfrowe. To może dotyczyć analizowania trendów, wizualizacji historii na mapach, dziennikarstwa opartego na danych czy wykorzystania YouTube albo VR (rzeczywisctości wirtualnej). Bardzo chcielibyśmy, żeby to nie były tylko okazjonalne warsztaty i konferencje, ale abyśmy byli stałym partnerem dla redakcji, aby mogły one korzystać z wszystkich możliwości, jakie daje środowisko cyfrowe.

Czy udało się polepszyć relacje z europejskimi wydawcami? Przed ogłoszeniem DNI te stosunki były wręcz wrogie.

Zawsze widzieliśmy siebie jako dobrego partnera dla branży wydawniczej. Zawsze chcieliśmy z nią współpracować, pomagając w zarabianiu na tworzonych przez nią treściach. Co roku dostarczamy miliardy klików serwisom informacyjnym, które wydawcy przekładają się na zyski reklamowe. Ale w przeszłości, kiedy rozwijaliśmy nasze narzędzia, to robiliśmy to w izolacji. Jako firma technologiczna, skupialiśmy się na technologii i użytkownikach, inżynierowie opracowywali świetny produkt i po prostu go udostępniali. Teraz w pewnym sensie dojrzeliśmy, doszliśmy do wniosku, że wczesna współpraca jest dużo lepszym rozwiązaniem. I Google i wydawcy zrozumieli, że bardziej pożyteczna będzie wspólna praca. W lipcu zeszłego roku po raz pierwszy zdarzyło się, że przedstawiciele wydawców znaleźli się w tym samym pokoju co czołowi inżynierowie Google'a. I doprowadziło to do powstania świetnych produktów, które mam nadzieje będą bardzo pomocne branży medialnej.

Jeszcze niedawno Mathias Dopfner, prezes Axel Springer SE, pisał listy otwarte w FAZ, twierdząc, że boi się Google'a. Usługa Google News musiała zniknąć w Hiszpanii. Według „Politico Europe” wydawcy lobbują w Unii Europejskiej, licząc na dodatkowe zyski z Google News.

W ostatnim roku sytuacja bardzo się zmieniła. Zaczynaliśmy współpracę z ośmioma wydawcami, teraz jest ponad 160, którzy oficjalnie popierają DNI i znacznie więcej tych, którzy biorą udział w jakiejś części inicjatywy. Cieszylibyśmy się, gdyby Axel Springer dołączył do DNI.

Czyli są tacy, którzy wciąż odmawiają współpracy z Wami?

Jesteśmy partnerem biznesowym dla każdego wydawcy. Mamy z wydawcami znakomite relacje biznesowe, w tym z Axel Springer, niezależnie od publicznych animozji. Jeśli chodzi o DNI, oczywiście bardzo byśmy chcieli, żeby zaangażowało się w ten projekt jak najwięcej wydawców. Ale to ich decyzja. Większość jest zainteresowana przynajmniej jedną z części. Zresztą inicjatywa jest otwarta dla wszystkich i nie wymaga żadnych deklaracji.

W Stanach Zjednoczonych współpracuje się Wam z wydawcami łatwiej. Nie bez powodu zestaw do oglądania materiałów dziennikarskich w wirtualnej rzeczywistości były dodane do „The New York Times”, a nie do „Bilda”?

Europejscy wydawcy przechodzą trudny okres. Chcemy ich wspierać w cyfryzacji. W Hiszpanii zostaliśmy zmuszeni do zamknięcia Google News z powodu nowego prawa autorskiego. Ale to nie jest dobre dla działających w Hiszpanii wydawców, szczególnie tych mniejszych, których serwisy w rezultacie odwiedza mniej użytkowników. Z pewnością nie jest to też dobre dla czytelników.

Skąd Pan wie, że hiszpańskie media straciły na zamknięciu Google News?

Stowarzyszenie małych wydawców w Hiszpanii bardzo silnie krytykowało nowe prawo. Chyba nikt w Hiszpanii nie jest z tego powodu szczęśliwy. Mamy nadzieję, że Google News wróci na rynek hiszpański.

W Polsce współpracuje się wam z wydawcami łatwiej?

Współpraca z polskimi wydawcami jest znakomita, wielu zaangażowało się w DNI.

Czy AMP (projekt, który ma przyspieszyć wyświetlanie stron internetowych na urządzeniach mobilnych – przyp. red. ) będzie u nas standardem? Są obawy, że to nie będzie współpracować z sieciami reklamowymi i aplikacjami śledzącymi zachowania użytkowników.

Pracę nad AMP zaczęliśmy zaledwie parę miesięcy temu. Patrząc na liczbę firm, które się w nią zaangażowały, jesteśmy bardzo optymistyczni. Są wśród nich zarówno wydawcy, jak i platformy – np. Pinterest lub Twitter. Firmy takie jak Chartbeat i Comscore też z nami współpracują. Warto powiedzieć, że to nie jest projekt Google, tylko inicjatywa open source. To całkowicie otwarty system, kod jest udostępniony na zewnętrznej platformie i w jego rozwijaniu uczestniczą deweloperzy z całego świata. Po prostu wystarczy ściągnąć kod źródłowy i można z niego korzystać. A my już w tym tygodniu wprowadzimy wyświetlanie AMP do wyników wyszukiwania Google w kilku krajach.

Zmiany planowane są również w serwisie YouTube. Płatna wersja - YouTube Red już działa w USA.

YouTube reaguje na trendy. Na przykłąd gdy pojawiło się zapotrzebowanie na nadawanie na żywo rozgrywek w gry wideo, uruchomiliśmy taką usługę - YouTube Gaming. Pomysł na serwis z abonamentem, to odpowiedź na sygnały od twórców treści wideo. W Europie na YouTube zarabia ok. trzech milionów ludzi. Dzięki subskrypcjom będą mogli zarabiać więcej. Uruchomiliśmy też YouTube Kids w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, to aplikacja z treściami z YouTube dla dzieci.

W przypadku YouTube z abonamentem chcecie zwiększyć zysk twórców kanałów, czy zachęcić duże stacje telewizyjne, aby umieszczały odważniej w serwisie swoje treści?

Głównie chodzi o zwiększenie zysku twórców. Użytkownik ma wybór - płaci miesięczny abonament i będzie mógł oglądać wszystkie treści bez reklam. To twórcy nas o wprowadzenie takiego modelu prosili.

Rozmawiał Jakub Mejer

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo