Dział: WYWIADY

Dodano: Grudzień 18, 2014

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Nie tylko kominy

Rozmowa z Elżbietą Sidi, autorką tekstu „Serdecznie witamy w Auschwitz”, nagrodzonego Grand Press 2014 w kategorii Publicystyka

 

 

Gdzie wpadła Pani na pomysł napisania tego tekstu? W Polsce czy w Izraelu?

Początek wyjazdów młodzieży izraelskiej do Polski w 1988 roku zbiegł się z grubsza z datą mojej emigracji do Izraela w 1991 roku. Mogłabym powiedzieć, że tekst ten pisałam – w przenośni - przez ostatnie dwadzieścia kilka lat, od czasu kiedy tu przyjechałam i przedstawiając się jako Polka zaczęłam się spotykać z traumatycznymi reakcjami Izraelczyków na kraj, z którego pochodzę. Najczęstsze asocjacje z Polską to Zagłada, antysemityzm, socjalizm i dowcipy o „Polaniot”, czyli polskich Żydówkach. Stwierdzenie „Moja noga nigdy w Polsce nie powstanie” często pada w Izraelu.

Pani dzieci też uczestniczyły w wycieczkach edukacyjnych do Polski?

Dziewięć lat temu wyjechała do Polski klasa mojego syna z liceum w Giwatajim. Choć była to jedna z niewielu w tamtych czasach wycieczek edukacyjnych, które już miały w planie zwiedzanie Wieliczki, Krakowa i Warszawy, a nie tylko obozów, po raz pierwszy widziałam wtedy traumatyczny wpływ takich wypraw na młodych Izraelczyków.

Jak więc mówić o Zagładzie?

Należy o niej mówić. Nie można jednak dopuścić do tego, by wizerunek Polski automatycznie kojarzony był ze śmiercią. Może modelem naprawy stosunków mogłyby być Niemcy, które zostały rozgrzeszone przez Izraelczyków. Dziś to dla nich nowy kraj - interesujący, bogaty, godny naśladownictwa, popierający Izrael. Kiedy się pytam, czy kojarzy się im z wojną, zwykle odpowiadają: "Przecież to już zupełnie inne pokolenie”. Może właśnie dlatego, że tam nie jeździ się na wycieczki szlakami nazizmu?

Jest nadzieja, że i nasz kraj zacznie się Izraelczykom kojarzyć pozytywnie?

We wrześniu 2011 roku Ministerstwo Oświaty opublikowało po raz pierwszy oficjalny raport oceniający zadania edukacyjne wycieczek młodzieży izraelskiej do Polski. Wśród tych zadań widniał również postulat kontaktów z Polakami i walka ze stereotypami. Okazało się, że po 20 latach „kontaktów z Polską” tylko 13 procent młodzieży izraelskiej ma pozytywny stosunek do Polski i Polaków. 34 proc. młodzieży ze świeckich szkół państwowych uważa, że wycieczki umożliwiają im kontakt z Polakami, a wśród młodzieży religijnej ze szkół państwowych tylko 4 proc. spotkało się w Polsce z jej mieszkańcami. Jest tak, ponieważ program wycieczek, jeśli nawet zawiera w planie zwiedzanie Polski czy kontakty z Polakami, często jest tak modelowany, że do tych kontaktów nie dochodzi, lub są one jednostkowe.

Izrael jest z tych wyników zadowolony?

Uważa te wycieczki za wielki sukces. Po przyjeździe z Polski zgodnie z izraelskim raportem aż 92 proc. młodych Izraelczyków tuż przed służbą wojskową „zrozumiało znaczenie istnienie państwa Izraela dla narodu żydowskiego”, a „83 proc. znaczenie istnienia Sił Obrony Izraela”. Polska jest doskonałym poligonem patriotyzmu dla Izraelczyków. Dlatego jakakolwiek zmiana to trudna i delikatna sprawa. Polska nie chce być posądzona o antysemityzm. Stosunki gospodarczo-polityczne pomiędzy krajami świetnie się rozwijają. Wycieczki to źródło dochodu dla wielu ludzi.

Co więc można zrobić?

Aranżować pozytywne wydarzenia w czasie wycieczek, takie jak spotkania z młodzieżą izraelską w Polsce, wymiana młodzieży nie związana z Szoah, wymiana delegacji. Należy inwestować zdecydowanie więcej funduszy w ten projekt poznania i pojednania między izraelskimi i polskimi uczniami oraz nauczycielami. Może np. zaproponować wspólne uroczystości na terenach obozów, mieszane delegacje Polaków i Izraelczyków? Wspaniale, że powstało Muzeum Żydów Polskich w Warszawie, gdzie nareszcie widać, że nie ma historii Żydów Polskich bez historii Polski i odwrotnie. To muszą zrozumieć  Izraelczycy.

 

Rozmawiała Dorota Jastrzębowska
(Fot. Katarzyna Sikora)

(18.12.2014)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

PODOBNE ARTYKUŁY

Dział: WYWIADY

Dodano: Styczeń 02, 2015

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

"Inspiracji szuka się przez obserwację świata"

Rzecznik prasowy TVP Jacek Rakowiecki o podobieństwie czołówki "Wiadomości" do czołówek innych programów

Dlaczego tworząc nową czołówkę „Wiadomości” wykorzystano motyw szybkiego przelotu kamery nad Warszawą?

Bo szukaliśmy nowej konwencji, oddającej dynamikę programu. A także dlatego, że „Wiadomości” to pierwszy informacyjny serwis telewizyjny w Polsce, który na dużą skalę używa drona do realizacji materiałów i programu. Jesteśmy jedynym serwisem, który ma drona live. TVN i Polsat mimo że mają helikoptery, nie są w stanie używać ich do precyzyjnych zdjęć z lotu ptaka.

Pana zdaniem nowa czołówka „Wiadomości” jest podobna do czołówki ITV sprzed pięciu lat?

Oczywiście, że jest. Podobnie jak większość programów informacyjnych na świecie ma bardzo podobne, czasem wręcz bliźniaczo, czołówki z kręcącą się kulą ziemską i jakoś nikomu to nie przeszkadza. Oczywiście, że znaliśmy czołówkę wyprodukowaną przez Independent Television Network podobnie jak setki innych. Inspiracji szuka się przez obserwację świata - nie inaczej. Duża inspiracją dla naszych twórców był również na przykład przelot z filmu "Contact".


Tylko laik może nie zrozumieć, że każdy przelot kamery przez duże miasto leżące nad rzeką wygląda tak samo, nic na to nie poradzimy.
Podobieństwo jest faktycznie w zegarze, ale trochę od nas niezależne. Oba zegary wyglądają podobnie i oba są rozpoznawalnymi elementami horyzontu obu miast. Mogliśmy pokazać na końcu inny budynek, ale tylko Pałac Kultury i Nauki jest powszechnie rozpoznawalny w całej Polsce. W dodatku nasz zegar pokazuje realny czas, inne zegary w podobnej funkcji już nie, w tym ten z ITV. Warto też pamiętać, że bardzo podobnie wyglądają wszystkie inne loty kamery nad obiektami - w animacji 3D, np. w czołówkach do filmów Walta Disney’a, który zresztą był pierwszy, tylko nie ma zegara w kadrze. Wielokrotnie ten chwyt stosowano już w kinie, jak np. w całej trylogii tolkienowskiej i w „Hobbicie” – różni się tym, że kamera leci tam na ogół nie nad miastem, ale nad urozmaiconym krajobrazem czy polem bitwy. Samochody też mają koła w zasadzie identyczne… Czy znaczy to, że ich konstruktorzy i producenci popełniają seryjnie plagiaty? Nie, po prostu pewne rozwiązania techniczne i założenia merytoryczne zawsze będą zbieżne w ostatecznym efekcie.

Elżbieta Rutkowska

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

PODOBNE ARTYKUŁY