Operatorzy kręcili, dziennikarze pomagali, a internauci krytykują
autor: Maciej Kozielski, Krzysztof Kowalczyk
10.01.2012 12:26
Główne serwisy internetowe pokazały wczoraj film z zamienionego w salę konferencyjną gabinetu, w którym płk Mikołaj Przybył próbował popełnić samobójstwo. Większość wpisów internautów była druzgocąca dla dziennikarzy.
Na filmie zobaczyć można było, jak pułkownik wyprasza z gabinetu dziennikarzy, potem w tle słychać przeładowanie broni i strzał. Następnie widać dziennikarzy, którzy wchodzą do sali i wybierają numery w telefonach komórkowych, a jeden z operatorów kamery biegnie do swojego sprzętu. Materiał pochodził z kamery TVN 24, która pozostała na sali i nie została wyłączona na czas przerwy w konferencji. W wideo zamieszczonym w serwisie Gazeta.pl wycięto huk strzału i wstawiono planszę z napisem: "Strzał".
Była dziennikarka śledcza Anna Marszałek, obecnie analityk Najwyższej Izby Kontroli, nie widzi nic złego w tym, że sfilmowano zdarzenie: - Operator kamery zachował się profesjonalnie. Nie był tam sam i nie musiał wybierać: filmować czy udzielać pomocy - mówi Marszałek.
Film wywołał jednak burzę w Internecie. Bloger Kominek pytał: "Jaka jest różnica między dziennikarzem i szmatą?" i odpowiedział: "Żadna". Tak jak większość internautów, zwrócił uwagę na operatorów biegnących do kamery zamiast do leżącego na podłodze postrzelonego prokuratora. Na Facebooku powstał też profil piętnujący jednego z operatorów ”Chcę poznać dane dziennikarza »w czerwonej bluzie«".
Piotr Górecki, reporter "Wiadomości" TVP 1, nie przypomina sobie podobnej sytuacji w dotychczasowej swojej pracy. - Operatorzy najpierw wzięli kamerę do ręki, choć w pierwszej kolejności powinni udzielić pomocy - uważa Górecki.
- Zza zamkniętych drzwi usłyszeliśmy huk, pomyśleliśmy, że wywróciła się jedna z kamer, które zostały w gabinecie. Weszliśmy tam, żeby zobaczyć, co się stało - opowiada Łukasz Cieśla, dziennikarz "Polski Głosu Wielopolskiego", który był na dramatycznej konferencji w prokuraturze wojskowej. - Zobaczyłem prokuratora leżącego na ziemi z głową w kałuży krwi. Zacząłem go cucić, myśląc, że stracił przytomność. Nie widziałam żadnej rany, dopiero po chwili spostrzegłem pistolet leżący obok głowy. Prosiłem innych dziennikarzy i operatorów, żeby pomogli mi przewrócić Przybyła na plecy, ale wszyscy zajęli się kręceniem zdjęć - relacjonuje Łukasz Cieśla. - Po chwili pomógł mi jeden z kolegów. Później wszedł ktoś, kto powiedział, że jest lekarzem. Pogotowie przyjechało po kilkudziesięciu minutach - kończy relację Łukasz Cieśla.
Na niektórych materiałach wideo widać Cieślę przy leżącym na podłodze prokuraturze. Dziennikarze dopytują się, czy już wezwano pogotowie, w tle słychać też głos jednej z dziennikarek: "Daj spokój. Kręcenie tego nie ma najmniejszego sensu”.
Telewizje informacyjne Polsat News i TVP Info pokazały moment, jak prokurator po próbie samobójczej leży na podłodze, ale obraz został zamglony i widać dziennikarzy próbujących udzielić mu pomocy, a nie jego samego.
Wprawdzie Robert Greifeld, prezes giełdy Nasdaq koszty wpadki przy debiucie akcji Facebooka oszacował na zaledwie 13 milionów dolarów, ale konsekwencje tej nieudanej operacji mogą być znacznie poważniejsze
Jest tylko jedna konferencja na świecie, na której inspirujące historie za darmo opowiadają Al Gore czy Stephen Hawking. A ludzie tacy jak Larry Page, Jeff Bezos czy Cameron Diaz, by ich posłuchać, płacą tysiące dolarów
Pięć lat temu Eliza Michalik dostała w Superstacji szansę na drugie życie medialne. Goszczący u niej politycy zazwyczaj nie mają pojęcia, jak bardzo zmieniła poglądy